Polecane

105 lat temu rozstrzygnęliśmy o swym losie. Starcie, które zmieniło historię Polski

Polacy, mimo, że przez ponad wiek nie posiadali własnego państwa, a niepodległość odzyskali zaledwie dwa lata wcześniej, stanęli do walki, która mogła wydawać się beznadziejna. I wygrali. 
 Bitwa Warszawska była, kto wie, być może najważniejszym zwycięstwem w całych dziejach Polski.

Pomimo to, wciąż nie możemy doczekać się potężnego pomnika upamiętniającego wiktorię Polski nad bolszewicką Rosją, ani tym bardziej dedykowanego tym wydarzeniom muzeum. Lata mijają, a kolejne rządy robią nic lub niewiele by zrealizować stosunkowo mało wymagające inwestycje.

„Przez trupa białej Polski do światowej rewolucji!” – wołał dowódca Frontu Zachodniego, Michaił Tuchaczewski zagrzewając do walki swoich żołnierzy, którzy parli w stronę polskiej stolicy. 

 Polska dokonała czynu nieprawdopodobnego, który trudno porównać z jakimkolwiek innym momentem nie tylko w naszych dziejach, ale i dziejach Europy i świata. Polacy, mimo, że przez ponad wiek nie posiadali własnego państwa, a niepodległość odzyskali zaledwie dwa lata wcześniej, stanęli do walki, która na pozór mogła wydawać się beznadziejna. Polska jednak nie poddała się i stawiła czoła bolszewickiej armii. Nasze zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej przekreśliło marzenia komunistycznej Rosji o siłowym podbiciu Europy.

Włodzimierz Lenin kreślił w swej głowie plany podboju całego kontynentu, a rewolucję komunistyczną oczami wyobraźni widział od Moskwy po Lizbonę. Polska udaremniła te plany. Bitwa Warszawska to jedna z najważniejszych bitew w dziejach świata. Gdyby Polacy ją wówczas przegrali, losy naszej Ojczyzny, ale i całej Europy potoczyłyby się zupełnie inaczej. 

Śmiałe plany Lenina

W komunistycznej historiografii wojna polsko-bolszewicka i Bitwa Warszawska przedstawiana jest jako wynik „awanturniczej polityki Piłsudskiego”, która uderzyła w „pokojowo nastawione do Polski i świata młode państwo radzieckie”. Plan bolszewików zakładał, że w całej Europie wybuchną, podobne do rosyjskiej, rewolucje komunistyczne, co, de facto, prowadziłoby do zniszczenia cywilizacji łacińskiej. W marcu 1919 roku na kongresie III Międzynarodówki Lew Trocki mówił, że „po rozgromieniu kontrrewolucji w Rosji nastąpi pochód na kraje kapitalistyczne Europy”. Wtórował mu Lenin, zapowiadając, że „wszyscy zobaczą jak powstaje Ogólnoświatowa Federacyjna Republika Rad”. 

 Te plany nie były – jak mogłoby się nam w Polsce wydawać, oderwane od rzeczywistości, gdyż w całej Europie Zachodniej od lat powstawały partie i bojówki komunistyczne. Takie organizacje istniały m.in. w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Włoszech. Z punktu widzenia Moskwy, na drodze do ogólnoeuropejskiej dominacji komunizmu stała jedynie Polska.

„Wojska czerwonego sztandaru gotowe są walczyć aż do śmierci z wojskami białego orła. Musimy pomścić zbezczeszczony Kijów, musimy utopić zbrodniczy rząd Piłsudskiego w krwi zmiażdżonej armii polskiej. Na zachodzie ważą się losy wszechświatowej rewolucji, droga do światowego pożaru wiedzie przez trupa Polski. Naprzód Towarzysze! Na Wilno, Mińsk, Warszawę – marsz!” – mówił Michaił Tuchaczewski. 

