Polecane

Potężny huk na Lubelszczyźnie po rosyjskich atakach na Ukrainę Polskie lotnictwo poderwane

W związku z rosyjskimi atakami lotniczymi na Ukrainę w nocy uruchomiono syreny alarmowe m.in. w Lublinie i Krasnymstawie. 
Jak przekazał rzecznik wojewody lubelskiego Marcin Bubicz, decyzję o aktywacji systemu wczesnego ostrzegania podjęło Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. 
Alarmy miały charakter prewencyjny i zostały odwołane po krótkim czasie.

Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że w związku z kolejną falą rosyjskich uderzeń na Ukrainę rozpoczęło się operowanie polskiego i sojuszniczego lotnictwa w przestrzeni powietrznej nad Polską. 
Działania mają charakter prewencyjny i są związane z aktywnością rosyjskiego lotnictwa dalekiego zasięgu prowadzącego ataki na terytorium Ukrainy.Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że około godz. 3.40 w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt. 
W rejon zdarzenia skierowano polski myśliwiec F-16. Obiekt następnie zanikł, a służby wskazują prawdopodobne miejsce jego upadku w terenie niezabudowanym w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie. 
Lubelska policja odnalazła między miejscowościami Tarnawa Kolonia i Tokary w powiecie biłgorajskim lej oraz rozrzucone elementy niezidentyfikowanego obiektu. Na miejsce skierowano kontrterrorystów. Wcześniej służby otrzymały zgłoszenie o potężnym huku, który obudził mieszkańców regionu.
– Na miejscu pracują służby i pirotechnicy – informuje prokuratura z miejsca zdarzenia w Tarnawie-Kolonii. 
– Upadek rakiety był widziany przez pilota myśliwca F-16. 
Gdyby rakieta kontynuowała lot, podjęta by została decyzja o zestrzeleniu – powiedział rzecznik DORSZ.Szef MSZ Ukrainy Andrij Sybiha powiadomił w czwartek, że przeprowadził rozmowę z ministrem spraw zagranicznych Polski Radosławem Sikorskim po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjską rakietę.Rzecznik MSZ Maciej Wewiór odnosząc się do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej podkreślił, że przebieg tego zdarzenia jest analizowany wspólnie z sojusznikami z NATO. Jak dodał, dalsze kroki dyplomatyczne zostaną podjęte po ustaleniu szczegółów technicznych przez powołane do tego służby. 

Bruksela reaguje na wydarzenia w Polsce

Kolejny niedopuszczalny naruszenie naszej przestrzeni powietrznej UE spowodowany najnowszymi atakami Rosji na Ukrainę, tym razem nad Polską. Polacy słyną z odwagi, drogi Donaldzie Tusku, i nasze myśli są z nimi. Aby położyć kres temu, pomagamy Ukrainie wygrać tę wojnę na każdy możliwy sposób. Budujemy solidną europejską architekturę bezpieczeństwa na lądzie, na morzu i w powietrzu – napisała Ursula von der Leyen, szefowa Komisji Europejskiej.

Sekretarz generalny NATO Mark Rutte poinformował na platformie X, że rozmawiał z premierem Donaldem Tuskiem na temat naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjski pocisk rakietowy oraz zapewnił, że Sojusz wyraził solidarność z Polską.

Rutte przypomniał, że w konsekwencji naruszenia przez Rosję polskiej przestrzeni powietrznej, zarówno Polska jak i NATO uruchomiły swoje systemy obrony powietrznej i lądowej.

Sekretarz generalny NATO zapewnił, że Sojusz wyraził solidarność z Warszawą. Dodał też, że NATO będzie nadal wzmacniać swoją gotowość do obrony przed wszelkimi zagrożeniami, w tym przed atakami rakietowymi. – Ten incydent to kolejny lekkomyślny czyn Rosji i niebezpieczna konsekwencja rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie – ocenił.

Rutte potępił nocne ataki na terenie całej Ukrainy, które doprowadziły do śmierci kilku osób. – NATO nadal zapewnia niezbędne wsparcie, aby Ukraina mogła się bronić. Nasze zaangażowanie jest niezachwiane – zapewnił.

