Polecane

Dużo Jana Pawła II i polskich wątków. Pierwsza encyklika Leona XIV „Magnifica Humanitas”

Pierwsza encyklika Leona XIV jest dokumentem niezwykłym. „Magnifica Humanitas” jest de facto obszerną książką, w której papież ostrzega przed rewolucją AI i nieustannie zestawia ją z Ewangelią i godnością człowieka. Leon XIV przy tym powołuje się niezwykle często na św. Jana Pawła II, którego uważa za proroka zagrożeń wynikających z cyfryzacji i mistrza obrony ludzkiej godności. Równocześnie

Leon XIV pomija Franciszka. Encyklikę Leona czyta się doskonale, to powrót do najlepszych wzorów papiestwa, a co ciekawe, znajdziemy w niej dużo polskich wątków, a także – pośrednią, ale jednak – krytykę działań Barbary Nowackiej.

Leon XIV świadomie nawiązuje do 135. rocznicy ogłoszenia Rerum novarum, wielkiej encykliki Leona XIII, która stała się fundamentem nowoczesnej nauki społecznej Kościoła. Tamten dokument był odpowiedzią Kościoła na rewolucję przemysłową. Leon XIII nie uciekł wtedy od świata. Nie powiedział, że Kościół ma zajmować się tylko zakrystią, modlitwą i prywatną pobożnością. Przeciwnie – przypomniał, że Ewangelia dotyczy całego człowieka, a więc także jego pracy, domu, rodziny, wspólnoty politycznej, wynagrodzenia, godności, wolności i odpowiedzialności.

Leon XIV bardzo mocno podejmuje tę samą intuicję. Już na początku swojej encykliki podkreśla, że Kościół nie może pozostawać obojętny wobec spraw świeckich, jeśli te sprawy dotykają realnego życia człowieka. Ewangelia nie jest abstrakcyjną ideą zawieszoną gdzieś nad historią. Ewangelia musi być zakorzeniona w konkretnym życiu konkretnego człowieka i właśnie dlatego – mówi Leon XIV – Kościół musi zabrać głos także dzisiaj – w epoce cyfryzacji, robotyzacji i sztucznej inteligencji. Moje pierwsze wrażenie po lekturze tej encykliki jest bardzo mocne: to dokument pięknie uporządkowany, logiczny, głęboko zakorzeniony w Piśmie Świętym i w Tradycji Kościoła. Nie jest to publicystyczny manifest ani zbiór luźnych refleksji. To tekst przemyślany, wielowarstwowy, zbudowany na solidnym fundamencie teologicznym. Są w nim liczne cytaty biblijne, ale szczególnie uderza coś jeszcze: około pięćdziesięciu odwołań do św. Jana Pawła II, prawie na każdej stronie. 

Leon XIV powołuje się przede wszystkim na te teksty Jana Pawła II, które dotyczą godności człowieka, godności pracy, wolności, odpowiedzialności, solidarności, rynku, demokracji i zagrożeń ideologicznych. A przecież właśnie w tym obszarze Jan Paweł II był papieżem bardzo polskim – w sensie głęboko historycznym i duchowym. Jego spojrzenie na człowieka zostało ukształtowane przez doświadczenie niemieckiej okupacji, komunizmu, sowieckiego zniewolenia, walki o wolność, obrony sumienia i godności osoby ludzkiej wobec systemów, które chciały człowieka zmielić. Leon XIV doskonale to rozumie i podkreśla to swojej encyklice. I dlatego można powiedzieć, że w jego pierwszej encyklice obecna jest także polska perspektywa – perspektywa Jana Pawła II, polskiego doświadczenia XX wieku i chrześcijańsko-polskiej odpowiedzi na totalitaryzmy oraz ideologie.

Leon XIV przez cały dokument nawołuje do jedności, szacunku i odpowiedzialności za słowo. To nie zaskakuje nikogo, kto obserwował pierwszy rok jego pontyfikatu. Ale bardzo ważne jest to, że Leon XIV nie mówi językiem NGO, nie sprowadza szacunku do pustych haseł o inkluzywności, dialogu i tolerancji. On mówi wyraźnie: prawdziwy szacunek dla bliźniego jest możliwy tylko na fundamencie Ewangelii. Nie chodzi o sentymentalne bycie miłym. Chodzi o ewangeliczny język, który jest jednocześnie jasny i miłosierny, stanowczy i niesprowadzający drugiego człowieka do wroga.

Papież pisze:

„Budowanie dobra wspólnego domaga się wreszcie języka ewangelicznego. Musimy unikać słów upokarzających i konfrontacyjnych, wybierając raczej taką jasność, która rzuca światło, oraz taką szczerość, która otwiera nowe możliwości”.