Ponadto Rosja bolszewicka prowadziła silną akcję propagandową w całej Europie. Lansowano hasła „Ręce precz od Rosji sowieckiej”, co od początku miało ukazać Polskę jako agresora, a bolszewików jako niewinne ofiary polityki Warszawy. W stan mobilizacji postawiono wszystkie związki zawodowe, partie i organizacje komunistyczne, lewicowe oraz marksistowskie w całej Europie. Rzesze dziennikarzy pracujących w zachodniej prasie i radiu było opłacanych przez bolszewików. Przeciwko Polakom rozpętano kampanię oszczerstw, która miała na celu zdyskredytować ich działania i podważyć w ogóle prawa Polski do istnienia. Kolejarze w Niemczech i Czechosłowacji rozpoczęli blokadę torów, co uniemożliwiło dostawy sprzętu wojskowego do Polski, np. z Francji i utrudniło dostawy z Węgier. Miliony ludzi w Europie Zachodniej czekało na porażkę Polski w Bitwie Warszawskiej i całej wojnie polsko-bolszewickiej, a później na zwycięski marsz Armii Czerwonej na Zachód. 

Jaka odpowiedź?

 W Polsce zdawano sobie sprawę, jakie zagrożenie stanowi bolszewicka Rosja. Aż nadto dobrze Polacy wiedzieli, czym są rusyfikacja, wywózki na Daleki Wschód i ekspansywna polityka Rosji. Te wszystkie „cechy” państwa carów podlane komunistyczną propagandą stanowiły tym bardziej śmiertelne niebezpieczeństwo dla Polski. Przed bitwą ponad sto tysięcy ludzi zgłosiło się do Armii Ochotniczej, na czele której stał generał Józef Haller. Kazimierz Wierzyński w „Pamiętnikach poety” pisał:

„Nowy pobór zbliżył liczebność armii do miliona. Był to czas grozy idącej od strony frontu i czas nieopisanego zrywu od strony wnętrza państwa. Kto przeżył ten okres, nigdy go nie zapomni”.

Rząd węgierski, jako jeden z nielicznych rządów, rozumiał zagrożenie, dlatego postanowił wspomóc Polskę. W fabryce na wyspie Caspel ruszyła produkcja amunicji, która była odpowiednia dla broni austriackiej i niemieckiej, którą dysponowała duża cześć Wojska Polskiego. Premier Węgier, Pál Teleki zdecydował ponadto, że wszystkie zapasy i cała produkcja będzie wysyłana do Polski.

Czechosłowacja wprowadziła blokadę na transport pomiędzy Węgrami a Polską, zatem wszystkie dostawy odbywały się okrężną drogą przez Rumunię. Dzięki węgierskiej pomocy, do Warszawy na kilka dni przed Bitwą Warszawską dotarło 35 milionów nabojów karabinowych i 30 tysięcy karabinów Mauser. 22 lipca 1920 roku węgierski premier wezwał Europę do wsparcia Polski, ale jego odezwa nie spotkała się z zainteresowaniem. Sam Teleki zaproponował jednak Polsce wsparcie wojskowe, lecz transport żołnierzy nie powiódł się, gdyż zgody na to nie wyraziła Entanta. Ostatecznie, w wojnie z bolszewikami (lecz nie w samej Bitwie Warszawskiej) wziął udział tylko niewielki oddział węgierskich ochotników.

Apel polskich biskupów do biskupów świata z 1920

Do uznania rangi tej kampanii zapewne znacznie przyczynił się apel „Biskupi polscy do episkopatu świata” z 7 lipca 1920 r.

    Polska w pochodzie bolszewizmu na świat jest już ostatnią dla niego barierą, a gdyby się ta załamała, rozleje się on po świecie falami zniszczenia – napisali polscy hierarchowie.

List został napisany w stylu charakterystycznym dla swojej epoki, który współczesnemu czytelnikowi może się wydać miejscami nieco nazbyt patetyczny i emocjonalny. Uderza jednak fakt, jak zdecydowany był to apel. I najwyraźniej odbił się on szerokim echem.

