Prawo Unii Europejskiej podważa suwerenność polskiego prawa

Przed uchwaleniem konstytucji z 1997 roku jedną z fundamentalnych spraw dla odbudowania w Polsce systemu demokratycznego było zniesienie tzw. otwartego systemu źródeł prawa, dominującego w czasach komunizmu, utrwalonego w konstytucji z 1952 roku.

Istniejący przed konstytucją z 1997 roku otwarty system prawa umożliwiał administracji i innym organom swobodne tworzenie prawa regulującego sytuację prawną obywateli i państwa. Prawo wydawano na podstawie ogólnikowych klauzul określających hasłowo zadania różnych organów. Doktryna zaś z ogólnikowych sformułowań kompetencji organu administracji wyprowadzała i uzasadniała istnienie prawa tego organu do wydawania prawa w Polsce.

Na przykład na podstawie hasłowo określonych w konstytucji kompetencji Rady Ministrów, iż jest ona naczelnym, wykonawczym i zarządzającym organem władzy państwowej lub że koordynuje niektóre sprawy, wyprowadzano pogląd, iż same te kompetencje uprawniają Radę Ministrów do dowolnego stanowienia prawa.

Czyli na podstawie normy kompetencyjnej w konstytucji Rada Ministrów, bez potrzeby istnienia ustawy ówczesnego Sejmu, mogła sama regulować sprawy państwa dowolnie, własnymi uchwałami. Były to w większości uchwały tzw. samoistne.

Sprawy gospodarki państwowej w ogóle nie były regulowane ustawami, a głównie właśnie uchwałami samoistnymi. Identyczna była pozycja prawotwórcza ministrów, którzy regulowali sprawy z zakresu swych kompetencji, w tym gospodarkę państwową, też samoistnymi zarządzeniami. Podobnie stanowiły prawo organy terytorialne, Rady Narodowe i ich prezydia.

Czyli wystarczyło przypisać jakiemuś organowi administracji kompetencje do kierowania, zarządzania, koordynowania czy zapewniania czegoś, by traktowano to jako uprawnienie do dowolnego wydawania przepisów o bardzo różnych nazwach i o miejscowym charakterze również.

Na przykład uchwał, zarządzeń, dekretów, czasem rozporządzeń, jeśli wykonywano nieliczną ustawę dotyczącą sfery nieuspołecznionej. Ale bardzo często były to też instrukcje, wytyczne, okólniki, informacje, a nawet telefony czy ustne polecenia.

Sama konstytucja z 1952 roku nie przewidywała żadnej hierarchii źródeł prawa, jak to jest w konstytucji obecnej. Żadnego zamkniętego systemu prawa uszeregowanego według ich mocy prawnej. Żadnego podziału na prawo powszechnie obowiązujące i wewnętrzne. Nie było przepisu o nadrzędności konstytucji w Rzeczpospolitej. No, wówczas nie było Rzeczpospolitej, a PRL.

System prawa był w PRL-u otwarty i nieprzewidywalny. Wykluczał pewność prawa, drastycznie osłabiał i usuwał prymat ustawy i Sejmu. Przed 1997 rokiem głównym prawodawcą były organy administracji, to jest Rada Ministrów, ministrowie, często działający też, zwłaszcza w gospodarce państwowej, w porozumieniu, tak się zapisywało, z partią komunistyczną.

Co więcej, ogromna część tych aktów prawnych nie była publikowana. PRL to również czas tzw. prawa powielaczowego, czyli własnego prawotwórstwa resortowego krążącego w formie odbitek wewnątrz administracji. Takie półprawo wymykało się już jakiejkolwiek kontroli.

Akty resortowe, wewnętrzne, nakładały obowiązki też na obywateli, całkowicie w tym chaosie i utajnieniu zagubionych. Zaś inflacja prawa była ogromna. Prawo było narzędziem bieżącego politycznego zarządzania państwem.

