O wyjściu z aresztu dziennikarza poinformował na X jeden z jego obrońców Łukasz Pawelski. Leszka Kraskowskiego aresztowano br. w czerwcu pod kontrowersyjnymi zarzutami. Chodzi o to, że komendant policji z Piaseczna ogłosił, że Kraskowski groził mu śmiercią, chociaż wiadomość wysłano z anonimowego konta podpisanego tylko imieniem i nazwiskiem, dziennikarza. Publicysta miał też mieć, zdaniem policji, broń bez pozwolenia. „Uzbrojenie” nie było – wg. obrońców – bronią ostrą. Od samego początku w obronie Kraskowskiego występowało Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Od początku przeciwko uwięzieniu Kraskowskiego pod mocno problematycznymi zarzutami protestowało SDP i CMWP SDP, wzięło również w pikiecie przed aresztem śledczym, gdzie siedział Kraskowski.
CMWP SDP zorganizowało zbiórkę na pomoc dziennikarzowi, który ujawnił aferę Polnordu i jej związku z działalnością mec. Romana Giertycha, posła KO i prominentnego polityka rządzącej koalicji.
Kaucję wpłacił Tomasz Sakiewicz
Prezes Telewizji Republika Tomasz Sakiewicz wpłacił kaucję za Leszka Kraskowskiego. Dziennikarz opuścił dziś areszt, choć w zamian zastosowane będą inne środki zapobiegawcze.Dziennikarz śledczy Leszek Kraskowski został zatrzymany w sobotę 6 czerwca. Po 27 dniach opuścił areszt, dzięki wpłaconej na konto prokuratury kaucji przez prezesa Republiki.
Jak się okazuje, śledczy sami zwątpili w wersję o groźbach, które miał rzekomo wysyłać Kraskowski.
„Poczynione dotąd ustalenia co do okoliczności wysłania e-maila z groźbami wobec Komendanta Powiatowego Policji w Piasecznie zdezaktualizowały przesłankę dużego prawdopodobieństwa popełnienia przez Leszka K. tego przestępstwa. Obok wersji śledczej wskazującej tego podejrzanego jako sprawcę gróźb karalnych nie sposób obecnie odrzucić alternatywnej możliwości popełnienia tego czynu przez inną bądź inne osoby. Zabezpieczone dowody o charakterze rzeczowym nie pozwalają w chwili obecnej na kategoryczne przypisanie tego czynu w warunkach jednosprawstwa Leszkowi K. jak również i osobom wskazanym przez obronę”- wskazano w komunikacie Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Kraskowski usłyszał zarzuty kierowania gróźb karalnych i nielegalnego posiadania broni. Sąd Rejonowy w Piasecznie 9 czerwca zdecydował - na wniosek prokuratury - o trzymiesięcznym areszcie dla dziennikarza, który opisywał w szczegółach aferę Polnordu. Wątpliwości budzi choćby to, że na posiedzeniu nie było adwokata, gdyż ten zbyt późno dowiedział się o rozprawie. W sprawie nie brakuje jednak także innych kontrowersji i nieścisłości.
Obrońca po wyjściu dziennikarza z aresztu: „To początek batalii"
Tuż po jego wyjściu głos zabrał obrońca, adwokat Łukasz Pawelski, który mówił o „potężnej akcji propagandowej" wymierzonej w jego klienta i zapowiedział dalszą walkę o wykazanie jego niewinności. - To początek pewnej batalii, będziemy mieli bardzo dużo pracy przed sobą - podkreślił.
Adwokat na wstępie podziękował współpracownikom oraz osobom obecnym na miejscu. Przypomniał też okoliczności, w jakich włączył się w sprawę.
- W tej sprawie nie występowałem w obronie sam, dziękuję mecenasom, którzy mnie wspomagali. O zatrzymaniu klienta dowiedziałem się kilka minut przed posiedzeniem aresztowym. Od samego początku chciałem dostać się i nawiązać kontakt, wiedziałem, że na pewno potrzebuje mojej pomocy - mówił mec. Pawelski.
