Czy polska konstytucja pozwala na przekazanie organizacji międzynarodowej kompetencji, które w praktyce prowadzą do ograniczenia suwerenności państwa? W najnowszym odcinku „Prawa bez cenzury” prof. Krystyna Pawłowicz analizuje konstytucyjne podstawy członkostwa Polski w Unii Europejskiej oraz stawia pytanie o zgodność modelu integracji europejskiej z zasadą zwierzchnictwa Narodu i polskim systemem wartości konstytucyjnych.
Czy Polska może należeć do każdej organizacji międzynarodowej?
Stawiam dziś pytanie: czy Polska może być członkiem każdej dowolnej organizacji międzynarodowej? Artykuł 90 ust. 1 polskiej konstytucji ogólnie pozwala na przystąpienie Polski do organizacji międzynarodowej i przekazanie jej kompetencji organów polskich władz państwowych w niektórych sprawach. Powtarzam: w niektórych tylko sprawach, w tym uprawnienia prawodawcze.
W czasie pisania konstytucji z 1997 roku chodziło już jednak o konkretną organizację międzynarodową, to jest o Unię Europejską, z którą rozmowy o polskim członkostwie trwały już od kilku lat.
Z kolei art. 91 ust. 3 konstytucji wprowadzał daleko idącą w skutkach ustrojowych regułę, iż prawo przez tę organizację stanowione jest stosowane wprost, to jest bezpośrednio w polskim systemie prawnym, mając pierwszeństwo w przypadku kolizji z polskimi ustawami – ale tylko ustawami.
Czyli niejasno, hasłowo i ogólnikowo określone prawo organizacji międzynarodowej, to jest wszelkie unijne regulacje, mają w polskim porządku prawnym pierwszeństwo przed polskimi ustawami stanowionymi przez Sejm, to jest przez przedstawicieli polskiego narodu, przez polskiego suwerena.
Już to kłóci się z wcześniej zapisaną w konstytucji, w art. 4, ustrojową zasadą, iż władza zwierzchnia w RP należy do polskiego Narodu, a nie do zagranicznej organizacji czy państwa. Naród swą władzę sprawuje bezpośrednio w referendach lub przez swych przedstawicieli, to jest na przykład poprzez posłów i senatorów, którzy decyzje w sprawach swego państwa podejmują samodzielnie i autonomicznie w drodze stanowienia ustaw lub aktami terytorialnymi.
Jednak według przepisów art. 91 ust. 3 ta wola polskiego suwerena, wyrażona w ustawach, została umieszczona niżej niż niejasno określone prawo jakiejś zewnętrznej, zagranicznej organizacji, tj. Unii Europejskiej.
Czyli polska konstytucja, w sposób łamiący swą własną konstytucyjną zasadę ustrojową art. 4 o zwierzchniej władzy narodu wyrażanej w drodze ustaw, zezwala na członkostwo Polski w organizacji międzynarodowej, której ta konstytucja równocześnie, w art. 91 ust. 3, oddaje nieprecyzyjnie określony fragment suwerennych spraw RP i stwierdza nadrzędność prawa tej zagranicznej organizacji w tych sprawach nad wolą polskiego suwerena, a to jest nad polskimi ustawami.
Jest to widoczna, rażąca, wewnętrzna sprzeczność ustrojowa naszej Konstytucji. Zresztą niejedyna. Sprzeczność ta tworzy poważny wyłom od zasady zwierzchniej władzy w Polsce Narodu polskiego. Polskiego suwerena.
Ale idźmy dalej.
Jakiej organizacji można przekazać kompetencje państwa?
Czy więc Polska może być członkiem każdej organizacji międzynarodowej i przekazywać jej swe suwerenne kompetencje?
W literaturze prawa międzynarodowego sformułowano konieczne cechy organizacji międzynarodowej, której można by przekazać kompetencje polskich organów władzy państwowej, a tym samym która mogłaby stanowić prawo bezpośrednio obowiązujące w Polsce.
Na przykład według profesora Jana Barcza nie może to być każda organizacja lub organ. Musi to być organizacja o charakterze integracyjnym, z którą winien Polskę łączyć wspólny system wartości uniwersalnych, na przykład demokratyczny ustrój, przestrzeganie praw człowieka i zasad państwa prawnego.
