Publikacje polecane

ks. Marek Dziewiecki - Piotruś Pan: baśń czy choroba?

Najszybciej starzeje się mężczyzna, który udaje wiecznego nastolatka. Coraz częściej spotykamy młodych mężczyzn, którzy twierdzą, że bycie singlem to dobry sposób na życie. W ten sposób usiłują oni ukryć fakt, że w psychospołecznym rozwoju zatrzymali się na poziomie nastoletnich chłopców, niezdolnych do mierzenia się z wymaganiami dorosłego życia. Rosnąca liczba mężczyzn, którzy udają nastolatków, nie jest zjawiskiem przypadkowym. Są oni ofiarami modnej filozofii, typu „żyję na luzie i robię, co chcę”. Ich „ideałem” staje się egoistyczny indywidualizm, promowany w dominujących mediach. Największą przeszkodą w ich rozwoju są jednak rodzice – niedojrzali i mało szczęśliwi jako małżonkowie. Ojciec jest zwykle nieobecny lub źle obecny. Z kolei matka rozpieszcza i jest nadopiekuńcza. Toleruje u syna przejawy niedojrzałości i egoizmu, których słusznie nie toleruje u swego męża.
Tego typu negatywny kontekst rodzinny i społeczny sprawia, że młodzi mężczyźni pragną przedłużać w nieskończoność status „ukochanego” syna mamusi, która podziwia go za to, że on zachowuje się jak małe dziecko, któremu rano trzeba przygotować śniadanie i świeżo wyprasowaną koszulę, a wieczorem podziwiać za to, że zdołał przetrzymać osiem godzin w pracy i że ma jeszcze siłę wyjść wieczorem z kolegami na piwo. Nadopiekuńcza matka tworzy z synem chorą symbiozę. Ona szuka sensu życia w poświęceniu się dla niego i w przekonaniu, że bez niej nie poradzi on sobie nawet ze spakowaniem walizki na krótki wyjazd. Syn z kolei przyzwyczaja się do takiej sytuacji, która na początku jest miła i wygodna. Dopóki żyje matka, raczej nie zdecyduje się na małżeństwo, nawet jeśli spotka dziewczynę, która go zachwyci.

Współczesny „Piotruś Pan” ubiera się jak nastolatek i szuka towarzystwa młodszych od siebie. Próbuje zatrzymać czas. Żyje z dnia na dzień. Za „sukces” uważa wyjście każdego ranka do pracy - najlepiej wygodnej, bo w biurze i cieple. „Świętem” jest dla niego obejrzenie meczu albo zawarcie nowych znajomości na facebooku. Nawet jeśli żyje w katolickiej rodzinie i angażuje się społecznie, na przykład w obronie wartości chrześcijańskich czy życia dzieci nienarodzonych, to dokonuje aborcji własnego powołania do małżeństwa. Im bardziej usiłuje udawać nastolatka, tym mniej w nim entuzjazmu i tym więcej lęku w obliczu prawdy o sobie. Coraz częściej sięga po „dopalacze” i karmi się fikcyjnym przekonaniem o własnej „wielkości”. Integruje się z mężczyznami równie niedojrzałymi, jak on sam. Roztrwania swoje człowieczeństwo jak syn marnotrawny. Rzadko jednak staje się synem powracającym, który - zanim będzie za późno - zdąży po męsku zapłakać i odkryć, że sensem istnienia nie jest wygodne  życie lecz miłość nad życie.