Szef Sztabu Generalnego WP gen. Wiesław Kukuła rozmawiał z Naczelnym Dowódcą Sił Sojuszniczych NATO w Europie gen. Alexusem Grynkewichem w związku z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej – przekazał Sztab Generalny WP. Generałowie dokonali oceny sytuacji i uzgodnili dalsze kierunki działań.

Ambasador USA wspiera Polskę

USA stanowczo stoją po stronie Polski. Jesteśmy w stałym kontakcie z polskim rządem po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjski pocisk – przekazał ambasador USA w Warszawie Tom Rose. – Każde naruszenie terytorium sojusznika traktujemy bardzo poważnie – dodał.

„Jesteśmy w stałym kontakcie z polskim rządem – w tym szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem i szefem MSZ Radosławem Sikorskim - jak również z ambasadorem USA przy NATO Mattem Whitakerem oraz sojusznikami z NATO, po dzisiejszym porannym naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej przez wystrzelony przez Rosję pocisk, który spadł głęboko na terytorium Polski” – napisał ambasador.

„Każde naruszenie terytorium państwa sojuszniczego NATO traktujemy z najwyższą powagą. Mieliśmy szczęście i jesteśmy wdzięczni, że nie było ofiar. Stany Zjednoczone stanowczo stoją po stronie Polski. Ściśle koordynujemy działania z polskimi władzami w miarę postępu śledztwa i pozostajemy zaangażowani w obronę terytorium Sojuszu oraz utrzymanie zbiorowego bezpieczeństwa NATO” – zapewnił.

Prokuratura: Rakieta zawierała materiał wybuchowy w znacznej ilości

Mamy do czynienia z rakietą, prawdopodobnie CH-101. Zawierała materiał wybuchowy w znacznej ilości – poinformowała Prokuratura Okręgowa w Lublinie. Służby badają miejsce wybuchu w Tarnawie-Kolonii. Pobrano m.in. próbki ziemi do specjalistycznych badań. W przeczesywaniu terenu pomogą żołnierze WOT. O aktualnych postępach w śledztwie poinformował na popołudniowym briefingu rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie Marcin Kozak. – Wiemy na pewno, że mamy do czynienia z rakietą – nie z dronem, nie z żadnym Geraniem, tylko z rakietą. Najprawdopodobniej jest to rakieta o oznaczeniach CH-101. Zawierała ona materiał wybuchowy w znacznej ilości – sprecyzował rzecznik. Śledczy badają obecnie miejsce wybuchu, tj. w leju o szerokości ok. 10 metrów i 5 metrów głębokości. Zabezpieczane są odłamki, elementy rakiety oraz pobierane są próbki ziemi. – Materiał dowodowy będzie skierowany do biegłych z laboratorium z Żandarmerii Wojskowej, aby mieć pełną i ostateczną wiedzę, z jakim rodzajem środka powietrznego mamy do czynienia – dodał prok. Kozak. Na miejsce przybyło również ok. 50 żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej, którzy będą pomagać w przeczesywaniu terenu, który wcześniej został wcześniej zmapowany dronem.

Czarnek żąda wyjaśnień

Brak natychmiastowej informacji wywołał falę krytyki. Mieszkańcy słyszeli syreny oznaczające zagrożenie z powietrza, ale nie otrzymali alertu zawierającego instrukcję postępowania ani wyjaśnienia, czy niebezpieczeństwo miało charakter bezpośredni.

Do ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza zwrócił się Przemysław Czarnek. Polityk PiS podkreślił, że nie kwestionuje samego uruchomienia alarmu, lecz sposób komunikowania się władz z obywatelami.

„Mieszkańcy Lubelszczyzny zasługują na jasne wyjaśnienia. Nad ranem na znacznym obszarze województwa uruchomiono syreny alarmowe, które obudziły tysiące mieszkańców” – napisał Czarnek w serwisie X.

„Sam fakt uruchomienia alarmu nie jest problemem – jeśli istnieje realne zagrożenie, odpowiednie służby mają obowiązek ostrzegać obywateli. Problemem jest całkowity brak rzetelnej i natychmiastowej informacji” – zaznaczył.

