Ależ nastąpił zmasowany atak lewactwa na papieża Leona XIV w ostatnich dniach. Wszystko dlatego, że Ojciec Święty sprzeciwił się planom niemieckiego kardynała Marxa, który oświadczył, że będzie błogosławił związki homoseksualne. Leon powiedział „nie” – i się zaczęło. Progresistom puściły wszelkie hamulce i wiele przykrych czy wręcz wulgarnych słów poleciało w stronę papieża. Nazywają go nawet faszystą. Ale i tak najciekawsza w tym wszystkim jest właśnie reakcja papieża.
Uporządkujmy fakty. Kilka dni temu kard. Marx, biskup Monachium, ogłosił że będzie błogosławił pary jednopłciowe. Jest o tym film na naszym kanale. Niemiecki kardynał wykorzystał czas, kiedy Leona nie było w Rzymie, bo był na pielgrzymce w Afryce. Wracając w samolocie dziennikarze zapytali papieża o decyzję kard. Marxa, którą podjął wbrew jasnym poleceniom samego Ojca Świętego. Papież odpowiedział zdecydowanie i spokojnie, czyli w swoim stylu. Sami zobaczcie, daję Wam pełny cytat, żeby nie było niedomówień:
„Przede wszystkim myślę, że bardzo ważne jest zrozumienie, iż jedność albo podział w Kościele nie powinny koncentrować się wokół kwestii seksualnych. Mamy dziś tendencję do myślenia, że kiedy Kościół mówi o moralności, to jedynym tematem moralnym jest seksualność. Tymczasem ja uważam, że istnieją znacznie większe i ważniejsze kwestie – takie jak sprawiedliwość, równość, godność mężczyzn i kobiet czy wolność religijna – i one wszystkie mają pierwszeństwo przed tą jedną konkretną sprawą.
Stolica Apostolska już wypowiedziała się wobec niemieckich biskupów. Jasno dała do zrozumienia, że nie zgadza się na sformalizowane błogosławienie par – w tym przypadku par homoseksualnych, o które pytasz, czy też par żyjących w sytuacjach nieregularnych – poza tym, co zostało, jeżeli ktoś tak to chce nazwać, dopuszczone przez papieża Franciszka. A Franciszek mówił jedynie, że wszyscy ludzie – a nie związki – otrzymują błogosławieństwo – kiedy kapłan udziela błogosławieństwa na końcu Mszy świętej albo kiedy na przykład papież błogosławi na zakończenie wielkiej uroczystości – są to błogosławieństwa dla wszystkich ludzi.
Słynne, a zarazem niesławne i bardzo dobrze znane wyrażenie Franciszka „tutti, tutti, tutti” jest wyrazem wiary Kościoła, że wszyscy są mile widziani, wszyscy są zaproszeni, wszyscy są wezwani do pójścia za Jezusem, a także wszyscy są wezwani do nawrócenia i przemiany swojego życia. Pójście dalej niż to, moim zdaniem, może przynieść więcej podziału niż jedności. Naszą jedność powinniśmy budować na Jezusie Chrystusie i na tym, czego Jezus Chrystus naucza.”
Wracając do wypowiedzi papieża to bardzo ważne jest już samo pierwsze wskazanie Leona XIV, że moralność i życie człowieka to coś znacznie więcej niż seks. Współczesny Zachód – szczególnie od pokolenia ’68 – narzucił narrację, wedle której wszystko rozgrywa się od pasa w dół, jakby cała antropologia człowieka sprowadzała się do seksualności. Tymczasem najważniejsze rzeczy rozgrywają się od pasa wzwyż – w sumieniu, w rozumie, w duszy, w relacji człowieka z Bogiem, w sprawiedliwości, odpowiedzialności, wolności i prawdzie. Bardzo dobrze, że papież nie ulega tej neomarksistowskiej propagandzie i jasno ją rozpoznaje, przywracając właściwą hierarchię spraw.
Po drugie – Leon XIV kolejny raz bardzo jasno mówi, że Kościół nie zgadza się na żadne związki homoseksualne. Powtarza to już wielokrotnie i nie pozostawia tu miejsca na dowolne interpretacje. Co więcej, podkreśla, że Stolica Apostolska już kontaktuje się z niemieckimi biskupami i nie pozostaje wobec tego bezczynna. Kościół działa powoli, ale działa. To jest niezwykle istotne, bo wielu miało wrażenie, że Watykan tylko milczy i przygląda się niemieckiemu rozkładowi doktrynalnemu. Tymczasem papież jasno pokazuje, że granice zostały wyznaczone.
