Czy ktoś mógłby się spodziewać, że na naszych oczach wyrośnie tak dorodne wcielenie pani Dulskiej, brukselska kopia bohaterki tragifarsy Gabrieli Zapolskiej? Ekstrakt zakłamania, egoizmu, obłudy i skąpstwa. Pod warstwą komunałów ukrywa cynizm i interesowność. Robi wrażenie nobliwej humanistki
wspierającej plan europejskiej solidarności, ukrywa hipokryzję i kołtuństwo, spryt i cwaniactwo. To współczesna dulszczyzna na usługach międzynarodowego konsorcjum. Tamta pani była pretensjonalną plotkarą z mieszczańskiego salonu, ta z europejskich salonów jest podszyta duchem hipokryzji, kryjącej się za fasadą praw człowieka: zabijanie dzieci jest dobre, jeśli nazwie się to wolnością, złe są normalne rodziny. Wolno sprowadzać zatrutą żywność, jeśli to się opłaci bardziej niż wspomaganie własnego rolnictwa. Wolno, a nawet trzeba zwalczać partie, które chcą suwerenności państwa, a nie tępej zależności, wolno niszczyć systemy prawne tak, by przypominały prawo Kalego, wolno szantażować, straszyć i wymuszać. Wszystko, co dobre dla europejskiego hegemona, jest moralnie usprawiedliwione. Obie panie, ta z Zapolskiej i ta z Brukseli, pokazują, czym jest drobnomieszczaństwo: skrzyżowanie cynizmu z kieszonkowym teatrem dla plebsu.
Ewa Polak-Pałkiewicz
za:niezalezna.pl