Czarnek domaga się odpowiedzi, czy alarm wynikał z rzeczywistego zagrożenia, czy też doszło do pomyłki,oraz dlaczego mieszkańcy nie otrzymali szybkiego komunikatu. „W sytuacjach dotyczących bezpieczeństwa państwo ma obowiązek działać nie tylko sprawnie, ale również transparentnie” – podkreślił.

Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński przekazał później, że doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej, uruchomiono odpowiednią procedurę, a syreny były najszybszą dostępną formą ostrzeżenia ludności. Wydarzenia na Lubelszczyźnie ponownie postawiły jednak pytanie o skuteczność systemu powiadamiania obywateli i konieczność łączenia alarmów dźwiękowych z natychmiastową, precyzyjną informacją przesyłaną na telefony.

Gen. Polko krytykuje reakcję służb. „To moment, by ktoś podrapał się po głowie”

Gen. Roman Polko zdecydowanie skrytykował reakcję władz na naruszenie przestrzeni powietrznej Polski przez rosyjską rakietę. Jego zdaniem ta sytuacja zmusza do refleksji.

Brak poinformowania mieszkańców okolic narażonych na ostrzał rakietą został mocno skrytykowany przez gen. Romana Polko. 

„Wchodzę w skórę mieszkańca Lublina, obudzonego o 3:50 sygnałem alarmowym. Zgodnie z rządowym poradnikiem budzi rodzinę, sprawdza telefon, a tam żadnych alertów, więc bierze plecak ewakuacyjny i biegnie do schronu, który zazwyczaj mieści się w centrum handlowym, w nocy zamkniętym” – powiedział gen. Polko. 

„Najwyższa pora, żeby służby skoordynowały się i komunikowały w czasie rzeczywistym, a nie – żeby dopiero po kilku godzinach dawało się to pozbierać” – dodał były dowódca GROM. 

W jego ocenie polskie systemy informowania o tego rodzaju zagrożeniach powinny wzorować się na rozwiązaniach opracowanych na Ukrainie w trakcie toczącej się tam wojny. Władze informują tam o kierunku rakiety oraz planowanym czasie uderzenia. 

„Ukraińcy mają doświadczenie, którego nam brakuje. System reakcji w Polsce jest liczony w godzinach, a powinien w minutach. To moment, żeby ktoś się podrapał po głowie, żeby rzeczywiście zobaczyć, jak to Ukraińcy robią” – stwierdził Polko. 

Jego zdaniem Polska powinna współpracować z Ukrainą w zakresie niszczenia tego rodzaju rakiet, które mogą wlecieć na polskie terytorium. 

„Trzeba się dogadać z Ukrainą, by niszczyć te rakiety przed naszą granicą. To nie jest włączanie się do wojny, ale budowanie systemu obrony, który pozwala reagować wcześniej. Do tego potrzebujemy nowej polityczno-strategicznej dyrektywy obronnej, która by jednoznacznie wojsku powiedziała, jak ma realizować chociażby te zadania związane z obroną powietrzną. Takich wytycznych jednak nie ma. Trzeba przestać liczyć na fart, a zacząć opierać bezpieczeństwo na procedurach” – uważa wojskowy. 

Już po fakcie okazało się, że mieszkańcy województwa lubelskiego nie otrzymali na ten temat żadnych ostrzeżeń, np. w formie smsów od Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Tego rodzaju wiadomości są często wysyłane w przypadku burz bądź planowanych ćwiczeń wojskowych.  Tym razem nikt takiej wiadomości nie otrzymał. Jedyny środek ostrzegawczy to wycie syren, które trwało przez około 11 minut. 

 Niewłaściwa reakcja władzy na rakietę. "Włączenie syreny po wybuchu jest absurdem"

- Włączenie syreny po wybuchu rakiety jest absurdem, jest wzmocnieniem efektu terrorystycznego, jaki być może Putin chciał uzyskać - powiedział prezes Telewizji Republika Tomasz Sakiewicz, odnosząc się do reakcji na wybuch rakiety w powiecie biłgorajskim. Zaznaczył, że działania podjęte po wybuchu mogą jedynie znieczulić społeczeństwo na przyszłe zagrożenia.

