Sala jest niewielka, ciemna i zadymiona. Zbity ciasno tłum młodych ludzi wpatruje się w dziwacznie ubranego i pomalowanego osobnika na scenie. Od jego białej twarzy mocno odcinają się pociągnięte czarną farbą oczy, a ów trupi makijaż nadaje mu demoniczny wygląd.
Ręce ma pokryte tatuażami, długie włosy opadają na ramiona, a ubrany jest w skórzany strój przypominający zbroję fantastycznego wojownika. Jego sceniczni koledzy dzierżący w rękach gitary wyglądają podobnie. Lider podchodzi do mikrofonu ozdobionego sześcioramienną gwiazdą – heksagramem – i zwraca się do publiczności: Chcemy rozprawić się z mitem, który funkcjonuje od 2 tysięcy piep…ych lat. Mit, którego bohaterem jest największa, najbardziej zbrodnicza sekta, jaka istniała na Ziemi. Ja mówię: to jest księga kłamstw. Piep…yć to g…no, piep…yć tę hipokryzję. Żryjcie to g…no! Następnie z trzymanej w rękach książki wyrywa kartki i rzuca je w publiczność, która chwyta je z entuzjazmem i okrzykami. Kartki zostaną później spalone.
Takie sceny miały miejsce 13 września 2007 r. w klubie Ucho w Gdyni podczas koncertu metalowej grupy Behemoth. Człowiek, który podarł książkę, to lider i wokalista Behemotha, Adam Darski pseudonim Nergal, 36-letni muzyk z Gdańska. A „najbardziej zbrodnicza sekta, jaka istniała na Ziemi” to Kościół katolicki, natomiast księga, z której tzw. muzyk wyrywał kartki, by je „żreć”, to – Biblia.
Kilka miesięcy później informacja o gdyńskim koncercie dotarła do Ryszarda Nowaka, działacza społecznego, byłego posła, a teraz założyciela i przewodniczącego Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami i Przemocą. Zaszokowany zachowaniem muzyka, Nowak postanowił coś z tym zrobić. Nie może być przecież tak, że w cywilizowanym i to katolickim kraju pozwala się publicznie niszczyć Pismo Święte, obrażać Kościół i dopuszczać się bluźnierstwa – i że nikt na to nie zareaguje. Nowak składa więc doniesienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa. Tak zaczyna się sądowa i nie tylko sądowa epopeja, w której jeden człowiek walczy o dobre imię Kościoła i wiary, walczy z wrogo nastawionym establishmentem, mediami i… wymiarem sprawiedliwości.
Gdy to robiłem, nie spodziewałem się, że czeka mnie kilkuletni bój z panem Darskim na różnych płaszczyznach. Bój o Biblię, wiarę, krzyże, bo on na różne sposoby obrażał Boga, a przez to uczucia nie tylko katolików, ale w ogóle chrześcijan. Był to też bój o zdrowy rozsądek, o to, żeby patologiczne zachowania nie mogły być nazywane sztuką i ekspresją artystyczną – mówi Ryszard Nowak, który po sześciu latach od wspomnianego koncertu wciąż zmaga się przed sądami z Darskim.
Nikt nie był obrażony…
W lutym 2008 r. Ryszard Nowak złożył doniesienie do ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Wniosek dotyczył w pierwszym rzędzie Darskiego, a w drugim menedżerów klubu Ucho, którzy „dopuścili do koncertu, byli świadkami tego wydarzenia i nie powiadomili prokuratury”. Nowak przypominał o postanowieniu Kodeksu Karnego mówiącego, że „kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.
Po doniesieniu prokuratura w Gdyni wszczęła śledztwo, w ramach którego przesłuchano członków Behemotha, w tym samego Darskiego. Muzyk oświadczył, że nie było jego zamiarem obrażanie niczyich uczuć religijnych, zaś samo zdarzenie należy uważać za element działalności artystycznej, którą prowadzi. Przesłuchano również uczestników koncertu oraz właściciela klubu, który zeznał, że nie wiedział o zamiarach zespołu i nie miał wpływu na jego działania. Prokurator zwrócił się również o opinię biegłego sądowego religioznawcy, prof. Krzysztofa Kowalika z Uniwersytetu Gdańskiego, który potwierdził, że każdy egzemplarz Biblii jest przedmiotem czci religijnej. W pewnym momencie postępowania okazało się jednak, że nie może być ono kontynuowane. Według przepisów prawa o przestępstwie obrazy uczuć religijnych może być mowa tylko w sytuacji, gdy zgłoszą się co najmniej dwie osoby, które poczuły się poszkodowane. W przypadku koncertu Behemotha zgłosiła się tylko jedna – Ryszard Nowak.
