Była radna KO cieszyła się ze spalenia krzyża. Teraz wydała oświadczenie

Radna miejska ze Stargardu Monika Kirschenstein podczas Świąt Wielkanocnych wstawiła na Facebook post ze zdjęciem płonącego papieskiego krzyża w Warszawie i dodała do niego opis: „Piękny widok”. Teraz twierdzi, że padła ofiarą... nagonki.

Przypomnijmy: Do groźnego incydentu doszło w Wielki Piątek ok. godz. 15:30 przed kościołem pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego przy ul. Rzymowskiego na warszawskim Mokotowie. Zapalił się tam krzyż przed świątynią, pod którym w św. Jan Paweł II wygłosił słynną homilię w czasie pierwszej pielgrzymki do Polski.

„Piękny widok”

Radna Monika Kirschenstein znana jest w mediach społecznościowych z udostępniania antyklerykalnych i wulgarnych - nieprzychylnych Kościołowi wpisów. Teraz postanowiła "zabłysnąć" kolejnym skandalicznym postem ze zdjęciem płonącego krzyża i wymownym podpisem. Piękny widok — napisała Monika Kirschenstein.

Nawet lokalna Koalicja Obywatelska, dzięki której Monika Kirschenstein trafiła do rady miasta, teraz odcina się od niej i twierdzi, że jej enuncjacje "to niedopuszczalna prowokacja i brak szacunku dla uczuć religijnych mieszkańców". Pytaniem retorycznym pozostaje tylko, czy nie znali jej poglądów wcześniej, gdy wpuścili ją na swoje listy wyborcze.

Stargardzka KO odcięła się od swojej dawnej radnej Moniki Kirschenstein po jej okropnym wpisie w sprawie krzyża, który spłonął w Warszawie. 

Miejscowy oddział partii stanowczo odciął się od wpisu Kirschenstein i wezwał do jego usunięcia oraz przeprosin. Kobieta już wcześniej usunęła wpis. Przeprosin nie wystosowała.

"Koalicja Obywatelska Stargard stanowczo odcina się od skandalicznego wpisu radnej Moniki Kirschenstein, która publikuje zdjęcie płonącego krzyża. Ten post to niedopuszczalna prowokacja i brak szacunku dla uczuć religijnych mieszkańców" – napisano na profilu stargardzkiej KO.
Od sierpnia 2025 nie jest radną Koalicji

"Monika Kirschenstein NIE jest członkinią Klubu Radnych Koalicji Obywatelskiej od 19 sierpnia 2025 roku, kiedy została zawieszona, a następnie zrezygnowała z członkostwa w Klubie i została pozbawiona członkostwa w Platformie Obywatelskiej. Jej działania nie odzwierciedlają wartości KO" – zaznaczono.

"Wzywamy do usunięcia wpisu i przeprosin. Mieszkańcy Stargardu zasługują na szacunek, nie podziały" – podsumowano.

Archidiecezja Warszawska poinformowała w komunikacie, że krzyż zostanie odbudowany. Nie wiadomo, czy doszło do podpalenia, czy wypadku. Sprawą zajmuje się policja. Według wstępnej oceny służb, krzyż zajął się ogniem od ustawionych pod nim zniczy. Niewykluczone, że do pożaru przyczyniła się metalowo-drewniana konstrukcja krzyża. 

Brak skruchy i udawanie ofiary

Choć na profilu na facebooku radna już usunęła obraźliwy post, teraz wydała w tej sprawie oświadczenie. Próżno jednak spodziewać się w nim skruchy, czy przeprosin dla katolików i chrześcijan. Zamiast tego zdaje się potwierdzić, że radość z powodu płonącego krzyża to jej "znane poglądy na temat symboli religijnych", a powszechne oburzenie na jej zachowanie to "nagonka": Oświadczam, że nagonkę medialną na mnie rozpętał przy pomocy swoich troli podejrzewany przez prokuraturę o wiele przestępstw znany hejter D. Matecki.[...] Moje poglądy na temat jakichkolwiek symboli religijnych w świeckiej przestrzeni publicznej (gwarantowanej Polkom i Polakom przez Konstytucję RP) są powszechnie znane.

Katolicy to nie ludzie?

I jeszcze jedno. W opisie swojego profilu na facebooku radna uwypukla hasło: Przede wszystkim ludzie. Widocznie empatia, którą stara się epatować, nie dotyczy katolików. Dla niej płonące symbole, najważniejsze dla chrześcijan to "piękny widok". Czyli albo katolicy, to nie ludzie, albo dla niej ważni są wszyscy oprócz katolików. Więc można się cieszyć, gdy dzieje im się krzywda. 

O poziomie zacietrzewienia radnej świadczy fakt, że z formacji Tuska odeszła, zarzucając partii „klerykalizm i poddańczy stosunek do hierarchów skompromitowanej instytucji Kościoła katolickiego”. Głosów ze strony ważniejszych polityków strony liberalnej w święta nie słyszeliśmy, a przynajmniej nie przebiły się one do szerszej publiczności, choć wielu z nich, składając życzenia, potrafiło – co nie zawsze było normą – wspomnieć o powodzie, z jakiego wysyła ten komunikat do swoich czytelników i sympatyków. Na pewno nie mieliśmy do czynienia z falą oburzenia, państwo nie skorzystało z okazji, by wokół tego dramatycznego wydarzenia próbować budować jakąkolwiek wspólnotę, choć przecież symbolika zarówno samego nieszczęścia, jak i szerszego kontekstu aż się o to prosi. 

Tacy to "nowocześni" wybiórczy demokraci.

za:dorzeczy.pl


***
W sumie - biedna kobiecina. 
Lewi też mają dusze. 
Nieśmiertelne. 
A za wszystko przyjdzie zdać rachunek. 
Wieczny... 
Jeżeli nie nastąpi opamiętanie i ekspiacja...
k