W tym poglądzie status Polski w takiej organizacji, stanowiącej prawo wiążące Polskę z pierwszeństwem przed ustawami, to jest przed wolą Polaków, nie musi być – zdaniem profesora Barcza – całkowicie równoprawny. Może być nierówny w porównaniu z innymi państwami.
Taki pogląd wyraża też niestety przeważająca większość polskiej nauki prawa. I to mimo iż imperialny, integracyjny projekt Unii Europejskiej z nierównym, dyskryminacyjnym statusem państw członkowskich jest wprost sprzeczny z tradycyjnym prawem międzynarodowym, np. Deklaracją ONZ o suwerennej równości państw, czy też z uchwałami polskiego parlamentu, np. uchwałą Senatu z 1998 roku.
Czy Unię Europejską i Polskę łączy wspólny system wartości?
Czy można więc zgodzić się z poglądem, iż członkostwo Polski w organizacji międzynarodowej takiej jak Unia Europejska jest w ogóle dopuszczalne, zgodne z interesami Rzeczypospolitej, jej suwerennością i jej Konstytucją, co niestety dopuszcza wielu prawników i polityków?
W mojej ocenie organizacja i funkcjonowanie Unii Europejskiej oraz praktyka jej działania, w porównaniu z ustrojowymi zasadami państwa polskiego, wykazują poważne różnice, które nie pozwalają twierdzić, iż Unię Europejską z Polską łączy wspólny system wartości uniwersalnych w stopniu wystarczającym dla przekazania tej organizacji suwerennych kompetencji polskich organów, w tym do stanowienia prawa mogącego obowiązywać bezpośrednio i z pierwszeństwem przed polskimi ustawami, przed wolą polskiego suwerena.
Celem integracyjnym Unii Europejskiej jest bowiem stopniowe, całkowite wchłonięcie Polski, to jest państwa członkowskiego, i pozbawienie go suwerenności prawnej. Realizację tego celu obserwujemy od początku członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Jest on osiągalny poprzez zmuszanie państw do samolikwidacji.
Nierówny status państw członkowskich tylko potwierdza imperialny, a nie pozytywny i korzystny obraz takiej organizacji o tak poważnych, parapaństwowych, głębokich kompetencjach przekazanych tej organizacji.
Wspólny system wartości – porównując wartości polskiej konstytucji i unijne traktaty oraz praktykę organów unijnych, szczególnie Komisji Europejskiej i Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – w praktyce nie istnieje.
Praktyka pokazuje faktyczną relację unijnego agresora i ofiary – państwa członkowskiego walczącego o resztki swej tożsamości narodowej i państwowej suwerenności.
Dowody mego poglądu są w szczególności następujące.
Co wspólnego ze wspólnym systemem wartości ma to, że Unia, jak wspomniałam, oparta jest na nierównym statusie państw członkowskich? Równe traktowanie dotyczy dużych państw, zaś średnich i mniejszych – traktowanie nierówne.
Unia Europejska, mimo iż uznawana jest na papierze traktatów za organizację międzynarodową, faktycznie dąży do utworzenia na bazie państw członkowskich Eurolandu – superpaństwa o w pełni zunifikowanym systemie administracyjnym, prawnym, gospodarczym, społecznym i obyczajowym.
Przyczynia się do tego walnie polityczny organ zwany Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej, pozatraktatowo zmuszający państwa do rezygnacji z ich tożsamości i suwerenności, które Unia Europejska piętnuje.
A jako sui generis w istocie państwo w trakcie tworzenia Unia Europejska funkcjonuje w oparciu o niedemokratyczne zasady monopartyjnych dyktatur. Parlament Europejski ma charakter pozorny, a głównymi organami prawodawczymi są Komisja, czyli organ polityczny i wykonawczy, oraz Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Organizacja i funkcjonowanie Unii Europejskiej są zaprzeczeniem reguł trójpodziału władz w systemach demokratycznych. Dążenie do pełnej integracji całej Europy odrzuca i piętnuje postulaty narodowe, niepodległościowe, fundamentalne dla pokojowej współpracy państw.
Unia Europejska ogranicza suwerenność państw członkowskich, korzystając z licznych przepisów traktatów o charakterze ogólnikowych, publicystycznych klauzul, różnych domniemań, swobodnego ich rozszerzania przez organy unijne.