W czasie, gdy Rosja sowiecka (w grudniu 1922 r. przemianowana na Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich) zabiegała o uznanie swojego państwa na arenie międzynarodowej, apel polskich biskupów był ważnym głosem na temat ideologii bolszewickiej oraz nowego tworu państwowego. Niestety, sama ideologia, a nawet państwo, choć tworzone brutalnymi, krwawymi metodami, kosztem niszczenia cywilizacji i religii, obserwowane były na zachodzie niekiedy z życzliwym zainteresowaniem. Apel pokazuje, jak trzeźwy osąd na temat komunizmu (nazywanego w liście bolszewizmem) mieli polscy biskupi i jak trafnie rozpoznali jego naturę i cele.

Na podbój świata

Przede wszystkim biskupi zaznaczyli, że komunizm to zagrożenie globalne:

    Bo my nie sami dziś zagrożeni jesteśmy. Dla wroga, który nas zwalcza, nie jest bynajmniej Polska ostatnią przystanią dla jego trofeów, lecz jest mu raczej etapem tylko i pomostem do zdobycia świata.

Dalej sprecyzowali:

    I nie jest bynajmniej za śmiałe to słowo, które tu rzucamy o zdobywaniu świata. Kto wie, jak bolszewizm siecią agitacji, niby pająk, plątał najdalej nawet leżące od Rosji narody; kto wie, jak związek międzynarodowy, rozszerzony po świecie, jest jego rządem właściwym, kto zna ich metody, ich hasła i cele, ten zrozumie i oceni doniosłość i ścisłość użytego przez nas wyrażenia. Bolszewizm idzie istotnie na podbój świata.

Zauważyli też, że na zachodzie „wszystko już dziś jest do tego podboju świata przygotowane”:

    Są już we wszystkich krajach całe zastępy zorganizowane, oczekujące tylko bojowego hasła; są w przygotowaniu ustawiczne strajki, mające paraliżować zdrowe życie narodu. Waśń klasowa przechodzi już w paroksyzm nienawiści, a przez wpływy międzynarodowe tamowany jest zręcznie każdy zdrowy odruch opinii i wszelkiej samoobrony narodowej.

Duch antychrysta

Biskupi pokrótce przypomnieli współbraciom w biskupstwie (wśród których wielu mieszkało w krajach, gdzie żywe były sympatie lewicowe), czym w istocie jest komunizm. To zbrodnicza ideologia, która dąży do zniszczenia świata:

    Bo bolszewizm jest ostatnim wykwitem wszelkich zasad negacji chowanych przez całe stulecie, które godziły w rodzinę, w wychowanie, w ustrój socjalny, w religię, a nadto dziś godzą w samą do niedawna bóstwioną jeszcze przez siebie wiedzę. Tylko że bolszewizm dołączył do doktryny czyn: przeprowadza on zasady swe w życie mordem, krwią, dyktaturą i despotyzmem jednostek.

W dodatku komunizm żywi szczególną niechęć do chrześcijaństwa:

    Oprócz doktryny i czynu nosi jeszcze bolszewizm w swej piersi nienawiścią zionące serce. Nienawiść zaś jego zwraca się przede wszystkim ku chrystianizmowi, którego żywym jest zaprzeczeniem, zwraca się przeciw krzyżowi Chrystusa i Jego Kościołowi, zwłaszcza iż ci, którzy są sterownikami bolszewizmu, noszą w swej krwi tradycyjną nienawiść ku chrystianizmowi. Bolszewizm prawdziwie jest żywym wcieleniem i ujawnieniem się na ziemi ducha antychrysta.

Nie chodzi o pieniądze

O co poprosili w swoim apelu polscy biskupi?

