Prezydent Karol Nawrocki podkreślił w sobotę, że stan wojenny w Polsce nie był mniejszym złem, tylko zdradą narodu polskiego i złem w czystej postaci. Zaznaczył, że Polska nigdy nie zapomni ani o ofiarach stanu wojennego, ani o jego sprawcach.
Prezydent: stan wojenny nie był mniejszym złem; był złem w czystej postaci i zdradą narodu polskiego
Prezydent Karol Nawrocki podkreślił w sobotę, że stan wojenny w Polsce nie był mniejszym złem, tylko zdradą narodu polskiego i złem w czystej postaci. Zaznaczył, że Polska nigdy nie zapomni ani o ofiarach stanu wojennego, ani o jego sprawcach.
Przypomniał słowa papieża Jana Pawła II z czerwca 1979 r.: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi”. „Duch Święty zstąpił, powstała wielka Solidarność” - powiedział Nawrocki, przypominając, że był to pierwszy w bloku sowieckim niezależny związek zawodowy, z którego powstał wielki ruch społeczny, który zgromadził blisko 10 mln ludzi. Jak zauważył, byli to ludzie różni - z jednej strony wyraźni antykomuniści, a z drugiej także ci, którzy dzięki Solidarności dostali wielką życiową i dziejową szansę, aby stanąć po stronie przyzwoitości, godności, solidarności i sprawiedliwości, przeciwstawiając się komunistycznemu dyktatowi, propagandzie oraz niszczeniu gospodarki.
Prezydent podkreślił, że ruch Solidarności nie był skierowany przeciw komukolwiek, tylko do wszystkich, i miał na celu naprawę państwa, ale odpowiedzią na niego był brutalny stan wojenny. Przypomniał m.in. o blisko 10 tys. osobach skazanych drakońskimi wyrokami i milionie Polaków, którzy pod wpływem ciężkich represji opuścili kraj, a także o zniszczeniu ekonomicznym, społecznym, gospodarczym i politycznym, jakiego doświadczyła wówczas Polska.
- Stan wojenny to nie było mniejsze zło; to było zło w czystej istocie, zdrada narodu polskiego przez komunistyczną juntę - ocenił.
- Ta zbrodnia, którą dziś wspominamy, paląc światło wolności i światło pamięci ofiarom stanu wojennego, w imieniu których nie możemy wybaczyć, w imieniu których nie możemy zapomnieć, bo ich zabito, zamordowano, na ulicach polskich miast rękami polskich zdrajców i komunistów, na polecenie Wojciecha Jaruzelskiego, który wprowadził stan wojenny - zaznaczył prezydent. Mówił, że mordowano ich wówczas zarówno publicznie - jak w Kopalni „Wujek” - jak i skrycie.
Nawrocki zaznaczył, że Polska nigdy nie zapomni ani o ofiarach stanu wojennego, ani o jego sprawcach. Mówił, że wydawało mu się, że po roku 1989 Polska odcięła się od zła systemu komunistycznego.
- I powrócił 13 grudnia, całkiem niedawno, powrócił 13 grudnia, postkomuniści z marginalnym poparciem społecznym za sprawą politycznych i partyjnych układanek dostają najważniejsze funkcje w państwie polskim - powiedział. Dodał, że „po tym 13 grudnia przywraca się funkcjonariuszom służby bezpieczeństwa i tym, co gasili to światło wolności, przywraca się przywileje emerytalne", podczas gdy bohaterowie naszej wolności często żyją gorzej niż ci, którzy chcieli nas zniewolić.
- Prezydent RP nigdy nie zgodzi się na brak dziejowej sprawiedliwości; niech żyje Polska, precz z komuną! - powiedział Nawrocki, kończąc przemówienie.
Na pl. Piłsudskiego, przed oświetlonym na biało-czerwono Krzyżem Papieskim, ułożono krzyż z białych i czerwonych zniczy. Za Krzyżem ustawiono polskie flagi, przy których wartę honorową pełnili harcerze. Uroczystości rozpoczęły się minutą ciszy i przekazaniem przez harcerzy prezydentowi oraz zastępcy prezesa IPN dr. hab. Karolowi Polejowskiemu zniczy, które po zapaleniu, złożono przed Krzyżem Papieskim.