Leon XIV odwołuje się również do Franciszka i porządkuje zamieszanie wokół nieszczęsnego dokumentu Fiducia supplicans. Dokument ten został napisany w sposób niejasny, dwuznaczny i otworzył pole do bardzo szerokich, często wręcz rewolucyjnych interpretacji – szczególnie w Europie Zachodniej iw Niemczech. Ale dziś najważniejsze nie jest już to, jak różni komentatorzy chcieli go rozumieć, tylko jak interpretuje go papież, bo to on posiada władzę autentycznej interpretacji. A Leon XIV mówi jasno: błogosławieństwo dotyczy osób, nie par ani związków. Każdy człowiek – także żyjący w grzechu – jest dzieckiem Bożym i może prosić o błogosławieństwo. Ale Kościół nie błogosławi samej relacji grzesznej ani nie nadaje jej pozoru moralnej legitymizacji. Papież bardzo wyraźnie sprzeciwia się wszelkim próbom tworzenia oficjalnych rytuałów czy ceremonii dla par homoseksualnych, nazywając to przekroczeniem dokumentu i realnym ryzykiem rozłamu w Kościele. W praktyce Leon XIV bardzo mocno wyhamowuje to, co za Franciszka było interpretowane znacznie szerzej przez część episkopatów zachodnich.
Po trzecie – bardzo mocne jest to, że Leon nazywa slogan Franciszka „tutti, tutti, tutti” czymś niesławnym, choć zarazem dobrze znanym. To znaczące. Ale trzeba tu zachować katolicką równowagę. Kościół przecież składa się z grzeszników, nie ze świętych doskonałych. Chrystus powiedział jasno: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem”. To nie jest wezwanie do relatywizmu, ale przypomnienie, że Kościół nie jest klubem ludzi moralnie nieskazitelnych, tylko szpitalem dla grzeszników. Nie możemy popaść w faryzeizm, w przekonanie, że „my jesteśmy czyści”, a inni mają stać za drzwiami. Pięknie oddaje to anegdota o abp. Fultonie Sheenie. Kiedy dziennikarz powiedział mu, że nie może patrzeć na Kościół, bo jest pełen obłudników, Sheen odpowiedział: „Nie przejmuj się, znajdzie się jeszcze miejsce dla kolejnego”. To jest właśnie katolicki realizm – wszyscy potrzebujemy nawrócenia, ale nawrócenie nie oznacza akceptacji grzechu.
I wreszcie punkt stały u Leona XIV – Chrystus jest w centrum. Nie ideologia, nie presja mediów, nie oczekiwania świata, nie niemieckie eksperymenty synodalne, ale Jezus Chrystus i Jego nauka. Papież mówi jasno: naszą jedność budujemy na Chrystusie i na tym, czego On naucza. Od tej nauki nie możemy odejść, choćby cały świat naciskał w przeciwną stronę. I to jest naprawdę bardzo uspokajające. Bo w czasach wielkiego zamieszania najważniejsze jest właśnie to: wiedzieć, że Piotr nadal wskazuje na Chrystusa, a nie na ducha epoki.
W Niemczech i w świecie zachodnim ta konferencja odbiła się szerokim echem, a środowiska liberalne – zwłaszcza te w Kościele – przyjęły ją bardzo źle, mówiąc że to krok wstecz, że Kościół znów się zamyka i wraca na tory Jana Pawła Ii i Benedykta XVI. W ich mniemaniu to oczywiście obelgi, choć dla nas to brzmi oczywiście cudownie. Przykładem tego, jak bardzo Niemców rozzłościła jasna postawa papieża jest chociażby wypowiedź pisarki Nory Bossong, który w mediach katolickich (tak jest, w mediach katolickich a nie liberalnych) powiedziała tak:
„Nasila się raczej wrażenie, że Leon XIV buduje mosty między konserwatystami i faszystami czy reakcjonistami, godząc się przy tym świadomie na to, że mosty prowadzące do progresistów coraz bardziej się kruszą.”
I dalej skarży się Bossong na łamach oficjalnych mediów katolickich w Niemczech, że papież Leon XIV jest zbyt poufały wobec Bractwa św. Piusa X, a także że zupełnie niezrozumiały jest zakaz błogosławieństwa związków homoseksualnych przez papieża Leona XIV. Jak widzicie, to nie jest więc tak, że słowa papieża można inaczej interpretować. Niemcy doskonale wiedzą, jaka jest oficjalna nauka papieża i nie mogą się z tym pogodzić. Nora Bossong mówi wręcz, że dla niemieckich katolików – tych liberalnych i lewicowych, jak ich nazywa – obecnie pozostaje tylko opcja imigracji wewnętrznej, bo z tym papieżem liberałowie dogadać się nie mogą. To wszystko są autentyczne słowa z Niemiec, na oficjalnej stronie archidiecezji kolońskiej domradio.de. Każdy z Was może sobie wejść i sprawdzić.
Nas te wieści powinny bardzo cieszyć, bo widać, że strona liberalna jest wyraźnie zawiedziona. Myśleli, że Leon XIV będzie kontynuatorem linii Franciszka, ale coraz częściej i mocniej widzą, że tak nie jest.
Adam Sosnowski
za:bialykruk.pl