Jako poszkodowany występowałem ja (byłem też oskarżycielem posiłkowym), ale nie udało mi się znaleźć drugiej osoby. Oczywiście, namawiałem wiele osób, m.in. ludzi z naszego Komitetu, ale odpowiedź była w zasadzie identyczna: – To jest satanista, my się boimy. W gruncie rzeczy im się nie dziwię, ludzie rzeczywiście boją się satanistów – komentuje dziś Nowak. Nikt nie zgłosił się też na wezwania prokuratury. Okazało się, że w 38-milionowym katolickim narodzie nikogo nie obraża spalenie Pisma Świętego… W takiej sytuacji w maju 2008 r. postępowanie karne zostało umorzone.
Cała sprawa wywołała zainteresowanie mediów, ale też kpiące komentarze pod adresem Nowaka, któremu tradycyjnie przypięto łatkę oszołoma. Przypomniano, że już wcześniej jego Komitet sporządził listę kilkudziesięciu zespołów propagujących satanizm, na której znalazł się m.in. Behemoth. A przecież stało się tak nie bez powodu.
Grający brutalną, hałaśliwą odmianę muzyki metalowej zespół (choć Bogiem a prawdą trudno to w ogóle nazwać muzyką…) wielokrotnie w swoich tekstach i scenicznych zachowaniach odwoływał się do okultyzmu, a także do symboli kojarzonych z satanizmem. Jest też mocno antychrześcijański (niektóre tytuły jego piosenek i płyt: „Satanica”, „Demonica”, „The Apostasy”, „Lucyfer”). Członkowie grupy nosili lub noszą specyficzne pseudonimy: „Holocausto”, „Sodomizer” czy „Mefisto”. Darski w wielu wywiadach otwarcie mówił, że jest przeciwny religii, a w Internecie bez trudu znaleźć można nagrania wideo z koncertów Behemotha, na których niszczy on Biblię (w tym także w klubie Ucho). Mimo to działania Ryszarda Nowaka nazwano katolicką agresją i przywracaniem cenzury. Poddany medialnemu bombardowaniu Nowak twardo trzymał się jednak swojego stanowiska, a w wypowiedziach słusznie argumentował, że: Gdyby ta sytuacja nie dotyczyła katolików, tylko np. Żydów i zostałaby spalona Tora, to wtedy podniósłby się szum na całym świecie. A w jednym z wywiadów zachowanie Nergala nazwał przestępstwem.
Po umorzeniu śledztwa przez oskarżyciela publicznego wystąpił z prywatnym powództwem o obrazę uczuć religijnych i zniesławienie Kościoła katolickiego. Jego zdaniem śledztwo prokuratury prowadzone było nieumiejętnie i w związku z tym zwrócił się do Ministerstwa Sprawiedliwości o odsunięcie prowadzącej go gdyńskiej prokurator. Niestety, i tym razem okazało się, że wymiar sprawiedliwości niezbyt chętnie zajmuje się tego typu sprawami: postępowanie z prywatnego oskarżenia Ryszarda Nowaka też zostało przez sąd umorzone…
Nergal kontratakuje
Wzmocniony przez sądy Darski przystąpił do kontrataku: uznał, że nazwanie go przez Nowaka „przestępcą” jest dla niego obraźliwe i podał przewodniczącego Komitetu do sądu. Tym razem Sąd Okręgowy w Gdańsku w pełni uznał argumentację muzyka i skazał Ryszarda Nowaka za zniesławienie na zapłacenie 3 tys. złotych na rzecz schroniska dla zwierząt oraz publikację przeprosin w prasie. Prowadzący sprawę sędzia Krzysztof Solecki stwierdził, że użycie określenia „przestępca” byłoby uzasadnione, gdyby wobec danej osoby zapadł prawomocny wyrok. W tym jednak przypadku określenie to zostało użyte wobec człowieka, który nie był karany. Co ciekawe, podczas procesu lider Behemotha potwierdził, że wulgarnie wyraził się o Biblii i podarł jej egzemplarz oraz nazwał Kościół katolicki „zbrodniczą sektą”! Sąd na to nie zareagował. Jestem historykiem z wykształcenia i zawsze interesowała mnie ciemna strona historii Kościoła. Historia Kościoła nie zawsze była piękna i różowa. Kościół – organizacja, a na początku swojego istnienia – sekta, ma wiele występków na swoim koncie – mówił Nergal. Walczymy o wolność wypowiedzi, wolność wypowiedzi artystycznej. I to jest ważne dla mnie. Zdziwiło mnie to, że to on się poczuł urażony, nie będąc w ogóle na tym koncercie, nie znając naszej twórczości, nie rozumiejąc jej – dodał, mając na myśli Nowaka. Zaznaczmy, że chrześcijaństwo do dziś jest nazywane sektą, ale przez… ortodoksyjnych Żydów.