To zdanie dobrze pokazuje styl Leona XIV. Nie ma tu miękkiego relatywizmu. Papież nie mówi: zrezygnujmy z prawdy, żeby nikogo nie urazić. Mówi coś innego: prawda ma być wypowiadana tak, aby oświetlała rzeczywistość, a nie upokarzała człowieka. Szczerość ma otwierać drogę nawrócenia, a nie zamykać ją przez pogardę. To jest klasycznie katolickie. I to jest ważne również w kontekście sztucznej inteligencji, bo jednym z największych wyzwań nowej epoki będzie właśnie język: język prawdy albo manipulacji, język osoby albo algorytmu, język Ewangelii albo propagandy.

Głównym tematem encykliki jest jednak oczywiście sztuczna inteligencja. Leon XIV zaczyna od bardzo ważnego rozróżnienia. Technologia sama w sobie nie jest wrogiem człowieka. Katolik nie ma obowiązku bać się technologii, odrzucać jej, zamykać się na nią czy udawać, że rozwój cyfrowy nie istnieje. Przeciwnie – technologia należy do ludzkiej historii. Jest wyrazem ludzkiej wolności, rozumu, twórczości i zdolności współpracy. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy technologia zostaje oderwana od prawdy o człowieku, od dobra wspólnego, od moralności i od Boga.

Leon XIV pisze:

„W ostatnich latach coraz wyraźniej widać, jak szybko i jak głęboko cyfryzacja, sztuczna inteligencja oraz robotyka przemieniają nasz świat. Technologia nie powinna być sama w sobie uznawana za siłę przeciwną człowiekowi. Przeciwnie, od początku stanowiła część naszej historii jako »rzeczywistość głęboko ludzka, związana z autonomią i wolnością człowieka«. Na przestrzeni wieków rozwój technologiczny znacząco poprawiał warunki życia ludzkości. Jednocześnie każdy etap postępu ujawniał także dwuznaczność narzędzi, które mogą wyrządzać szkodę, jeśli nie są ukierunkowane ku dobru. Dziś jednak stajemy wobec nowej sytuacji. Siła i powszechność nowych technologii wplatają się w tkankę codziennego życia, kształtując procesy decyzyjne i głęboko oddziałując na zbiorową wyobraźnię”.

Papież powołuje się tutaj na Benedykta XVI i jego encyklikę Caritas in veritate, czyli Miłość w prawdzie. I to nie jest przypadek. Benedykt XVI bardzo mocno podkreślał, że rozwój bez prawdy staje się niebezpieczny, a technika oderwana od moralności przestaje służyć człowiekowi. Leon XIV przejmuje tę myśl i przenosi ją w epokę sztucznej inteligencji.

Bo żyjemy w czasie zmian epokowych, Leon XIV podkreśla to w wielu miejsach bardzo wyraźnie. To są zmiany, które na zawsze odmienią obraz ludzkości. Sztuczna inteligencja nie jest po prostu kolejnym narzędziem, takim jak maszyna parowa czy internet. Ona dotyka samego centrum tego, co dotąd uważaliśmy za specyficznie ludzkie: języka, rozumowania, twórczości, decyzji, pamięci, pracy, edukacji, a nawet relacji. W tym sensie Leon XIV dostrzega, że moc sztucznej inteligencji jest większa niż moc jakiejkolwiek wcześniejszej technologii w historii ludzkości. Ma ogromny potencjał – i ogromne niebezpieczeństwo.

Nie bez powodu Elon Musk powiedział kiedyś, że nie powinniśmy bać się przede wszystkim broni atomowej, lecz niekontrolowanego rozwoju sztucznej inteligencji. Leon XIV widzi więc sztuczną inteligencję jako przestrzeń wielkiej próby duchowej. Może ona stać się nową wieżą Babel – projektem pychy, w którym człowiek chce sięgnąć nieba bez Boga, zbudować własną wszechwiedzę, własną wszechmoc, własny cyfrowy absolut. Ale może też stać się narzędziem odbudowy murów Jerozolimy – czyli wspólnoty, odpowiedzialności, braterstwa, służby i dobra wspólnego. Te dwa biblijne obrazy są jednym z najmocniejszych fragmentów całego dokumentu.

Papież pisze:

„Dlatego podstawowy wybór nie polega na opowiedzeniu się za technologią albo przeciwko niej, lecz na wyborze między budowaniem wieży Babel a odbudową Jerozolimy; między władzą, która rości sobie prawo do panowania nad niebiosami, a ludem, który wspólnie, w obecności Boga, pracuje nad odbudową murów braterskiego współistnienia”.