Spór o wartości
Unii Europejskiej nie łączy, a w zasadzie głęboko dzieli też system wartości moralnych, światopoglądowych, obyczajowych i kulturowych, dotyczący religii, rodziny, wychowania, aborcji, eutanazji, początku i końca życia ludzkiego, które w Polsce, w Konstytucji i w ustawach, składają się na pojęcie godności i praw człowieka.
Wartości te są wymieniane, lecz odmiennie rozumiane w systemie Unii, zwanym niekiedy systemem antywartości, cywilizacji śmierci i zboczeń, zniszczenia małżeństwa, rodziny, propagowaniem aborcji, homozwiązków, zoofilii i tym podobne.
Społeczeństwa niektórych państw Unii Europejskiej, np. Francji, wprost nazywają siebie laickimi, odcinają się od wartości chrześcijańskich. Próby odwołania się w preambule traktatów unijnych do oczywistych chrześcijańskich korzeni Europy uznane zostały za prowokację i rasizm.
Ówczesny prezydent Niemiec Johannes Rau na spotkaniu prezydentów państw Europy Środkowej w marcu 2000 roku w Gnieźnie wezwał do poszukiwania pozareligijnej koncepcji człowieka, którą osobiście umiejscawiał poza Dekalogiem.
Warto jednak przypomnieć, że polska Konstytucja z 1997 roku w swej preambule wprost odwołuje się do narodu wierzącego w Boga, do kultury zakorzenionej w chrześcijańskim dziedzictwie polskiego narodu.
Ustrój państwa polskiego, polskie wartości konstytucyjne, system moralno-obyczajowy ciągle większości Polaków był i pozostaje w oczywistej rozbieżności z tym, co prezentuje i narzuca państwom członkowskim organizacja międzynarodowa pod nazwą Unii Europejskiej, która obecnie nabrała już ideowo skrajnie lewacko-komunistycznego charakteru, odwołując się do Manifestu z Ventotene.
Prawo unijne a polska konstytucja
I mimo że art. 2 Traktatu o Unii Europejskiej zawiera wykaz takich wartości jak poszanowanie godności osoby ludzkiej, wolność, demokracja, równość itd., to ich sens i rozumienie w unijnej praktyce Komisji, Parlamentu i TSUE są zaprzeczeniem sensu tych pojęć znajdujących się w polskiej Konstytucji, prawie i nauce.
Unijna praktyka i orzecznictwo TSUE od początku, zanim Polska jeszcze przyłączyła się do Unii Europejskiej, głosiły fundamentalnie sprzeczną z polską konstytucją nadrzędność swego prawa także nad Konstytucją polską, mimo iż treść art. 8 polskiej konstytucji mówi, iż to Konstytucja RP jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej.
Imperialna praktyka i wtórne przepisy organów unijnych idą już tak daleko i niekontrolowanie, że Unia Europejska sama, mimo protestów, pozatraktatowo rozszerza i interpretuje swe kompetencje, wprost ingerując integracyjnie w nieprzekazane jej kompetencje dotyczące np. ustroju wymiaru sprawiedliwości, obyczajowości, rodziny, małżeństwa, aborcji, spraw migracji, religii i wielu innych.
Wiele z tych zasadniczych sprzeczności systemów wartości Unii Europejskiej i Polski znanych było w chwili akcesji do tej imperialnie wrogiej Polsce organizacji międzynarodowej. Władze polityczne mimo to zgodę na stopniową samolikwidację państwa polskiego, na rozmycie tożsamości i suwerenności wyraziły.
Polska nigdy nie powinna była przystępować do tego imperialnego, niemiecko-komunistycznego planu podboju Europy.
Współpraca gospodarcza, pokojowa, korzystna, na równych prawach – tak. Ale uczestnictwo w strukturze dla zmylenia nazywanej organizacją międzynarodową, zasłaniającej się odwróconymi znaczeniami pojęć demokracji, równości, wolności czy wartości uniwersalnych, od początku będącej pułapką właśnie na wolność, prawo i równość – nie.
TSUE jest symbolem bezprawia sędziowskiego, bezprawia tworzącego znaczną część porządku prawnego Unii, ale skierowanego na pozatraktatowe, stopniowe odbieranie suwerennych kompetencji państwom członkowskim przy nadużyciu procedur niby-sądowych, z którymi się nie dyskutuje.