„Cieszę się, że mój klient jest na wolności"
Obrońca nie krył satysfakcji z tego, że jego klient odzyskał wolność, jednocześnie zapowiadając, że sprawa jest daleka od zakończenia.
- Cieszę się, że udało się doprowadzić do tego, że mój klient jest na wolności. To początek pewnej batalii, będziemy mieli bardzo dużo pracy przed sobą. Leszek Kraskowski może jako osoba wolna poruszać się po Polsce i podejmować aktywnie obronę. Mam nadzieję, że skorzysta z tego czasu i będzie współpracował z obrońcami, byśmy mogli dowieść jego niewinności - powiedział adwokat.
„Potężna akcja propagandowa"
Mec. Pawelski odniósł się również do medialnego wymiaru sprawy, mówiąc o jednostronnym — jego zdaniem — przekazie na temat dziennikarza.
- Mieliśmy do czynienia z potężną akcją propagandową, która miała mojego klienta postawić w niekorzystnym świetle, a z uwagi na to, że jestem jego obrońcą i będę musiał wykazywać jego niewinność, była to dla mnie sytuacja niekomfortowa - stwierdził.
Jak dodał, jego rolą nie jest zastępowanie klienta w wypowiedziach publicznych, ale reagowanie na jednostronną narrację. - Nie jestem rzecznikiem mojego klienta, ale mam obowiązek reagować na jednostronny przekaz. Fala hejtu i na mnie się wylała, z tym się liczyłem. Najważniejszy był dla mnie od samego początku redaktor Kraskowski, bardzo się cieszę, że jest po tej stronie muru - podkreślił obrońca.
Przypomnijmy, Leszek Kraskowski to dziennikarz śledczy, który został zatrzymany na początku czerwca, a Sąd Rejonowy w Piasecznie - na wniosek prokuratury - zdecydował o jego trzymiesięcznym tymczasowym aresztowaniu. Prokuratura postawiła mu zarzuty kierowania gróźb karalnych wobec komendanta powiatowego policji w Piasecznie oraz nielegalnego posiadania broni i amunicji. Dziś, po 27 dniach aresztu, prokuratura stwierdziła, że groźby... mógł jednak napisać ktoś inny.
Ziobro o sprawie Leszka Kraskowskiego. „Gigantyczny skandal i nadużycie"
Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro w mocnych słowach skomentował w TV Republika sprawę dziennikarza Leszka Kraskowskiego, który po blisko miesiącu opuścił areszt. Mówił o „gigantycznym skandalu i nadużyciu", a podziękowania skierował do prezesa TV Republika Tomasza Sakiewicza.
Ziobro rozpoczął od podziękowań dla prezesa TV Republika, który wpłacił za Kraskowskiego poręczenie majątkowe. Przy okazji skrytykował inne media.
„Zacznę od podziękowań dla redaktora Sakiewicza, który po raz kolejny stanął na wysokości zadania i zrobił to, czego nie zrobiła ogromna większość mainstreamowych mediów, które mają usta pełne frazesów o wolności mediów, a kiedy przyszedł czas próby, zawiedli i skompromitowali się" - powiedział.
Były minister sprawiedliwości ocenił całą sprawę wyjątkowo surowo. „To, co stało się z redaktorem Kraskowskim, to gigantyczny skandal i nadużycie. To przejdzie do annałów podręczników, z których będą się uczyć studenci prawa, w jaki sposób za czasów Donalda Tuska dochodziło do nadużyć" - stwierdził Ziobro.
Jak dodał, jego zdaniem dziennikarz padł ofiarą prowokacji. „Kraskowski wykonał kawał znakomitej pracy dziennikarskiej. Ujawnił kulisy gigantycznego złodziejstwa. Szukano pretekstu i zorganizowano ten pretekst" - mówił.
Ziobro odniósł się też do maila, który stał się podstawą zatrzymania dziennikarza. Zakwestionował jego wartość dowodową. „Tego rodzaju mail wysłany z anonimowego konta przez osobę, która podpisała się imieniem i nazwiskiem w tym przypadku redaktora Kraskowskiego, to nie jest żaden dowód. Tam mógł być podpis Donalda Tuska" - ocenił.