Brak komunikacji z Polakami komentował na antenie Telewizji Republika prezes stacji Tomasz Sakiewicz. - To prawda, że być może syreny powinny się odezwać wcześniej, chociaż nic nie zabrania, żeby RCB natychmiast wysłało sygnał. Po pierwsze, wygląda na to, że oni nie mają takiego ostrzeżenia przygotowanego. Po drugie, nie mają procedury wysłania tego ostrzeżenia. Po trzecie, w ogóle nie wiadomo, kto miałby wysyłać - powiedział.

    "Oczywiście, włączenie syreny po wybuchu rakiety  jest absurdem, jest wzmocnieniem efektu terrorystycznego, jaki być może Putin chciał uzyskać. [...] To jest taka absurdalne, że w innych warunkach to byłby jakiś Monty Python. No bo jeżeli rakieta już przeleciała, nie lecą następne, ona wybuchła, to tam, gdzie może zrobić krzywdę, czyli w miejscu, no to trzeba otoczyć teren, ale już nigdzie indziej krzywdy nie zrobi. Nie ma to żadnego, najmniejszego sensu: niepokoić ludzi i jeszcze mało tego, znieczulać ich na następny raz, bo ludzie powinni reagować na syrenę rzeczywiście zejściem do schronów, albo ukryciem się w miejscu, które nadaje się do tego" – powiedział.

Zaznaczył, że rząd nie podjął odpowiednich działań do przygotowania Polaków na niebezpieczeństwa. Podkreślił również fakt, iż ludność nie została przeszkolona, co szczególnie powinno mieć miejsce w narażonych na atak miejscowościach. - Dlaczego tak jest? No niestety dlatego, że rządzi Donald Tusk [...] Po pierwsze, ma ekipę, która intelektualnie tego nie ogarnia [...] Oni nawet gdyby chcieli, to tego nie potrafią. Oni naprawdę w innych sprawach są sprawni i do czego innego są powołani. Jak trzeba tam gdzieś komuś dokopać, albo zakosić kasę, to są bardzo sprawni, a żeby pomyśleć, jak organizować społeczeństwo - szczególnie w wypadku zagrożenia - to po prostu nie mają tej części mózgu - ocenił.

    "Druga sprawa to jest nastawienie. Oni mają konstrukcję polityczną, która im wyjmuje to nastawienie na rozliczenie ich przez wyborców. Oni przez to, że mieli tak ogromny pakiet medialny, który chronił i tak ogromne pieniądze i wsparcie z zagranicy, to oni nie mają tego oddechu na plecach społecznego. Dopiero im Republika to zrobiła, stąd robią nam to, co robią" – skwitował.

Bartkowiak: tysiące Polaków na Lubelszczyźnie nie wiedziało co się dzieje 

Gen. bryg. Andrzej Bartkowiak, były komendant Państwowej Straży Pożarnej, krytycznie odniósł się do ostrzeżeń, z którymi (nie) spotkali się Polacy w rejonie Lubelszczyzny, podczas nocnego wlotu na terytorium Polski rosyjskiej rakiety. 

Strażak przyznał, że problemu nie widzi w samych syrenach. Uważa, że tam gdzie były i zawyły, to rolę swoją spełniły. 

    Problem polegał na tym, że dla tysięcy ludzi alarm nie niósł żadnej odpowiedzi na podstawowe pytania: co się dzieje, jakie jest zagrożenie i jak należy się zachować – zauważył na platformie X Bartkowiak.

Były szef strażaków przypomniał, że nie wysłano alertu RCB, na temat sytuacji milczało publiczne radio i telewizja (obie instytucje w likwidacji).

    W miejscowości, gdzie spadł pocisk, syren alarmowych w ogóle nie było. W efekcie mieszkańcy szukali informacji w mediach społecznościowych i dzwonili do bliskich, zamiast otrzymać jasny przekaz od państwa – zaznaczył gen. Bartkowiak i stwierdził, że „system ostrzegania ludności nie może kończyć się na dźwięku syreny”. 

    Musi być częścią sprawnej komunikacji z obywatelami. Alarm bez informacji wywołuje niepewność, a nie zwiększa bezpieczeństwo. To właśnie ten element wymaga dziś pilnej poprawy. Serdeczności – podsumował Andrzej Bartkowiak.