Uznanie mnie za winnego w tej sprawie wywołało małą burzę. Powszechnie dziwiono się, jak to możliwe, że człowiek, który dopuścił się niegodziwego czynu, jest chroniony przez wymiar sprawiedliwości, a osoba, która walczy o jego ukaranie, ponosi konsekwencje. Wtedy w mojej obronie stanęło czworo pomorskich parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości – opowiada Ryszard Nowak. Jolanta Szczypińska, Andrzej Jaworski, Zbigniew Kozak i Hanna Foltyn-Kubicka wystąpili na konferencji prasowej, popierając stanowisko przewodniczącego Komitetu i wyrażając zdziwienie decyzjami sądów.
Gdy usłyszałem o decyzjach sądu wobec pana Nowaka, pomyślałem sobie, że to jakiś absurd. W katolickim kraju, w którym dziewięćdziesiąt parę procent społeczeństwa przyznaje się do religii chrześcijańskiej, nie znalazły się dwie oburzone osoby, a media liberalne mają z tego niezły ubaw. Nasze wystąpienie trochę pokrzyżowało szyki przeciwnikom Nowaka – opowiada poseł Andrzej Jaworski. Za słowami poszły czyny: parlamentarzyści podpisali się pod doniesieniem do prokuratury w sprawie obrazy uczuć religijnych. Na tej podstawie w maju 2010 r. prokuratura wszczęła postępowanie przeciwko Nergalowi. Tym razem pokrzywdzonych było więcej niż jeden i sprawa musiała trafić do sądu. Bój toczył się dalej.
Ryszard Nowak odwołał się także od skazującej go decyzji gdańskiego sądu. W grudniu 2009 r. sąd drugiej instancji uchylił ten wyrok i skierował go do ponownego rozpatrzenia przez Sąd Okręgowy. Sąd Apelacyjny uznał zaś, że zniszczenie przez Darskiego egzemplarza Pisma Świętego mogło naruszyć normy współżycia społecznego oraz uczucia Nowaka. Odbywały się kolejne rozprawy sądowe w Gdańsku, przesłuchiwano świadków, powoływano biegłych, przytaczano opinie. Ryszard Nowak zaczął bliżej przyglądać się osobie i „twórczości” Darskiego. Okazało się, że w dorobku tego muzyka jest utwór, w którym szydzi on z zabójstwa św. Wojciecha („Chwała Mordercom Wojciecha (997-1997 Dziesięć Wieków Hańby)” z płyty „Pandemonic Incantations”), w innym z kolei kpił z papieża Jana Pawła II. W międzyczasie Darski za sprawą swojego związku z inną sceniczną skandalistką – Dorotą Rabczewską Dodą, stał się rozpoznawalnym celebrytą zapraszanym do telewizji i radia, opisywanym i pokazywanym w kolorowej prasie. W wydanej wówczas przez niego książce pod znamiennym tytułem „Spowiedź heretyka” Ryszard Nowak przeczytał porażające wyznanie: muzyk opowiedział, jak podczas jednej z tras koncertowych jego koledzy z zespołu zgwałcili totalnie zamroczoną alkoholem fankę, a on, zamiast zareagować, tylko się śmiał.