    Zwracamy się przeto, bracia nasi, z prośbą o ratunek; nie o pieniądze was prosim, nie o amunicję, nie o wojskowe zastępy (…). Pokoju pragniem i o pokój się modlimy i was dlatego, najczcigodniejsi bracia, o broń prosimy pokoju, jaką jest modlitwa. Prosim was dzisiaj o szturm modłów do Boga za Polską.

Zdaniem polskich biskupów modlitwa może „przymnożyć zdroju błogosławieństwa wszystkim narodom chrześcijańskim”, „zszeregować się zagrożony świat katolicki w jeden obóz”, „spotęgować ducha Chrystusowego, który w rozmodlonych duszach ujawni się światu i przeciwstawi się bożyszczu, żądnemu władania światem”, a wreszcie może „ocucić sumienia narodów”.

List napisało w imieniu całego polskiego Episkopatu dwóch kardynałów: Edmund Dalbor (prymas Polski) i Aleksander Kakowski oraz pięciu biskupów: arcybiskup lwowski obrządku łacińskiego Józef Bilczewski, arcybiskup lwowski obrządku ormiańskiego Józef Teodorowicz, biskup krakowski Adam Sapieha, biskup lubelski Marian Fulman i biskup podlaski Henryk Przeździecki.

Bitwa Warszawska

 Natarcie na ziemie Polski bolszewicy prowadzili w dwóch kierunkach. Front Zachodni, którym dowodził Michaił Tuchaczewski, szedł w kierunku na zachód w stronę Warszawy, a jego zamiarem było dotarcie do Niemiec. Drugi front, Południowo-Zachodni, pod dowództwem Aleksandra Jegorowa szedł w kierunku Lwowa i Galicji Wschodniej, a jego celem było przebycie Karpat i dalszy marsz na południowy-zachód Europy, aż do Włoch. Twierdził tak Józef Stalin, który w trakcie tamtej kampanii był zastępcą Jegorowa.

„Zinowiew, Bucharin i także ja uważam, że należy w tej chwili pobudzić rewolucję we Włoszech. Uważam osobiście, że należy w tym celu zsowietyzować Węgry, a być może także Czechosłowację i Rumunię” – pisał Stalin w depeszy do Lenina 23 lipca 1920 roku.

Lenin doskonale wiedział, że na drodze do realizacji tego ambitnego planu stoi właśnie Polska. „Z politycznego punktu widzenia jest arcyważne, aby dobić Polskę” – mówił. Nie przewidział jednak, co stanie się na przedpolu Warszawy, w trakcie starcia określanego jako Cud nad Wisłą.

Bitwa Warszawska zaskoczyła bolszewików. Choć początkowo to Rosja miała przewagę, słynne kontruderzenie znad Wieprza zmieniło losy bitwy. Do dziś trwają spory, czy autorem manewru był Szef Sztabu Generalnego, generał Tadeusz Rozwadowski, czy Naczelny Wódz, Józef Piłsudski (wydaje się, że manewr był pomysłem Rozwadowskiego, który Piłsudski zaaprobował i poprowadził). Niemniej, to właśnie to uderzenie odepchnęło bolszewików od Warszawy i sprawiło, że wojska Tuchaczewskiego zaczęły się w panice wycofywać. 

 Bitwa Warszawska była pogromem dla Rosjan. Zginęło 25 tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej, a 66 tysięcy dostało się do niewoli jako jeńcy (Polska straciła 4,5 tys. żołnierzy). Około 50 tysięcy Rosjan uciekło do Prus Wschodnich, gdyż Polacy odcięli im drogę powrotu.

Pomimo dalszych prób, bolszewikom nie udało się przejść przez Polskę. W październiku 1920 roku ponieśli kolejną klęskę w bitwie nad Niemnem. 18 października 1920 roku podpisano rozejm.

Bitwa Warszawska miała kolosalne znaczenie dla przyszłości całej Europy. Doceniono ją dopiero po jej zakończeniu. Ówczesny ambasador brytyjski w Polsce, lord Edgar Vincent D’Abernon nazwał Bitwę Warszawską „osiemnastą decydującą bitwą w dziejach świata” (w kolejności chronologicznej).