To zdanie jest kluczem do całej encykliki. Leon XIV nie jest technofobem, ale nie jest też naiwnym entuzjastą postępu. Papież stawia pytanie dużo głębsze: jaki duch będzie kierował tą budową? Czy będzie to duch Babel, czyli pychy, kontroli, dominacji i samoubóstwienia człowieka? Czy duch Jerozolimy, czyli wspólnoty, pokory, odpowiedzialności i służby Bogu oraz bliźniemu? I właśnie dlatego Leon XIV bardzo mocno apeluje do katolików, aby nie uciekali od narzędzi sztucznej inteligencji. To jeden z najważniejszych praktycznych wniosków z tej encykliki. Papież mówi: nie oddawajcie tej przestrzeni ateistom, progresistom, transhumanistom, korporacjom, ideologom i technokratom. Poznajcie te narzędzia. Uczcie się ich. Wprowadzajcie do nich katolicką perspektywę. Korzystajcie z nich odpowiedzialnie. Bądźcie obecni na największej budowie w historii ludzkich istnień.

Leon XIV pisze:

„W epoce sztucznej inteligencji, gdy ludzkiej godności zagrażają nowe formy odczłowieczenia, naszym pilnym obowiązkiem jest pozostać głęboko ludzkimi. Musimy z miłością strzec wielkości człowieczeństwa, które zostało nam dane i które w pełni objawiło się w Chrystusie, a którego blasku żadna maszyna nigdy nie zdoła zastąpić. (…) Kieruję ten serdeczny apel do wszystkich wiernych katolików, do wszystkich chrześcijan oraz do mężczyzn i kobiet dobrej woli. Nie bójmy się pobrudzić sobie rąk na »placu budowy« naszych czasów”.

To jest piękne i bardzo mocne. AI jest największą budową naszych czasów. I głos katolików musi być na tej budowie słyszalny. Jeśli nas tam nie będzie, inni zbudują ten świat po swojemu. A potem będzie już za późno, by narzekać, że algorytmy są antychrześcijańskie, że systemy edukacyjne niszczą duszę dzieci, że maszyny zastępują relacje, a globalne korporacje kształtują sumienia całych pokoleń.

Warto zauważyć jeszcze jeden szczegół językowy. Leon XIV konsekwentnie przez cały tekst używa określenia „mężczyźni i kobiety”. To nie jest przypadek. To jest język chrześcijańskiej antropologii i uderzenie w rozmycie pojęcia płci z ideologii gender.

W pierwszych dwóch rozdziałach encykliki „Magnifica Humanitas” Leon XIV przypomina fundamenty społecznej nauki Kościoła. I właśnie tam szczególnie często cytuje Jana Pawła II. Papież zaczyna od przypomnienia, że nauka społeczna Kościoła jest niezmienna i dynamiczna. Niezmienna, bo jej centrum stanowią prawdy objawione o Bogu, człowieku, grzechu, łasce, godności osoby i wspólnocie. Dynamiczna, bo te same prawdy trzeba wciąż odnosić do nowych sytuacji historycznych.

Leon XIV ujmuje to tak:

„Rodzi się ona ze spotkania między wieczną prawdą Ewangelii a pytaniami historii. (…) Pragnę także podkreślić, że w tej tradycji niezmienne jądro prawd objawionych dotyczących osoby ludzkiej i społeczeństwa stale splata się z odnawianą zdolnością słuchania sytuacji historycznych oraz odpowiadania na problemy współczesności”.

To bardzo ważne. Kościół nie jest zwykłą organizacją charytatywną, bo tylko Kościół jako jedyny posiada pełnię środków zbawienia. Ale właśnie dlatego nie może zamknąć się na realne problemy ludzi. Jeśli chce prowadzić ich do zbawienia, musi rozumieć świat, w którym żyją. 

Leon XIV pisze:

„Z tego powodu Kościół nie może uważać się za obcy wobec sił kształtujących społeczeństwo. Przeciwnie, aktywnie uczestniczy w procesach, dzięki którym społeczeństwo wzrasta i się organizuje, oraz wnosi własny wkład w tworzenie społeczeństwa bardziej sprawiedliwego i braterskiego”.

Następnie encyklika prowadzi czytelnika przez rozwój społecznej nauki Kościoła od Leona XIII aż po dziś. Ojciec Święty omawia kolejnych papieży od końca XIX wieku. Widać tu niezwykle uporządkowaną, logiczną strukturę dokumentu. Leon XIV nie zaczyna od AI, jakby sztuczna inteligencja spadła z nieba w próżnię. Najpierw pokazuje, że Kościół ma już gotowe narzędzia rozeznania. Dopiero na tym fundamencie można odpowiedzialnie mówić o nowych technologiach. Bardzo ciekawe jest to, że Leon XIV przypomina także bardziej zapomniane aspekty nauki społecznej Kościoła. W kontekście Piusa XI wyraźnie powraca do zasady pomocniczości. Mówi, że gdzie tylko to możliwe, państwo i wielkie instytucje nie powinny wchłaniać życia jednostek, rodzin i wspólnot lokalnych. To, co mogą zrobić rodzice czy rodziny, zwłaszcza w sferze wychowania, nie powinno być narzucane z centrum. Ten fragment brzmi jak dedykacja dla Barbary Nowackiej, Donalda Tuska i wszystkich tych w Polsce, którzy uważają, że państwo ma prawo wychowywać dzieci zamiast rodziców, przebudowywać szkołę według ideologicznych projektów i narzucać odgórnie wzorce życia społecznego. I nie, to nie jest spekulacja, bo Leon XIV pisze jeszcze wyraźniej:

„Począwszy od Leona XIII i początków nowoczesnej nauki społecznej, Kościół nalegał, że ani jednostka, ani rodzina nie powinny być wchłaniane przez państwo, lecz powinny mieć możność swobodnego działania, o ile to możliwe bez szkody dla dobra wspólnego. Święty Jan Paweł II podjął i rozwinął tę perspektywę, wskazując, że wspólnota polityczna służy społeczeństwu obywatelskiemu, a państwo ma chronić dobro wspólne, interweniując tylko wtedy, gdy jest to konieczne, lecz nie zastępując trwale odpowiedzialności organizacji pośrednich i instytucji społecznych”.

To jest czysta katolicka nauka społeczna. Państwo nie może z obywateli robić liberalnych i progresywnych poddanych.

Leon XIV broni także Piusa XII i uznaje jego wkład w rozwój nauki społecznej Kościoła mimo tragicznej sytuacji II wojny światowej. Najwięcej miejsca poświęca jednak Janowi Pawłowi II. I trzeba to powiedzieć jasno: Leon XIV w tej encyklice wręcz rozpływa się nad wielkością nauczania polskiego papieża. Nazywa jego dorobek bogatym, głębokim i wciąż kluczowym dla zrozumienia godności osoby ludzkiej, pracy, demokracji, rynku oraz zagrożeń ideologicznych. Bardzo mocno podkreśla, że specyficznie polskie doświadczenie Jana Pawła II – niemiecka okupacja, brutalna rzeczywistość komunizmu, walka z Sowietami i obrona człowieka przed totalitarnym państwem – dały niezwykły impuls rozwojowi katolickiej nauki społecznej. Najważniejsze jest jednak to, że Leon XIV podkreśla moralne centrum myśli Jana Pawła II. Demokracja i wolny rynek nie są dla Kościoła bożkami. Nie wystarczą same procedury, wybory, partie, parlamenty i mechanizmy gospodarcze. Demokracja ma sens tylko wtedy, gdy służy osobie ludzkiej i dobru wspólnemu. Rynek jest dobry tylko wtedy, gdy pozostaje podporządkowany prawu moralnemu. Wolność bez prawdy staje się samowolą, a ekonomia bez solidarności prowadzi do wykluczenia słabszych.

Powołując się na Jana Pawła II, Leon XIV pisze:

„Kościół ceni demokrację o tyle, o ile gwarantuje ona skuteczny udział obywateli, pozwala im wybierać i pokojowo zastępować rządzących oraz zapobiega monopolizacji władzy przez wąskie elitarne grupy kierujące się interesami partykularnymi lub ideologicznymi. Podobnie Kościół uznaje pozytywny potencjał rynku i prywatnej inicjatywy tylko wtedy, gdy pozostają one podporządkowane prawu moralnemu i kierują się zasadą solidarności, nie poświęcając najbardziej bezbronnych logice zysku. To wnosi szczególnie aktualne dziedzictwo do społecznej nauki Kościoła”.

To jest jeden z tych fragmentów, które powinny być czytane dzisiaj bardzo uważnie – także w Polsce. Bo ostrzeżenie przed monopolizacją władzy przez wąskie elity kierujące się interesem ideologicznym brzmi niezwykle aktualnie. Potem Leon XIV omawia Benedykta XVI oraz krótko papieża Franciszka. I tutaj pojawia się rzecz bardzo ciekawa. Leon XIV nie wymienia ani Amoris laetitia, ani Fiducia supplicans. Nie wymienia ich nie tylko w tym konkretnym miejscu, ale w całej encyklice nie ma wzmianki o tych kontrowersyjnych dokumentach. Innymi słowy: Leon XIV je ignoruje. Nie traktuje ich jako dokumentów, które wniosłyby coś istotnego do rozwoju nauki społecznej Kościoła. Owszem, Franciszek jest oczywiście cytowany w encyklice Leona XIV, ale tylko w miejscach bezpiecznych i bezsprzecznych. Ale tam, gdzie Franciszek wprowadzał kontrowersje do nauczania kościelnego, to w „Magnifica Humanitas” po prostu nie istnieje. To jest bardzo charakterystyczne dla pontyfikatu Leona XIV, który nigdy nie krytykuje Franciszka wprost. Ale często widać, że pewne złe decyzje poprzedniego pontyfikatu po prostu wycofuje przez reinterpretację, przemilczenie, zmianę akcentów i powrót do klasycznej doktryny. W tym sensie encyklika jest bardzo wymowna.