Jego zdaniem zatrzymanie miało związek z dziennikarską aktywnością Kraskowskiego. „Szukali pretekstu, żeby w oparciu o tego rodzaju prowokacyjny email aresztować zasłużonego dziennikarza" - mówił, formułując pod adresem premiera ironiczną uwagę.
Dla pełnego obrazu konieczne jest przypomnienie faktów. Leszek Kraskowski został zatrzymany 6 czerwca, a Sąd Rejonowy w Piasecznie zdecydował o jego trzymiesięcznym areszcie. 3 lipca Prokuratura Okręgowa w Warszawie uchyliła ten środek, stosując w zamian poręczenie, dozór policyjny, zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej oraz zakaz opuszczania kraju. Co istotne, prokuratura zmieniła ocenę jednego z wątków - uznała, że dotychczasowe ustalenia dotyczące e-maila z groźbami wobec komendanta policji w Piasecznie nie pozwalają już przyjąć wysokiego prawdopodobieństwa, że jego autorem był Kraskowski.
Sakiewicz o sprawie Kraskowskiego: Śmierdzi mi to komuną. I to w najgorszym stopniu
Jeśli pozwoli się wsadzić jednego niewinnego dziennikarza i zamknąć mu usta to pozwolimy na zamknięcie wszystkich. Leszek Kraskowski przecież nie jest moim fanem - wielokrotnie mnie krytykował. Mi to zupełnie nie przeszkadza, nawet jeśli nie miał racji - mówił w Republice Tomasz Sakiewicz, komentując wyjście na wolność dziennikarza śledczego.
Dziennikarz śledczy Leszek Kraskowski został zatrzymany w sobotę 6 czerwca. Po 27 dniach opuścił areszt, dzięki wpłaconej na konto prokuratury kaucji przez prezesa Republiki.
Tomasz Sakiewicz zjawił się na antenie tuż po wyjściu na wolność Kraskowskiego.
- Zadzwonił do mnie ktoś od adwokata Leszka Kraskowskiego z pytaniem, czy nie moglibyśmy wpłacić kaucji. Leszek został pozbawiony środków do życia - przekazał.
Jak mówił, „sprawa Kraskowskiego była skandaliczna, była wyrzutem sumienia polskiego dziennikarstwa”.
- Zamknięto dziennikarza śledczego tylko za to, że dopadł znanego polityka. Takiego, który powinien już dziesięć razy siedzieć w więzieniu za różne rzeczy. Kraskowski dopadł go na bardzo poważnej aferze. Miał na to niezbite dowody - przywołał.
Padły słowa uznania wobec dziennikarza Gazety Wyborczej:
„nawet Wojciech Czuchnowski, na temat którego mam wyrobione zdanie od wielu lat, zachował się w tej sprawie przyzwoicie. Po tym nagle, chyba z kręgów władzy, przyszedł bardzo ostry sygnał. Nagle naciśnięci dziennikarze się wycofują. My tej sprawy nie zostawiliśmy do końca. Nawet wtedy, kiedy spadała nam oglądalność”.
- Jeśli pozwoli się wsadzić jednego niewinnego dziennikarza i zamknąć mu usta to pozwolimy na zamknięcie wszystkich. Leszek Kraskowski przecież nie jest moim fanem - wielokrotnie mnie krytykował. Mi to zupełnie nie przeszkadza, nawet jeśli nie miał racji - dodał.
- Jednak sam fakt, że wolno zamknąć dziennikarza tylko dlatego, że nacisnął na odcisk władzy, śmierdzi komuną. I to w najgorszym stopniu - ocenił Sakiewicz.
Przypomnijmy, Leszek Kraskowski to dziennikarz śledczy, który został zatrzymany na początku czerwca, a Sąd Rejonowy w Piasecznie - na wniosek prokuratury - zdecydował o jego trzymiesięcznym tymczasowym aresztowaniu. Prokuratura postawiła mu zarzuty kierowania gróźb karalnych wobec komendanta powiatowego policji w Piasecznie oraz nielegalnego posiadania broni i amunicji. Dziś, po 27 dniach aresztu, prokuratura stwierdziła, że groźby... mógł jednak napisać ktoś inny.
