Prewencyjny terror mińskiego satrapy

Dla reżimu Alaksandra Łukaszenki sytuacja społeczna jest zero-jedynkowa: albo popierasz działania mińskiego satrapy i jego klakierów, albo z marszu trafiasz na czarną listę osób i grup społecznych, które będą prześladowane i wobec których skala represji będzie sukcesywnie podkręcana. Jedną z nich są duchowni.

Dyktator obawia się tego środowiska z prostego powodu – nie może nim sterować ręcznie, a i zainstalowanie w nim swoich ludzi jest utrudnione. Trzeba więc jeszcze bardziej zastraszyć księży i wiernych, by do głowy nie przyszło im podskakiwanie reżimowi. W taki właśnie sposób należy tłumaczyć ostatnią decyzję Łukaszenki o wyrzuceniu z Białorusi jedenastu księży archidiecezji mińsko-mohylewskiej. Zmuszony do wyjazdu został m.in. o. Roman Schulz. Służył w Mohylewie blisko 20 lat. Jego wydalenie niszczy obecność dominikanów w parafii. To także cios w katolików, cynicznie pozbawianych duszpasterzy przez dyktaturę. Aparat państwowy na Białorusi działa bez skrupułów, eliminując każdego potencjalnego krytyka. Wyrzucenie polskich księży to kolejne potwierdzenie, że za naszą wschodnią granicą totalitaryzm działa na pełnej parze.

Konrad Wysocki

za:niezalezna.pl