Złożyłem w tej sprawie doniesienie do prokuratury. Niedawno natomiast dowiedziałem się, że podczas koncertu na lotnisku Bemowo w Warszawie Darski ustawił na scenie dwa krzyże i je spalił… O tym też napisałem do prokuratury – mówi Nowak.
Jednym z obrońców oskarżanego o satanizm Darskiego stał się były redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” ks. Adam Boniecki, który wyrażał się o Nergalu z sympatią, a nawet chętnie się z nim fotografował. Jest parę dziedzin, w których ludzie reagują w sposób bardzo wrażliwy: seks, religia, rodzina… Prowokacje artystyczne – czy raczej „artystyczne” – w tych dziedzinach budzą zawsze silne reakcje. I tak było w tym przypadku. Uważam jednak, że angażowanie się w to Kościoła było strasznym błędem. Nadawanie ogromnej rangi czemuś, co na to nie zasługiwało, było błędem. Darski poczuł się znienawidzony przez Kościół i osaczony. On mi dziękował, że ja go bronię, choć ja go w ogóle nie broniłem. Niemniej, on mi dziękował, że ja po ludzku do niego mówiłem. Przecież to jest człowiek – tłumaczy „WPiS-owi” ks. Boniecki.
28 czerwca 2010 r. na wniosek obrońcy Nergala Jacka Potulskiego została umorzona przez gdyński Sąd Rejonowy sprawa o obrazę uczuć religijnych z wniosku parlamentarzystów PiS. Z kolei we wrześniu po złożonym przez prokuraturę zażaleniu Sąd Okręgowy (a więc wyższej instancji) w Gdańsku zadecydował o ponownym jej rozpatrzeniu. Po przeprowadzonym w 2011 r. postępowaniu Darski został jednak uniewinniony, sąd uznał bowiem, że to, co mówił o Kościele, i to, co zrobił z Biblią, było swoistą formą sztuki wpisaną w stylistykę grupy Behemoth. Od tej decyzji odwołała się i prokuratura, i Nowak. W kolejnym postępowaniu Sąd Okręgowy w Gdańsku uznał, że sprawa o obrazę uczuć religijnych jest tak skomplikowana, że zwrócił się ze szczegółowym zapytaniem prawnym do Sądu Najwyższego. Ten stwierdził, że przestępstwo obrazy uczuć religijnych może zostać popełnione nie tylko przez tego, kto chciał się go dopuścić, ale także przez tego, kto był świadomy, że wykonywane przez niego czynności mogą obrazić uczucia religijne. Odnosiło się to do zachowania Darskiego w Uchu w 2007 r. i obalało stosowaną przez niego argumentację, że nie mógł obrazić uczuć Nowaka, bo przecież nie było go na koncercie. Na tej podstawie gdański sąd uchylił wyrok uniewinniający i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia.
Między nim a mną toczy się taka oto sądowa wojna. Gdy on jest uniewinniany, ja idę do Sądu Apelacyjnego, który przyznaje mi rację i sprawa znów wraca na wokandę. Gdy zostanie umorzona, do akcji wkracza prokuratura i się odwołuje od umorzenia. I tak się to toczy już od kilku lat – wzdycha ciężko Nowak. Przewodniczący Komitetu Obrony przed Sektami i Przemocą podkreśla, że Nergal ma dobrych prawników, którzy stoją za nim murem. Ten dr Potulski, gdy pytają go w mediach o mnie, to atakuje mnie bardzo mocno, szydzi, obraża. Czy adwokaci powinni się tak zachowywać? Moi pełnomocnicy podkreślają, że to niewłaściwe postępowanie. Co ciekawe, dr Potulski jest wykładowcą uniwersyteckim i uczy studentów – podkreśla przewodniczący. Czy trzeba tu coś więcej komentować?
Wspólna walka
Dramatyczne w całej tej bulwersującej sprawie jest to, że w swojej walce z Adamem Darskim Ryszard Nowak wspierany jest przez niewiele osób. Rozgłos medialny, jaki od pewnego czasu towarzyszy jego walce z Nergalem, sprawił, że nieśmiało zaczęli się zgłaszać ludzie, chcący udzielić przewodniczącemu wsparcia. Od trzech lat Civitas Christiana w Gdańsku zapewnia Nowakowi noclegi podczas rozpraw i zwraca koszty podróży. Życzliwej pomocy panu Ryszardowi udziela szef tamtejszej organizacji Waldemar Jaroszewicz. W pierwszych latach zdarzało się natomiast, że przewodniczący nocował… na dworcu, bo nie stać go było na nocleg w hotelu. Na kolacje i noclegi zaprasza go też ks. Grzegorz Daroszewski, kapłan zajmujący się sektami w Archidiecezji Gdańskiej.
