Instytut Pileckiego wybiela komunistycznego zbrodniarza Maksymiliana Sznepfa

Instytut Pileckiego próbuje zbagatelizować udział Maksymiliana Sznepfa w obławie augustowskiej. 
Kierownictwo tej państwowej instytucji nie umieściło go wśród sprawców na wystawie poświęconej tej zbrodni, a teraz się tłumaczy.

W tym roku mija 80. rocznica Obławy Augustowskiej. 
To największa po II wojnie światowej zbrodnia popełniona na Polakach przez Armię Czerwoną, przy współudziale funkcjonariuszy polskiej bezpieki. 
Na skutek tych działań zamordowanych zostało ok. 600 osób. 
Do dziś nie wiadomo, gdzie są ich ciała.  
W rocznicę tych wydarzeń kilka dni temu otwarto Dom Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej oraz wystawę poświęconą tej zbrodni. 
Posłowie Prawa i Sprawiedliwości wskazują jednak, że pominięto tam nazwisko jednego ze sprawców.

– Państwo, którzy zarządzają Instytutem Pileckiego, a także pośrednio tą jednostką u nas w Augustowie, wpadli na taki pomysł, żeby nie zawrzeć jednego z głównych antybohaterów, katów, zbrodniarzy Obławy Augustowskiej – pana Maksymiliana Sznepfa, który tam był na miejscu, który dowodził oddziałami mordującymi polskich patriotów tylko za to, że byli Polakami – zwrócił uwagę poseł Adam Andruszkiewicz z Prawa i Sprawiedliwości.

Maksymilian Sznepf (właśc. Schnepf) to nieżyjący ojciec Ryszarda Schnepfa, dyplomaty, który jest szykowany przez rządzących do roli ambasadora Polski we Włoszech. 
To także teść dziennikarki TVP w likwidacji, Doroty Wysockiej-Schnepf.
Instytut Pileckiego postanowił odpowiedzieć na zarzuty.

„Porucznik Maksymilian Sznepf dowodził jednostką ludowego WP o wielkości 110-160 żołnierzy, która zatrzymała 22 osoby, z których część nigdy nie wróciła do domu. 
W Obławę zaangażowanych było 45 000 żołnierzy, udział jednostki Schnepfa stanowi jedynie 2 promile tych sił” – czytamy we wpisie Instytutu na platformie X.

Wpis spotkał się w internecie z falą krytycznych komentarzy.

„Zhańbili Instytut Pileckiego. Nie dajmy im zniszczyć całej Polski” – napisał były premier Mateusz Morawiecki.

„Instytut Pileckiego stający w obronie zbrodniarzy i rozwadniający ich winę?! Nie mieści się w głowie… »Nie wrócili do domu« to niezły eufemizm w sytuacji, gdy zostali zamordowani za wolną Polskę. Cytując Kazika: Coście, …, uczynili z tą krainą?” – nie krył oburzenia poseł Radosław Fogiel z PiS.

„Boże, dlaczego tak musi być, że życie ludzkie – moich rodaków – staje się aptekarską wyliczanką państwowej instytucji, za którą kryje się relatywizm i pogarda dla… życia, które brutalnie zabrał okupant – Sowiet i jego agenci z LWP! Zabrał też ciało, grób, imię i odmówił pogrzebu!” – podkreślał prof. Sławomir Cenckiewicz.

Politycy Prawa i Sprawiedliwości zapowiadają tymczasem, że nie pozwolą na wymazanie nazwiska Sznepf z listy sprawców obławy augustowskiej.

– My na to nie pozwolimy, będziemy panu Sznepfowi to miejsce, które mu się przynależy – tragiczne miejsce, fatalne miejsce w polskiej historii, jako zdrajcy państwa polskiego, zdrajcy narodu polskiego – przywracać – zaznaczył poseł Adam Andruszkiewicz.

Polityk PiS zapewnił, że przed „Domem Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej” znajdzie się tablica przypominająca o roli Maksymiliana Sznepfa.

Maksymilian Sznepf urodził się w 1920 r. w rodzinie żydowskiej z Drohobycza. 
W 1940 roku na ochotnika wstąpił do Armii Czerwonej, a po 1943 roku – do 1. Polskiej Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. 
W lipcu 1945 r. brał czynny udział w Obławie Augustowskiej. 
Od 1951 do 1953 r. w stopniu podpułkownika stał na czele 1 Oddziału Zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (wywiad i kontrwywiad).

Wstąpił do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. 
Kierował Studium Wojskowym na Uniwersytecie Warszawskim. 
Pełnił funkcję zastępcy dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego, a także był dyrektorem administracyjnym Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w Warszawie. 

Cezary Gmyz: Krzysztof Ruchniewicz w ogóle nie powinien zostać dyrektorem Instytutu Pileckiego

Dziennikarz śledczy Telewizji Republika i tygodnika Do Rzeczy Cezary Gmyz krytykuje politykę historyczną prowadzoną przez Instytut Pileckiego i samo kierownictwo tej instytucji.

Na portalu X Gmyz ujawnił, że w Instytucie Pileckiego odwołany z funkcji rzecznika prasowego ma być Jan Gebert. Dziennikarz ocenił, że były już rzecznik był wyjątkowo nieporadny w swojej roli, tym niemniej sprawcą wszystkich problemów Instytutu Pileckiego jest jego szef, prof. Krzysztof Ruchniewicz.

Od razu sobie powiedzmy, że chociaż Jan Gebert, rzecznik Instytutu Pileckiego, był wyjątkowo nieporadny w sprawowaniu swojej funkcji, to nie on jest sprawcą tych wszystkich rzeczy, które się dzieją w Instytucie Pileckiego. Tak naprawdę stanowisko powinien stracić profesor Krzysztof. Ruchniewicz, zacznijmy od tego, że w ogóle nie powinien tego stanowiska obejmować, ponieważ ciążą na nim zarzuty związane ze sprawowaniem poprzedniego stanowiska, a mianowicie szefa Centrum Wili Branta na Uniwersytecie Wrocławskim.

Cezary Gmyz uważa, że to sam prof. Ruchniewicz powinien stracić stanowisko, a tak naprawdę nigdy nie powinien zostać na nie powołany, ze względu na wątpliwości, co do prawidłowości zarządzania przez niego Centrum im. W. Brandta na Uniwersytecie Wrocławskim. W sprawie tej wrocławska jednostka prokuratury prowadzi śledztwo.

    Każdego niemal dnia dostajemy informacje o katastrofalnej polityce prowadzonej przez Ruchniewicza. Mógłbym długo wymieniać rzeczy, które robił, ale również te, których nie robił. Na przykład nie zrobił zapowiedzianej konferencji w Berlinie, która miała być poświęcona zrabowanym dziełom sztuki, ponieważ stwierdził, że w okresie, kiedy Polska sprawuje prezydencję w UE byłoby to niewygodne dla Niemców – mówi dziennikarz.

Wśród niezrozumiałych decyzji nowego kierownictwa IP Cezary Gmyz wymienia również wygaszanie działania Centrum Lemkina, które dokumentuje zbrodnie na Ukrainie. Za poprzedniej władzy między CL a Prokuraturą Krajową została nawiązana współpraca, w związku ze śledztwem dotyczącym napaści rosyjskiej.

Słynny już tweet dotyczący udziału Maksymiliana Schnepfa w Obławie Augustowskiej Gmyz nazywa relatywizacją zbrodni komunistycznych i przypomina, że był to ojciec obecnego kierownika polskiej placówki w Rzymie, któremu Andrzej Duda nie chciał dać nominacji ambasadorskiej.

za:www.radiomaryja.pl