Po zakończeniu części oficjalnej uroczystości prezydent Karol Nawrocki spotkał się z opozycjonistami, przedstawicielami korpusu dyplomatycznego i harcerzami, a następnie zwiedział plenerową wystawę „Nieznanemu – Rodacy. 1925–2025”.
Przed przybyciem prezydenta Nawrockiego na miejsce uroczystości dla zgromadzonych wyświetlono, zrealizowany przez IPN, film dokumentalny pt. „Opowiedziane”, w którym działacz opozycji komunistycznej Stanisław Plewako wspominał manifestacje opozycjonistów przy Grobie Nieznanego Żołnierza w latach 70. Wspólną modlitwę w intencji ofiar stanu wojennego i ich rodzin poprowadzili ksiądz Tomasz Trzaska i ksiądz ppłk. Marcin Janocha.
SDP na obchodach rocznicy wprowadzenia stanu wojennego
Uroczysty Apel Pamięci z asystą Wojska Polskiego, otwarcie wystawy „Wolność jest w nas” opowiadającej o czasach stanu wojennego i koncert „Azalia” – tak wyglądały obchody rocznicy wprowadzenia stanu wojennego w Polsce w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL na Rakowieckiej w Warszawie. Wzięli w nich udział także przedstawiciele Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Podczas uroczystego Apelu Pamięci z asystą Wojska Polskiego oddano hołd wszystkim ofiarom komunistycznego reżimu. Pod tablicą ofiar stanu wojennego i zamordowanych w późniejszych latach złożono wieńce i wiązanki kwiatów.
– Władza komunistyczna przygotowywała się do walki ze społeczeństwem już długo przed wprowadzeniem stanu wojennego. Tu, na Rakowieckiej, opróżniano cele, przenoszono więźniów by było miejsce dla działaczy „Solidarności” – mówiła Adrianna Garnik, dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. Dyrektor podkreśliła, że już po zniesieniu stanu wojennego starano się zacierać ślady zbrodni i rozmywać odpowiedzialność. Dlatego pamięć o represjach i represjonowanych jest tak ważna.
My w tych dniach pamiętamy szczególnie o losie niezależnie i w sposób polski myślących dziennikarzy w tamtych tragicznych dniach, o wyrzuconych z pracy i zawodu, upokarzanych przesłuchaniami ale też o podejmujących trud niezależnej, bardzo ryzykownej, podziemnej działalności dziennikarskiej – powiedział Michał Karnowski, członek Zarządu Głównego SDP i prezes Oddziału Mazowieckiego, reprezentujący na obchodach nasze Stowarzyszenie. Obecna była także represjonowana przez komunistów, zasłużona dla sprawy wolności Polski, Elżbieta Królikowska-Avis.
Do uczestników uroczystości list skierował Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej – Karol Nawrocki. „Junta Jaruzelskiego twierdziła, że zapobiega interwencji wojsk Układu Warszawskiego i rozlewowi bratniej krwi. Sama jednak przelewała krew strajkujących robotników, uczestników manifestacji patriotycznych i prześladowanych opozycjonistów. My, Polacy, nigdy nie zapomnimy o ofiarach stanu wojennego. O górnikach z kopalni »Wujek« zastrzelonych 16 grudnia 1981 roku. O tych, którzy zginęli później od kul ZOMO. O ofiarach esbeckich skrytobójców. O tych, którzy fizycznie nie wytrzymali szykan i tortur w aresztach. O tych, którzy stracili życie lub zdrowie od ciosów milicyjnych pałek i gazu łzawiącego” – napisał prezydent w liście odczytanym przez ministra Jana Józefa Kasprzyka.
Obecny na uroczystościach zastępca prezesa IPN dr hab. Karol Polejowski podkreślił, że 13 grudnia 1981 roku miał być końcem polskich marzeń o wolności. Ale tak się nie stało, dlatego, że „ponad 9 milionów naszych rodaków, członków Solidarności, przepełnionych duchem wolności, zaszczepiło w narodzie polskim przekonanie, że o wolność należy dalej walczyć”. – Naszym zadaniem jest pamiętać i mówić prawdę o polskiej historii. Ze smutkiem musimy stwierdzić, że w Polsce roku 2025 trwa powolny, systematyczny proces rehabilitowania komuny, przywracania funkcjonariuszom tamtego systemu nienależnych im przywilejów – podkreślił dr. Polejowski.