Początkowo przewodniczący występował też na rozprawach bez adwokata, z czasem jednak sądowa materia stawała się coraz bardziej skomplikowana, więc pojawiła się konieczność posiadania prawnego reprezentanta. Przez pewien czas Nowaka reprezentował społecznie prawnik, który sam się do niego zgłosił, ale współpraca uległa zakończeniu. Teraz pełnomocnikiem przewodniczącego jest Janusz Masiak z Gdańska. Sprawa ciągnie się tak długo, bo rzeczywiście jest dość trudna. Wystarczy wspomnieć, że wypowiedział się w niej Sąd Najwyższy. Niemniej, nawet biorąc pod uwagę jej skomplikowanie i oczekiwanie na stanowisko SN, trudno wytłumaczyć, dlaczego trwa to tak długo – mówi mec. Masiak. Darski jest zaprzyjaźniony z wieloma wpływowymi osobami, z tym środowiskiem, które uważa, że tworzy współczesny salon. I ten salon po prostu nie pozwala mu zrobić krzywdy – stwierdza krótko poseł PiS Andrzej Jaworski. – Dla mnie natomiast nie jest żadnym artystą czy celebrytą, tylko człowiekiem, który propaguje nienawiść i zachowania satanistyczne. Dokonał czynu, który ja uważam za przestępczy i powinien za to ponieść konsekwencje – dodaje.
Prowadzący rozprawy sędziowie wielokrotnie zarzucali Ryszardowi Nowakowi, że w swoich wystąpieniach jest zbyt emocjonalny, a to nie przystoi w urzędzie. Przewodniczący odpowiada na to, że trudno nie być emocjonalnym, gdy występuje się w obronie Boga i Jego godności i jest się z tego tytułu pogardzanym. Ryszard Nowak podkreśla, że dużej pomocy w krytycznym dla niego momencie udzielili mu wspomniani parlamentarzyści PiS, dzięki którym skończona – wydawałoby się – i bliska przegrania sprawa znów mogła stanąć na wokandzie. Bardzo pozytywnie wypowiada się też o prokuraturze, która razem z nim, ramię w ramię, od kilku lat twardo walczy o ukaranie Darskiego. A prokuratury sąd zlekceważyć nie może…
Założony przez Nowaka Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami i Przemocą powstał w 1997 r. Nasilająca się w Polsce działalność najróżniejszych grup parareligijnych, coraz bardziej destrukcyjnie oddziałujących na społeczeństwo, sprawiła, że grupa zaniepokojonych tym osób postanowiła działać. Powołały stowarzyszenie i starały się przeciwdziałać niebezpiecznemu trendowi np. organizując przez kilkanaście lat akcję „Lato bez sekt”. Z czasem, wraz z pojawiającymi się nowymi zagrożeniami, ich aktywność poszerzała się. Takim zagrożeniem była np. rosnąca agresja wobec Kościoła. Coraz więcej polityków, „artystów” i celebrytów atakowało Boga, krzyż, kapłanów, a nawet papieża Jana Pawła II. Komitet zaczął więc występować prawnie przeciwko nim. To właśnie za sprawą Ryszarda Nowaka sąd zajął się głośną wypowiedzią piosenkarki Dody, która skandalicznie wyraziła się o autorach Biblii. Co ważniejsze, sędzia uznał racje Nowaka i skazał Rabczewską – Dodę.
Niektórzy zarzucali mu, że „zafiksował” się na temacie religii i Kościoła. Tymczasem przewodniczący podaje przykład znanego w kręgach młodzieżowych rapera o pseudonimie Peja, który w swoich tekstach nie odnosi się w żaden sposób do religii, ale za to nawołuje do przemocy i zabijania dzieci. I dlatego właśnie Komitet wiele razy występował przeciwko jego koncertom i składał zawiadomienia do prokuratury. Dziś w stowarzyszeniu działa około 30 osób, głównie ze Szklarskiej Poręby (tam mieści się siedziba Komitetu i tam mieszka Ryszard Nowak), ale też z Warszawy, Poznania czy Częstochowy. Wspomaga ich szersze grono sympatyków.