Kaczyński: „Państwo Tuska zawiodło na całej linii”

Po nocnym wybuchu rakiety w powiecie biłgorajskim głos zabrał prezes PiS Jarosław Kaczyński. Polityk skrytykował działania służb i rządu, wskazując na brak ostrzeżeń dla mieszkańców oraz opóźnioną reakcję odpowiednich instytucji. W swoim wpisie ocenił, że państwo nie wywiązało się ze swoich obowiązków, a informacje o zdarzeniu jako pierwsi przekazali dziennikarze.

„Sytuacja jest bardzo poważna! Kolejny rosyjski pocisk na terenie Polski, a służby podległe rządowi nie reagują. Nie tylko nie było ostrzeżeń dla mieszkańców, ale także nie zadysponowano na czas służb na miejsce zdarzenia… O wszystkim dowiedzieliśmy się nie od instytucji państwowych, ale od dziennikarzy, którzy jako pierwsi byli na miejscu. To kompromitacja! Państwo Tuska zawiodło na całej linii. Dzisiaj nikt nie może czuć się bezpiecznie” – napisał Jarosław Kaczyński.

Dlaczego nie zestrzelono rosyjskiego pocisku nad Lubelszczyzną? Generał wyjaśnia 

Dowódca Operacyjny Sił Zbrojnych gen. Ireneusz Nowak ujawnił, co działo się, zanim doszło do eksplozji w woj. lubelskim. Wyjaśnił dlaczego pocisku nie udało się zestrzelić.

Podczas spotkania zespołu koordynacyjnego głos zabrał DORSZ. Gen. Nowak ujawnił, że już przed północą widzieli symptomy, że dojdzie do masowego ataku na Ukrainę. Wskazywał na to chociażby start rosyjskich bombowców, z których odpalane są rakiety na ukraińskie miasta.

Generał zauważył, że na początku nie wiedzieli, czy obiektem ataku będą wyłącznie Kijów i Odessa, jak w poprzednich tygodniach. Okazało się jednak, że tym razem Rosjanie zaatakowali całe terytorium Ukrainy, w tym tę jej część, która graniczy z Polską. Rosjanie odpalili ok. 20 pocisków manewrujących Ch-101. 

    My, przygotowując się do odparcia ataku, podjęliśmy kroki zmierzające do podniesienia gotowości środków, które są w systemie obrony powietrznej naszego państwa" – powiedział.

Myśliwiec nie zdążył 

Generał poinformował, że w gotowości były myśliwce F-16 z bazy w Łasku i MiG-29 z Malborka. Podniesiono także gotowość śmigłowców i zestawów obrony przeciwlotniczej, w tym Patriotów. Dodał, że decyzję o starcie pary dyżurnej podjął o 1:59 w nocy i pierwsze myśliwce F-16 zajęły miejsce w rejonie oczekiwania. Zadysponowano także latającą cysternę z lotniska w Kolonii.

Z wszystkich pocisków wystrzelonych na Ukrainę zwrócono uwagę na dwa, które stwarzały bezpośrednie zagrożenie dla polskiej przestrzeni powietrznej. Po wykryciu obiektu, który ostatecznie ją naruszył, pilot samolotu F-16 dostał rozkaz lotu w jego kierunku i dokonania identyfikacji wzrokowej.

Generał poinformował, że był przez cały czas w gotowości do wydania rozkazu zestrzelenia tego obiektu. Ostatecznie jednak pilot nie zdążył go zidentyfikować.

    Złożyło się tak, że nasz myśliwiec F-16 znalazł się na miejscu dokładnie w momencie upadku, kiedy ten pocisk uderzył w ziemię – powiedział generał - Gdyby ta rakieta kontynuowała lot, podjęta byłaby decyzja o jej zestrzeleniu. Natomiast rakieta upadła w terenie przygodnym, niezamieszkałym, niezabudowanym, niestwarzającym ryzyka krzywdy nikomu.

Reakcja państwa na nieznany obiekt pod Lublinem. Ociepa zadaje ważne pytania

Syreny wybudziły mieszkańców i nie wiedzieli, czy mają uciekać, ukrywać się, czy to ćwiczenia, czy to realne zagrożenie, a jeśli tak, to jakie. Zabrakło instrumentu, który został wdrożony przez rząd PiS, czyli powiadomień SMS-ami – alertów RCB – mówi DoRzeczy.pl Marcin Ociepa. 