Kraskowski przekonany, że ktoś go wkopał. "Całą robotę wykonano profesjonalnie"
Byłem przekonany, że to dzieło jakiegoś szaleńca, który podpiął się pod jakąś grupę Silnych Razem, ale zaczynam zmieniać zdanie. Cała ta robota została wykonana profesjonalnie - tak o sekwencji zdarzeń, która poskutkowała blisko miesięcznym aresztem, mówił w Republice Leszek Kraskowski. Dziennikarz wyszedł na wolność po uiszczeniu kaucji przez prezesa Republiki.
Tuż po wyjściu z aresztu, Kraskowski rozmawiał z Republiką. - Wyszedłem nie do końca na wolność. Zabrano mi paszport, nie mogę w ogóle wyjeżdżać z kraju, jest zakaz kontaktu z różnymi osobami. Bardzo się cieszę, że jestem na świeżym powietrzu, ale nie jest to wolność, o której bym marzył - rozpoczął dziennikarz.
Przyznał, że „pluskwy nie były najgorsze”. - Najgorsze były ostatnie dni przez upał. W niedzielę był wręcz bunt więźniów - dodał.
Dopytywany o jeden z zarzutów, dotyczący gróźb karalnych, tłumaczył:
„nie można stwierdzić, że jestem autorem tego maila, bo nim nie jestem. Powtarzam od początku, że ja tego maila nie napisałem. Nie trzeba być dziennikarzem śledczym z 36-letnim stażem pracy, by stwierdzić, że to typowy fejk. Konto, z którego go wysłano, utworzono w dniu, w którym wysłano wiadomość. Zrobiono wszystko, by prokuratura nie mogła dojść do tego, kto faktycznie to wysłał”.
- To, co wyrabiał sędzia wojskowy, który wydawał postanowienie o tymczasowym moim aresztowaniu, to coś nieprawdopodobnego. Czułem się, jakby był rok 1952. Brakowało tylko portretu Stalina. Pozwolił mi mówić przez trzy minuty, po czym odesłał mnie tutaj (do aresztu -red.), bym odpoczął sobie od pracy - przywołał.
I dalej: „dziś bardzo długo byliśmy w prokuraturze. Pan mecenas pokazał mi kilka ciekawych rzeczy. Mnie spadły buty. Byłem przekonany, że to dzieło jakiegoś szaleńca, który podpiął się pod jakąś grupę Silnych Razem, ale zaczynam zmieniać zdanie. Cała ta robota została wykonana profesjonalnie”.
- Bardzo serdecznie dziękuję Telewizji Republika i osobiście prezesowi Sakiewiczowi. Mój majątek to jest dwa tysiące. To wszystko, co mam. Nie stać byłoby mnie na to poręczenie - zwrócił się do prezesa stacji.
Kraskowski ujawnia dane mężczyzny, który miał go zaatakować
"Nożownik z Piaseczna, który zaatakował mnie 22 maja i groził, że mnie zabije, jeśli do końca maja nie opuszczę Polski to Paweł Kunz, podróżnik. W jednej ręce miał surwiwalowy nóż, w drugiej - gaz łzawiący." - informuje na platformie X dziennikarz, Leszek Kraskowski.
Jak podkreśla Kraskowski policja w Piasecznie zatrzymała napastnika bardzo szybko, bo już następnego dnia i przesłuchała. Miało też dojść do zabezpieczenia telefonu opisywanego napastnika. Kraskowski przypomina jak wyglądała sytuacja i próba zastraszania.
Nigdy jego "wystąpienia" nie zapomnę. - Potnę cię, a jak przyjedzie policja to powiem, że się na mnie rzuciłeś i działałem w obronie własnej. Trafiłeś na niewłaściwych ludzi. 20 lat ci się udawało, ale to koniec. Odp(...) się od Pińskiego i od Giertycha. Masz czas do końca maja, żeby wyp(...) do Albanii. A jak nie, to cię dojedziemy." - opisuje całe zdarzenie w ostrych słowach na platformie X dziennikarz.