Demokratyczne państwo wymagało więc radykalnego odrzucenia tego systemu i zbudowania nowego, zabezpieczającego status obywateli i jednostek i państwa. Wymagało zbudowania hierarchii aktów prawnych wedle ich ważności, nadania konstytucji i ustawom charakteru prawa nadrzędnego.

Wymagało zamknięcia systemu prawa od dołu, to znaczy jasnego określenia wszystkich form prawa, powszechnie, lokalnie i wewnętrznie obowiązujących, by odciąć samowolne możliwości prawotwórcze dowolnym organom wykonawczym. Musi być bowiem jasne, co w Rzeczpospolitej jest prawem, jaką ma rangę i podrzędność i kto może to prawo w ogóle stanowić.

Te postulaty udało się co do zasady zrealizować w artykule 8 i w rozdziale 3 nowej konstytucji dotyczącym źródeł prawa w RP. Artykuł 87, owszem, zamyka od dołu system prawa i wyczerpująco wylicza formy polskiego prawa powszechnie obowiązującego i ustala ich rangę: Konstytucja, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe i rozporządzenia. Wskazano też prawo miejscowe.

W artykule zaś 93 wymieniono z nazwy formy prawa wewnętrznego, uchwały i zarządzenia obowiązujące tylko wewnątrz struktur administracji. Artykuł 31 ustęp 3 zezwala na ograniczanie wolności człowieka tylko w drodze ustawy. Artykuł 22 zezwala na ograniczanie wolności gospodarczej też tylko ustawą. Podobnie według artykułu 64 tylko ustawą można ograniczać własność.

Ustawy wymagają też wszelkie regulacje dotyczące wolności, praw i obowiązków człowieka i obywatela.

Zdobyczą konstytucji z 1997 roku jest więc zamknięcie polskiego systemu prawa od dołu, to znaczy nic poniżej rozporządzenia wydanego przez polski uprawniony konstytucyjnie organ nie jest w Polsce prawem powszechnie obowiązującym. Żadne wytyczne czy instrukcje lub telefony.

Zablokowano samoistne prawotwórstwo polskiej administracji, ale niestety jednocześnie jednak otwarto ten system od góry dla wszelkich w istocie inicjatyw administracji europejskiej. I to w sposób praktycznie nieograniczony i bezwarunkowy formalnie i materialnie.

Otwarto polski system źródeł prawa i podważono, a właściwie zniszczono już na początku z trudem zbudowaną i uporządkowaną konstytucyjną hierarchię aktów prawa obowiązującego w Polsce.

Otóż artykuł 90 ust. 1 Konstytucji umożliwia przekazanie organizacji międzynarodowej, w praktyce Unii Europejskiej, kompetencji organów polskiej władzy państwowej w niektórych sprawach. Włącznie z prawem stanowienia prawa dla Polski przez te organizacje, niepochodzące przecież z demokratycznych wyborów i niemające legitymacji do masowego stanowienia prawa dla Polski.

Warto pamiętać, że z obszaru samej gospodarki przekazano do Unii około 80–90 proc. spraw.

Co więcej, Konstytucja w artykule 91 ust. 3 zezwala, by zbiorczo określone unijne prawo stanowione przez te organizacje było w Polsce stosowane wprost, mając pierwszeństwo w wypadku kolizji z polskimi ustawami, to jest z wolą polskiego narodu.

I tu mamy kolejną prawnie niedopuszczalną sytuację. O ile polski system i hierarchia aktów prawnych została w Konstytucji precyzyjnie określona, a system od góry i od dołu dla administracji polskiej zamknięty, to artykuł 91 ust. 3 otwiera go w sposób nieograniczony co do form, treści, co do podmiotów i trybów wydania. Otwiera dla Unii Europejskiej od góry, dając pierwszeństwo przed ustawami jakiemuś ogólnikowo określonemu tylko zbiorczo prawu.

