Zamordowanie zastrzykiem prosto w serce nienarodzonego dziewięciomiesięcznego chłopca, który mógł żyć poza organizmem matki nie jest przestępstwem. Tak uznała prokuratura badająca głośną sprawę tzw. aborcji Felka w szpitalu w Oleśnicy.
Historia nienarodzonego Felka wstrząsnęła całą Polską. Chłopiec, w dziewiątym miesiącu ciąży został zamordowany zastrzykiem z chlorku potasu w serce. Lekarze podejrzewali u niego wrodzoną łamliwości kości. Szpital w Oleśnicy zaproponował rodzinie tzw. aborcję powołując się na przesłankę związaną z „zagrożeniem zdrowia psychicznego matki”. Nienarodzone dziecko zamordowano, mimo że było już w stanie samodzielnie przeżyć poza organizmem matki. Lekarze z Łodzi byli gotowi je przyjąć i otoczyć opieką. Sprawę badała prokuratura w Oleśnicy, która ostatecznie nie dopatrzyła się złamania prawa przez personel szpitala w Oleśnicy.
– Zdaniem prokuratora materiał dowodowy wskazuje, że w zachowaniu lekarza, innych członków personelu medycznego w Łodzi, jak i w Oleśnicy nie doszło do popełnienia przestępstwa. Decyzja o przerwaniu ciąży była samodzielną decyzją kobiety podjętą zgodnie z przepisami prawa – stwierdziła Karolina Stocka-Mycek, prokurator Prokuratury Rejonowej del. do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.
To oznacza, że ginekolog Gizelda Jagielska, która dokonała tzw. aborcji na Felku nie poniesie za to żadnej odpowiedzialności. Lekarz żegna się jednak ze szpitalem w Oleśnicy, gdzie pracowała przez 10 lat.
– Nie spotkacie mnie już w nim. Od 1 stycznia. Nie jest to moja decyzja – poinformowała na platformie X Gizela Jagielska.
Historia z Oleśnicy jest efektem przyzwolenia obecnego rządu na zabijanie dzieci nienarodzonych – wskazał socjolog, dr Jakub Koper.
– Dzieją się rzeczy bardzo niedobre dla obrony życia poczętego. Widać, że obecna władza nie kiwnie palcem żeby zmienić ten stan rzeczy – zaznaczył dr Jakub Koper.
Cały czas obowiązują niezgodne z konstytucją wytyczne ministerstwa zdrowia i sprawiedliwości, które ułatwiają zabijanie nienarodzonych. Nadużywana jest przesłanka zagrożenia zdrowia psychicznego matki – przypominał prof. Bogdan Chazan.
– Koledzy i koleżanki psychiatrzy nierzadko wystawiają zaświadczenia, w którym istnieje jedno rozpoznanie, a mianowicie zaburzenia adaptacyjne w ciąży. I te zaburzenia adaptacyjne w ciąży uzasadniają zabicie w Polsce obecnie bardzo wielu dzieci – mówił prof. dr hab. n. med. Bogdan Chazan.
Lekarze i dyrektorzy szpitali, którzy odmawiają zabijania dzieci poczętych na podstawie zaświadczeń od psychiatrów są szykanowani. Dr Anigeszka Chrobak za taką odmowę została zwolniona z funkcji dyrektora wrocławskiego szpitala na Brochowie.
– Cóż to jest za świat, jeśli podejmujemy najwyższą formę przemocy względem niewinnego, małego dziecka. W momencie, kiedy sobie to zobrazujemy i wyobrazimy, to wydaje nam się to właściwie niemożliwe, że tak cywilizowani ludzie mogą postąpić – akcentowała dr Agnieszka Chrobak.
Instytut Ordo Iuris przygotował specjalny poradnik prawny dla medyków i dyrektorów placówek medycznych, aby pomóc im ochronić szpitale przez koniecznością realizowania nielegalnych wytycznych rządu ws. zabijania dzieci nienarodzonych.
Filmowe śledztwo o Jagielskiej i jej szpitalu
– Wygrało życie. Gizela Jagielska od stycznia ostatecznie odchodzi ze szpitala w Oleśnicy. Jak sama mówi, nie była to jej decyzja – komentuje w mediach społecznościowych Kaja Godek, liderka Fundacji Życie i Rodzina. – Ja Państwu powiem, co się stało. Pracownicy byli i obecni w szpitala w Oleśnicy wypowiedzieli się wreszcie o tym, co dzieje się w murach placówki. Wypowiedzieli się do filmu „Oleśnica, śledztwo w sprawie zbrodni”. Filmu, który jest w tej chwili na końcowym etapie montażu – zapowiada działaczka pro-life.
