Protest pod Muzeum Gdańska. Mieszkańcy i politycy chcą zmiany skandalicznej wystawy "Nasi chłopcy"relatywizującej okupację niemiecką

Politycy PiS skrytykowali wystawę „Nasi chłopcy. Mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy”. Zarzucili jej autorom fałszowanie historii, relatywizowanie win Niemców. Zaapelowali o zmianę jej tytułu i treści. Przed gdańskim Ratuszem Głównego Miasta odbył się we wtorek protest, którego uczestnicy domagali się usunięcia ekspozycji.

Przed gdańskim Ratuszem odbył się dziś protest przeciwko wystawie „Nasi chłopcy. Mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy”. Organizatorem demonstracji jest Fundacja „Łączy Nas Polska” radnej Prawa i Sprawiedliwości z Pomorza, Natalii Nitek-Płażyńskiej.

Wystawa „Nasi chłopcy. Mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy” w Muzeum Gdańska opowiada o losach dziesiątek tysięcy mieszkańców Pomorza, którzy zostali wcieleni do armii III Rzeszy. Tytuł wywołał falę oburzenia. Zareagowali m.in. prezydent Andrzej Duda, wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz i szef Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości, Mariusz Błaszczak.

W poniedziałek muzeum odwiedzili radni PiS z regionu, w tym Andrzej Skiba z Rady Miasta Gdańska. W rozmowie z Redakcją Informacyjną Radia Maryja polityk wskazał, że tytuł wystawy jest skandaliczny.

    – „Nasi chłopcy” brzmi jak prowokacja, brzmi jak dawne produkcje „Nasze matki, nasi ojcowie”, które miały prowadzić niemiecką politykę historyczną, jaka miała szkodzić Polsce. Nie jest to pierwsze tego typu wydarzenie, ponieważ jak spojrzymy na kompromitujące wypowiedzi władz Gdańska odnośnie złego słowa Polaka przeciwko innemu narodowi i pokrewne, to zauważymy, że w Gdańsku mniej więcej co roku jakaś dziwna treść się pojawia i przejawem tej dziwnej treści jest przede wszystkim tytuł oraz część ekspozycji tej wystawy – zaznaczył Andrzej Skiba.

Radny zwrócił uwagę, że na jednej z plansz można przeczytać, iż żołnierze wcielani do niemieckiej armii obok strachu czuli ekscytację wywołaną nowym doświadczeniem oraz możliwością zobaczenia nieznanych dotąd stron.

„Który historyk takie coś zatwierdził?” – pytał Andrzej Skiba.


Ekscesy Brauna i skandaliczna wystawa w Gdańsku. Prezes PiS: Czy to skoordynowana akcja?

Kilka dni temu europoseł Grzegorz Braun podważał prawdę o niemieckich zbrodniach w Auschwitz, a w sobotę w gdańskim ratuszu otwarto wystawę „Nasi chłopcy”, opowiadającą o Polakach walczących w armii III Rzeszy. „Czy to skoordynowana akcja?” – pyta w mediach społecznościowych prezes PiS Jarosław Kaczyński.

- „Najpierw Braun kwestionujący Holokaust i zbrodnie w Auschwitz, a teraz ludzie koalicji 13 grudnia tworzący skandaliczną wystawę Nasi chłopcy, która ma podprogowo rozmyć odpowiedzialność za tragedię II wojny światowej, a wręcz przypisać ją Polakom. To uderzenie w polską rację stanu i podważanie oczywistych faktów historycznych!”
- napisał polityk na X.com.

- „Oburzające jest, że ten proceder legitymizują ludzie sprawujący w Polsce władzę. To wiele mówi…” - dodał.

Przypomnijmy, że goszcząc na antenie Radia WNET, Grzegorz Braun stwierdził, że „mord rytualny to fakt, a dajmy na to Auschwitz z komorami gazowymi to niestety fake”.

- „Mamy źródłową książkę Ariella Toafa Krwawe Paschy, na temat mordu rytualnego, natomiast badania w Auschwitz-Birkenau, badania właśnie owych komór gazowych są uniemożliwiane przez samo Muzeum Auschwitz-Birkenau” - przekonywał.

W reakcji na szokujące słowa polityka, prowadzący rozmowę dziennikarz zdecydował się przerwać wywiad. Śledztwo wszczął natomiast prokuratur Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie.