Nauki o Unii Europejskiej pokazują, jak niejasnym i odbiegającym od demokratycznych standardów jest to unijne prawo złożone z prawa pierwotnego i pochodnego, prawa pisanego i niepisanego, do którego zalicza się też tzw. zasady prawa, wytwarzane samozwańczo przez orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Do prawa Unii Europejskiej zalicza się też prawo zwyczajowe oraz masowe prawodawstwo urzędników Unii Europejskiej.

W Unii Europejskiej jej organy często same wymyślają swe kompetencje, też do stanowienia prawa, wychodząc przy tym poza traktaty. Łamią tym zasadę legalizmu, to jest nakaz działania w ramach i na podstawie prawa.

Unijne traktaty nie mają hierarchii aktów prawnych. Granice między aktami generalnymi a indywidualnymi są zatarte, podobnie jak między aktami wiążącymi i niewiążącymi.

Akty noszące tę samą nazwę mogą się różnić, a o miejscu takiego aktu nie decyduje jego nazwa, treść czy cel, ale charakter i ranga polityczna organu, który taki akt wydał. Jak w systemach niedemokratycznych.

Hasłowo, ale niewyczerpująco akty prawne Unii wylicza artykuł 288 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Są to rozporządzenia, dyrektywy, zalecenia i opinie.

Nauki wspólnotowe nie potrafiły dotychczas skatalogować bardzo licznych innych jeszcze, licznych aktów prawnych wydawanych poza wykazem traktatowym, a nazywanych sui generis prawem, czyli swego rodzaju prawem, czasem soft law, czyli miękkim prawem, ale w istocie niebędącym prawem.

W praktyce unijnej poza czterema formami prawa wyżej wymienionymi w artykule 288 FUE występują też takie jak uchwały, deklaracje, notatki informacyjne, interpretacje, objaśnienia, rezolucje, programy działania, memoranda, rekomendacje, przepisy, komunikaty, obwieszczenia, konkluzje, wytyczne, zawiadomienia, ustalenia, regulacje, środki, dokumenty i wiele, wiele innych.

Wszystkie wymienione nazwy tworzą unijne prawo traktatowe i pozatraktatowe sui generis czy soft law.

I teraz artykuł 91 ust. 3 polskiej konstytucji zezwala, by to ogólnie nazwane i tak zróżnicowane prawo organizacji międzynarodowej, bez żadnego wyszczególnienia jego form, tak niejasne, wątpliwe, nieshierarchizowane, nieograniczone w formach teraz i na przyszłość, traktatowe i pozatraktatowe i niby prawo sui generis, miało pierwszeństwo w stosowaniu bezpośrednim przed polską ustawą w razie konfliktu z tą ustawą.

Czyli jakaś rezolucja czy rekomendacja może jako unijne prawo uchylić moc polskiej ustawy. Jakaś interpretacja czy komunikat unijnego urzędnika może mieć i ma według artykułu 91 ust. 3 Konstytucji pierwszeństwo przed ustawą, czyli wolą polskiego suwerena.

Nadto TSUE przed zmianą nazwy z ETS, czyli Europejski Trybunał Sprawiedliwości swym orzecznictwem wykraczającym poza traktaty, czyli nielegalnie, dodatkowo wytwarzał wyjątkowo też liczne zasady prawne, którym sam nadawał i nadaje walor prawa traktatowego wiążącego państwa członkowskie.

To ETS samowolnie swym wyrokiem już z połowy lat 60. ubiegłego wieku uznał, że każdy przepis prawa unijnego ma pierwszeństwo nie tylko przed ustawami, ale też przed konstytucjami państw członkowskich.

Niedawno TSUE ponowił te agresywne, bezprawne wypowiedzi wobec Polski, które w związku z wyraźnym brzmieniem artykułu 8 i artykułu 87 polskiej konstytucji oraz przekroczeniem kompetencji przedmiotowej przez TSUE nie mają dla Polski znaczenia. Nadrzędna w RP jest, pozostaje tylko polska konstytucja.