Leszek Kraskowski zawiadomił o tej sytuacji organa ścigana. Człowiek, który miał grozić dziennikarzowi nadal przebywa na wolności.
„Myślałem, że to żart szaleńca”. Leszek Kraskowski po wyjściu z aresztu opowiada o śledztwie
Dziennikarz Leszek Kraskowski przyznaje, że ostatnie tygodnie były dla niego doświadczeniem, którego nigdy się nie spodziewał.
– To był najtrudniejszy z moich dotychczasowych reportaży uczestniczących. Reportaż, którego nie planowałem – mówi.
Kraskowski zaznacza, że podczas wizyty w prokuraturze zapoznał się z materiałami, których – jak podkreślił – nie może ujawniać ze względu na tajemnicę śledztwa.
Jak wyjaśnia, właśnie te informacje sprawiły, że jego spojrzenie na całą sprawę diametralnie się zmieniło.
– Jestem w lekkim szoku. Zobaczyłem pewne materiały w prokuraturze, o których niestety nie mogę mówić, dlatego że gdybym o nich powiedział, to zaraz dostałbym kolejne zarzuty dotyczące ujawnienia tajemnicy śledztwa.
Fałszywy mail i groźby wobec policji
Dziennikarz odnosi się również do sprawy wiadomości e-mail, która stała się podstawą jego zatrzymania.
Przypomina, że wiadomość miała trafić do Komendy Powiatowej Policji w Piasecznie, a później także do komisariatu w Prażmowie. Według jej treści miał planować zabójstwo komendanta policji, a następnie popełnienie samobójstwa.
Kraskowski przekonuje, że początkowo sądził, iż chodzi o prowokację pojedynczej osoby.
– „Myślałem, że cała ta akcja z tym fejkowym mailem to kwestia jakiegoś szaleńca, który postanowił sobie ze mnie zadrwić.”
Jak twierdzi, materiały przedstawione mu przez śledczych doprowadziły go jednak do innych wniosków.
– Dzisiaj wiem, że to nie jest samotny szaleniec. Nawet jeżeli jest szaleniec, to nie działa sam. Działa w grupie i to bardzo dobrze zorganizowanej.
„Zostałem zaatakowany przez grupę profesjonalistów”
Kraskowski zaznacza, że nie jest specjalistą od informatyki i dlatego nie chce formułować daleko idących ocen dotyczących technicznych aspektów sprawy. Nie ukrywa jednak, że to, co zobaczył w aktach, zrobiło na nim ogromne wrażenie.
– Zostałem zaatakowany po prostu przez grupę profesjonalistów.
Jednocześnie podkreślił, że jego słowa są jedynie relacją z własnych odczuć po zapoznaniu się z materiałem dowodowym.
Jednym z najważniejszych momentów rozmowy była wypowiedź dotycząca decyzji o zmianie środka zapobiegawczego.
Kraskowski wskazuje, że – według treści postanowienia – prokurator powołał się na nowe okoliczności ujawnione w toku postępowania.
– Prokurator napisał w tym postanowieniu, że są nowe okoliczności, które uzasadniają przypuszczenie, że ja jednak nie jestem autorem tego fejkowego maila.
To właśnie ta decyzja umożliwiła opuszczenie przez niego aresztu i zastosowanie dozoru zamiast izolacyjnego środka zapobiegawczego.
„Cieszę się, że jestem na wolności”
Choć Kraskowski wielokrotnie podkreślał, że nie może mówić o szczegółach śledztwa, nie ukrywał emocji związanych z odzyskaniem wolności.
– Cieszę się, że jestem na świeżym powietrzu.
Jednocześnie zapowiada, że do sprawy będzie wracał w kolejnych rozmowach, gdy pozwoli na to sytuacja procesowa. Na razie – jak zaznacza – zamierza przede wszystkim wrócić do domu i spróbować odnaleźć się po doświadczeniach ostatnich tygodni.
za:tvrepublika.pl