Luksemburski uzurpator
Mimo iż zgodnie z traktatami jest to organ zapewniający przestrzeganie prawa w wykładni i stosowaniu traktatów unijnych, to faktycznie pełni on nieformalnie rolę jednego z głównych twórców niepisanego prawa unijnego. Wykracza tym radykalnie i bardzo często poza traktaty i w istocie pełni funkcję awaryjnego podmiotu poszerzającego zakres prawa traktatowego Unii.
Sprawy, które centrala Unii sobie uzurpuje, a które nie przeszłyby w trybie koniecznej zmiany traktatów, TSUE „załatwia” i przesądza swoimi wyrokami, którym w fundamentalnych sprawach nadaje charakter tzw. zasad prawnych i uzurpatorsko swoją własną wolą zalicza do prawa pierwotnego Unii równego traktatom. Zobowiązuje państwa członkowskie, podbudowywane tzw. unijną doktryną, tworzoną przez różnych naukowców od różnych europeistyk, do ich stanowczego respektowania, tak jakby to były postanowienia traktatowe, na które wszystkie państwa członkowskie wyraziły zgodę.
A to oczywiście jest nieprawda. Tworzenie pozatraktatowo przez TSUE nowych, bardzo ważnych przepisów, których obowiązywanie narzuca się pod karami unijnymi, jest bezprawiem, antydemokratycznym nadużyciem praw suwerennych państw członkowskich przez TSUE.
Symbol bezprawia sędziowskiego
TSUE jest symbolem bezprawia sędziowskiego, bezprawia tworzącego znaczną część porządku prawnego Unii, ale skierowanego na pozatraktatowe, stopniowe odbieranie suwerennych kompetencji państwom członkowskim przy nadużyciu procedur niby-sądowych, z którymi się nie dyskutuje. A nawet jeśli ktoś się nie zgadza na tę agresję TSUE, na suwerenność państwa członkowskiego, to i tak musi się jej poddać, bo od decyzji TSUE w istocie politycznych nie ma procedury odwołania poza ten podmiot.
TSUE swym orzecznictwem i sędziowskim tzw. aktywizmem w przeszłości i aktualnie dokonuje zmian traktatowych poza wolą państw, uzupełnia prawo wspólnotowe, nadaje mu dowolne szerokie i nowe znaczenia lub ja też dowolnie zawęża. Tak jak TSUE to rozumie. Znamy od niedawna te filozofię stosowania prawa też w Polsce.
Za mojej kadencji w Polskim Trybunale Konstytucyjnym kilkakrotnie broniliśmy polskich kompetencji, polskiej konstytucji i polskiego ustroju przed agresywnymi, nielegalnymi, tak zwanymi ultra vires, decyzjami TSUE, ingerującymi w sprawy polskie. Trybunał Konstytucyjny orzekał m.in. o nielegalności wyroków TSUE dotyczących polskiej energetyki, ETS-u, kopalni Turów, polskiego wymiaru sprawiedliwości, bezczelnego wyroku uchylającego nam, Polakom, przepis naszej Konstytucji stwierdzający, iż najwyższym prawem RP jest polska konstytucja, a nie unijne regulacje i uzurpatorskie wyroki TSUE, wymierzone zresztą przeciwko suwerenności Polski, idące w kierunku ograniczania kompetencji państwa narodowego i budowania z nich zcentralizowanego eurolandu niemieckiego.
TSUE pozatraktatowo ingeruje też w sprawy obyczajowe, narzuca aborcje i dewiacje seksualne. TSUE w zasadzie dziś głównie tym się zajmuje i coraz więcej trybunałów konstytucyjnych państw członkowskich buntuje się przeciwko tym bezprawnym praktykom. TSUE jednak w miarę narastania oporu przeciwko budowaniu zideologizowanych systemów w państwach członkowskich wkracza w coraz to nowe obszary suwerenności państw. Nie zwraca już uwagi na protesty obywateli. TSUE chce pomóc w domknięciu imperialnego postkomunistycznego planu, stając się już głównym twórcą systemu prawnego tzw. nowej Europy.
