Spór w relacjach Polski i Ukrainy przenosi się do Parlamentu Europejskiego. Cztery frakcje chcą publicznie dyskutować o zbrodniach UPA. W poprawkach do rezolucji pojawia się hasło: ludobójstwo.
Parlament Europejski będzie dziś dyskutował o postępach akcesyjnych Ukrainy. Głośnym echem, także wśród struktur unijnych, odbiła się decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia „bohaterów UPA”, dlatego do projektu rezolucji w sprawie Ukrainy zgłoszone zostały poprawki piętnujące działania Kijowa.
Europejska Partia Ludowa, do której należą Koalicja Obywatelska i PSL, postuluje, by decyzję Wołodymyra Zełenskiego nazwać niepotrzebną i niesprowokowaną oraz lekceważącą dla polskiej wrażliwości związanej z Rzezią Wołyńską. Poprawka socjalistów wskazuje na „niezliczone ofiary UPA po stronie polskiej”. Jednocześnie za winnego eskalacji uznaje Kijów.
Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, których częścią jest Prawo i Sprawiedliwość, chcą wezwać Ukrainę do potępienia ideologii, symboliki i działań UPA. Frakcja postuluje blokowanie negocjacji akcesyjnych do czasu aż Kijów nie odetnie się od zbrodniczej przeszłości.
W pierwszym dniu posiedzenia Parlamentu Europejskiego europoseł Patryk Jaki z PiS postanowił przypomnieć o nadchodzącej rocznicy Krwawej Niedzieli. Polityk UPA nazwał organizacją nacjonalistyczną i odpowiedzialną za ludobójstwo 100 tys. Polaków, i uczestniczącą w Holokauście.
– Niestety, ukraiński prezydent właśnie oddał im cześć i najwyraźniej chce wprowadzić ich do panteonu Ukrainy. A Unia Europejska finansuje Ukrainie wszystko, utrzymuje ich w tej wojnie i to dobrze. Ale w zamian powinniśmy wymagać od nich przestrzegania europejskich wartości, co oznacza odcięcie się od nazistowskiej ideologii UPA – mówił europoseł Patryk Jaki.
Czwartą propozycję w sprawie Ukrainy zgłosiła grupa Patrioci dla Europy, której częścią jest europoseł Anna Bryłka z Konfederacji. Proponuje ona, by wezwać Ukrainę do zaprzestania publicznego gloryfikowania osób lub formacji odpowiedzialnych za zbrodnie przeciwko ludności cywilnej, zwłaszcza za ludobójstwo popełnione przez UPA, wymierzone przede wszystkim w Polaków, a także mniejszości żydowskie, czeskie i ormiańskie.
IPN: nadanie jednostce imienia "Bohaterów UPA" to zniewaga dla ofiar
Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej wydało oświadczenie wyrażające ogromne zaniepokojenie w związku z działaniami części ukraińskich elit, które afirmują ruch banderowski i negują dokonane przez niego ludobójstwo. Dokument został przyjęty jednogłośnie.
Zaniepokojenie postawą ukraińskich elit
W oświadczeniu z 7 lipca 2026 roku Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu wyraziło niepokój głosami przedstawicieli politycznych, społecznych, naukowych i kulturalnych elit ukraińskich, w tym także historyków, którzy afirmują działalność różnych odłamów ruchu banderowskiego na Ukrainie i negują fakt dokonanego przez ten ruch ludobójstwa na Polakach i innych narodach.
Nadanie imienia "Bohaterów UPA" – zniewaga dla ofiar
Szczególne oburzenie IPN wywołało nadanie przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego imienia "Bohaterów UPA" (Ukraińskiej Powstańczej Armii) Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych "Północ" Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy. Jak podkreślono w oświadczeniu, jest to zniewaga dla pamięci ofiar zamordowanych przez UPA i dla całego narodu polskiego.
Niepokój budzi też projekt Panteonu Narodowego
Instytut zwrócił uwagę na kolejną kwestię wywołującą zaniepokojenie – projekt budowy Panteonu Narodowego, w którym mają zostać pochowani także przywódcy formacji takich jak Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińska Powstańcza Armia (UPA).
Apel do władz i społeczeństwa Ukrainy
IPN zaapelował do władz Ukrainy i społeczeństwa ukraińskiego o zaprzestanie działań, które – jak podkreślono – stają w poprzek postępującemu procesowi zbliżenia obu narodów. W oświadczeniu zaznaczono, że Polska chce żyć w przyjaźni ze swoimi wschodnimi sąsiadami, jednak nie może tolerować fałszowania historii i oddawania czci formacjom, które w okrutny sposób mordowały Polaków i obywateli polskich innych narodowości.
Debata o penalizacji banderyzmu. Klaudia Jachira domaga się...uznania winy Polski
Poseł Zielonych (klub KO) Klaudia Jachira po raz kolejny nie skorzystała z okazji by milczeć. Podczas debaty w Sejmie na temat penalizacji banderyzmu postanowiła zestawić wołyńskie ludobójstwo z działalnością Armii Krajowej na wschodnich terytoriach II Rzeczpospolitej.