Co więcej, można się tu nawet doszukać małego pstryczka. Leon XIV wspomina pozytywnie Evangelii gaudium, pisząc, że ta adhortacja Franciszka została sformułowana ze „szczególną jasnością”. A przecież trzeba pamiętać, że Evangelii gaudium było dokumentem rozpoczętym jeszcze przez Benedykta XVI, a dopiero dokończonym przez Franciszka. To pokazuje, że Leon XIV bardzo precyzyjnie wybiera z poprzedniego pontyfikatu te elementy, które dają się wpisać w ciągłość Tradycji, a pomija te, które budziły zamęt, opór i poważne wątpliwości doktrynalne.

W drugim rozdziale swojej encykliki Leon XIV schodzi jeszcze głębiej – do źródeł społecznej nauki Kościoła. Widzi je przede wszystkim w dwóch rzeczywistościach: w trynitarnej naturze Boga oraz w niezbywalnej godności każdego człowieka. I tutaj Leon XIV znów najmocniej powołuje się na Jana Pawła II. Papież przypomina, że godność człowieka nie zależy od jego sprawności, produktywności, zdrowia, wieku, pozycji społecznej, użyteczności ekonomicznej ani nawet moralnej doskonałości. Każdy człowiek, także największy grzesznik, zachowuje godność osoby ludzkiej, ponieważ istnieje z woli Boga. Nie byłoby go, gdyby Bóg go nie chciał. Leon XIV odnosi to bardzo wyraźnie do współczesności, zaznaczając, że także dzisiaj istnieją ideologie i potężne interesy, które zaciemniają prawdę o ludzkiej godności:

„Ważne jest, aby ten wzrost uznania dla ludzkiej godności nie został przesłonięty przez nacisk nowych ideologii albo pewnych bardzo potężnych interesów obecnych w dzisiejszym świecie”.

To zdanie jest niezwykle ważne. Papież mówi tu jednocześnie o ideologiach i interesach. Walka o człowieka toczy się dziś w algorytmach, szkołach, aplikacjach, mediach społecznościowych, reklamie, medycynie, prawie rodzinnym czy biotechnologii.

Bardzo ciekawie Leon XIV podejmuje także kwestię godności kobiety. Podkreśla, że głos kobiet bywa dziś uciszany, a zdrowe społeczeństwo potrzebuje kobiecego wkładu i musi ten wkład docenić. To jest klasycznie katolickie ujęcie, a zarazem płachta na byka dla genderystów i radykalnych feministek. Bo oni nie uznają, że istnieje coś takiego jak specyficznie kobiecy wkład. Według tej ideologii kobieta ma po prostu robić to samo, co mężczyzna, a różnica między kobietą i mężczyzną ma zostać zredukowana do konstruktu społecznego. Leon mówi coś zupełnie innego: kobiecy wkład jest różny, ale nie gorszy. Jest inny, ale tak samo godny. Społeczeństwo potrzebuje zarówno mężczyzn, jak i kobiet – nie jako dwóch wymiennych funkcji, ale jako dwóch sposobów przeżywania człowieczeństwa, które wzajemnie się uzupełniają.

W encyklice pojawia się także rozdział o sprawiedliwości społecznej. To pojęcie jest dziś trudne, zwłaszcza w świecie anglosaskim, ponieważ lewica amerykańska mocno je zniekształciła. Social justice zaczęło się wielu ludziom kojarzyć z postulatami woke, polityką tożsamości czy wojną rasową. Leon XIV dokonuje jednak bardzo ważnego gestu: odzyskuje to pojęcie dla katolickiej tradycji – z której ono się przecież pierwotnie wywodzi.

Sprawiedliwość społeczna oznacza bowiem klasyczne katolickie przekonanie, że społeczeństwo powinno być tak urządzone, aby szczególną troską otaczać tych, którzy mogą najmniej. Świadomie albo nie, Leon XIV dotyka tutaj intuicji bardzo starej, obecnej już w myśli Wincentego Kadłubka z XII wieku: sprawiedliwość polega nie tylko na prostym oddawaniu każdemu tego samego, ale także na szczególnej ochronie tego, kto sam nie jest w stanie obronić swoich praw. To bardzo głęboko chrześcijańskie. Bóg w Piśmie Świętym nieustannie upomina się o wdowę, sierotę, ubogiego i cudzoziemca – nie dlatego, że są moralnie lepsi, ale dlatego, że są bardziej bezbronni.

Leon XIV mówi o pomocy wykluczonym, ofiarom wojny, uchodźcom i tym, którzy cierpią z powodu dyskryminacji. Warto jednak zauważyć, że nie wprowadza tutaj świadomie kategorii orientacji seksualnej jako osobnego klucza antropologicznego. Nie przepisuje języka progresywnego. Mówi o realnym cierpieniu ludzi, ale czyni to na gruncie katolickim.