Ociepa: MSWiA nie zdało egzaminu

Marcin Ociepa, były wiceszef MON, poseł PiS, pytany przez DoRzeczy.pl o reakcję na to wydarzenie, powiedział, że "na pewno egzaminu nie zdało MSWiA, dlatego że uruchomiono syreny w środku nocy, ale nie poinformowano mieszkańców, co mają robić".

– Syreny wybudziły mieszkańców i nie wiedzieli, czy mają uciekać, ukrywać się, czy to ćwiczenia, czy to prawda, czy to realne zagrożenie, a jeśli tak, to jakie. Zabrakło instrumentu, który został wdrożony przez rząd Prawa i Sprawiedliwości, czyli powiadomień SMS-ami – alertów RCB – podkreślił. 

 Zwrócił uwagę, że alert RCB informuje np. o burzach, czy upałach, informuje o tym, czy ćwiczenia będą.

– Należało też wysłać mieszkańcom alert RCB o tym, co się wydarzyło. Nawet, jeżeli ustało niebezpieczeństwo, należała się informacja ludziom, czy mają się dalej kłaść, spać, czy mogą się już uspokoić, co mają robić w najzwyczajniejszym świecie – dodał.

Marcin Ociepa ocenił, że "na pewno coś, co się nazywa odpornością społeczeństwa, czyli pracowanie na tym, żeby ludzie wiedzieli, co robić, jak się zachować, całkowicie zawiodło, bo ludzie zostali podstawieni – de facto – samym sobie". 

 – Same syreny to jest technologia z czasów, kiedy nie było innych instrumentów powiadomienia. Teraz wszyscy mają telefony, mamy SMS-y, możemy powiadamiać – wyjaśnił.

"Mnożą się pytania" o działanie wojska

Były wiceszef MON zwrócił uwagę, że druga część tej sprawy to rzemiosło wojskowe, czyli MON.

– Mnożą się niepokojące pytania. To znaczy, co wleciało, jak długo było w polskiej przestrzeni powietrznej. Podobno 6 minut i nikt tego nie zestrzelił. Czy jest to prawda, że rakieta wyświetlała nam się na radarach, że leci do Polski przez 10 minut? To już łącznie 16 minut mieli rządzący, żeby jakoś zareagować. Nie wiadomo, czy dobrze jest rozmieszczony sprzęt, który kupiliśmy jako rząd PiS, czyli systemy antyrakietowe w Polsce. Być może jest jakaś szara strefa i ich nie użyto, bo ich tam nie ma? A jeżeli są, to dlaczego ich nie użyto? To powinno być przedmiotem naszych obrad – podkreślił. 

PiS domaga się wyjaśnień

Mateusz Kurzejewski, wicerzecznik PiS, rzecznik kampanii Przemysława Czarnka, kandydata PiS na premiera, pytany przez DoRzeczy.pl, czy reakcja służb i państwa polskiego na to, co się wydarzyło, była prawidłowa, odpowiedział, że "my domagamy się informacji na temat tego, co się wydarzyło, ponieważ mamy jedynie enigmatyczny komunikat Dowództwa Operacyjnego, który mówi o tym, że niezidentyfikowany obiekt był w polskiej przestrzeni powietrznej przez sześć minut".

– Co oznacza, że to jest wystarczający czas do tego, żeby obiekt zneutralizować, jeśli stanowi on zagrożenie – podkreślił. 

 Wicerzecznik PiS zauważył, że Polska dysponuje odpowiednimi systemami zbudowanymi w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości przez pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego i przez byłego szefa MON Mariusza Błaszczaka.

– Tym bardziej dziwi chaos informacyjny i brak rzetelnej informacji – zaznaczył.

Przypomniał, że "minister Kosiniak-Kamysz już dziękuje żołnierzom za ich pracę". – Oczywiście żołnierze ciężko pracują, natomiast czas na podziękowania jeszcze przyjdzie – powiedział. 

"Sytuacja jest niepokojąca"

Mateusz Kurzejewski zaznaczył, że w tej chwili przede wszystkim mieszkańcy Lubelszczyzny chcą wiedzieć, co zagrażało ich zdrowiu i życiu, ale domagają się tego również wszyscy Polacy, ponieważ sytuacja jest niepokojąca.

