W Kijowie odbyła się narada w sprawie Polski. Prezydent Ukrainy zapowiada otwarcie archiwów tajnych służb dotyczących ludobójstwa na Wołyniu. Padła także deklaracja zwiększenia liczby zezwoleń na poszukiwania i ekshumacje.
Na Ukrainie od lat dochodzi do gloryfikowania zbrodniarzy z OUN-UPA. Czarę goryczy przelało jednak nadanie ukraińskiej jednostce wojskowej nazwy „Bohaterów UPA”. Prezydent Karol Nawrocki w geście sprzeciwu odebrał prezydentowi Ukrainy, Wołodymyrowi Zełeńskiemu, order Orła Białego.
– Wiemy, czym jest postsowieckie – dziś rosyjskie – zagrożenie, ale jesteśmy dumnym narodem polskim i mamy swój próg bólu w sprawach, które dotyczą nas i naszych sojuszników, i ten próg bólu został przekroczony, dlatego odebrałem prezydentowi Zełeńskiemu order Orła Białego – mówił prezydent Karol Nawrocki.
Polska weszła w ostry spór dyplomatyczny z Ukrainą. Z różnych stron polskiej sceny politycznej popłynęły głosy, że Ukraina nie ma co liczyć na poparcie Polski co do jej akcesji do UE, jeżeli dalej będzie prowadzona polityka gloryfikowania ludobójców z OUN-UPA. Jednogłośnie specjalną uchwałę ws. ludobójstwa na Wołyniu przyjął Sejm.
Posłowie potępili próby relatywizacji prawdy o zbrodni wołyńskiej i zakłamywania historii. Tego samego dnia na Ukrainie odbyła się narada dotyczącą polityki Ukrainy wobec Polski. O podjętych ustaleniach poinformował prezydent Wołodymyr Zełenski.
„ (…) Wszystkie archiwa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy dotyczące tragicznych wydarzeń na Wołyniu w XX wieku zostaną otwarte. (…) Zostaną podjęte decyzje w sprawie udzielenia znaczącej liczby pozwoleń na prace poszukiwawcze i ekshumacyjne, a wspólnie ze stroną polską musimy zapewnić większą zdolność do realizacji tych prac” – czytamy w zamieszczonym na portalu X wpisie.
W dobre intencje strony ukraińskiej nie wierzy prof. Marcin Szewczak.
– To jest decyzja pozorowana, która przede wszystkim ma pokazać sojusznikom Ukrainy z Europy Zachodniej, że Ukraina chce jak najbardziej współpracować w kwestii wyjaśnienia Zbrodni Wołyńskiej, ale dla strony polskiej to są działania, które w żaden sposób zapewne nie będą mogły zakończyć się sukcesem – mówi prof. Marcin Szewczak.
Na Ukrainie wciąż bowiem dochodzi do gloryfikowania zbrodniarzy z OUN-UPA. Premier Donald Tusk zapowiada, że Polska jest gotowa do dialogu w tej sprawie.
„Z satysfakcją i nadzieją przyjmuję słowa i decyzje prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, dotyczące relacji między naszymi państwami, które muszą być oparte na wzajemnym szacunku i prawdzie. Jesteśmy gotowi do poważnego i przyjaznego dialogu w sprawach, które nas łączą i tych, które nas dziś dzielą – napisał na portalu X Donald Tusk.
Poseł Andrzej Szejna z Lewicy przypomina, że decyzja zapadła tuż po zmianie rządu na Ukrainie.
– To może oznaczać nowe otwarcie i deeskalację konfliktu z Polską na rzecz pokojowej, przyszłościowej i dobrej współpracy, bo to nie chodzi tylko o zadośćuczynienie historyczne i ekshumacje ofiar Rzezi Wołyńskiej, a również naszą współpracę w zakresie bezpieczeństwa – ocenia poseł Andrzej Szejna.
Dziś jeszcze nie ma się z czego cieszyć. Na razie są słowa, czekamy na czyny – wskazuje poseł PiS, Jacek Sasin, i podkreśla, że nie możemy odpuścić sprawy gloryfikacji ludobójców z OUN-UPA.
