Na warszawskim Placu Zbawiciela nieopodal kościoła po raz kolejny stanie szyderczy symbol środowisk LGBT. Tym razem ma to być instalacja trwała – metalowa i ognioodporna. Na ten prowokacyjny i szyderczy obiekt usytuowany nieopodal kościoła władze stolicy wyasygnują 700 tys. złotych. Jednocześnie stołeczny magistrat nadal nie wyznaczył nowej lokalizacji pomnika Bitwy Warszawskiej po tym, jak zdecydował, że nie powstanie on na Placu Na Rozdrożu.
– Ta decyzja wpisuje się w politykę lekceważenia Polaków, ich poglądów i tradycji chrześcijańskiej w Polsce. To oburzające! Rafał Trzaskowski jako prezydent Warszawy, sprawujący tę funkcję od lat, nie podejmuje żadnych działań, żeby zbudować pomnik Bitwy Warszawskiej, a wręcz mamy obstrukcję wszelkich prób umiejscowienia tego pomnika w stolicy. Wszystkim powinno dać do myślenia to, że władze Warszawy interesują się ruchami LGBT, natomiast zupełnie nie interesują ich nasi bohaterowie, nasza tradycja narodowa. Fakt, że ciągle nie ma pomnika Bitwy Warszawskiej upamiętniającego obrońców Ojczyzny, którzy w 1920 r. uratowali nie tylko Warszawę, nie tylko Polskę, ale całą cywilizację europejską, to jest niebywały skandal – podnosi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Wojciech Polak, historyk, przewodniczący Kolegium IPN.
Oburzenia nie kryje także prof. Mieczysław Ryba, historyk, politolog z KUL i AKSiM.
– Informacja o planach zainstalowania ideologicznej tęczy w sercu Warszawy w sposób oczywisty budzi nasz sprzeciw i zgorszenie. Niestety, takie informacje nie są dla nas żadnym zaskoczeniem. Rafał Trzaskowski, jako przedstawiciel tzw. elit i były pretendent na urząd Prezydenta RP, wraca do swoich korzeni, do tych „wartości”, w których wzrastał, czyli do rewolucyjnej agendy lewicowej. Depcze przy tym pamięć o Warszawie jako mieście niezłomnym, którego mieszkańcy zapłacili daninę krwi za Ojczyznę. On chce i konsekwentnie do tego zmierza, aby nasza stolica stała się symbolem rozpusty, zgorszenia i dewiacji. Skandal! – stwierdza nasz rozmówca.
Tęczowa instalacja, która prowokacyjnie ma być umieszczona tuż przed jednym z najważniejszych kościołów w stolicy – kościołem Najświętszego Zbawiciela, została zgłoszona do propozycji w ramach tzw. budżetu obywatelskiego. Jak przechwalają się lewicowe środowiska, będzie to nie zwykła tęcza, ale „Łuk LGBT+”. W mieście zamieszkiwanym przez blisko 2 mln osób za sfinansowaniem ideologicznego przedsięwzięcia opowiedziało się jedynie ok. 6 tys. osób. I to wystarczyło, aby miasto zgodziło się przeznaczyć na projekt aż 700 tys. złotych! Tęcza ma oficjalnie stanąć na placu Zbawiciela w czerwcu przyszłego roku. Środowiska lewicowe powielają absurdalną wręcz narrację, że ustawienie tęczy prostopadle w zabytkowej Osi Stanisławowskiej „wpisuje się w założenia urbanistyczne Osi i przywróci tradycyjny charakter placu”!
– To nie żaden łuk LGBT, tylko łuk hańby Rafała Trzaskowskiego – zaznacza dobitnie w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Filip Frąckowiak, warszawski radny PiS.
Przyznaje jednocześnie, że nazwanie tęczy łukiem LGBT jest celowym nawiązaniem do łuku triumfu.
– To ma być triumf środowisk lewicowych. Nie miejmy złudzeń: nadal będzie forsowana narracja o rzekomej dyskryminacji i konieczności zapewnienia praw dla tych osób. Brak zgody na usytuowanie pomnika Bitwy Warszawskiej na placu na Rozdrożu, a jednocześnie zgoda na umieszczenie tęczy na placu Zbawiciela najdobitniej dowodzą, że mamy tu do czynienia nie z respektowaniem praw osób LGBT, ale dawaniem im przywilejów. Dlatego zdecydowali się oni nazwać tęczę łukiem, jako symbolem ich triumfu w stolicy Polski. To bardzo cyniczne i wręcz perfidne działanie – podkreśla Filip Frąckowiak.
Radny zwraca również uwagę, że mimo iż tęczowa instalacja wygrała w konkursie na rozdysponowanie środków w ramach budżetu obywatelskiego, to ratusz miał prawo nie zgodzić się na wydanie środków w tym celu.
– Z jednej strony głosowanie w ramach budżetu obywatelskiego jest w gestii mieszkańców. Jednak miasto mogło nie wyrazić zgody na usytuowanie tego obiektu w tym miejscu. Wtedy projekt byłby niemożliwy do zrealizowania. Przecież wiele pomników całymi latami czeka na decyzje władz miasta o zgodę na posadowienie. Najsłynniejszy to oczywiście pomnik Bitwy Warszawskiej, ale też pomnik gen. Hallera czy pomnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ekipa Trzaskowskiego nie zgodziła się na upamiętnienie w stolicy gen. Tadeusza Rozwadowskiego. Cały czas mamy do czynienia z celową blokadą działań i urzędowych odmów ze strony władz Warszawy – przypomina.