Przeciw logice i rozsądkowi
Decyzje TSUE, mające w zasadzie charakter polityczny, doprowadziły do unicestwienia i zniszczenia pojęcia prawa i prawniczej logiki. Zniszczyły sens trójpodziału władz na prawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Sam TSUE wykonuje bowiem zarazem funkcje i sądownicze, ale i prawodawcze. TSUE zniszczył standardy państwa prawa i logikę prawniczych argumentacji. Za swą misję uważa tzw. wykładnie prawa wspólnotowego, przychylną procesom integracyjnym i ogólnemu interesowi Unii Europejskiej. TSUE orzeka często wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi, wbrew prawu krajowemu, wbrew woli społeczeństw państw członkowskich. Orzeka według swych własnych politycznych wyobrażeń.
Praktyka decyzyjna tej grupy polityków, nazywanych „TSUE” jest w literaturze od dawna oceniana krytycznie. Wskazuje się też, że unijny trybunał nie jest obiektywny, że stosuje niejednakowe miary wobec organów unijnych i państw członkowskich, że swymi orzeczeniami ogranicza wolności obywatelskie, np. wolność gospodarczą i inne prawa podmiotowe jednostki oraz państw, zawsze usprawiedliwiając restrykcje organów unijnych pozorami różnych zmyślonych trosk o obywateli. Decyzje TSUE często nie są uzasadniane właściwie, prawniczo, argumentowane. TSUE tworzy neologizmy i pojęcia niezrozumiałe i nadaje im jakieś bezsensowne, nieweryfikowalne rozumienia, np. istoty prawa definiowanej prostymi formułkami. TSUE powszechnie relatywizuje i powierzchownie analizuje zagadnienia dotyczące praw podstawowych.
Ugruntowana tradycja uzurpacji
TSUE, a właściwie wcześniej już jego poprzednik, Europejski Trybunał Sprawiedliwości, wbrew traktatom dopuścił do bezpośredniego stosowania w państwie członkowskim także dyrektyw, choć traktaty zezwalają na to tylko rozporządzeniem unijnym. Orzeczenia TSUE, a wcześniej ETS, zatarły więc granice i różnice między unijnym rozporządzeniem a dyrektywą, która w wielu sytuacjach zastąpiła rozporządzenia swymi bardzo szczegółowymi regulacjami, choć miała tylko wskazywać państwom członkowskim cele do realizacji. To oczywiście degradowało i degraduje parlamenty narodowe, sprowadzając je już tylko do czynności wdrożenia tych szczegółowo już w Unii rozpisanych aktów. TSUE wbrew traktatom uznał także traktatowo powszechnie niewiążące decyzje za wiążące, o ile są bezwarunkowe i dostatecznie precyzyjne i nadają się do bezpośredniego stosowania.
Podobnie TSUE, następca ETS-u, wbrew traktatom nakazał uznać za wiążące zalecenia i opinie, co zdaniem tych organów ma wynikać z unijnej zasady wierności, czyli lojalności wspólnocie. Obie te formy mają jednak charakter traktatowo niewiążący. Wiele wyroków i zasad wykutych przez dawny ETS, a po zmianie w 2009 roku nazwy na TSUE jest konsekwentnych i logicznych z punktu widzenia tworzenia scentralizowanego państwa unijnego. Są one niesprawiedliwe i zasadniczo sprzeczne ze standardami demokratycznymi i obopólnie korzystną współpracą międzynarodową. Na przykład słynna zasada lojalności i wierności w Wspólnocie, według której państwa nie mogą powoływać się na swoje interesy narodowe i trudności wewnętrzne dla jednostronnego wycofania się z przestrzegania przyjętych w Unii zobowiązań. Czy oczywiście bezczelna, agresywna i destrukcyjna jest zasada wykreowana poza traktatami o pierwszeństwie każdego przepisu prawa unijnego przed każdym przepisem prawa krajowego, z konstytucją włącznie.
Nie do przyjęcia jest też wyrok dawnego ETS-u, że raz przekazanych Unii suwerennych kompetencji państwo członkowskie nie może już odebrać. TSUE buduje swym orzecznictwem szaleństwo i utopię suwerenności unijnej. Uważa, że przekazanie suwerenności przez państwo członkowskie do Brukseli jest nieodwracalne. Takie i podobne poglądy i wyroki TSUE, dawniej ETS-u, są jaskrawo sprzeczne z postanowieniami polskiej konstytucji.