– Ustawianie się non stop w roli ofiary, a pomijanie naszych krzywd, których się sami dopuściliśmy, nie ma nic wspólnego z prawdą historyczną. Mam prawo w pełni o tym mówić, ponieważ rodzinę, ciotkę mojego dziadka, także zabiły oddziały UPA. A jednak wiem, że to nie sprawia, że mam pomijać rzeczy, których myśmy dokonali – powiedziała Jachira.
– Dlaczego w całym tym projekcie nie ma nic o pacyfikacji Małopolski Wschodniej w roku trzydziestym? Nie wspomina się o zbrodni w Sahryniu w 1944 roku, gdzie z rąk AK i Batalionów Chłopskich zginęło sześciuset ukraińskich cywilów. Milczy się o wsi Pawłokoma, gdzie w 1945 roku zostało zamordowanych trzystu ukraińskich mieszkańców, kobiet i dzieci – kontynuowała polityk.
– Przemilcza się haniebną Akcję "Wisła" z czterdziestego siódmego roku, podczas której przymusowo przesiedlono sto pięćdziesiąt tysięcy Ukraińców, Łemków i Bojków. To są fakty. Fakty państwa bolą. Zastosowano odpowiedzialność zbiorową wobec całej społeczności ukraińskiej – mówiła Jachira.
Poseł Jachira zdaje się zapominać, że odpowiedzialność zbiorową stosuje przede wszystkim Wołodymyr Zełenski, przedstawiając współczesne państwo ukraińskie jako twór czerpiący m.in. z tradycji totalitarnej, zbrodniczej ideologii ukraińskiego nacjonalizmu, która za wrogów państwa uważała również pobratymców nie wyznających podobnych przekonań.
Polityk Zielonych dokonuje zdumiewającego aktu symetryzmu, zestawiając zaplanowane, zorganizowane i przeprowadzone z bezprecedensowym okrucieństwem ludobójstwo ponad 100 tys. Polaków na Wołyniu z akcjami odwetowymi i pacyfikacyjnymi, dokonywanymi w skrajnie niekorzystnym klimacie politycznym.
Wspomniana przez Jachirę pacyfikacja Małopolski Wschodniej w latach 30' XX w. była odpowiedzią na działalność ukraińskich grup terrorystycznych, dokonujących aktów sabotażu i terroru. Przykładowo, za działalność terrorystyczną cztery lata w polskim więzieniu odsiedział Andrij Melnyk, jeden z założycieli Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, późniejszy lider OUN-B, sojusznik Hitlera i agent Abwehry.
Z kolei kontrowersyjne akcje Armii Krajowej w roku 1944 r. stanowiły odpowiedź na doniesienia o masowych mordach na Polakach. W Sahryniu oddziały AK wykonały rozkaz pacyfikacji ludności cywilnej (strona polska doliczyła się ok. 230 ofiar, natomiast ukraińscy historycy mówią o ponad 600), wśród których działali zakonspirowani członkowie OUN-UPA. Na terenie wsi znajdowało się ok. 60-80 uzbrojonych Ukraińców: co najmniej 20 członków miejscowego oddziału Ukraińskiej Policji Pomocniczej, kilkudziesięcioosobowy oddział UNS, kilkunastu żołnierzy ukraińskiego Selbstschutzu/Ortschutzu i prawdopodobnie również kilkunastu dezerterów z 5 pułku policji SS. Polscy historycy mówią o 200 sztukach broni palnej dostępnych samoobronie.
Rozstrzelanie ukraińskiej ludności cywilnej miało posłużyć odstraszeniu okolicznych oddziałów UPA przed potencjalnymi dalszymi mordami Polaków. Tragiczna decyzja była podyktowana skrajnie niekorzysnymi warunkami, w których przyszło działać Armii Krajowej. Na skutek niedoborów kadrowych, oraz przeważających sił UPA, polskie podziemie nie było w stanie zapewnić wystarczającego bezpieczeństwa Polakom z wschodniej Małopolski. IPN umorzył śledztwo ws. zbrodni w Sahryniu w 2010 r. W 2013 r. śledztwo zostało wznowione.
Z kolei oskarżanie dzisiejszego państwa polskiego o autorstwo Akcji Wisła dowodzi już kompletnej nieznajomości historii. Decyzja o przeprowadzeniu akcji przesiedleńczej zapadła najprawdopodobniej w Moskwie, a formalnie odpowiada za nią Biuro Polityczne KC PPR, a więc władze zainstalowane w Polsce z nadania Sowietów.