I znów powołuje się na Jana Pawła II:

„Święty Jan Paweł II mówił w tym duchu o strukturach grzechu, które sprzeciwiają się woli Boga i domagają się zaangażowania na rzecz osobistego oraz społecznego nawrócenia. W tej perspektywie sprawiedliwość nie polega jedynie na bardziej sprawiedliwym podziale dóbr czy naprawie obecnych niesprawiedliwości, lecz przyjmuje także wymiar odnowy i pojednania”.

To bardzo ważne. Sprawiedliwość nie jest tylko techniczną redystrybucją. Nie wystarczy zabrać jednym i dać drugim. Problem zła społecznego jest głębszy. Istnieją „struktury grzechu” – pojęcie bardzo ważne u Jana Pawła II – czyli takie układy instytucji, nawyków, interesów, praw, obyczajów i systemów ekonomicznych, które utrwalają zło. Ale odpowiedź na nie nie może być wyłącznie polityczna. Polityka jest rzeczą wtórną. Odpowiedź musi być przede wszystkim moralna i duchowa. Potrzebne jest nawrócenie – osobiste i społeczne.

I wreszcie Leon XIV dochodzi do sedna swojej encykliki: do wykluczenia cyfrowego i sztucznej inteligencji. Pokazuje, że wykluczenie w dzisiejszym świecie coraz częściej nie polega tylko na braku pieniędzy, coraz częściej jest to wykluczenie cyfrowe. Tu papież płynnie przechodzi do ostatnich trzech rozdziałów encykliki, które odnoszą się już bezpośrednio do cyfryzacji i AI. I od razu wskazuje na największe zagrożenie:

„Jeżeli rozwój technologiczny postępuje bez odpowiadającego mu rozwoju etycznego i społecznego, rezultatem może być wzrost środków bez wzrostu człowieczeństwa: »mieć więcej« bez »być bardziej«”.

To jest absolutne centrum katolickiej krytyki technokratycznego świata. Możemy mieć więcej danych, więcej mocy obliczeniowej, więcej automatyzacji, więcej wygody, więcej przewidywania, więcej kontroli, więcej efektywności – i jednocześnie być mniej ludźmi.  Jedynym antidotum jest życie według nauki Kościoła. Dlatego Leon XIV tak dokładnie przedstawił ją na początku encykliki. Dlatego pokazał, że jej zasady są wieczne, choć ich zastosowanie musi być dostosowane do epoki. Stoimy wobec największej przemiany ludzkości w historii. I tylko Kościół ma pełną antropologię zdolną ocalić człowieka przed redukcją do danych i funkcji.

Leon XIV pisze:

„Wobec tej koncentracji władzy w świecie cyfrowym kryteriami osądu i rozeznania w tej nowej sytuacji są szlachetne zasady nauki społecznej Kościoła: niezbywalna godność osoby ludzkiej, dobro wspólne, powszechne przeznaczenie dóbr, pomocniczość, solidarność i sprawiedliwość społeczna. Domagają się one, abyśmy oceniali, czy potęga cyfrowej infrastruktury i algorytmów rzeczywiście sprzyja uczestnictwu i odpowiedzialności, chroni bezbronnych, zapewnia sprawiedliwy dostęp do możliwości oraz pozostaje ukierunkowana na dobro wszystkich”.

To jest centrum encykliki Leona XIV: apel do świata, aby sztuczną inteligencję wprowadzać odpowiedzialnie, moralnie i w zgodzie ze społeczną nauką Kościoła katolickiego.

Tym bardziej zdumiewające – i budujące – jest to, że encyklika została zaprezentowana wraz z Chrisem Olahem, współzałożycielem Anthropica, jednego z najważniejszych graczy Doliny Krzemowej, ekspertem w dziedzinie sztucznej inteligencji, człowiekiem związanym z modelem Claude, który przez wielu uważany jest dziś za najlepszy model LLM na rynku. To pokazuje, że Leon XIV nie przemawia z boku historii. On naprawdę wchodzi w centrum debaty i mówi do świata technologii językiem, którego ten świat nie może zlekceważyć.

Jednym z najważniejszych punktów encykliki jest ostrożność wobec samego słowa „inteligencja”. Leon XIV bardzo dobrze rozumie, że pojęcie „sztuczna inteligencja” może być mylące. Owszem, papież zna trendy w AI. Widać, że technologia robi na nim wrażenie – trudno, żeby było inaczej. Leon XIV od początku pontyfikatu sprawiał wrażenie człowieka otwartego na nowe technologie. Ale właśnie dlatego jego rozróżnienie jest tak ważne. Sztuczna inteligencja nie jest inteligencją w sensie ludzkim.