Ktoś może powie, że złożenie zawiadomienia do prokuratury, a potem chodzenie po sądach, to najprostsze możliwe działanie. Po pierwsze, proste to na pewno nie jest. Po drugie, Ryszard Nowak odpowiada, że bez wątpienia to najlepsza droga w państwie demokratycznym. Poza tym procesy sądowe to nie cała działalność Komitetu. Jego członkowie starają się pomagać potrzebującym na różne sposoby. Parę lat temu np. poręczyli za młodego chłopaka, który za włamanie do bankomatu miał trafić do więzienia. Zamiast tego skazano go na prace społeczne. Dziś ma już rodzinę i wyszedł na ludzi. Strach pomyśleć, co by się z nim stało, gdyby w młodości musiał odsiedzieć dwa lata w zakładzie karnym…
26 stron w 10 minut
W nadal toczącej się sądowej walce z Nergalem Ryszarda Nowaka zbulwersowało niedawno kolejne wydarzenie. Podczas rozprawy w procesie o obrazę uczuć religijnych, jaka odbyła się 3 czerwca tego roku przed Sądem Okręgowym w Gdyni, sędzia Monika Jobska uniewinniła Adama Darskiego. Nie to jednak wzburzyło przewodniczącego Komitetu (choć argumentacja orzekającej zasługuje na głębszą uwagę: oskarżony działał w zamiarze ewentualnym znieważenia uczuć religijnych osób, ale tylko tych obecnych na koncercie, nie zaś pokrzywdzonych występujących w sprawie – sic!). Otóż po kilkugodzinnej rozprawie, podczas której sąd przesłuchał świadków, wysłuchał wniosków (np. o powołanie biegłego muzykologa, który oceniłby „muzykę” tworzoną przez Darskiego; niestety wniosek nie został uwzględniony) oraz wysłuchał mów końcowych, prowadząca zarządziła dziesięciominutową przerwę. Po wznowieniu posiedzenia ogłosiła wyrok, a następnie przez blisko godzinę czytała jego pisemne uzasadnienie liczące aż 26 stron! Nie da się w ciągu 10 minut przygotować i napisać takiego uzasadnienia. Z tego wniosek, że pani Jobska przyszła na tę końcową rozprawę z przygotowanym wyrokiem i jego uzasadnieniem – oburza się Ryszard Nowak. Pewien prawnik, z którym rozmawialiśmy podczas przerwy, twierdził, że wyrok zapadnie za tydzień, bo to trudna i skomplikowana sprawa, no, w najlepszym wypadku za dwa dni. Potwierdzali to obecni tam adwokaci. Tymczasem wyrok zapadł od razu i to z gotowym uzasadnieniem. Trzeba było zobaczyć miny wszystkich obecnych na sali, gdy sędzia minuta po minucie odczytywała uzasadnienie – dodaje.
Co ciekawe, do niego i do prawników zaangażowanych w sprawę już wcześniej docierały pogłoski, że przegrają. Wynika z tego, że pani Jobska musiała wcześniej na lewo i prawo rozpowiadać, jaką decyzję już podjęła. Jeszcze dziś, gdy Ryszard Nowak opowiada o tym, nie może powstrzymać oburzenia. Ostrożniej wypowiada się jego pełnomocnik mec. Janusz Masiak: Gdyby rzeczywiście okazało się, że sędzia przyszła na rozprawę z gotowym uzasadnieniem, znaczyłoby to, że już wcześniej – przed ostatnią rozprawą, wysłuchaniem stron, mowami końcowymi itd. – wyrobiła sobie pogląd na całą sprawę. A coś takiego nie powinno mieć miejsca. To byłaby sytuacja wysoce nieprawidłowa.