„Współczesna historia cywilizacji zna mało wydarzeń posiadających znaczenie większe od bitwy pod Warszawą w roku 1920. Nie zna zaś ani jednego, które by było mniej docenione. Gdyby bitwa pod Warszawą zakończyła się zwycięstwem bolszewików, nastąpiłby punkt zwrotny w dziejach Europy, nie ulega bowiem wątpliwości, iż z upadkiem Warszawy środkowa Europa stanęłaby otworem dla propagandy komunistycznej i dla sowieckiej inwazji (...). Zadaniem pisarzy politycznych jest wytłumaczenie europejskiej opinii publicznej, że w roku 1920 Europę zbawiła Polska” – pisał D’Abernon.

Dla bolszewików przegrana Bitwa Warszawska była potężnym ciosem. Porażka obróciła w gruzy wszystkie plany, jakie Lenin miał wobec Europy Zachodniej, jednak nie tracił on nadziei, że kiedyś pokona Polskę. Niepocieszeni byli także liczni komuniści działający w całej Europie, którzy już wywieszali czerwone sztandary na powitanie bolszewickiej armii.

„Polskę opanujemy i tak, gdy nadejdzie pora. Przeciwko Polsce możemy zawsze zjednoczyć cały naród rosyjski i nawet sprzymierzyć się z Niemcami (…). – pisał Lenin – Oni pragną rewanżu, a my rewolucji. Chwilowo interesy nasze są wspólne. Polska wojna była najważniejszym punktem zwrotnym nie tylko w polityce Rosji Sowieckiej, ale także w polityce światowej (…). Wszystko tam, w Europie, było do wzięcia. Lecz Piłsudski i jego Polacy spowodowali gigantyczną, niesłychaną klęskę sprawy światowej rewolucji”. 

Prof. Andrzej Nowak o Bitwie Warszawskiej: naród zjednoczony zatrzymał bolszewicką rewolucję.

Prof. Andrzej Nowak przypomina, że Bitwa Warszawska była czymś znacznie więcej niż tylko militarnym zwycięstwem – była przejawem duchowej mobilizacji całego narodu. Jego zdaniem o sukcesie w sierpniu 1920 roku zadecydowało przede wszystkim niezwykle silne morale – zarówno w szeregach Wojska Polskiego, jak i w społeczeństwie. Choć nie sposób przecenić roli dowódców takich jak Józef Piłsudski, gen. Tadeusz Rozwadowski, gen. Władysław Sikorski czy gen. Józef Haller, to nawet najwybitniejsze przywództwo nie przyniosłoby efektu, gdyby Polacy utracili wolę walki. Tymczasem – jak zauważa profesor Nowak – nawet w najbardziej dramatycznych momentach nie doszło ani do paniki, ani do moralnego załamania.

Latem 1920 roku, w obliczu zbliżającej się Armii Czerwonej, Polacy pokazali coś unikalnego: gotowość do poświęcenia i walki nie tyle w obronie terytorium, co wartości. Dla ogromnej części społeczeństwa Polska nie była bytem czysto administracyjnym – była wspólnym domem, zakorzenionym w historii i duchowości, której fundamentem pozostawał katolicyzm. Fenomen armii ochotniczej Hallera, do której zgłaszali się także ci, których nie obowiązywał pobór, był wyrazem tej zbiorowej mobilizacji ducha.

Prof. Nowak przypomina również o szerszym kontekście – bolszewicki marsz na Warszawę był elementem wielkiego planu rewolucji światowej. Depesze Lenina i Stalina z lipca 1920 roku dowodzą, że atak na Polskę miał być jedynie pierwszym etapem. Dalej planowano sowietyzację Niemiec, Austrii, Czechosłowacji, Węgier, a nawet Włoch. Polska miała być „trupem, po którym przejdą” czerwone armie. Lenin wprost pisał o konieczności „rozbicia” Rumunii, a Stalin potwierdzał, że nadszedł właściwy moment, by rozpęd rewolucji wykorzystać do zmiany oblicza Europy.