– Za chwilę cała Polska zobaczy, co naprawdę robiła Gizela Jagielska za murami tego szpitala. I już sam trailer, który wypuściliśmy trzy tygodnie temu, wystarczył, żeby w Oleśnicy zrozumieli, o jakich sytuacjach będzie mowa w filmie. Tak, szanowni państwo, powiedzieli ludzie, którzy byli wielokrotnie nakłaniani, zmuszani pośrednio i bezpośrednio do tego, żeby uczestniczyć w aborcjach i przynajmniej po tych aborcjach sprzątać, uczestniczyć w procedurach, które następują zaraz po. Widzieli zabite dzieci, widzieli, co z tymi dziećmi się działo. I ten film niedługo ujrzy światło dzienne. Dalej monitorujemy sytuację w Oleśnicy – podkreśla Kaja Godek.
Krótka zapowiedź dokumentalnego obrazu zawiera drobne fragmenty wypowiedzi świadków. Mówią oni między innymi:
– Było nam powiedziane, że maluszek nie żyje. Został podany chlorek potasu.
– To jest tak straszne… To jest dla nas tak obciążające…
– Na każdym dyżurze musiałyśmy w tym uczestniczyć…
Wstrząsające świadectwo położnej
Kilka miesięcy temu światło dzienne ujrzała relacja położnej ze szpitala w Oleśnicy. Kobieta ujawniła za pośrednictwem „Naszego Dziennika” szczegóły horroru trwającego za murami tej placówki. Między innymi instrukcje wydawane przez Gizelę Jagielską w kwestii zabijania z użyciem chlorku potasu. Według tego świadectwa, aborterka wyjaśniała, że substancję należy wstrzykiwać dziecku tak długo, aż jego serce przestanie bić, gdyż inaczej maluch zacznie uciekać i trzeba będzie „kłuć jeszcze raz”…
Zeznania ukazały też dwoiste reakcje matek, które przyjechały do Oleśnicy, by pozbawić życia własne potomstwo. Niektóre robiły sobie „pamiątki” dzieciobójstwa. Te zaś, do których świadomość dokonywanej zbrodni dotarła już na miejscu, płakały z rozpaczy na szpitalnych korytarzach bądź próbowały bezskutecznie odwrócić tragiczny bieg zdarzeń.
– Nieraz widziałam położne, które z racji współuczestnictwa w aborcji były kompletnie zdewastowane psychicznie. To trauma, której nie da się wyleczyć nawet przez wiele lat – opowiadała pani Magdalena.
– Jagielska wykonywała aborcje na dzieciach po 22. tygodniu ciąży. One polegały więc nie na wyssaniu dziecka specjalnymi ssakami – jak to jest w przypadku młodszych dzieci – ale na wywołaniu porodu martwego dziecka. Dlatego my musiałyśmy przyjmować te porody – przyznała.
– To było coś, co spowodowało, że zwątpiłam w człowieczeństwo. W trakcie wywoływania czynności skurczowej kobieta wskazuje mi na ramkę i prosi, abym odcisnęła stópkę dziecka. To miała być pamiątka zabicia własnego dziecka. Koszmar, z którego do dziś nie potrafię się do końca otrząsnąć – wspominała.
Fundacja Pro-Prawo do Życia zwracała uwagę, że taki horror trwa w Oleśnicy od 2016 roku. Tylko pomiędzy 2016 a 2024 rokiem zabito tam poprzez aborcję, według oficjalnych danych aż 511 dzieci.
Zbrodnia nie pozostanie bezkarna
Obrońcy życia zapowiadają, że będą także w przyszłości patrzeć na ręce aborcjonistów. Tym bardziej, że przerwanie zmowy milczenia wokół cywilizacyjnej tragedii, jaką są próby normalizowania morderstw, przynosi coraz większe efekty. To zaś dobrze rokuje sprawie obrony życia w Polsce.
– Dalej będziemy pod szpitalem. Będziemy zadawać pytania, czy dalej zabijają dzieci. I mam też informacje do innych aborterów w całej Polsce: obrońcy życia idą za Wami. I Wy już wiecie, że my wiemy. Będą pikiety, będą publiczne Różańce, będą pisma do szpitali. Jeśli nie będziecie odpowiadali, będą sprawy w sądach. Odpowiecie za każde zabite dziecko – przestrzega liderka Fundacji Życie i Rodzina.