Pozbawiają bowiem bezprawnie i niepostrzeżenie polski Naród, polskiego suwerena, jego kompetencji i przenoszą je do wymyślonego suwerena unijnego, na organizację międzynarodową, a członkowie tej organizacji o cechach państwa mają być jej lojalni i wierni. Czyste szaleństwo! Pomijam już liczne bzdury wymyślone orzecznictwem sądu i organów unijnych, jak np. dyskryminacja pozytywna, czy nienaturalne nazewnictwo na naturalne zjawiska i rzeczy, np. kwalifikowanie ślimaków do ryb, a marchewek do owoców, czy prostytucji do poważnych zawodów, którym należy się szacunek i ochrona. Robi się niedobrze.
Postkomuniści pisząc Konstytucję zabezpieczyli interesy Unii
Na początku lat 90. monopol na władzę w Polsce mieli wciąż komuniści i ich ideowi spadkobiercy. To właśnie te środowiska zdecydowały o treści obecnej ustawy zasadniczej. Mimo iż strony układu politycznego z 1989 roku przeszły już w zasadzie do historii, jak Unia Wolności, lub są dziś mało znaczącymi podmiotami politycznymi, jak Unia Pracy czy SLD bez reprezentacji parlamentarnej, to ich przejściowe dzieło, nieodpowiadające realiom względnie wolnej Polski, trwa i co jakiś czas jest przyczyną sporów. Tworzy też blokady dla rzeczywistego rozwoju aspiracji Polaków, którzy często nie utożsamiają się z obecną, „pod-PRL-owską” Konstytucją elit okrągłego stołu.
Z kolei tę i tak mało reprezentatywną ideowo i politycznie dla współczesnego polskiego społeczeństwa Konstytucję w znacznym zakresie obaliło, czy też w pewnym stopniu unieważniło, od 1 maja 2004 roku członkostwo Polski w Unii Europejskiej.
Zdumienie budził wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2005 roku, orzekający, iż traktat o akcesji Polski do Unii Europejskiej, na warunkach w nim podanych, jest zgodny z Konstytucją z 1997 roku. Mimo jaskrawej przecież niezgodności zobowiązania Polski do respektowania unijnej zasady pierwszeństwa prawa unijnego – i każdego jego przepisu – przed prawem państwa członkowskiego, z Konstytucją włącznie.
Polska, traktatem o akcesji, faktycznie milcząco przyjęła też inną, pozaprawną, niezapisaną w traktatach założycielskich regułę, wymyśloną przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, żądającą od sądów państw członkowskich zawsze prounijnej, „proeuropejskiej” i – w cudzysłowie – życzliwej dla Unii i jej interesów interpretacji swego prawa krajowego, narodowego, w tym i konstytucji. Ten nieuczciwy prawniczo i nieuzasadniony naukowo-polityczny proceder Polski Trybunał także stosował.
Członkostwo Polski w Unii Europejskiej spowodowało w praktyce zasadnicze zmarginalizowanie i zdegradowanie polskiej Konstytucji oraz prounijne w istocie jej lekceważenie przez kolejne polskie władze. Konstytucja ma dziś zastosowanie jedynie do niektórych czysto wewnętrznych polskich przypadków. W Sejmie od czasu włączenia Polski do Unii Europejskiej istnieje w zasadzie jeden konieczny wymóg wstępny dla procedowania projektów aktów prawnych – wymóg zgodności z prawem europejskim. Zgodność projektu z polską Konstytucją ma już charakter wtórny.
Można powiedzieć, że członkostwo w Unii Europejskiej, z istoty swojej zakładające traktatowo centralizację i kolejne, systematyczne przejmowanie zadań oraz kompetencji decyzyjnych państw członkowskich przez organy unijne, w połączeniu z treścią artykułów 90 i 91 polskiej Konstytucji, zmieniło i zdezaktualizowało konstytucyjny ustrój RP oparty na suwerenności narodu polskiego.
Zgodnie bowiem z treścią artykułu 90, polski suweren może być pozbawiony tych – niezbywalnych przecież – kompetencji wykonawczych przez organy polskich władz publicznych na rzecz podmiotów zagranicznych. Artykuł 90 stał się więc kładką prawną dla przenoszenia suwerenności polskiej na rzecz fikcyjnej przecież suwerenności unijnej, którą wymyślili europejscy prawnicy.
