Prezes Republiki Tomasz Sakiewicz uczestniczył dzisiaj w Europarlamencie w debacie poświęconej wolności słowa i atakom na wolne media. Spotkanie zorganizowała frakcja Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, do której należy m.in. Prawo i Sprawiedliwość.
Prezes TV Republika mówił o represjach, jakie od trzech lat spotykają największą telewizję informacyjną w Polsce. Przypomniał, że
rząd Donalda Tuska niemal natychmiast po objęciu władzy postawił media publiczne w stan likwidacji, wyłączając sygnał Telewizji Polskiej i masowo zwalniając dziennikarzy z Polskiego Radia oraz Polskiej Agencji Prasowej.
To samo stało się dzisiaj na Węgrzech. To jest czarny dzień w Europie, i dobrze, że akurat dzisiaj o tym mówimy – powiedział Tomasz Sakiewicz.
Mówił także o narastającej liczbie spraw sądowych oraz śledztw prokuratorskich i policyjnych, które dotyczą dziennikarzy i współpracowników stacji, a także o wykorzystaniu zmasowanego ataku cybernetycznego do nielegalnych przeszukań przez policję ich mieszkań.
Prezes Republiki wspomniał również o tymczasowym aresztowaniu Leszka Kraskowskiego, który dzisiaj był jednym z prelegentów - on line.
Prokuratura zakazała mi opuszczania kraju. Mamy PRL Bis. Jerzy Urban rechocze w piekle – napisał dziennikarz.
Na Węgrzech biorą przykład z Tuska. Telewizja publiczna przestała nadawać
Węgierska telewizja M1 przestała dziś nadawać. Widzowie zobaczyli czarną planszę z informacją o tymczasowym zawieszeniu serwisu informacyjnego.
Zamiast zaplanowanego programu, widzowie telewizji M1 zobaczyli dziś następujący komunikat:
- „Media publiczne nie mogą kłamać. Przepraszamy za to, że robiliśmy to przez lata. Media publiczne przechodzą obecnie gruntowną przebudowę, aby w przyszłości mogły być niezależne i wiarygodne. Serwis informacyjny jest tymczasowo zawieszony. Więcej informacji wkrótce”.
Identyczny komunikat wyświetlono na stronie hirado.hum, a Radio Kossuth nadaje wyłącznie muzykę.
Wyłączenie sygnału nastąpiło kilka godzin po zmianach we władzach spółki. Nowo mianowany tymczasowy prezes MTVA Andras Horvath przybył do siedziby stacji wraz z grupą osób. Jego decyzją kilku dotychczasowych pracowników zostało zawieszonych w wykonywaniu obowiązków.
Magyar tryumfuje
Szef rządu w kolejnych wpisach nie krył zadowolenia takim właśnie obrotem sprawy.
"To historyczny dzień. Dzisiaj zakończyła się emisja propagandy w mediach publicznych" - napisał w mediach społecznościowych, dodając: "Kłamali w nocy, kłamali w dzień, kłamali na wszystkich częstotliwościach. Koniec tego".
Tymczasowy prezes MTVA Andras Horvath przybył we wtorek do siedziby nadawcy wraz z wybranym przez siebie zespołem zarządzającym. Według doniesień medialnych do działu kadr wezwano kilku pracowników, w tym tych zajmujących stanowiska kierownicze i zawieszono ich w obowiązkach ze skutkiem natychmiastowym.
Tymczasowe władze holdingu otrzymały - podał portal Telex - zadania przeprowadzenia kompleksowego przeglądu działalności mediów publicznych, pokierowania procesem zmian organizacyjnych, zaprzestania działań propagandowych oraz zreformowania serwisu informacyjnego, aby węgierskie media publiczne stały się „wiarygodną, obiektywną i niezależną instytucją”.
Na Węgrzech – jak podkreślają dziennikarze, który obserwują media tego kraju – sytuacja w mediach jest krytyczna. Zderzenie dwóch ekip medialnych może doprowadzić do nieszczęścia. To nie tylko przypuszczenia, to poważne obawy.