We wpisie zamieszczonym na Twitterze (X) Kaja Godek zwróciła się jeszcze do tych osób, które zdecydowały się zrelacjonować na potrzeby filmu dokumentalnego to, co działo się i dzieje w publicznej placówce.
„A ja dziękuję osobom ze szpitala, które przerwały milczenie i wypowiedziały się do filmu Oleśnica. Śledztwo w sprawie zbrodni. Wiem, ile Was to kosztowało, by ujawnić, czego byliście świadkami i do czego Was przymuszano! I wystarczył trailer, aby w szpitalu zrozumieli, o czym będzie w filmie. I że za chwilę cała Polska zobaczy, co wyprawiała Jagielska z poczętymi dziećmi za zamkniętymi drzwiami, a czego szpital nie raportował w oficjalnych dokumentach. Dalej monitorujemy sytuacje w Oleśnicy. A wszystkim aborterom w Polsce powiem jedno: obrońcy życia idą za Wami. I odpowiecie za każde zabite dziecko – jeśli nie przed organami ścigania i sądami, które Was chwilowo chronią, to przed opinią publiczną” – czytamy.
Aborcja jako obowiązek – choć sprzeczna z prawem i sumieniem. Porażające świadectwo położnych
Dwie położne z warszawskiego szpitala dają dramatyczne świadectwo skali zbrodni, jakie popełnia się w Polsce od czasu, gdy rząd Tuska wprowadził de facto aborcję na życzenie, która popełniana jest pod pretekstem tzw. przesłanki psychiatrycznej.
Z dwiema położnymi z kilkudziesięcioletnim stażem, pracującymi w warszawskim szpitalu z oddziałem ginekologiczno-położniczym, rozmawiał Olivier Bault, dyrektor Centrum Komunikacji Instytutu Ordo Iuris. Imiona położnych zostały zmienione.
Pani Agnieszka i pani Maria wyjaśniły, że za rządu Tuska zmieniła się nie tylko wykładnia prawa, ale również praktyka w środowisku medycznym. Wbrew prawu obecna władza rozszerzyła dostęp do „legalnej” aborcji (choćby pod pretekstem tzw. przesłanki psychiatrycznej), a do teg0 zmniejszyła się dbałość o procedury poprzedzające zamordowanie niewinnego dziecka.
Dawniej, jak tłumaczy pani Maria, w przypadku tzw. legalnej aborcji w szpitalu zbierało się konsylium, podczas którego grupa lekarzy musiała potwierdzić, czy faktycznie występują medyczne przesłanki związane ze zdrowiem kobiety. Obecnie zabicie dziecka dozwolone jest wyłącznie na podstawie „papieru” od psychiatry, bez dodatkowej weryfikacji, choć nie pozwala na to prawo.
– Natomiast teraz wręcz jest to narzucone. To jakby obejście prawa i obejście tych wszystkich zasad. Czy wolno, nie wolno, zdrowe dziecko, niezdrowe dziecko, czy ma szansę, czy jej nie ma – to już nie ma znaczenia – dodaje pani Agnieszka.
Ponadto, wobec pracowników opieki zdrowotnej stosuje się szantaż. – Wiemy, że przy okazji kontroli czy starania się o akredytację pada pytanie od Centrum Monitorowania jakości w ochronie zdrowia czy dana placówka wykonuję aborcje, tzn. terminację ciąży, bo tak to nazywają. Oczywiście, z racji tego, że w szpitalu my raczej nie ukrywamy swoich poglądów, przy nas pewnych tematów się nie porusza i nie dochodzą do nas pewne informacje – tłumaczy pani Maria.
– Jest to jasny przekaz do szpitali, że jeżeli chcesz uzyskać akredytacje i działać zgodnie z nowymi narzuconymi standardami, musisz wykonywać terminację. W przeciwnym wypadku szpital może stracić płynność finansową, bo przecież to władze miasta, w naszym przypadku Pan Prezydent Trzaskowski, decydują o finansowaniu placówek medycznych – dodaje.