Następnie uczestnicy uroczystości oddali hołd śp. Annie Walentynowicz, pod tablicą – pomnikiem jej poświęconym. Jako pierwsi mogli też zwiedzić nową wystawę Muzeum pt. „Wolność jest w nas”.
Umiejscowiona w dawnym Pawilonie 12 w sposób niezwykle sugestywny opowiada ona o powstaniu i walce „Solidarności”, dobrze uzupełniając przekaz Muzeum. Ekspozycja znajduje się na trzech piętrach więziennego pawilonu, w którym po 13 grudnia 1981 r. komuniści przetrzymywali działaczy opozycji.
Na dziedzińcu Muzeum można było zobaczyć autentyczne pojazdy używane przez reżim komunistyczny w czasie stanu wojennego, rekonstruktorów w mundurach ZOMO i MO, poczuć zapach rozgrzanego koksownika.
Aby brat nie prześladował brata!
W bolesną rocznicę ogłoszenia stanu wojennego w Polsce przypominamy tych, którzy w imię wolnej Ojczyzny w „niewyjaśnionych okolicznościach” zostali zamordowanych przez „nieznanych sprawców”.
Są tacy, którzy do dzisiaj nie widzą nic złego w stanie wojennym i kolejnych latach represji. „Ludzkie warunki” przesłuchania, internowania, „możliwość” dochodzenia swoich praw i odszkodowań za represje. A „przypadek” ks. Jerzego Popiełuszki traktowany jest jako odosobniony, bo „przecież nie musiał narażać się władzy”. Stanisław Marek Królak wykonał ponad 35 lat temu skrótowy katalog osób zabitych przez pracowników/funkcjonariuszy MSW, przeważnie ludzi z NSZZ „Solidarność”. Podanie nazw geograficznych to jakby „mapa zasług” tych funkcjonariuszy, którzy tam „pracowali”, za swą gorliwość otrzymując dodatkowe wynagrodzenie.
Niech jego opublikowanie będzie memento czasów, gdy brat zabijał brata i po tamtych ludziach, którym zawdzięczamy wolność, choć jej poszanować nie zawsze umiemy. To także ostrzeżenie przed potomkami tych, którzy za represjami stoją, nie zostali ukarani, a ich epigoni chcieliby przewozić w bagażnikach opornych, dla których wolność, wiara i Polska nie są czczymi sloganami. Chwała bohaterom!
W 1981 roku zginęli na kopalni „Wujek”: Józef Czekalski, Józef Giza, Joachim Gnida, Ryszard Gzik, Bogumił Kupczak, Andrzej Pełka, Jan Stawisiński, Zbigniew Wilk, Zenon Zając; strzałem w tył głowy: Antoni Browarczyk, na zawał serca po pobiciu na Politechnice Wrocławskiej: Tadeusz Kosecki.
W 1982 r. zginęli w wyniku ran postrzałowych podczas demonstracji w Lubinie: Michał Adamowicz, Mieczysław Poźniak, Andrzej Trajkowski; zastrzelony przez pijanego żołnierza: Wojciech Cielecki; od pobicia przez ZOMO w Poznaniu: Wojciech Cieślewicz; zatruty gazami łzawiącymi we własnym mieszkaniu w Szczecinie: Władysław Durda; zakatowany w obozie internowanych w Załężu: Adam Grudziński; zabity w Giżycku w KM MO: Zdzisław Jurgielewicz; od petardy w Gdańsku: Wacław Kamiński; w areszcie szpitala na Rakowieckiej w Warszawie: Wanda Kołodziejczyk.