Do tego jednak nie doszło. Jak zaznacza prof. Nowak, bolszewicką falę powstrzymał nie tyle geniusz taktyczny – choć i on był obecny – co niezłomna postawa narodu. Polska armia cofała się w sposób uporządkowany, bez panicznego odwrotu. Mimo przewagi wroga, mimo realnego zagrożenia dla istnienia młodego państwa, nie załamało się morale ani na froncie, ani wśród cywilów. Społeczeństwo, wychodząc z ruin zaborów, okazało się narodem zdolnym do najwyższych poświęceń. I właśnie to – duchowy opór, wiara w sens wspólnoty i gotowość do walki w obronie ładu chrześcijańskiego – sprawiło, że 15 sierpnia 1920 roku nie tylko zatrzymano bolszewików, lecz również ocalono Europę przed katastrofą.

Prof. Nowak przypomina też, że kilka tygodni po bitwie sam Lenin przyznał się do błędu: sądził, że Europa dojrzała do rewolucji, ale – jak mówił – „bagnet pokazał, że nie”. W rzeczywistości to nie gotowość do rewolucji, ale gotowość do obrony cywilizacji łacińskiej przeważyła. Tę pamięć – zaznacza profesor – mamy obowiązek pielęgnować i przekazywać kolejnym pokoleniom, nie tylko jako wspomnienie zwycięstwa, ale jako wzór narodowej jedności w obliczu śmiertelnego zagrożenia.

Prezydent złożył wieniec przed pomnikiem marszałka Józefa Piłsudskiego przy Belwederze

Prezydent Karol Nawrocki złożył w piątek w dniu Święta Wojska Polskiego wieniec przed pomnikiem marszałka Józefa Piłsudskiego przy Belwederze w Warszawie.Prezydentowi towarzyszyła małżonka Marta Nawrocka.

Uroczysta odprawa wart przed Grobem Nieznanego Żołnierza 

W piątek w dniu Święta Wojska Polskiego przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie odbyła się uroczysta odprawa wart. 

W obchodach na placu Piłsudskiego uczestniczyli m.in. prezydent Karol Nawrocki z małżonką, marszałek Sejmu Szymon Hołownia, wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz oraz szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz.
.
Prezydent: Linia Wisły nie jest granicą Polski!

W czasie przemówienia podczas uroczystej defilady z okazji Święta Wojska Polskiego prezydent Karol Nawrocki nawiązał do skandalicznych, ujawnionych przez byłego szefa MON Mariusza Błaszczaka planów obrony kraju, obowiązujących za poprzednich rządów PO-PSL. „Polska jest jedna, a linia Wisły nie jest jej granicą” – podkreśliła głowa państwa.

Prezydent zwrócił uwagę, że „każdego roku, 15 sierpnia, w nas, we współczesnym narodzie polskim rodzi się duch zwycięzców. Duch narodu dumnego. Gotowego do walki o najważniejsze dla nas wartości - niezależnie od szans na zwycięstwo”.

- „Tak, to 15 sierpnia budzi w nas regularnie, co roku, wielkiego ducha wolności i zwycięstwa. A sam sierpień jest miesiącem bardzo szczególnym w naszej narodowej pamięci, bo w roku 1920 wygraliśmy z sowiecką, bolszewicką antycywilizacją. Dla Polski, dla Europy, dla świata - było to zwycięstwo. W sierpniu roku 1980 także u nas w Polsce powiedzieliśmy głośne: nie, systemowi komunistycznemu. Dla Polski, dla Europy i dla świata”
- przypomniał.

Zauważył też, że „ta krwawa lekcja zwycięstwa z 1920 roku, zwycięstwa nad bolszewikami, mówi dzisiaj do nas, do mnie, jako do prezydenta Polski, do całej klasy politycznej: że niepodległość jest dobrem cennym, ale jest też dobrem bardzo kosztownym”.

