Polecane

Tomasz Bieszczad - Kwestia odwagi i kwestia bojaźni

Świat wokół staje się chwiejny i niedorzeczny. Ostatnio czuliśmy się coraz częściej jak statyści zmuszeni do gry w ponurej komedii omyłek. Niedawno kanclerz Friedrich Merz, powiedział coś tak szokującego, że wielu myślącym (jeszcze) Polakom ciarki przeszły po krzyżu: „Europejskie granice zewnętrzne państw są także naszymi granicami zewnętrznymi.

Będziemy brać udział w ich obronie i nie pozostawimy tego tylko tym, którzy je mają w obrębie swego terytorium.” Ktoś złośliwy mógłby zażartować: „Niemcy od morza do morza!” Przecież pan kanclerz dobrze wie, że o „Euroazji bez granic, od Atlantyku po Pacyfik” marzyli Rosjanie. I co z tego wyszło? Samo-zaoranie komunistycznego raju. Bogu niech będą dzięki! A zatem na Lampedusie, Teneryfie i Krecie (czyli na granicach zewnętrznych Unii) raczej nie doczekamy się oddziałów Grenzschutzu. Kanclerz miał na myśli raczej granicę polsko-białoruską. Lecz jeśli Grenzschutz zajrzy na Podlasie i zacznie wyłapywać „biednych migrantów”, to czy warszawscy prominenci i celebryci zjawią się tam, aby znieważać niemieckich żołnierzy? Tak jak latem 2021 r. śmiało ubliżali naszym?

Pierwszego sierpnia, na Starym Cmentarzu, uczestniczyłem w uroczystościach przy grobie Basi Nazdrowiczówny, ps. „Wiewiórka” (rodem z Łodzi). Zginęła w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego, mając zaledwie 15 lat. Z pewnością dobrze wiedziała, co robi, gdy żegnała się z rodziną, idąc na swoją wojnę. Akurat byłem po lekturze nowych oskarżeń wymierzonych w dobre imię Powstania. Dyżurni aktywiści przemysłu pogardy przekonywali, że w Warszawie cywile ginęli wskutek pychy i uporu Powstańców. Bo trzeba było poddać się po kilku dniach walk, gdy stało się jasne, że zamierzony cel (opanowanie stolicy) nie zostanie osiągnięty. Dzięki temu nie zginęłoby tak wielu cywilów. 

A jeśli – po kapitulacji w pierwszych dniach Powstania – Hitler nie dotrzymałby zawieszenia broni, tylko od razu wydał rozkaz eksterminacji miasta i jego mieszkańców, żeby je ukarać za podjęcie walki zbrojnej? Przecież dokładnie tak zrobił 60 dni później! Więc: czy bardziej godne było „polec z karabinem w dłoni”, albo z torbą sanitariuszki na ramieniu, czy lepiej w Auschwitz, przez uduszenie „cyklonem B”, lub – jak mój dziadek, Bronisław Wyganowski – skonać z wycieńczenia na placu apelowym? Dla Powstańców walka była wtedy czymś wyczekiwanym i oczywistym. Kto dziś ośmiela się osądzać ich sny o wolności? Zresztą hitlerowcy zabijali cywilów od 01.09.1939 r. Na tej wojnie śmierć nie odróżniała cywila od żołnierza: zbombardowanie Wielunia, mord w Piaśnicy, masakra Woli... Ci, co tam zginęli, nie byli „polskimi bandytami”, lecz bezbronnymi cywilami! Następne tragedie, a więc także śmierć cywilów w Powstaniu, były dziełem ludzi, którzy rozpętali piekło wojny.

Słowa Karola Nawrockiego – wypowiedziane krótko po zwycięstwie wyborczym – że „boi się tylko Boga”, wzbudziły zrozumiałe poruszenie. Była to jasna, jednoznaczna deklaracja. Odebraliśmy ją z nadzieją, jako sygnał, że Urząd Prezydenta Polski przeszedł z dobrych rąk w ręce (co najmniej) równie dobre. Może trochę bardziej zdeterminowane w odpieraniu „lewych prostych” i odwzajemnianiu ich „prawymi sierpowymi”.

Politycy i kibice polityczni rzadko biorą pod uwagę istnienie czynnika nadprzyrodzonego, który wpływa na losy ludzi. Jednak komuś, kto publicznie oświadczył, że „boi się tylko Boga”, można zaufać, iż osiągnięty sukces i pozycja nie uderzą mu do głowy. Że nie popadnie w pokusę megalomanii i szpanerstwa, ponieważ – mając optymalne przymioty charakteru – jednocześnie wie, że jest nad nim Ktoś, kto go ocenia i osądza. Kto jego misję i całe jego życie oceni sprawiedliwie i obiektywnie. Ponieważ kiedy za sądzenie biorą się ludzie (małostkowi albo nieprzyjaźni), bywa z tym różnie.

Żyjemy w niebezpiecznych czasach. Nie można kapitulować przed nieuczciwym Światem. „Powierz Panu swoją drogę, a On sam będzie działał. Jeszcze chwila, a nie będzie przestępcy, bo ramiona występnych będą zdruzgotane” – czytamy w Psalmie 37. Ci, którzy boją się Boga, muszą być odważni, mieć żelazne nerwy i zimną krew. Tak jak nowy Prezydent. 

Tomasz Bieszczad 

za:lodz.niedziela.pl