Po decyzji FIVB o przywróceniu Rosjan do rozgrywek nie brak mocnych komentarzy. Zbulwersowany jest prezes PZPS Sebastian Świderski. Tym bardziej, że decyzja nie była z nikim konsultowana, wojna na Ukrainie trwa, a w przyszłym roku w Polsce odbędą się mistrzostwa świata w siatkówce.
Decyzja FIVB o przywróceniu Rosji do międzynarodowych rozgrywek wywołała ogromne poruszenie w siatkarskim świecie. Głos zabrał prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej Sebastian Świderski, który w rozmowie z Polsatem Sport podkreślił, że nie zamierza narzucać reprezentantom żadnego stanowiska w sprawie potencjalnych meczów z Rosją.
Dalsza część artykułu pod materiałem video
Rosja wraca jak gdyby nigdy nic
Nie będę zmuszał zawodników, że mają bojkotować takie mecze, ale też nie będę ich zmuszał do grania – powiedział Świderski, zaznaczając, że decyzja musi należeć do samych siatkarzy.
Prezes PZPS zwrócił uwagę, że kontrowersje nie kończą się na samym dopuszczeniu Rosjan do rywalizacji. FIVB zdecydowała bowiem, że „Sborna” zachowa wszystkie punkty rankingowe zdobyte przed zawieszeniem. To oznacza, że Rosja automatycznie wraca do światowej czołówki, a nawet może… wskoczyć na pierwsze miejsce.
Decyzja o przywróceniu punktów rankingowych jest kuriozalna, bo wychodzi na to, że lepiej było nie grać przez cztery lata i awansować w rankingu, niż walczyć w turniejach i zdobywać punkty. To przedziwna decyzja – nie ukrywa Świderski.
Prezes PZPS wskazał, że sytuacja może doprowadzić do absurdalnego scenariusza. "Może dojść do tego, że po przyszłym tygodniu Ligi Narodów Rosjanie awansują na pierwsze miejsce bez gry, bo Polska czy Włochy przegrywając tracą po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt punktów, a zyskują tylko cząstkowe zdobycze." Świderski zapowiedział, że PZPS będzie rozmawiać z FIVB w tej sprawie.
Krew na olimpijskich kółkach
Myślałem, że bardziej skompromitowanej organizacji od FIFA (Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej) już nie ma. Od dawna jest to świątynia mamony, gdzie ducha sportowej rywalizacji i wyższe idee zastąpiły bezwstydne usypywanie hałd pieniędzy i działanie według zasady „kto da więcej!”, czego trwający mundial jest kolejnym przykładem.
Myliłem się. Palmę pierwszeństwa przyznaję teraz Międzynarodowemu Komitetowi Olimpijskiemu. Starszy o 10 lat „brat” FIFA podjął w tym tygodniu serię kontrowersyjnych decyzji. Usunięcie kombinacji norweskiej z programu zimowych igrzysk w 2030 r. jest jednak niczym w porównaniu z „tymczasowym” zniesieniem decyzji o zawieszeniu Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego. Oznacza to, że po blisko trzech latach otwiera się droga dla rosyjskich sportowców, by wystąpili już na igrzyskach w Los Angeles w 2028 r. Decyzje o dopuszczeniu mają podejmować poszczególne federacje i związki, więc nie ma się co łudzić, że wszyscy jak jeden mąż zatrzasną te rozwarte przez MKOl drzwi. Rosjanie z powrotem są witani na salonach, mimo że nie zaprzestali mordować na Ukrainie, a ich reżim nadal agresywnie rządzi, ocieka krwią i straszy świat wojnami.
Konrad Wysocki
za:niezalezna.pl