Uważa, że pieniądze, które otrzymały środowiska lewicowe, powinny być przeznaczone na inne cele.
– Nadal brakuje placów zabaw, publicznych toalet czy śmietników miejskich. Przypomnę, że założeniem budżetu obywatelskiego było właśnie realizowanie projektów wynikających z realnych potrzeb mieszkańców, a nie z projektów ideologicznych – stwierdza Filip Frąckowiak.
Nasz rozmówca zaznacza, że w żaden sposób instalacja tęczy na placu Zbawiciela nie wpisuje się w zabytkowe założenia architektoniczne tego prestiżowego miejsca.
Ideologiczny symbol
– Tłumaczenia, że tęcza ma podkreślać Oś Stanisławowską, jest kompletnie pozbawiona sensu. Mam wrażenie, że samo odwołanie się to tego pojęcia ma na celu zmylenie warszawiaków, którzy nie zgadzają się na ponowne oszpecenie placu – akcentuje Filip Frąckowiak.
I dodaje, że usytuowanie symbolu ideologii wrogiej wartościom chrześcijańskim tuż przy kościele Najświętszego Zbawiciela jest cyniczną prowokacją.
– To jest oczywiste, że wybór miejsca nie jest przypadkowy. A zgoda Rafała Trzaskowskiego na tę ohydną prowokację świadczy o kompletnym braku szacunku dla warszawiaków i pięknej historii Warszawy, a także jest przejawem ich dyskryminacji – zwraca uwagę radny.
Z tą oceną zgadza się prof. Wojciech Polak.
– Należy wręcz powiedzieć, że to przejaw dyskryminacji i prowokacji wymierzonej względem wszystkich Polaków. To jest lekceważenie naszych poglądów i całej tradycji chrześcijańskiej w Polsce. Rafał Trzaskowski woli hołdować antywartościom i grupom lewicowym, niż wspierać tradycje narodowe. Zgoda na ustawienie ideologicznego symbolu tuż przy kościele ku czci Chrystusa Zbawiciela została wydana nieprzypadkowo i z celową złośliwością, nie ma wątpliwości – mówi prof. Wojciech Polak.
Akcentuje, że ideologia, którą tak uporczywie forsuje Rafał Trzaskowski, jest de facto narzucaniem dyktatu neobolszewizmu.
– Ten neobolszewizm, zwłaszcza środowisk lewicowo-liberalnych, jest coraz bardziej zauważalny. Lekceważeni są ludzie o poglądach tradycyjnych, narodowych, chrześcijańskich. A to jest związane z nowymi, modnymi, krzykliwymi i niezwykle płytkimi ideologiami o nastawieniu antychrześcijańskim. I tę modę narzuca Rafał Trzaskowski – konstatuje.
Historyk dzieli się inną gorzką refleksją.
– Wprawdzie rządy sprawowane przez ekipę Tuska są iście dyktatorskie, to jednak żyjemy w kraju wolnym i niepodległym. I ten fakt zawdzięczamy właśnie tym obrońcom, którzy w 1920 r. zatrzymali czerwoną zarazę. Gdyby nie zwycięstwo Bitwy Warszawskiej, to stalibyśmy się krajem bolszewickim. Na pewno losy naszej Ojczyzny potoczyłyby się zupełnie inaczej, ale także inaczej potoczyłby się losy całej Europy, bo bolszewicy mieli szansę dotrzeć do Oceanu Atlantyckiego. To smutne, że dziś nawet prezydent Warszawy tego doniosłego zwycięstwa nie docenia. Cała polityka tego rządu jest nastawiona na umniejszanie doniosłości tego wielkiego zwycięstwa – mówi.
I dodaje, że my, Polacy, zawsze byliśmy związani z historią, opieraliśmy swoje decyzje, wartości na historii, która była wspaniała, chrześcijańska i zawsze przyświecała Polakom.
– Dlatego naszym obowiązkiem jest dbanie o to, aby nasi bohaterowie i wielkie wydarzenia z naszej historii były odpowiednio honorowane – argumentuje.
Złudzeń co do chęci upamiętnienia przez władze Warszawy bohaterów broniących stolicy, Polski i całej Europy przed bolszewickimi komunistami nie ma prof. Mieczysław Ryba.
– Tylko chwilowo, na czas prowadzenia kampanii prezydenckiej, czyli na czas pozowania na patriotę, Rafał Trzaskowski byłby w stanie obiecać postawić pomnik wielkim bohaterom Bitwy Warszawskiej. Ale jesteśmy już po kampanii, dlatego Trzaskowski nie musi już udawać. Może za to przyspieszyć i rozpędzić lewicową agendę. Efekt jest taki, że dopóki pełni on funkcję prezydenta Warszawy i dopóki władza w Warszawie będzie w rękach lewicy, to tak długo pomnika nie będzie. Będziemy za to się wstydzili Warszawy, która już jest forpocztą rewolucji genderowej i która – jak wiele innych stolic Europy – chce się stać miejscem dominacji, a wręcz dyktatu ideologów. Dlatego tak ważne jest, aby na każdym kroku, przy każdej okazji ostrzegać Polaków przed całym lewicowym środowiskiem, które polską suwerenność, niepodległość, wywalczoną krwią milionów Polaków, bez krzty refleksji poświęca, czy wręcz oddaje w imię chorej i destrukcyjnej ideologii – przyznaje politolog.
za:www.radiomaryja.pl
***
Żal.
Zwiedzeni też mają dusze.
Nieśmiertelne.
A za wszystko przyjdzie "zapłacić"...
Żal...
k
PS. A swoją drogą-jak to dobrze, że nie jestem już warszawiakiem...