Zginęli po pobiciu przez ZOMO: Stanisław Kot (w Rzeszowie), Stanisław Królik, Mieczysław Radomski, Adam Szulecki i Joanna Lenartowicz ( w Warszawie), Włodzimierz Lisowski (w Krakowie), Piotr Majchrzak (uczeń, w Poznaniu), Kazimierz Michalczyk i Tadeusz Woźniak (we Wrocławiu), Stanisław Raczek (w Kielcach), Mieczysław Rokitowski (w areszcie w Załężu), Piotr Sadowski (w Gdańsku), Eugeniusz Wiłkomirski (w Częstochowie), Bogdan Włosik (przez cywilnego funkcjonariusza SB, w Nowej Hucie). Na Gromniczną zastrzelony został przez sierżanta MO Romana Packa przewodniczący budowy kaplicy w Sobolewie (woj. lubelskie) 49-letni Franciszek Zdunek. Natomiast Kazimierz Majewski popełnił samobójstwo wskutek zaszczucia, czyli inwigilacji, nękania i nagonki w Jeleniej Górze.
W 1983 r. pobici w aresztach śledczych zostali: Zenon Błeszyński (w Bydgoszczy), Janina Drabowska (obrzęk płuc, w Nowej Hucie), Andrzej Grzywna (w Gdańsku), Józef Larysz (w Pszczynie, na przesłuchaniu w KW MO), Bernard Łyskawa (w Krakowie), Zdzisław Miąsko (w Nowej Miłosnej), Grzegorz Przemyk (w Warszawie, maturzysta), Zbigniew Symoniuk (w Białymstoku, członek Komitetu Obrony Więźniów za Przekonania), Ryszard Smagura (od petardy, w Krakowie), Zbigniew Szymański (pobity w Hannie woj. lubelskie przez zomowców R. Rudowczaka i J. Niemca); Jerzy Wędrowny (we Wrocławiu), Jan Ziółkowski (na V komisariacie Milicji Obywatelskiej w Poznaniu). Natomiast Henryk Wasiluk (w Gorzowie Wielkopolskim) dokonał samospalenia wskutek eksmisji z mieszkania po powrocie z politycznego aresztowania na półtora roku.
W 1984 roku śmierć za „Solidarność” ponieśli: Lech Frączak (w Mogielnicy), Andrzej Gębosz (w Łodzi, pracownik uniwersytetu), Stanisław Kulka (w Oborzanach k. Dębna, zastrzelony przez milicjanta Jana Żurka); Henryk Ławrynowicz (w Rzepinie), Kazimierz Łazarski (z Wobienic k. Bierutowa, skazani winowajcy Ryszard Baryga, Zbigniew Królak, Józef Jarosik – wyszli po roku z więzienia); ks. Jerzy Popiełuszko (zakatowany i utopiony na włocławskiej tamie, skazani funkcjonariusze MSW: W. Chmielewski, L. Pękala, G. Piotrowski i A. Pietruszka, odbyli najwyżej kilkuletnią karę więzienia); Jarosław Romanowski (w Suwałkach), Krzysztof Struski (w Kraśniku, wyrzucony z pędzącego auta milicyjnego). Dwóch dostarczono do domów (przez patrol MO), wcześniej odmawiając pomocy lekarskiej: Paweł Sztencel z Łodzi i Bogusław Walczak z Wrocławia. Od strzału oddanego z okna mieszkania w Jarosławiu przez sierż. MO Hałonia zginęła idąca przez park 8-letnia Edyta Hnat.
W 1985 r. zginęli w wyniku pobicia i różnych represji MO, ZOMO i SB: Marcin Antonowicz (student z Gdańska), Jan Budny (krwiak na mózgu w wyniku pobicia przez milicjantów z Grajewa: W. Jabłońskiego, K. Klonowskiego), Mikołaj Czarny (z Oleśnicy), Roman Franz (górnik, po przesłuchaniu wyrzucony pod ławkę przy dworcu w Gliwicach), Jan Krawiec (z Kalin k. Miechowa), Jacek Krzywda (z Krakowa), Dariusz Kasprowski (z Częstochowy „sam powiesił się w celi” w ZK w Koronowie), Aleksander Szuster (pobity na komisariacie w Świdniku 30 styczna), Ryszard Ślusarski („sam sobie zmiażdżył wątrobę, nerki i przedziurawił jelita” w drodze z mieszkania na komisariat w Chojnowie), Marian Bednarek (z Płocka).
W roku 1987 Grzegorz Luks z ZSZ w Goleniowie, pobity ze skutkiem śmiertelnym przez milicjantów oraz Wacław Kalinowski z Inowrocławia.