Sama zaś „przesłanka psychiatryczna” wprowadzona przez rząd Tuska traktowana jest jest jako narzędzie przymusu wobec pracowników. – Warto podkreślić również że na każdym etapie kontaktu z pacjentką jesteśmy manipulowane i zmuszane, żeby w tym procederze uczestniczyć. Nie bierze się pod uwagę żadnego wywiadu psychiatrycznego: pacjentka wręcz po przekroczeniu progu szpitala ma wykonywaną aborcje. Powoduje to, że szpitale i personel poniekąd zmusza się do uczestniczenia w tym procederze. Tłumaczy nam się, że wskazówki psychiatry określane jako „niezwłoczne” są niepodważalne i natychmiastowe – pacjentka nie może czekać – mówi pani Agnieszka.
Jakby tego było mało, gdy położne powołują się na klauzulę sumienie, to słyszą, iż jest to rzekomo „nielegalne” i że nie mają do tego prawa. Gwałcone są przy tym dotychczasowe obyczaje obowiązujące w środowisku medycznym. – Do tej pory było coś takiego, jak niepisana umowa. Raczej wiedzieliśmy, że ktoś czegoś nie robi i nie wsadzało się takiej osoby „na minę”. Natomiast teraz wręcz jest wypychanie tych ludzi na tę przysłowiową minę, stawianie ich w trudnej sytuacji właściwie bez żadnych rozmów i bez możliwości decydowania – wyjaśnia pani Maria, dodając, że towarzyszy temu zjawisko wymuszonej normalizacji zabijania dzieci nienarodzonych.
Na pytanie prowadzącego wywiad, co w przypadku dzieci, które nie są zdolne do samodzielnego przeżycia, obie położne zgodnie odpowiadają, że nawet, gdy przeżyją procedurę aborcji, są skazywane na śmierć i nie udziela się im pomocy.
Jak zaświadcza pani Maria, za jej pracy w tym samym szpitalu, udzielało się pomocy wcześniakom, nawet jeżeli stan możliwości medycznych nie pozwalał na ich ostateczne uratowanie, choć zdarzały się cuda i dzieci, którym nie dawano szansy, żyją do dzisiaj.
Dziś dzieci niechciane przez matkę wydaje się świadomie i celowo na śmierć. – Byłam dumna i szczęśliwa, że pracuję w tym miejscu, gdzie tak się traktuje dzieci i kobiety na każdym etapie życia – z szacunkiem. I to było w tym samym szpitalu, gdzie pracuję do dziś. Ale to się właśnie zmienia. Ktoś nas popchnął w zupełnie inną sytuację, w której my stajemy się oprawcami – mówi pani Maria.
Praktyka wprowadzona przez rząd Donalda Tuska jest sprzeczna również z Ustawą o zawodzie położnej. – Tak, to się bardzo zmieniło, bo kiedyś wszyscy w tym szpitalu byli nastawieni na ratowanie życia dziecka i matki. W końcu ustawa o zawodzie położnej wyraźnie wskazuje, że położna zobowiązuje się do ochrony zdrowia i życia pacjentki oraz noworodka. Położna ma obowiązek działać z należytą starannością, musi udzielać pomocy w stanach zagrożenia życia matki i jej dziecka. Położna jest więc zawodem, którego misją jest ochrona zdrowia! – wskazuje pani Maria.
– Położna nie ma uprawnień ani kompetencji, ani nawet prawnego umocowania, żeby przeprowadzać aborcję, podawać środki w celu zakończenia ciąży, a już tym bardziej podejmować działania prowadzące do śmierci płodu. Dla nas położnych, działać w celu zakończenia życia dziecka jest przestępstwem. Naszym zdaniem jest to jednoznaczne w świetle prawa, etyki zawodowej oraz praktyki medycznej. Czy w takim razie nie można tu mówić o podżeganiu nas do popełnienia przestępstwa? – pyta położna.
Podkreśla przy tym jeszcze jeden istotny aspekt, jakim jest szkoda kobiety, która decyduje się zabić własne dziecko. Zespół Stresu Pourazowego występuje w różnych zawodach przy nieumyślnym zadaniu komuś śmierci, a co do dopiero, gdy chodzi o świadome i intencjonalne pozbawienie życia własnego dziecka.