– Musimy mocno reprezentować polski interes, bo tylko to może zmusić Ukrainę do tego, że się wycofa z tej błędnej, obłędnej polityki, która dzisiaj rujnuje relacje polsko-ukraińskie. A samej Ukrainie szkodzi, bo oddala ją od perspektywy wejścia do Unii Europejskiej, gdyż mówimy bardzo wyraźnie i tego zdania nie zmienimy: z gloryfikacją UPA, z gloryfikacją Bandery i wszystkich zbrodniarzy, ludobójców, którzy dopuścili się potwornej zbrodni na Polakach, naszej zgody na wejście Ukrainy do Unii Europejskiej nie będzie – dodaje Jacek Sasin.
Z dużym dystansem do deklaracji strony ukraińskiej podchodzi Konfederacja.
– To są tylko zapowiedzi. A zapowiedzi to tylko i wyłącznie gest polityczny. W tym momencie mamy tylko ekshumacje dawane nam po kropelce, jak na kroplówce i nie ma tej pełnej prawdy – zauważa Witold Tumanowicz.
Decyzja ws. ekshumacji będzie kluczowa – mówi Grzegorz Schetyna z KO.
– Jeżeli będzie konkretna zmiana, taki przełom, jeśli chodzi o ekshumacje, absolutnie zwiększenie jej liczby i intensywności pracy nad tym, to jest kluczowe. Uważam, że ważniejsze niż otwieranie archiwum – ocenia Grzegorz Schetyna.
Do tej pory Ukraina zgodziła się na zaledwie pięć ekshumacji. Obecnie prace trwają na terenie dawnych wsi Ostrówki i Wola Ostrowiecka.
– Przed nami 2 tysiące miejscowości, około 4 tysięcy dołów śmierci. To jest tylko województwo wołyńskie. I teraz kolejne 70 tysięcy zamordowanych – województwo lwowskie, stanisławowskie, tarnopolskie. Jedna zaledwie ekshumacja na przypuszczalnie 4 tysiące miejsc, więc to jest taka skala. To jest praca na kilka pokoleń, na całe dekady – mówi dr Leon Popek z IPN.
Pytanie, czy Ukraina zgodzi się na pełną ekshumację ofiar ludobójstwa. Bo tylko taka decyzja będzie nas przybliżać do tego, aby tę bolesną kartę w historii polsko-ukraińskiej spróbować zamknąć.
Historyk IPN o deklaracji Zełenskiego o otwarciu archiwów zbrodni Wołyńskiej: krok naprzód
„Decyzja prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o otwarciu archiwów dot. wydarzeń na Wołyniu to krok naprzód; polscy badacze mieli utrudniony dostęp do dokumentów” – powiedział historyk lubelskiego IPN, dr Leon Popek. Badacz zwrócił uwagę na potrzebę odnowienia umowy między Polską i Ukrainą z 1994 r.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapowiedział w piątek, że „zostaną otwarte wszystkie archiwa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy oraz Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy dotyczące tragicznych wydarzeń XX wieku na Wołyniu”. Poinformował też, że „zostaną podjęte decyzje w sprawie wydania dodatkowej, znaczącej liczby zezwoleń na prace poszukiwawcze i ekshumacyjne”.
„Wspólnie ze stroną polską musimy zapewnić większe możliwości prowadzenia takich działań” – dodał we wpisie na portalu społecznościowym.
Szef ukraińskiego IPN Ołeksandr Ałfiorow podkreślił w rozmowie z Polskim Radiem, że ukraińskie archiwa sowieckiego NKWD z lat 1917-91, będące w gestii Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, są otwarte dla badaczy od lipca 2016 r., jednak obecnie korzystanie z nich jest skomplikowane.
Dlatego – jak tłumaczył – zapowiedź Zełenskiego dotyczy utworzenia bazy specjalnych indeksów, które pozwolą badaczom na samodzielne poszukania bez konieczności zwracania się do specjalistów archiwalnych, którzy dysponują zamkniętymi indeksami.