Pamiętajmy też, że Unia Europejska niekiedy zamiennie na określenie prawa używa pojęcia wspólnotowy dorobek prawny, z francuska zwany acquis communautaire, definiowany bardzo szeroko, jako – i tu cytuję – „istniejący stan prawa wspólnotowego wraz z politycznymi wytycznymi wspólnot”.

Rozumiany też jako – i też cytuję, bo tak w literaturze się podaje – „całe dotychczasowe prawo Unii wraz ze sposobami jego rozumienia i stosowania oraz polityki wspólnotowe, orzecznictwo TSUE, zwyczaje, a nawet wartości tkwiące u podstaw Unii Europejskiej”.

Tak radykalnie szeroko, nieprecyzyjnie i politycznie rozumiane prawo organizacji międzynarodowej, czyli Unii, nie jest tożsame z tradycyjnym rozumieniem prawa i jego formami w systemach demokratycznych.

Również w Polsce wytyczne i polityki czy orzeczenia sądów nie są źródłami prawa.

Można powiedzieć, że unijne prawo, jego formy, procedury tworzenia są typowe i właściwe dla systemów niedemokratycznych, np. Polski w okresie komunistycznego PRL-u.

I tak niedemokratycznie zbudowane, rozumiane i stosowane niejasne zbiorcze pojęcie prawa ma na podstawie artykułu 91 ust. 3 polskiej konstytucji pierwszeństwo w stosowaniu w Polsce w razie kolizji z wolą polskiego narodu przed ustawami.

Stworzono więc w 1997 roku w konstytucji na potrzeby zewnętrznych ośrodków politycznych i gospodarczych patologiczną sytuację, furtkę umożliwiającą samolikwidację suwerennego państwa polskiego i jego narodowej suwerenności.

Na koniec, by mocniej zszokować, dodam, że prawo Unii Europejskiej od chwili włączenia Polski do tego tworu obowiązuje w Polsce równolegle, autonomicznie i niezależnie od prawa polskiego.

Od czasów akcesji mamy w Polsce dualizm, czyli dwutorowość prawa, przy czym około 80–90 proc. spraw dotyczących gospodarki i liczne inne dziedziny przekazane Unii reguluje już organizacja międzynarodowa. Mając w razie sporu pierwszeństwo przed wolą samych Polaków, czyli te liczne bzdurne unijne nakazy, zakazy, normy, chore wytyczne i dobrostany, żądanie równości płci i parytetów w zarządzaniu firmami obowiązują w Polsce albo poprzez wdrażające te pomysły polskie ustawy wykonawcze lub bez tego pośrednictwa bezpośrednio, sprzecznie z konstytucją, łamiąc jej gwarancję.

To jest dopuszczenie określania pozycji obywateli i ograniczenia jej wolności, też gospodarczej, tylko w drodze autonomicznej polskiej ustawy.

Czyli unijne prawo obaliło i obala polskie ustawy. Obaliło funkcję ustrojową Sejmu i wolę suwerena, na co sama Konstytucja niestety zezwala.

Tak zwane prawo Unii Europejskiej ma cechy systemu prawnego właściwego dla państwa totalitarnego. Od akcesji Polski do Unii Europejskiej prawo Unii ma pierwszeństwo tylko przed ustawami.

Niemniej obecnie trwa, jak powiedziałam, bezpardonowa walka TSUE i Unii Europejskiej z jej państwem członkowskim, z Polską, o obalenie i podporządkowanie tej organizacji poza traktatowo, nielegalnie, także polskiej konstytucji.

Nie zezwala na to jednak sama konstytucja, dwukrotnie potwierdzając swą nadrzędność w Polsce.

Walka o Polskę trwa. Jesteśmy tego świadkami. Przyglądamy się i nie reagujemy.

Krystyna Pawłowicz

za:wnet.fm