Najnowsze losy brytyjskiej Partii Konserwatywnej powinny być przestrogą dla polskiej prawicy, do czego prowadzi polityka otwarcia na nowinki kulturowe i rozmywanie tradycji. A prowadzi do politycznego rozdwojenia jaźni i w konsekwencji zatracania swojej tożsamości.
Oto bowiem dowiadujemy się, że David Cameron wypowiada wojnę pornografii, słusznie postulując delegalizację jej najbardziej skrajnych przejawów, ze scenami gwałtów na czele. Równocześnie jednak walczy o tzw. prawa gejów, zapominając, że te środowiska są wyjątkowo kreatywne w publicznej promocji rozwiązłości seksualnej i łamania wszelkich seksualnych tabu. Warto zauważyć, że choć minęło zaledwie 25 lat od słynnego „section 28" – torysowskiego zapisu w ustawie, który zakazywał promocji homoseksualizmu przez samorządy lokalne w szkołach – dziś konserwatyści w dziedzinie społecznej realizują po prostu program radykalnej lewicy. Jak to niewiele wody w Tamizie musiało upłynąć, aby przywódca torysów przepraszał gejów za działania Żelaznej Damy… Czym różni się on od wigów? Zapewne tym samym, czym Platforma od SLD i cyrku Palikota. Są to różnice coraz bardziej kosmetyczne.
Jakub Pilarek
za:niezalezna.pl
Jakub Pilarek
za:niezalezna.pl