Sejm przegłosował w piątek wieczorem groźną ustawę o "środkach ograniczających", określaną w sieci mianem "druku 3003". - "Minister spraw wewnętrznych może decyzją administracyjną wpisać osobę lub firmę na krajową listę sankcyjną i zamrozić środki finansowe oraz zasoby gospodarcze natychmiast, bez wyroku sądu.
Odwołanie do sądu administracyjnego nie wstrzymuje skutków automatycznie" - tłumaczy jedno z założeń ustawy prawnik Maciej Oniszczuk. - Procedura wpisu na listę rodzi realne ryzyko, że projekt będzie wykorzystywany przez rząd, przede wszystkim w okresie przedwyborczym - alarmuje europoseł Konfederacji, Anna Bryłka.
W piątek wieczorem Sejm przegłosował rządowy projekt ustawy o środkach ograniczających, w tym głośny już druk sejmowy 3003.
"Za" głosowało 240 posłów - z klubów Koalicji Obywatelskiej, PSL, Lewicy, Centrum, Polski 2050, koła Razem oraz 5 posłów niezrzeszonych - Paulina Matysiak, Joanna Mucha, Marcin Józefaciuk, Paweł Zalewski i Tomasz Zimoch.
"Przeciw" byli posłowie PiS, Rozwoju Plus, Konfederacji, koła Demokracji oraz Konfederacji Korony Polskiej, a także dwóch posłów niezrzeszonych (Janusz Kowalski i Łukasz Mejza) oraz Rafał Komarewicz z klubu Centrum - łącznie 202 posłów. Od głosu wstrzymał się jedynie Jacek Sasin (PiS).
Sankcje na firmy
Czym jest druk sejmowy 3003? To rządowy projekt ustaw mający w zamiarze "uregulowanie systemu" związanego z wdrażaniem i stosowaniem sankcji.
"W ustawie potwierdzono ponadto możliwość stosowania (przyjmowania i wdrażania) w Rzeczypospolitej Polskiej krajowych środków ograniczających, opartych na przesłance bezpieczeństwa narodowego lub ochrony podstawowego interesu bezpieczeństwa państwa" - ten fragment, zamieszczony w uzasadnieniu projektu, budzi uzasadnione wątpliwości.
O konsekwencjach możliwe wejścia w życie tych zapisów ostrzegała m.in. Konfederacja, w tym europoseł Ewa Zajączkowska-Hernik.
Tłumaczyła ona, że ustawa daje szefowi MSWiA możliwość nakładania sankcji na osoby i firmy za tzw. obcą ingerencję i manipulację informacyjną.
- "Podstawą do reakcji MSWiA może być zaledwie "prawdopodobieństwo wykorzystania środków finansowych", albo jeśli coś "mogłoby być na korzyść lub w interesie innych państw objętych sankcjami". Kto ma to oceniać, weryfikować, interpretować i na jakiej podstawie? To jest legislacyjne dziadostwo" - dodała Zajączkowska-Hernik.
- Za co będą mogli zamrozić Wasz majątek? Między innymi za naruszanie sankcji, wspieranie działań nimi objętych, a według projektu także za określone działania związane z manipulacją informacjami uderzającą w bezpieczeństwo państwa. I teraz najważniejsze: kto zdecyduje, że manipulujecie informacjami? Jakie będą kryteria? A jeśli urzędnik popełni błąd, Wasze konto pozostanie zamrożone, firma może upaść, a Wy będziecie latami walczyć w sądzie o sprawiedliwość! - wskazywał wcześniej poseł Konfederacji Krzysztof Mulawa.
Zamach na własność
Już po głosowaniu, europoseł Konfederacji, Anna Bryłka, wskazała, że jest to dokonanie przez koalicję 13 grudnia zamachu na własność obywateli.
"Procedura wpisu na listę rodzi realne ryzyko, że projekt będzie wykorzystywany przez rząd, przede wszystkim w okresie przedwyborczym. Ta obawa jest o tyle uzasadniona, że Premier Tusk i środowiska bliskie rządowi wszędzie widzą rosyjskie wpływy, a krytyka Unii czy polityki klimatycznej według nich stanowi element rosyjskiej wojny informacyjnej. Mam nadzieję, że Prezydent Karol Nawrocki stanie na straży Konstytucji i zawetuje tę ustawę" - zaznaczył Bryłka.
"Totalitarne zapędy tej władzy są szalenie niebezpieczne. Możliwość uderzenia sankcjami bez zgody sądu np. na przedsiębiorcę i to na podstawie mglistych przepisów jest czymś, czegoś absolutnie nie wolno zaakceptować, bo ogranicza to elementarną zasadę domniemania niewinności. Zanim ktoś taki przejdzie ścieżkę odwoławczą, może zostać przez sankcje zniszczony, bo przewidziano kary nawet do 20 milionów złotych czy 12 lat więzienia. Kilka dni temu zamach na konstytucyjny organ państwa, a teraz ustawa, która jest zamachem na Konstytucję, wolność słowa i własność Polaków! Co dalej?" - pytała Ewa Zajączkowska-Hernik.
Co interesujące, poseł Marcin Józefaciuk w mediach społecznościowych stwierdził, że głos za ustawą to był jego błąd i przeprosił za niego.
"Źle umieściłem ten punkt we własnym scenariuszu głosowań. W trakcie intensywnej serii głosowań nie wychwyciłem pomyłki. To ja odpowiadam za oddany głos. Nie mogę go cofnąć. Zwrócę się do Prezydenta RP o zawetowanie ustawy, podając swoje wątpliwości" - stwierdził.
Prawnik Maciej Oniszczuk zauważył, że wraz z nową ustawą "kolejny urzędnik" dostanie moc zamrażanie aktywów firm bez wyroku sądu.
"Minister spraw wewnętrznych może decyzją administracyjną wpisać osobę lub firmę na krajową listę sankcyjną i zamrozić środki finansowe oraz zasoby gospodarcze natychmiast, bez wyroku sądu. Odwołanie do sądu administracyjnego nie wstrzymuje skutków automatycznie" - wskazał.
"Kiedy? Nowa przesłanka art. 4 obejmuje bezpośrednie lub pośrednie wspieranie „obcej ingerencji i manipulacji w środowisku informacyjnym”. Co to oznacza? Tego nie wie nikt. Wiele kontrowersyjnych przepisów (zwłaszcza tych rozszerzających uprawnienia administracji kosztem kontroli sądowej lub wolności słowa) jest przecież wprowadzanych pod hasłami ochrony przed obcą ingerencją" - dodał.
za:niezalezna.pl