Tym bardziej, że były szef węgierskiego rządu Victor Orban nie był, delikatnie mówiąc, zwolennikiem liberalnej demokracji w Unii Europejskiej. Zarzucano mu wspieranie Rosji po wybuchu wojny z Ukrainą. Teraz premier Péter Magyar robi to samo, bo otwarcie krytykuje europejskie, militarne wsparcie dla Kijowa.
A polityczna bitwa o media publiczne w Budapeszcie może być też wykorzystana do prowokacji. Czyjej? Węgry są w NATO…
Do tych informacji odniosła się Monika Borkowska, dziennikarka TV Republika.
Treść komunikatu sprowadza się mniej więcej do tego, że telewizja przeprasza za lata kłamstw i propagandy, a jednocześnie zapowiada, iż od tej chwili ma być niezależna i wiarygodna. Brzmi to znajomo z polskiego podwórka, bo mamy do czynienia ze scenariuszem, który w pewnym sensie już przerabialiśmy. Nowy premier Węgier, Magyar, robi to jednak nieco mądrzej niż polski premier i bardziej w białych rękawiczkach. Tutaj poczekano, aż wygasną tak zwane polityczne mandaty w mediach publicznych. Z tego, co udało mi się ustalić, Węgrzy nie są szczególnie zaskoczeni takim obrotem spraw – powiedziała.
Przypomniała, że "Magyar już w czasie kampanii wyborczej zapowiadał odpolitycznienie mediów i zmiany w mediach publicznych, nie obiecywał jednak rozwiązań w rodzaju likwidacji, jak miało to miejsce w Polsce".
Nie będzie więc musiał sztucznie utrzymywać stanu likwidacji ani później udowadniać przed sądami, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Zapowiadał po prostu zmiany w mediach publicznych. Dlatego również zawieszenie nadawania nie jest dla Węgrów niespodzianką. Informacje o tym, co wydarzyło się w Polsce, obiegły przecież całą Europę, a Węgrzy byli dobrze poinformowani o scenariuszu, który wybrano nad Wisłą. Spodziewali się więc, że także tutaj mogą nastąpić mocne cięcia – wskazała.
Dziennikarka stwierdziła, że Magyar "nie będzie musiał tłumaczyć się z pozornej likwidacji ani udowadniać swoich decyzji przed kolejnymi sądami - w Polsce pamiętamy przecież całą procedurę i spory dotyczące mediów publicznych".
Podobne obrazki Polacy pamiętają z grudnia 2023 roku, kiedy to rząd Donalda Tuska siłowo przejmował media publiczne.
Węgry: nowy rząd rozwiązał orbánowskie Biuro Ochrony Suwerenności
Węgierski parlament zaaprobował 30 czerwca br. rozwiązanie utworzonego za czasów poprzedniego premiera, Viktora Orbána, Biura Ochrony Suwerenności. Ciało to miało na celu obronę niezawisłości politycznej, ekonomicznej i kulturalnej Węgier przed możliwymi ingerencjami z zagranicy. Stanowiło jeden z najważniejszych instrumentów politycznych Orbána i jego partii – Fideszu, przeciwko zewnętrznemu finansowaniu organizacji pozarządowych, mediów i organizacji społeczeństwa obywatelskiego, w tym podmiotów związanych z siecią Open Society George’a Sorosa. Aby powstrzymać wpływ tego ostatniego, były premier promował także w 2018 r. pakiet legislacyjny znany jako „Stop Soros”, wymierzony przeciwko organizacjom ułatwiającym nielegalną imigrację oraz otrzymującym fundusze zagraniczne.
Obecny szef węgierskiego rządu, Péter Magyar, wyraził swoją satysfakcję z decyzji parlamentu w mediach społecznościowych: „Na wniosek TISZA, parlament zadecydował: Biuro Ochrony Suwerenności zostaje rozwiązane. Koniec, towarzyszu”. Bez wątpienia powody do zadowolenia będą miały także Komisja Europejska i inne organizacje międzynarodowe, które zarzucały tej instytucji ograniczanie fundamentalnych praw, takich jak wolność zrzeszania się i wypowiedzi; sugerowano też, że jest ona wykorzystywana do piętnowania organizacji krytycznych wobec rządu pod zarzutem działania na rzecz zagranicznych interesów, co stanowiło powód licznych tarć między Brukselą a Budapesztem.
za:www.fronda.pl