Sytuacja taka odebrała sens innym przepisom i postanowieniom polskiej Konstytucji, gdyż z czasem ubywało Polakom suwerennych kompetencji własnych do samodzielnego decydowania o swych sprawach.
Konstytucja z 2 kwietnia 1997 roku, napisana przez przyzwyczajonych do działania pod silną presją jakiegoś hegemona postkomunistów, na potrzeby poddańczego uczestniczenia Polski w organizacji europejskiej, zawiera w efekcie fundamentalną wewnętrzną sprzeczność.
Na wstępie artykuł 4 Konstytucji ogłasza, że władza zwierzchnia w Rzeczpospolitej Polskiej należy do narodu, do narodu polskiego. Zaś w dalszym artykule 90 ta sama Konstytucja zezwala na w zasadzie nieograniczone przekazywanie kompetencji organów władzy państwowej, czyli polskiego narodu, w niektórych sprawach organizacji międzynarodowej, czyli Unii Europejskiej. Zaś na podstawie artykułu 91 Konstytucja przyznaje prawu stanowionemu przez organizację międzynarodową,której oddano polskie kompetencje, pierwszeństwo przed polskimi ustawami, czyli przed wolą polskiego suwerena – a na mocy pozatraktatowych, a więc bezprawnych wyroków Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w praktyce także przed Konstytucją państwa członkowskiego.
Przyzwyczajanie organów unijnych do potulnego wykonywania wszelkich ich decyzji, również pozaprawnych, brak asertywności w relacjach z Unią, nawet w przypadkach drastycznego wykraczania przez nią wobec Polski poza ramy traktatowe, w sytuacjach rażącego ingerowania przez Unię w sprawy z zakresu wyłącznej kompetencji państwa polskiego – to jest na przykład w sprawie organizacji i funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, sądownictwa, statusu sędziów czy w sprawach obyczajowych i rodzinnych – ośmieliło organy unijne do bezczelnego, konsekwentnego politycznego podporządkowywania Polski.
Organ pilnujący unijnej centralizacji prawnej, jakim jest Trybunał Sprawiedliwości Unii, wydał kilka wyroków wymierzonych w konstytucyjny ustrój państwa polskiego. Wyrok TSUE z 2 marca 2021 roku bezczelnie próbował unieważnić artykuł 8 ust. 1 polskiej Konstytucji. Trybunał unijny stwierdził bowiem, że artykuł ten, mówiący o nadrzędności naszej Konstytucji, jest sprzeczny z prawem Unii Europejskiej.
Według TSUE polska Konstytucja jest aktem podrzędnym wobec regulacji unijnych. Zaś Polski Trybunał naruszać ma prawo Unii Europejskiej przez odmawianie w swym orzecznictwie prymatu prawa Unii Europejskiej nad polską Konstytucją. Chociaż Polski Trybunał nie mógł inaczej orzekać, gdyż artykuł 8 ust. 1 Konstytucji jest jednoznaczny: Konstytucja RP jest prawem najwyższym w Polsce.
W innym zaś wyroku z 18 grudnia 2025 TSUE nielegalnie uznał, że już sam Polski Trybunał Konstytucyjny nie spełnia standardów niezawisłego, bezstronnego sądu w rozumieniu prawa Unii Europejskiej. Nadto Polski Trybunał Konstytucyjny został niemal unieważniony za to, że w swych wyrokach daje pierwszeństwo polskiej Konstytucji przed prawem Unii.
TSUE w ogóle nie bierze pod uwagę regulacji polskiej Konstytucji ani postanowień traktatowych. Unia Europejska i jej organy nie rozróżniają przy tym trybunału w Polsce od sądów. Trybunał Konstytucyjny nie jest sądem – nie załatwia bowiem spraw indywidualnych, nie jest żadnym sądem faktów, nie rozstrzyga sporów między ludźmi. Trybunał Konstytucyjny jest Trybunałem Prawa – nie zajmuje się umowami, zabójstwami, sprawami rodzinnymi itp., lecz oceną zgodności zaskarżanych przepisów z Konstytucją.
Organy Unii Europejskiej i TSUE nie rozumieją polskiego systemu prawnego ani rozwiązań polskiej Konstytucji, a mimo to wtrącają się w polskie kompetencje, wprowadzając w Polsce bezkarnie chaos.
Krystyna Pawłowicz
za:wnet.fm