Papież pisze:

„Można jednak stwierdzić, że musimy unikać błędnego przekonania, jakoby ten rodzaj »inteligencji« można było utożsamiać z inteligencją ludzką. Systemy te jedynie naśladują pewne funkcje ludzkiego intelektu. Czyniąc to, często przewyższają ludzką inteligencję szybkością i zdolnością obliczeniową, przynosząc konkretne korzyści w wielu dziedzinach. Jednak ich moc pozostaje całkowicie związana z przetwarzaniem danych. Tak zwane sztuczne inteligencje nie przeżywają doświadczeń, nie posiadają ciała, nie odczuwają radości ani bólu, nie dojrzewają przez relacje i nie wiedzą wewnętrznie, czym są miłość, praca, przyjaźń czy odpowiedzialność. Nie mają też sumienia moralnego, ponieważ nie osądzają dobra i zła, nie pojmują ostatecznego sensu sytuacji ani nie ponoszą odpowiedzialności za konsekwencje swych działań. Mogą naśladować język, zachowania i zdolności analityczne, a nawet symulować empatię i zrozumienie, ale nie rozumieją tego, co wytwarzają, ponieważ brakuje im uczuciowej, relacyjnej i duchowej perspektywy, dzięki której człowiek wzrasta w mądrości”.

To jest znakomita definicja. Leon XIV nie neguje mocy AI, ale bardzo wyraźnie oddziela przetwarzanie danych od mądrości. 

Jeszcze mocniejszy jest fragment dotyczący relacji:

„Sztuczne naśladowanie pozytywnej komunikacji międzyludzkiej – słów rady, empatii, przyjaźni, a nawet miłości – może być angażujące, a niekiedy naprawdę pomocne. Jednak dla użytkowników mniej zdolnych do rozeznania może być także mylące, tworząc złudzenie relacji z rzeczywistym podmiotem osobowym. Gdy słowa są symulowane, nie budują autentycznych relacji, lecz jedynie ich pozór. Sztuczne naśladowanie troski lub wsparcia może stać się szczególnie ryzykowne wtedy, gdy wchodzi w przestrzenie, w których brakuje prawdziwych relacji i więzi emocjonalnych. Niebezpieczeństwo polega tu nie tyle na tym, że człowiek może uwierzyć, iż komunikuje się z inną osobą, ile raczej na tym, że stopniowo może utracić samo pragnienie tworzenia autentycznych więzi międzyludzkich”.

To zdanie jest prorocze. Największym zagrożeniem nie jest to, że ktoś pomyli chatbota z człowiekiem. Największym zagrożeniem jest to, że człowiek przestanie chcieć człowieka. 

W dalszych punktach Leon XIV dokonuje naprawdę ciekawej analizy moralnej AI. To są fragmenty, do których ludzkość będzie wracać przez kolejne dekady. Sednem tej analizy jest jasne stwierdzenie papieża: sztuczna inteligencja „nie jest moralnie neutralna”.

To bardzo ważne. Często słyszymy: technologia jest neutralna, liczy się tylko sposób użycia. Leon XIV pokazuje, że to za mało. Oczywiście narzędzie może być użyte dobrze albo źle. Ale AI nie jest młotkiem. Nie jest prostym narzędziem. Jest systemem projektowanym przez ludzi, karmionym danymi, trenowanym na określonych zbiorach, optymalizowanym według konkretnych celów, wdrażanym w określonych instytucjach i używanym w warunkach asymetrii władzy. Już na poziomie projektu wpisuje się w nie określone założenia antropologiczne, polityczne i moralne. Dlatego potrzebne są regulacje od momentu projektowania aż po zastosowanie. Elon Musk domaga się tego od lat, narzekając, że politycy nie chcą go słuchać. Teraz zyskał potężnego sojusznika. Ojciec Święty mówi w gruncie rzeczy to samo: AI jest zbyt potężna, by mogła iść w świat bez kontroli, bez odpowiedzialności, bez przejrzystości i bez moralnego rozeznania.

Leon XIV zwraca uwagę, że rozwój AI prowadzi dziś do koncentracji władzy w rękach małych, bardzo wpływowych grup ludzi, często nieznanych szerokiej opinii publicznej. I to jest jeden z najmocniejszych politycznie fragmentów encykliki. Nie mówi tego zwolennik teorii spiskowych, tylko niezwykle racjonalny, ostrożny i mądry papież. Sztuczna inteligencja daje władzę szarym eminencjom. Leon XIV pisze:

„W świetle dobra wspólnego i powszechnego przeznaczenia dóbr rodzi to poważne obawy, ponieważ niewielkie, lecz bardzo wpływowe grupy mogą kształtować wzorce informacji i konsumpcji, wpływać na procesy demokratyczne oraz kierować dynamiką gospodarczą na własną korzyść, podważając sprawiedliwość społeczną i solidarność między narodami”.