Poniżej podaję jeszcze „zgony w niewyjaśnionych okolicznościach”, których sprawcy nie ponieśli do dzisiaj żadnej odpowiedzialności, a którym niedawno podniesiono emerytury; śledztwa zostały przeważnie umorzone.
W roku 1982 zginął 17-latek Emil Barchański, więzień polityczny z Warszawy.
W 1983 r. śmierć ponieśli: Ryszard Kowalski z Huty Katowice (ciało wyłowiono z Rawy), Jerzy Marzec z Wrocławia (ciało w dniu wizyty Papieża Jana Pawła II było nad Odrą, gdzie „zachłysnął się krwią”), Bogusław Podboraczyński, działacz „Solidarności” z Nysy (znaleziony nad rzeką), Jacek Stefański (młody muzyk z Gdańska) i Włodzimierz Witkowski (fizyk w Wrocławia).
W roku 1984 zabito następujących ludzi „Solidarności”; przyczyna śmierci – pobicie ze skutkiem śmiertelnym: Piotr Bartoszcze ze Sławęcina k. Inowrocławia, Tadeusz Frąś nauczyciel z Zabierzowa Bocheńskiego; Aleksander Haś przewodniczący KZ NSZZ „Solidarność” w FSC w Lublinie, znaleziony w piwnicy przy ul. Królewskiej 18 października; Krzysztof Jasiński z Olsztyna (po internowaniu zwłoki znaleziono na przystanku PKS w Elblągu), Zbigniew Tokarczyk z elektrowni w Stalowej Woli (po internowaniu i pobiciu podrzucony martwy pod dom).
W 1985 r. nadgorliwi „nieznani sprawcy” zabili: Zdzisława Bulko z Zamościa (wcześniej zwolnił z pracy za pijaństwo trzech konfidentów bezpieki), Lesława Martina (zrzucony z kładki we Wrocławiu), ks. Piotra Popławskiego (prawosławnego duchownego znanego z ewangelicznych i patriotycznych kazań, który „sam się powiesił za nogi” w podlaskiej Narwi), Witolda Przepiórzyńskiego (z Gdańska, ciało znaleziono w kanale portowym).
W roku 1986 zginął wskutek pobicia działacz „Solidarności” i więzień polityczny w Nowego Sącza Zbigniew Szkarłat. W 1988 r.: Jan Strzelecki z Warszawy (socjolog, pracownik naukowy IFIS PAN). Sprawców (M. Marzec, Krzysztof i Bogdan Chrobociński) znaleziono, ale procesu nie dokończono.
W 1989 r. zabili zostali przez „nieznanych sprawców” księża rzymskokatoliccy, znani z popierania ruchu „Solidarności”, patriotycznych i ewangelicznych nauk, niezłomnej postawy w obronie prześladowanych przez władzę „ludową”: ks. Stefan Niedzielak z Warszawy, ks. Stanisław Suchowolec - proboszcz w białostockich Dojlidach oraz więzień polityczny okresu komunizmu ks. Sylwester Zych ze Skierniewic, którego ciało znaleziono na dworcu.
Jak nadmienia Komitet Helsiński, „Nie wszystkie ofiary były spowodowane represjami na tle politycznym, ludzie ginęli od strzałów czy pobicia, niekiedy z błahych powodów, co wiązać należy z powszechnym poczuciem bezkarności wśród funkcjonariuszy”. Bolesną historię trzeba wciąż przypominać, ostrzegać, a nawet alarmować, aby nie powtórzyła się grudniowa tragedia z 1981 roku.
Min. J. J. Kasprzyk: To, co stało się przy Okrągłym Stole, skutkuje tym, że tak ciężko nam zerwać obrzydliwą, czerwoną, komunistyczną maskę i wyrzucić na śmietnik historii
Komunizm nigdy nie doczekał się rozliczenia, nigdy nie doczekał się Norymbergi. To, co stało się przy Okrągłym Stole, skutkuje tym, że tak ciężko nam rozstać się z dziedzictwem komunizmu, tak ciężko tę obrzydliwą, czerwoną, komunistyczną maskę zerwać i wyrzucić tam, gdzie jest jej miejsce, czyli na śmietnik historii – mówił w poniedziałkowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja Jan Józef Kasprzyk, historyk, doradca prezydenta Karola Nawrockiego i były szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.