Ryszard Nowak niezwłocznie napisał w tej sprawie pismo do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, domagając się od jego prezesa odpowiedniej reakcji. Rzecznik prasowy sądu Roman Kowalkowski zapowiedział wtedy, że pismo zostanie zbadane przez szefostwo, które następnie podejmie jakieś działania lub nie, bo nie musi tego robić. Co ciekawe, na zadane w listopadzie przez „WPiS” pytanie, jaka była reakcja na rzeczone pismo Nowaka, w gdańskim Sądzie Apelacyjnym odpowiedziano nam (rzecznik Kowalkowski przebywa na zwolnieniu), że w ogóle nie mogą znaleźć takiego pisma… Jakby przewidując taką kolej rzeczy, Ryszard Nowak złożył również zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Gdyni. Ta zwróciła się do szefa Prokuratury Apelacyjnej o przekazanie go do innej placówki, bo jej pracownicy znają się z sędzią Jobską z kontaktów zawodowych. Zawiadomienie trafiło więc do Gdańska, ale tamtejsza placówka – nie przesłuchując ani jednego świadka zdarzenia! – odmówiła wszczęcia postępowania. Ryszard Nowak odwołał się więc od tej decyzji. Sprawa jest w toku, prowadzi ją Prokuratura Gdańsk-Śródmieście – mówi Nowak.
Przyznaje, że docierały do niego sugestie, żeby odpuścił, darował, bo sędzia Jobska jest młoda i niedoświadczona, a całe to zamieszanie wpędziło ją w stan załamania. Przewodniczący odpowiada jednak, że nie powinna była oszukiwać. Sędzia zarabia dziś tak dużo i ma tak silną pozycję, że powinno być go stać na uczciwość – podkreśla.
Jak dziś Ryszard Nowak ocenia swoją – ciągle nie skończoną – walkę z Adamem Darskim? Uważam, że ta moja sądowa batalia wzmocniła uczucia religijne Polaków. Pokazała, że można i należy występować w obronie wiary, krzyża i Boga. To, że w sprawie Darskiego wypowiedział się Sąd Najwyższy, podkreślając, iż z obrażaniem uczuć religijnych należy być ostrożnym, jest bardzo istotne. Nikt już nie będzie mógł powiedzieć, że podarł Biblię, bo taka była jego wizja artystyczna – mówi z naciskiem Nowak.
Powyższa odyseja sądowa pokazuje, czyim spadkobiercą ideologicznym są w wolnej Polsce sądy. A druga sprawa, to kiedy Ryszard Nowak oraz inni mu podobni doczekają się takiego wsparcia instytucjonalnego, finansowego i medialnego ze strony prawicowego środowiska, jak Nergale i Dody mają nieustannie ze strony lewactwa… Prawdziwa lewica, gdyby była uczciwa, to pozostając nawet przy swoim ateizmie, pierwsza potępiłaby każde działanie godzące w polską tradycję i uczucia olbrzymiej większości rodaków.
Za zgodą miesięcznika WPiS - Wiara-Patriotyzm-Sztuka
http://e-wpis.pl/
Takie sceny miały miejsce 13 września 2007 r. w klubie Ucho w Gdyni podczas koncertu metalowej grupy Behemoth. Człowiek, który podarł książkę, to lider i wokalista Behemotha, Adam Darski pseudonim Nergal, 36-letni muzyk z Gdańska. A „najbardziej zbrodnicza sekta, jaka istniała na Ziemi” to Kościół katolicki, natomiast księga, z której tzw. muzyk wyrywał kartki, by je „żreć”, to – Biblia.
Kilka miesięcy później informacja o gdyńskim koncercie dotarła do Ryszarda Nowaka, działacza społecznego, byłego posła, a teraz założyciela i przewodniczącego Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami i Przemocą. Zaszokowany zachowaniem muzyka, Nowak postanowił coś z tym zrobić. Nie może być przecież tak, że w cywilizowanym i to katolickim kraju pozwala się publicznie niszczyć Pismo Święte, obrażać Kościół i dopuszczać się bluźnierstwa – i że nikt na to nie zareaguje. Nowak składa więc doniesienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa. Tak zaczyna się sądowa i nie tylko sądowa epopeja, w której jeden człowiek walczy o dobre imię Kościoła i wiary, walczy z wrogo nastawionym establishmentem, mediami i… wymiarem sprawiedliwości.
