Proces ks. Michała Olszewskiego ruszył w Warszawie, mimo wątpliwości obrony co do składu sądu.
We środę, 21 stycznia, w Sądzie Okręgowym w Warszawie rozpoczął się proces księdza Michała Olszewskiego oraz dwóch byłych urzędniczek Ministerstwa Sprawiedliwości. Sprawa dotyczy pozyskania i wydatkowania środków z Funduszu Sprawiedliwości przez Fundację Profeto, kierowaną przez księdza. Kilka dni przed planowanym terminem doszło do zmiany składu orzekającego, co obrońcy uważają za poważny błąd proceduralny, podważający podstawy dalszego postępowania.
Sprawa wzbudza silne emocje w części opinii publicznej, m.in. z uwagi na rangę działalności społecznej i charytatywnej pełnionej przez księdza Olszewskiego przed postawieniem zarzutów.
W sądzie stawili się główni oskarżeni w tej sprawie: ks. Olszewski oraz byłe urzędniczki Departamentu Funduszu Sprawiedliwości Urszula D. i Karolina K., którym prokuratura zarzuciła m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej, a także nieprawidłowości dotyczące wydawania pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości dla Fundacji Profeto. Obecni są też obrońcy oskarżonych i prokuratorzy, w tym kierujący śledztwem ws. Funduszu Sprawiedliwości prok. Piotr Woźniak.
Posiedzenie sądu jest jawne. Sędzią referentem jest Justyna Koska-Janusz.
Przed wejściem na salę jeden z obrońców księdza M. Olszewskiego, adw. Krzysztof Wąsowski zapowiedział, że obrona złoży wniosek o wyłączenie sędzi z tej sprawy. Wniosek taki był już wczesniej zapowiadany przez obrońców, którzy powoływali się na jej dawny spór prawny z b. ministerem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą (PiS), który może zeznawać jako świadek obrony.
Akt oskarżenia - pierwszy w sprawie nadużyć finansowych przy Funduszu Sprawiedliwości - wobec sześciu osób, w tym ks. Olszewskiego, trafił do Sądu Okręgowego w Warszawie w lutym 2025 r. Oskarżenie prokuratury dotyczy jednego z wielu wątków śledztwa związanego z działalnością Fundacji Profeto. Do tej fundacji trafiło z FS ponad 66 mln zł (a przyznano 98 mln zł), mimo że - jak oceniła prokuratura - nie spełniała ona wymagań formalnych i merytorycznych, by otrzymać pieniądze.
Za pieniądze z funduszu Fundacja Profeto, ustanowiona przez Zgromadzenie Księży Najświętszego Serca Jezusowego (sercanie), rozpoczęła w Warszawie inwestycję "Archipelag - wyspy wolne od przemocy". Prokuratura wskazała jednak, że sposób jej realizacji odbiegał od celów funduszu, w tym pomocy ofiarom przestępstw.
Prokuratura zarzuciła ks. Olszewskiemu, który kierował Fundacją Profeto jako jej prezes, m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej, mającej na celu popełnianie przestępstw przeciwko mieniu i wyrządzenie szkody w wielkich rozmiarach w mieniu Skarbu Państwa, a także tzw. pranie pieniędzy. Śledczy wskazują na mechanizm umowy najmu gruntu i transfer kwoty 3,65 mln złotych między podmiotami, co miało utrudnić stwierdzenie źródła pochodzenia tych środków.
Poza ks. Olszewskim oskarżone zostały byłe urzędniczki Ministerstwa Sprawiedliwości Urszula D. (była dyrektor Departamentu Funduszu Sprawiedliwości w resorcie sprawiedliwości) oraz Karolina K. (również związana z Departamentem Funduszu Sprawiedliwości), które odpowiadały za przyznanie tych środków i miały z ks. Olszewskim działać wspólnie i w porozumieniu. One również są oskarżone o udział w zorganizowanej grupie przestępczej.
W związku ze śledztwem ksiądz i obie urzędniczki zostali zatrzymani przez ABW pod koniec marca 2024 r. i trafili do aresztu, który opuścili po prawie siedmiu miesiącach - 25 października. Było to możliwe po decyzji Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który uchylił im areszt pod warunkiem wpłacenia po 350 tys. zł poręczenia i przy zastosowaniu m.in. dozoru policji, zakazu kontaktowania się ze świadkami i współpodejrzanymi oraz zakazu opuszczania kraju.
Ks. Olszewski, jak i byłe urzędniczki MS, nie przyznali się do winy; dodatkowo jeden z obrońców księdza adw. Krzysztof Wąsowski zapowiedział, że jego klient będzie dążył do publicznego wyjaśnienia sprawy i uznaje postępowanie za motywowane politycznie.
Komentując uchylenie aresztu podejrzanym, PK zaznaczyła, że sąd ponownie potwierdził, że zebrane w sprawie dowody uzasadniają duże prawdopodobieństwo popełnienia przez nich zarzucanych im czynów, jednak dla zapewnienia prawidłowego toku śledztwa wystarczą środki zapobiegawcze o charakterze wolnościowym jak np. dozór policji. W związku z zatrzymaniem i aresztem m.in. ks. Olszewski zgłosił niewłaściwe traktowanie go przez funkcjonariuszy ABW, w tym odmowę dostępu do wody, jedzenia i toalety.
Na ławie oskarżonych zasiądą również inni urzędnicy, w tym Monika G. była wicedyrektor Departamentu Funduszu Sprawiedliwości oraz specjaliści Marcin M. i Wojciech Z. oskarżeni o poświadczanie nieprawdy w dokumentacji konkursowej i przekroczenie uprawnień w celu bezprawnego przyznania dotacji.