– Jeśli rzeczywiście to była rosyjska rakieta, tak jak tego rodzaju informacje pojawiają się w internecie, to informacja o tym powinna być przekazana natychmiast. Cały czas nie wiemy, co tak na tę sprawę się stało – podkreślił.

Dlaczego mieszkańcom Lublina nie wysłano alertu RCB?

Pytany o wycie syren, które nad ranem obudziły mieszkańców Lubina i czy tak powinny wyglądać procedury, przypomniał, że "przede wszystkim mamy przecież alert RCB, który bardzo często wysyła informacje na temat upałów i różnych anomalii pogodowych".

– W tym przypadku nie zadziałał. Nie było jakiejkolwiek informacji, więc to powtarza się po raz kolejny. Tym bardziej, że całkiem niedawno temu była podobna sytuacja również na Lubelszczyźnie – również nie zadziałał alert RCB, również był chaos komunikacyjny. Prawie doszło do tragedii, ponieważ rakieta trafiła w dom w miejscowości Wyryki. Wszystko wskazuje na to, że nie wyciągnięto żadnych wniosków – podkreślił. 

Mateusz Kurzjewski dodał, że PiS domaga się rzetelnej informacji, uspokojenia mieszkańców oraz wytłumaczenia się, dlaczego ten obiekt nie został zneutralizowany. 

 – Tym bardziej, że mamy informację o tym, że był on śledzony przez radary oraz przez poderwane do lotu F-16, które dysponują odpowiednimi rakietami do strącania tego rodzaju obiektów – wyjaśnił.

Polityk PiS ocenił, że "to wszystko budzi duży niepokój i wymusza na nas konieczność zadawania pytań przedstawicielom rządu, którzy schowali głowę w piasek i organizują jakieś zespoły". – Ale na razie naprawdę nie ma rzetelnej informacji i nie ma uspokojenia opinii publicznej – zauważył. 

Panie premierze, to kompromitacja! 

Naruszona została nasza przestrzeń powietrzna, panie premierze! Wtargnęła rakieta 90 km w głąb naszego terytorium, doleciała do strefy operacyjnej - podkreślał w Kanale Zero gen. Leon Komornicki. - Niedopuszczalne niewykonanie zadania, to jest po prostu kompromitacja! - grzmiał oficer po dzisiejszym wybuchu rosyjskiej rakiety na terytorium Polski.

"Lej kompromitacji polskiego wojska!"

Lej, który powstał po eksplozji pocisku gen. Komornicki nazwał "lejem kompromitacji polskiego wojska". Generał w stanie spoczynku mówił m.in. o możliwościach rakiety Ch-101, która wleciała w polską przestrzeń i eksplodowała przed godz. 4 nad ranem na polu w miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim. Przypomniał, że pocisk był w naszej przestrzeni przez 6 minut. 

    To rakieta, która przemieszcza się z prędkością ok. 11 km na minutę. W zależności od ładunku potrafi wykonać lej o głębokości 12 m, i średnicy do 15 m. - opisywał generał, zastanawiając się, jak to możliwe, że polskie służby nie potrafiły zidentyfikować od razu pocisku.
 
"Liczy się nie gadanina"

    Nie jesteśmy w stanie zidentyfikować tej rakiety, mimo że jest przecież system wczesnego ostrzegania AWACS, który widzi poza horyzont 500 km. Mamy też własne stacje radiolokacyjne, mamy stronę ukraińską, która monitorują ten teren. Okazuje się, że nie radzimy sobie z tym wszystkim, bo do nie tak dawna nie wiedzieliśmy, co to było- mówił zdumiony gen. Leon Komornicki   

Generał wrócił też do wywiadu Donalda Tuska dla Financial Times z końca kwietnia tego roku. Wówczas premier mówił o możliwym ataku Rosji na kraje NATO „raczej w perspektywie miesięcy niż".  

    Jedna rakieta! A gdyby tych rakiet było więcej?! Gdyby Rosjanie zrealizowali też scenariusz, który pan premier i ministrowie zapowiadali, to co by było? - pytał zaniepokojony. 

za:naszdziennik.pl