Niedawno obchodziliśmy 44. rocznicę wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Po dziś dzień Polska nie może się uporać z konsekwencjami bezprawnej decyzji junty Wojciecha Jaruzelskiego. Szczególnie destrukcyjne jest kłamstwo, jakoby stan wojenny był mniejszym złem wobec alternatywy sowieckiej interwencji zbrojnej w Polsce.
– Mit mniejszego zła lansowany przez Jaruzelskiego, potem przez jego spadkobierców, przez środowiska postkomunistyczne, doprowadził do tego, że zalegitymizował udział postkomunistów w życiu publicznym wolnej Polski. Ten mit zalegitymizował to, że Jaruzelski został haniebnie wybrany na prezydenta Polski w roku 1989, a w 2014 r. ten dyktator, ten zbrodniarz komunistyczny, żegnany był z najwyższymi państwowymi honorami. (…) Niestety za stan wojenny jego przywódcy nie odpowiedzieli przed wymiarem sprawiedliwości, nie było Norymbergi dla komuny i skutki tego odczuwamy do chwili obecnej – mówił minister Jan Józef Kasprzyk.
Historyk wyjaśnił, dlaczego nazywanie stanu wojennego „mniejszym złem” jest kłamstwem.
– Kiedy analizuje się dokumenty – również te, które na początku lat dziewięćdziesiątych wyciekały z Kremla, ale też dokumenty na poziomie znanym nam z archiwów dawnej PZPR, wynika jasno, [że – radiomaryja.pl] Sowieci żadnej interwencji nie zamierzali podjąć, co więcej, o taką interwencję zabiegał wielokrotnie – jeszcze na kilkanaście godzin przed wprowadzeniem stanu wojennego – Jaruzelski, a Sowieci mówili jasno: „Zróbcie porządek z »Solidarnością« własnymi rękoma. My nie będziemy interweniować”. Komuniści bali się, że utracą władzę, dlatego że wielki ruch „Solidarności” rozbudził w Polakach to, co komunizm chciał po 1945 r. skutecznie zgasić – rozbudził pragnienie wolności, ducha wolności. Jedną z największych zbrodni twórców stanu wojennego było to, że właśnie chcieli tego ducha zgasić, że chcieli zgasić marzenia Polaków o wolności. To im się oczywiście nie udało. Trzeba walczyć z tym kłamstwem, że komuniści ocalili wtedy rzekomo Polskę przed obcą interwencją. Nie, oni chcieli za wszelką cenę, za cenę każdego ludzkiego życia, obronić siebie, obronić namiestniczą władzę, która instalowała się tutaj po roku 1945 – zwrócił uwagę gość „Aktualności dnia”.
W czasie stanu wojennego według oficjalnych danych zginęło ok. sto osób. Nie należy jednak zapominać o dziesięciu tys. internowanych i prawie milionie Polaków, którzy wyjechali z kraju i nigdy nie wrócili. Konsekwencje tego eksodusu również odczuwamy do dziś. Należy pamiętać również o wyłączeniu telefonów, co uniemożliwiało wówczas m.in. wezwanie pogotowia.
Oburza zatem fakt, że odpowiedzialnych za te zbrodnicze działania nie udało się rozliczyć. Władze komunistyczne w latach 80-tych były świadome, że system upadnie i przygotowały sobie „miękkie” lądowanie, zrealizowane przy Okrągłym Stole.
– Komunizm nigdy nie doczekał się rozliczenia, nigdy nie doczekał się Norymbergi. To, co stało się przy Okrągłym Stole, gdzie część elit dawnej „Solidarności” i obóz komunistyczny porozumiały się co do funkcjonowania w nowej rzeczywistości, skutkuje tym, że tak ciężko nam rozstać się z dziedzictwem komunizmu, tak ciężko je przerwać, tak ciężko tę obrzydliwą, czerwoną, komunistyczną maskę zerwać i wyrzuwww.niedziela.plcić tam, gdzie jest jej miejsce, czyli na śmietnik historii – podkreślał prezydencki doradca.
za:www.niedziela.pl/artykul/119192/Stan-wojenny-byl-zlem-w-czystej-postaci-i-zdrada-narodu-polskiego