Dr Leon Popek, historyk lubelskiego IPN badający zbrodnię wołyńską, przyznał, że polscy badacze faktycznie mieli utrudniony dostęp do ukraińskich archiwów i utworzenie takiej bazy byłoby krokiem naprzód.
„W większości one były mało dostępne albo prawie niedostępne” – podkreślił. „Mam nadzieję, że nie jest to jakieś jednorazowe ułatwienie oraz, że polscy historycy będą mogli mieć większy dostęp do tych archiwów” – dodał badacz.
Dr Popek zauważył też, że polski IPN od lat współpracuje ze stroną ukraińską w zakresie prac archiwalno-historycznych, czego efektem jest seria wydawnicza dotycząca losów obu krajów w latach 30. i 40. XX wieku. Jak wskazał, w jednym z tomów opublikowane zostały dokumenty związane z działalnością UPA na Wołyniu oraz na terenach Stanisławowa i Tarnopola.
„Myślę, że mogą się pojawić nowe dokumenty, bo w Polsce też mamy takie sytuacje, np. kilka lat temu odnaleźliśmy zeszyty w Tarnobrzegu” – przypomniał historyk.
Badacz dopytywany, jak deklaracja Zełenskiego wpłynie na relacje polsko-ukraińskie, które w ostatnim czasie uległy pogorszeniu, ocenił, że w debacie o pamięci historycznej zapomina się o rodzinach ofiar.
„Odnajdujemy przedmioty, krzyżyki, medaliki, obrączki należące do pomordowanych. Dla nas, rodzin, są to świętości, dosłownie relikwie. One wylądują w magazynie jakiegoś muzeum i będą tam leżeć, a rodziny nie mają prawa do tych przedmiotów” – podkreślił.
Historyk zwrócił uwagę na potrzebę zaktualizowania treści umowy między rządami RP i Ukrainy o ochronie miejsc pamięci i spoczynku ofiar wojny i represji politycznych. Umowa ta została podpisana w Warszawie 21 marca 1994 r. i zobowiązuje obie strony m.in. do wzajemnej ochrony grobów. Umowa nie gwarantuje jednak polskim rodzinom czy instytucjom prawa do odnalezionych w Ukrainie pamiątek historycznych.
„Na Białorusi dostawaliśmy zgodę od wojskowych oficerów na przedmioty, które były znajdowane przy KOP-istach z 1939 r. Przedmioty osobiste oddawano rodzinom: obrączki, różańce, lusterka, książeczki do nabożeństwa. Natomiast amunicję, bagnety czy inne rzeczy związane z wojskowością zabierali do muzeum. W Ukrainie niestety tego nie mamy i apeluję, żebyśmy o tym mówili, ponieważ rodziny nie mają żadnych szans na zwrot pamiątek po zamordowanych” – dodał dr Popek.
W ostatnich miesiącach doszło do napięć w relacjach polsko-ukraińskich w związku ze sporem o upamiętnianie UPA i związanych z nią postaci. Spór wywołała podjęta pod koniec maja decyzja prezydenta Ukrainy o nadaniu ukraińskiej jednostce wojskowej imienia Bohaterów UPA.
Spotkało się to z krytyką w Polsce. Negatywnie ocenili ją m.in. premier Donald Tusk, szef MON, wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, resort dyplomacji, a prezydent Karol Nawrocki 19 czerwca poinformował, że zdecydował o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Dzień później Zełenski odesłał order do Warszawy za pośrednictwem firmy kurierskiej.
Według polskich historyków w lipcu 1943 r. oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii przeprowadziły skoordynowane ataki na około 150 miejscowości zamieszkanych przez Polaków na Wołyniu, co stało się kulminacją zbrodni określanej w Polsce jako ludobójstwo wołyńskie. Łącznie od lutego 1943 r. do wiosny 1945 r. na Wołyniu i w Galicji Wschodniej zginęło, według badaczy, ponad 100 tys. Polaków. Za sprawców uznawani są członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Stepana Bandery oraz podporządkowanej jej UPA.
za:opoka.org.pl