Wskazał, że dbanie o niepodległość pozostaje dla nas aktualnym zadaniem,

- „Musimy dokładać wszelkich sił i środków, aby Polska była bezpieczna, a Wojsko Polskie i polskie Siły Zbrojne mogły się rozwijać, modernizować i abyśmy mogli mieć coraz więcej żołnierzy. Powinniśmy być w krótkim czasie nie trzecią, a pierwszą najsilniejszą armią Sojuszu Północnoatlantyckiego w Europie. I do tego będę dążył jako prezydent Polski przez najbliższe lata” - oświadczył.

Ponadto Karol Nawrocki zauważył, że w 1920 roku udało się pokonać Armię Czerwoną „dzięki jedności”.

- „Dzięki wspólnocie. Nie tylko jedności wszystkich partii z roku 1920, skumulowanych w Rządzie Obrony Narodowej. Dzięki temu, że do walki z bolszewikami stanęli polscy chłopi. A obok nich polscy studenci, harcerze i patrioci. Stanęli zawodowi żołnierze, którzy wywalczyli już niepodległość w roku 1918 i bili się w roku 1920. A obok nich ochotnicy - ludzie młodzi, z miłością do Polski i z wolnością w swoich sercach. To lekcja, którą wszyscy musimy dzisiaj odebrać. Rzeczywiście - bezpieczeństwo nie może być przedmiotem sporu politycznego, nigdy. I nie pozwolę na to, jako prezydent RP. Bo bezpieczeństwo zapewnić musimy wszystkim, a zapewniają je żołnierze także o różnych poglądach politycznych. I o różnych decyzjach przy urnie wyborczej. Tylko jedność i wspólnota dają nam siłę budowania naszego systemu odporności, naszego systemu bezpieczeństwa” - powiedział.

Prezydent mówił również o konieczności opracowania nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. Nawiązał przy tym do planów obrony kraju „na linii Wisły”, pochodzących z poprzednich rządów Donalda Tuska.

- „Dlatego właśnie - musimy wspólnie z rządem, z p. premierem, wicepremierem, pochylić się nad strategicznymi, zasadniczymi dokumentami Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. I głęboko wierzę, że jedyną emocją, która będzie w nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego i dokumentach wykonawczych, będzie emocja polskiej racji stanu. Będzie jasna deklaracja obrony każdego centymetra i każdego skrawka polskiej ziemi. Bo Polska jest jedna, a linia Wisły nie jest jej granicą. W Strategii Bezpieczeństwa Narodowego musimy uwzględnić także społeczne oczekiwania i chęć poczucia pełnego bezpieczeństwa na dekady - przez polskich obywateli” - stwierdził.

"Rosja nie jest niepokonywalna".

- Rosja nie jest niepokonywalna. O tym powiedzieli bohaterowie roku 1920 i to chcę, żeby słyszeli dzisiaj nasi oficerowie i nasi żołnierze - powiedział prezydent Karol Nawrocki do zebranych na defiladzie oficerów Wojska Polskiego. Wymienił także kolejne klęski Moskwy.

- O tym powiedzieli bohaterowie roku 1920 i to chcę, żeby słyszeli dzisiaj nasi oficerowie i nasi żołnierze - dodał prezydent zwracając się do oficerów.  Przypomniał, że na początku XX wieku Rosja przegrała z Japonią.

    Rozbita została przez Polaków w roku 1920, a dziś od ponad trzech lat grzęźnie po swoim ataku na Ukrainę. Grzęźnie dzięki wsparciu sojuszniczemu Ukrainy i solidarności narodów wolności, w tym także w niektórych momentach przede wszystkim Polski – wymieniał.

– Rosja jest oczywiście zagrożeniem stałym i to się być może nie zmieni – podkreślił. Dodał przy tym znaczenie roli historii i narodowej pamięci w nieustannym budowani gotowości naszego kraju do skutecznej obrony.