A co niezwykle ciekawe, nawet w tym kontekście Leon XIV powołuje się na Jana Pawła II. Z uznaniem przypomina, że polski papież już w 1991 roku sugerował, iż pewne dobra zbiorowe należy rozumieć szerzej niż tylko w kategoriach materialnych. Leon XIV rozwija tę intuicję, mówiąc o danych jako o dobru wspólnym lub współdzielonym:

„Trzeba myśleć twórczo, aby zarządzać danymi jako dobrem wspólnym lub współdzielonym, w duchu uczestnictwa, jak święty Jan Paweł II sugerował już w odniesieniu do dóbr zbiorowych”.

To jest niesamowite. Jan Paweł II w 1991 roku, a więc na długo przed epoką big data, mediów społecznościowych, smartfonów i modeli językowych, zostawił intuicję, która dziś okazuje się prorocza. Dane nie są tylko prywatnym paliwem korporacji. Dane dotyczą ludzi i społeczeństw. Jeśli zostaną całkowicie sprywatyzowane i podporządkowane logice zysku, mogą stać się narzędziem nowej formy dominacji.

W dalszej części encykliki Leon XIV podejmuje jeszcze wiele niezwykle ciekawych tematów. I dla mnie jest to naprawdę budujące, że papież zna najbardziej niepokojące trendy współczesności i nadaje im katolicką interpretację. Nie ucieka od transhumanizmu i posthumanizmu. Nie udaje, że te nurty są marginalne. Wie, że za nimi stoi coraz poważniejsza pokusa: przekonanie, że człowiek w obecnej postaci jest tylko etapem przejściowym, biologicznym materiałem do ulepszenia, projektem do przekroczenia. Leon XIV odnosi te zagadnienia do nauki św. Augustyna, pokazując, że najgłębszym problemem człowieka nie jest niedoskonałość techniczna, lecz nieuporządkowana miłość, pycha i ucieczka od Boga.

Podobnie jak abp Marek Jędraszewski, papież wiele miejsca poświęca prawdzie jako fundamentowi życia społecznego. Bez prawdy nie ma wolności. Bez prawdy demokracja staje się manipulacją. Bez prawdy AI stanie się najdoskonalszą maszyną do produkowania iluzji.

Leon XIV dostrzega także zagrożenia współczesnych demokracji. Pokazuje, że demokracja może zostać wydrążona od środka, jeśli obywatele utracą realny dostęp do prawdziwej informacji, jeśli algorytmy będą kształtować ich emocje, jeśli debata publiczna stanie się sterowana przez niewidoczne mechanizmy, a władza skoncentruje się w rękach tych, którzy kontrolują cyfrową infrastrukturę.

Papież bardzo mocno nawołuje również do lepszej edukacji w dobie przemian cyfrowych. To niezwykle ważne. Bo nie wystarczy uczyć dzieci obsługi narzędzi. Trzeba uczyć je rozeznania. Trzeba uczyć, czym jest prawda, czym jest osoba, czym jest relacja.

Ten tekst i tak zrobił się bardzo długi – bo też encyklika Leona XIV ma rozmiar całej książki. Wiele wątków trzeba więc będzie zostawić na kolejne omówienia. To nie jest dokument jednorazowy. To jest tekst, do którego będziemy wracać przez lata.

Na koniec chcę przywołać ostatnie słowa encykliki. Są piękne, głęboko chrystologiczne i maryjne. Pokazują, że Leon XIV nie kończy swojego tekstu lękiem przed maszynami, lecz nadzieją zakorzenioną w Chrystusie. Papież przypomina, że nawet epoka sztucznej inteligencji może stać się częścią historii zbawienia, jeśli człowiek pozostanie wierny Bogu.

Leon XIV pisze:

„W pokornej wierności codziennego życia nawet epoka sztucznej inteligencji może stać się czasem, w którym Duch Święty doprowadza w naszym życiu do spełnienia cywilizację miłości. Pan bowiem nadal czyni wszystko nowe i każdej epoce ofiarowuje możliwość stania się częścią historii zbawienia w świetle Wcielenia. Nasze pragnienie powierzam Matce Chrystusa, Niewieście z Magnificat, aby prowadziła nasze kroki przez ten czas przemiany i zachowała w każdym z nas prawdziwą wiarę w Ewangelię, tak abyśmy dawali świadectwo wielkości człowieczeństwa, w którym Bóg uczynił sobie mieszkanie”.

AI może stać się Babel. Ale może też pomóc odbudować Jerozolimę.

I właśnie dlatego katolicy muszą być na tej budowie obecni. Nie jako przestraszeni obserwatorzy. Nie jako ludzie, którzy po latach obudzą się i odkryją, że świat został już zaprogramowany bez nich. Musimy być tam teraz – z Ewangelią, z rozumem, z odwagą, z nauką społeczną Kościoła, z Janem Pawłem II, Benedyktem XVI i Leonem XIV jako przewodnikami. Stawką jest przyszłość człowieka.

za:bialykruk.pl