Tuż po skandalicznych słowach lidera Konfederacji Korony Polskiej opinią publiczną wstrząsnęła zorganizowana w Gdańsku przez Muzeum Gdańska, Muzeum II Wojny Światowej i Centrum Badań Historycznych PAN wystawa zatytułowana „Nasi chłopcy. Mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy”. Swój protest w tej sprawie wyrazili m.in. prezydent Andrzej Duda i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, ale wystawy zdecydowanie broni Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, wedle którego ta „przywraca pamięć”, a „przeszłość powinna być i jest opowiadana przez polskie instytucje kultury w sposób rzetelny, a nie taki, w którym wykorzystywane są wygodne narracje polityczne”.

„Nasi chłopcy”. Wygląda to na celową prowokację

Wystawy muzealne już dawno nie przypominają prostego udostępniania eksponatów. Są nieprzypadkową opowieścią o historii, czy jak to się modnie dziś mawia – narracją. Państwo, albo samorząd, właśnie w ten sposób kształtuje pamięć o przeszłości.

Jeśli w gdańskim ratuszu zostaje otwarta wystawa pod tytułem: „Nasi chłopcy. Mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy”, trudno jej nie traktować jako tożsamościowej deklaracji. I nie sposób dziwić się gwałtownym protestom, nie tylko emocjonalnych z natury internautów, ale także prezydenta RP („kto relatywizuje zbrodnie, ten rozbraja sumienie narodu”) czy szefa MON („wystawa nie służy polskiej polityce pamięci”). 

Nie należy zakładać, że miasto Gdańsk wespół z resortem kultury nie miało świadomości jaki będzie odbiór społeczny… nawet nie wystawy, bo dokumentuje ona losy tysięcy mieszkańców regionu, ale jej tytułu, mającego niewątpliwie posmak clickbaitu oraz niektórych opisów. Przeciwnie, wygląda to na celową prowokację. Dodajmy – kolejną, bo Gdańsk konsekwentnie stawia na niepokojący sentyment, czy też snobizm związany ze swoją przedwojenną historią, a ministerstwo kultury demoluje praktycznie wszystkie instytucje, programy i projekty poprzedniego rządu związane z polityką pamięci. Teraz także, po kontrolowanym skandalu, mamy rytualne załamywanie rąk nad „patriotyczną histerią”, wypieraniem niewygodnych faktów, wyrzucaniem na margines ludzi o odmiennych od podręcznikowej biografiach. I zapewne o to właśnie chodziło.

Jakby mało było napięć i emocji dotyczących bieżącej polityki, obecna władza dziwnie gustuje w historycznych prowokacjach. Chociaż słowo „dziwnie” można sobie darować. Polaryzacja jest w interesie władzy, która nie potrafi zarządzać dużymi projektami gospodarczymi, za to wyspecjalizowała się w zarządzaniu emocjami. Także tymi, dotyczącymi przeszłości. Program „Zawołani po imieniu”, upamiętniający dotąd Polaków ratujących Żydów, teraz będzie uwzględniał „szerokie uwarunkowania historyczne”, także w II RP i w PRL. Na czele rady Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau staje Barbara Engelking tropiąca polskie „współsprawstwo” w Holocauście, a minister Sikorski pytany z Kanale Zero o reparacje przekonuje, że właściwie to na II wojnie światowej skorzystaliśmy, dostając ziemie zachodnie. W dodatku nasze relacje z Niemcami – mówiąc delikatnie – nie są obecnie idealne. I w tym kontekście należy postrzegać to, co nam zafundował gdański magistrat. 

Warto powtórzyć: losy Polaków przymusowo wcielonych do Wehrmachtu, z których zresztą wielu zdezerterowało i zasiliło szeregi Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, to ważny i słabo znany fragment naszej historii. Ale zarazem wymagający empatii, rzetelności i wyważenia w sposobie prezentacji. Umieszczanie jako części wystawy okładek dzienników opisujących awanturę wokół dziadka Donalda Tuska z pewnością o takim podejściu nie świadczy. A tym bardziej tytuł wystawy - sugerujący bliskość i akceptację. To się nie mogło skończyć inaczej… niż się skończyło. Czy raczej dopiero zaczyna.
W tym kontekście warto zauważyć nie tylko jednoznaczny komentarz Władysława Kosiniaka – Kamysza, ale rozpoczętą przez niego na platformie „X” akcję promującą codziennie sylwetki obrońców Polski pod nazwą #NasiChłopcy. „To hołd dla naszych bohaterów, którzy walczyli o wolność, często zapomnianych przez historię” – pisze wicepremier, wykazując się refleksem i odpowiedzialnością. Cykl otwiera sylwetka Piotra Konieczki, pierwszej ofiary II wojny światowej. 

Piotr Legutko

za:www.gosc.pl