Święto Wojska Polskiego zostało ustanowione 15 sierpnia 1923 roku i obchodzono je do 1947 roku. W 1992 roku przywrócono tę datę jako oficjalny dzień święta polskich sił zbrojnych.

Dziesięć przykazań wojskowych

1, Żołnierz polski jest szlachetny, ceni swą godność i nie plami niskimi czynami polskiego munduru.

2. Żołnierz polski służy wiernie ojczyźnie, myśli o niej i dla niej spełnia nałożone na siebie obowiązki.

3. Żołnierz polski jest pożytecznem członkiem, obywatelem społeczeństwa, wobec swoich bezbronnych współbraci jest usłusznym, uprzejmym i szlachetnym.

4. Żołnierz polski niema inne ojczyzny jak tylko jedną: Wielką, niepodległą, zjednoczoną Polskę.

5. Żołnierz polski jest karnym, posłusznym wobec swoich przodowników.

6. Żołnierz polski jako przewodnik jest dla swoich podwładnych towarzyszy serdecznym bratem.

7. Żołnierz polski jest stróżem publicznego dobra.

8. Żołnierz polski nie mówi skrycie i nie sarka ale swoje żale jasno i otwarcie przekłada dowódcom.

9. Żołnierz polski postępuje zawsze po rycersku, podstawą jego jest tradycja obrońców Częstochowy.

10. Żołnierz Polski jest gotów przelać swoją krew w imię ideałów świętej Ojczyzny.

Mariusz Błaszczak alarmuje: 3-4 lata i MON czeka bankructwo

Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak ostrzega, że w ciągu najbliższych 3–4 lat Ministerstwo Obrony Narodowej może stanąć w obliczu bankructwa, ponieważ wszelkie zobowiązania związane z modernizacją armii mają być pokrywane wyłącznie z budżetu MON.

Podczas czwartkowej konferencji prasowej w Sejmie szef klubu PiS poinformował o korespondencji między resortem finansów a MON. Z dokumentów wynika, że spłata kredytów i pożyczek zaciągniętych na unowocześnienie wojska będzie odbywać się jedynie z tzw. części 29 budżetu państwa, czyli właśnie z budżetu Ministerstwa Obrony.

Polityk PiS zaapelował, by przywrócić możliwość spłaty zadłużenia wojska z innych części budżetu państwa. W przeciwnym razie MON czeka bankructwo: – Jeżeli będzie realizowany proces rozbudowy polskiego wojska, to w przeciągu 3-4 lat zadłużenie, a więc kwoty konieczne do spłaty zadłużenia przerosną wysokość budżetu przeznaczonego na obronność. Jeżeli nic się nie zmieni, to w ciągu 3-4 lat MON czeka bankructwo – podkreślił Błaszczak.

Szef klubu PiS przypomniał, że za rządów PiS wprowadzono mechanizm, który umożliwia finansowanie modernizacji Wojska Polskiego ze źródeł pozabudżetowych. Obecnie mechanizm ten stał się jednak “zupełnie niewydolny”:  – Dziś obok części 29 budżetu państwa jest Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych. Pieniądze pozyskiwane są na FWSZ poprzez np. emisję obligacji, ale mówię o teorii, praktyka jest inna, praktyka właśnie jest taka, że MF, zobowiązało MON do tego, żeby spłata kredytów, pożyczek, dokonywana była jedynie z budżetu MON – zwrócił uwagę.

B. minister obrony wskazał również na zagrożenie, jakim w jego ocenie jest ograniczanie kompetencji Agencji Uzbrojenia.

za:historia.dorzeczy.pl

***
Iluż z naszych dzielnych przodków oddało życie za Ojczyznę- na polu bitwy bądź zamęczonych w najeźdźczych obozach!                                                                                                                                            Iluż mamy wspaniałych orędowników w Domu Ojca...

Ja mam przynajmniej dwu...

k