Wypowiedź poseł Jachiry wpisuje się w narrację środowisk lewicowych (głównie zorientowanych wokół Gazety Wyborczej), bagatelizujących ostatnie decyzje Zełenskiego. W tym celu manipuluje się historią, porównując zbrodnie UPA (również wobec ludności ukraińskiej) z akcjami odwetowymi AK. Tydzień temu redaktor naczelny „Wyborczej” Jarosław Kurski przyrównał kontrowersyjne działania odwetowe AK wobec społeczności ukraińskiej na Hrubieszowszczyźnie do ludobójstwa wołyńskiego. W rozmowie z Dorotą Wysocką-Schnepf stwierdził on, że po obu stronach działania wyglądały „dokładnie tak samo”.
Kolejny skandal! Ukraińska organizacja uznała szefa KPRP za… „wroga Ukrainy”
Ukraińskie Centrum „Myrotworeć” wpisało szefa Kancelarii Prezydenta Zbigniewa Boguckiego na tworzoną przez siebie listę „wrogów Ukrainy”. Powodem było użycie przez ministra sformułowania „Małopolska Wschodnia”.
1 lipca szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki odniósł się do zapowiedzi powstania na Ukrainie Panteonu Bohaterów.
- „W mojej ocenie, a przede wszystkim w ocenie prezydenta Karola Nawrockiego, ale myślę że i olbrzymiej większości Polaków sławienie Stepana Bandery, zbrodniarzy, którzy dopuścili się nieludzkich zbrodni ludobójstwa na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej, to nie jest kierunek do świata Zachodu, do świata cywilizacji, wspólnych wartości europejskich czy transatlantyckich” - mówił prezydencki minister.
Teraz do tej wypowiedzi postanowiło wrócić Centrum „Mytotworeć”. To kontrowersyjna organizacja pozarządowa, która publikuje listę osób uznawanych przez siebie za „wrogów Ukrainy”. Do listy tej dodała właśnie ministra Boguckiego, oskarżając go o „udział w aktach agresji humanitarnej przeciwko Ukrainie” i „manipulowanie informacjami o znaczeniu społecznym w celu podżegania do nienawiści Polaków wobec Ukraińców oraz do waśni między narodowościami i wyznaniami” oraz wskazując na „zagrożenie dla suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy”.
Powodem tych oskarżeń jest użycie przez szefa KPRP określenia „Małopolska Wschodnia”.
Usprawiedliwianie zła
Dwa tygodnie temu pisałem o słowach „eksperta”, który w telewizji zrównał żołnierzy AK z bojowcami UPA. W sieci było oburzenie, ale publicznie nikt nie przeprosił za kłamstwo naukowca. Pewnie dlatego znów w telewizyjnym studiu padły słowa, które domagają się szybkiego komentarza.
Otóż 25 czerwca były zastępca naczelnego „GW” powiedział w kontekście rzezi Wołynia: „Jak nas mordują, to są rzezie, nabijanie na widły. W drugą stronę to wyglądało tak samo”. Dalej było bajanie o wybielaniu własnego narodu, obciążaniu wszystkich, tylko nie siebie, i wyolbrzymianiu czynów bohaterskich, a przemilczaniu wstydliwych. Aż mną wstrząsnęło. Nie dlatego, że znów słyszę pedagogikę wstydu, tylko dlatego, że to kłamstwo. Powtarzanie go w obecnej trudnej sytuacji, jaką wywołał Kijów, jest działaniem wbrew interesom państwa!
Nikt z naszych przodków nie zabijał innych w imię czystek rasowych! Była samoobrona i akcje odwetowe. To była wojna. A kiedy zagrożone jest czyjeś życie, trzeba go bronić, czyż nie? Czy tenże publicysta, będąc w AK, miałby w nosie, że polskie dzieci i kobiety są masakrowane i mordowane, a polscy żołnierze okaleczani i obdzierani żywcem ze skóry? Czyżby w obronie ofiar nie wolno było mierzyć do bandytów? Retorycznie zapytam – czy reprezentant tego środowiska równie krytycznie oceniałby postawy żydowskie w trakcie i po II wojnie światowej?
Najbardziej niepokojące jest to, że pozując na refleksyjnego inteligenta, który stawia odpór nacjonalistycznej tłuszczy, w istocie trywializuje on zło! To prosta droga do zatarcia moralnych granic i zatracenia wszystkiego. W tej wizji bombardowanie Berlina przez aliantów jest równie godne potępienia jak bombardowanie Wielunia w 1939 r. I w drugą stronę – mord dokonany przez partyzanta na niemieckim jeńcu wojennym staje się etycznym usprawiedliwieniem ludobójstwa w Auschwitz. W takim ujęciu zacierają się wszelkie wymiary i odcienie rzeczywistości; wszystko wolno, bo wszyscy są równie grzeszni. To głęboki nihilizm, choć polany pseudointeligenckim i pseudohumanistycznym sosem. Tylko dlaczego takie coś słyszymy w mediach publicznych?
Krzysztof Ziemiec
za:idziemy.pl
***
Inne są właściwe standardy europejskie, inne....skąd?...udające "europejskie"...
k