Z kolei pani Agnieszka zwraca uwagę, aby nie uniewrażliwiać się dokonywane zbrodnie. – Jest też takie częste podejście wśród personelu, że mnie to jeszcze nie spotkało i może jeszcze to odsunę w czasie. Oby mnie to nie dotyczyło. Obym ja w tym nie uczestniczyła. Uf, tym razem mnie to ominęło. Mówi się też, że przecież nie ty tego dokonujesz. Przecież to nie twoja rola. Ty tylko panią przyjmujesz i się nią zajmujesz. Ty tylko podłączasz oksytocynę. Ty tylko to i tamto. Przepraszam bardzo, ale prawdą jest, że na każdym etapie biorę w tym udział, na swoim stanowisku pracy ewidentnie wiem w jakim celu ta pani przyszła. Coś mi się tu przypomina – „ja tylko wykonywałem rozkazy”. Podobnie dzisiaj: „ja położna tylko wykonuje zlecenia” – mówi, wyraźnie stwierdzając, że wobec pracowników, którzy nie zgadzają się na łamanie przyrodzonego prawa do życia, stosuje się „rodzaj mobbingu”.
Wiele osób, jak twierdzi pani Maria, jest zastraszonych, ale niestety również wiele – wbrew istotowym zobowiązaniom swego zawodu – godzi się na ten patologiczny i zbrodniczy system. – Jestem bardzo zasmucona – to chyba najlepsze słowo, że masa moich koleżanek jest za aborcją, pracując w takim miejscu, mając do czynienia, doświadczając cudu życia, wiedząc wszystko przed i po, wiedząc, że zdrowe dziecko to jest w ogóle złudzenie i wiedząc, że to wszystko nie od nas zależy – mówi
– Natomiast jest jeszcze grupa zdeklarowanych „aborcjonistek”, jeśli można ich tak nazywać, które uważają: „Dlaczego tylko my mamy to robić?”. A one nieraz chciałyby nam też ręce pobrudzić. Przecież ja tak samo mogę, o co mi chodzi? One nie widzą problemów w tym i chcą narzucić nam swój punkt widzenia. Takie zróżnicowane postawy są w naszym szpitalu. Kiedyś, każde życie było cenne. A teraz niestety nie – dodaje pani Agnieszka.
Kolejnym absurdem wynikającym z ukazów rządu Tuska jest fakt, że prawdziwą opiekę psychiatryczną zastępuje się zaświadczeniem od psychiatry. W takim przypadku dziecko zostaje skazane na śmierć, a personel ma często związane ręce i nie może udzielić pomocy matce.
– Dla mnie jako kobiety, jako matki, jasne jest, że życie jest święte, że Pan Bóg ma swój plan i nawet pomijając kwestię Pana Boga wiem, że ja bym chciała dla swojego dziecka zrobić wszystko, co możliwe. Nawet gdyby było chore albo gdyby było umierające. Znam zresztą kobiety, które wiedziały, że ich dzieci umrą tuż po urodzeniu. I choć to było dla nich bardzo bolesne przeżycie, to wiem, jaki mają komfort, że zrobiły wszystko, co mogły – zaświadcza pani Maria.
Promowanie mordów prenatalnych jako rzekomo „jedynego rozwiązania” idzie tak daleko, że przed kobietami ukrywa się inne rozwiązania. Jak poświadcza pani Agnieszka: Wiem również z wiarygodnego źródła, że panię które mają trudną diagnozę u dziecka, nie są informowane o istnieniu hospicjów perinatalnych. Normą staje się takie przekonywanie kobiety, że nie ma po co dalej prowadzić taką ciążę. Istnieje wręcz przekonanie, że trzeba dokonać aborcji, masz prawo, możesz, i trzeba to zakończyć.
Naciski polityczne powodują dramatyczne zmiany w funkcjonowaniu szpitala. – Odkąd pracuję w tym szpitalu, zawsze było wiadomo, że personel niezbyt dobrze się traktuje, ale pacjent jest ważny. Dzisiaj pacjent już nie jest ważny. Ja w ogóle nie wiem, co jest teraz ważne. Oprócz kasy, to chyba nic nie jest ważne. Choć, żeby mieć certyfikaty, to podkreśla się nam, że misja naszego szpitala jest najważniejsza, ale to tylko gra pozorów – mówi pani Maria.
Patologizacja zawodu doprowadza do tego, że w dużych szpitalach w Warszawie spada prawie do zera liczba normalnych, naturalnych porodów, a dwie procedury, które zaczynają dominować, to cesarskie cięcia i aborcje. – Położne tam nie realizują swojej misji i swojego powołania do zawodu. Staje się to normą, to jak pakt z diabłem, bo przecież skoro nie mam porodów, no to może w tę stronę. Przecież finansowo musimy być płynni. Pomijane są nasze prawa, jesteśmy oszukiwane – opowiada pani Agnieszka.
za:www.radiomaryja.pl