Wszystkie te przestępstwa zagrożone są - jak podawała prokuratura - karą pozbawienia wolności do 10 lat, a w przypadku Urszuli D. i ks. Olszewskiego - do 25 lat.
Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej, określany jako Fundusz Sprawiedliwości, jest funduszem celowym, czyli jego środki muszą być wydatkowane wyłącznie na cele funduszu. Fundusz ten powstał w 1997 r., by pomagać ofiarom i świadkom przestępstw oraz osobom, które odbyły karę więzienia i wracają do uczciwego życia w społeczeństwie (to pomoc postpenitencjarna). Od 2017 r. fundusz ten otrzymał dodatkowy cel polegający na przeciwdziałaniu przestępczości.
Budżet funduszu wynosi rocznie kilkaset milionów złotych. Pieniądze pochodzą m.in. z nawiązek i świadczeń pieniężnych zasądzanych od sprawców przestępstw, z potrąceń z wynagrodzeń za pracę więźniów oraz ze spadków, darowizn, dotacji i zbiórek.
Obrońcy wnioskowali o odroczenie procesu. Przedstawili solidne argumenty. Sąd podjął decyzję
Sprawa dot. Funduszu Sprawiedliwości w warszawskim sądzie rozpoczęła się od wniosków obrońców o odroczenie procesu m.in. do czasu odpowiedniego wyłonienia składu sądzącego. Jednak sąd nie uwzględnił wniosku.
Strona obrończa wnioskowała o odroczenie terminu m.in. do czasu wyłonienia zgodnego z ustawą składu sądzącego.
Mec. Adam Gomoła reprezentujący jedną z urzędniczek podkreślił, że "mamy dzisiaj do czynienia z sytuacją, w której de facto 2/3 składu sądzącego w tej sprawie bardzo mocno absorbującej opinię publiczną i obserwowanej z dużą uwagą przez społeczeństwo, nie pochodzi z losowania".
Podkreślił, że w związku z tym, że miał się rozpocząć przewód sądowy i przesłuchanie oskarżonych, skład sądu powinien być nie tylko odpowiednio przygotowany, ale także właściwy i wyłoniony zgodnie z ustawą.
- Chciałbym zwrócić uwagę, że losowe ustalanie składu wydaje się wielką wartością jeżeli chodzi o zapewnienie prawa do rzetelnego procesu przed bezstronnym sądem. Zwrócę uwagę, że przepis art. 47 b o ustroju sądów mówi, że skład może ulec zmianie, jeżeli sąd nie może rozpoznać sprawy w dotychczasowym składzie lub z uwagi na długotrwałą przeszkodę w rozpoznawaniu sprawy przez któregoś z sędziów. Popieram wniosek o odroczenie do 17 listopada. Abyśmy mieli pełną gwarancję, że będziemy procedować przed sądem całkowicie bezstronnym - argumentował jeden z obrońców.
Ponadto padła kwestia nieobecności na sali jednego z obrońców.
Po przerwie, sąd zadecydował, że "nieobecność jednego z obrońców nie wstrzymuje biegu sprawy". - Sąd nie dał rady dodzwonić się w przerwie do nieobecnego pełnomocnika - poinformowano obecnych na sali.
„Represje w Polsce” — relacja przed sądem
Przed gmachem sądu zebrały się grupy wspierające oskarżonych. Reporterka Ewa Stankiewicz, która relacjonowała wydarzenia na miejscu, podkreśla dramatyzm sytuacji i obecność służb.
Ja dopiero dochodzę tutaj do sądu, widzę przed sobą samochody policji, które licznie przybyły… kilkadziesiąt osób przyszło wesprzeć księdza, bo mamy do czynienia z powrotem represji w Polsce — mówi.
Stankiewicz łączy proces z szerszymi tendencjami w wymiarze sprawiedliwości, w tym z ostatnim skazaniem Adama Borowskiego i innymi głośnymi sprawami.
Wczoraj skazanie Adama Borowskiego, ikony walki o wolność… My mamy milczeć, mamy nie reagować na to, że osoby, które próbowały coś porządnego zrobić, są dziś prześladowane — podkreśla.
Dziennikarka zwraca uwagę na podwójne standardy, które — jej zdaniem — funkcjonują w polskim systemie wymiaru sprawiedliwości.
Mamy osoby nietykalne, które — mimo zarzutów o łapówki i przekręty — pozostają poza jakimikolwiek konsekwencjami. A ci, którzy działali na rzecz dobra, dziś są represjonowani — mówi Stankiewicz.
Według niej proces nie dotyczy tylko pojedynczych oskarżonych, ale pokazuje kierunek zmian społecznych i politycznych w Polsce.
Tu nie chodzi o jednostki. Tu chodzi o to, czy nasz kraj ma być zarządzany przez struktury, które zapewniają nietykalność tylko wybranym, czy pozostanie demokratyczny i przestrzegający konstytucji — zaznacza.
Apel do społeczeństwa
Stankiewicz podkreśla, że wsparcie zgromadzonych przed sądem ma znaczenie nie tylko symboliczne, ale i praktyczne.
Absolutnie trzeba się upominać o osoby represjonowane. Nie można ich zostawić samych. To jest apel do ludzi, żeby się włączyli, bo to jest ten moment — komentuje.
Relacja reporterki wskazuje na to, że atmosfera wokół procesu jest napięta, a wydarzenia obserwowane są szeroko przez media i opinię publiczną.
za:wnet.fm