Gdy to robiłem, nie spodziewałem się, że czeka mnie kilkuletni bój z panem Darskim na różnych płaszczyznach. Bój o Biblię, wiarę, krzyże, bo on na różne sposoby obrażał Boga, a przez to uczucia nie tylko katolików, ale w ogóle chrześcijan. Był to też bój o zdrowy rozsądek, o to, żeby patologiczne zachowania nie mogły być nazywane sztuką i ekspresją artystyczną – mówi Ryszard Nowak, który po sześciu latach od wspomnianego koncertu wciąż zmaga się przed sądami z Darskim.
Nikt nie był obrażony…
W lutym 2008 r. Ryszard Nowak złożył doniesienie do ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Wniosek dotyczył w pierwszym rzędzie Darskiego, a w drugim menedżerów klubu Ucho, którzy „dopuścili do koncertu, byli świadkami tego wydarzenia i nie powiadomili prokuratury”. Nowak przypominał o postanowieniu Kodeksu Karnego mówiącego, że „kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.
Po doniesieniu prokuratura w Gdyni wszczęła śledztwo, w ramach którego przesłuchano członków Behemotha, w tym samego Darskiego. Muzyk oświadczył, że nie było jego zamiarem obrażanie niczyich uczuć religijnych, zaś samo zdarzenie należy uważać za element działalności artystycznej, którą prowadzi. Przesłuchano również uczestników koncertu oraz właściciela klubu, który zeznał, że nie wiedział o zamiarach zespołu i nie miał wpływu na jego działania. Prokurator zwrócił się również o opinię biegłego sądowego religioznawcy, prof. Krzysztofa Kowalika z Uniwersytetu Gdańskiego, który potwierdził, że każdy egzemplarz Biblii jest przedmiotem czci religijnej. W pewnym momencie postępowania okazało się jednak, że nie może być ono kontynuowane. Według przepisów prawa o przestępstwie obrazy uczuć religijnych może być mowa tylko w sytuacji, gdy zgłoszą się co najmniej dwie osoby, które poczuły się poszkodowane. W przypadku koncertu Behemotha zgłosiła się tylko jedna – Ryszard Nowak.
Jako poszkodowany występowałem ja (byłem też oskarżycielem posiłkowym), ale nie udało mi się znaleźć drugiej osoby. Oczywiście, namawiałem wiele osób, m.in. ludzi z naszego Komitetu, ale odpowiedź była w zasadzie identyczna: – To jest satanista, my się boimy. W gruncie rzeczy im się nie dziwię, ludzie rzeczywiście boją się satanistów – komentuje dziś Nowak. Nikt nie zgłosił się też na wezwania prokuratury. Okazało się, że w 38-milionowym katolickim narodzie nikogo nie obraża spalenie Pisma Świętego… W takiej sytuacji w maju 2008 r. postępowanie karne zostało umorzone.
Cała sprawa wywołała zainteresowanie mediów, ale też kpiące komentarze pod adresem Nowaka, któremu tradycyjnie przypięto łatkę oszołoma. Przypomniano, że już wcześniej jego Komitet sporządził listę kilkudziesięciu zespołów propagujących satanizm, na której znalazł się m.in. Behemoth. A przecież stało się tak nie bez powodu.
Grający brutalną, hałaśliwą odmianę muzyki metalowej zespół (choć Bogiem a prawdą trudno to w ogóle nazwać muzyką…) wielokrotnie w swoich tekstach i scenicznych zachowaniach odwoływał się do okultyzmu, a także do symboli kojarzonych z satanizmem. Jest też mocno antychrześcijański (niektóre tytuły jego piosenek i płyt: „Satanica”, „Demonica”, „The Apostasy”, „Lucyfer”). Członkowie grupy nosili lub noszą specyficzne pseudonimy: „Holocausto”, „Sodomizer” czy „Mefisto”. Darski w wielu wywiadach otwarcie mówił, że jest przeciwny religii, a w Internecie bez trudu znaleźć można nagrania wideo z koncertów Behemotha, na których niszczy on Biblię (w tym także w klubie Ucho). Mimo to działania Ryszarda Nowaka nazwano katolicką agresją i przywracaniem cenzury. Poddany medialnemu bombardowaniu Nowak twardo trzymał się jednak swojego stanowiska, a w wypowiedziach słusznie argumentował, że: Gdyby ta sytuacja nie dotyczyła katolików, tylko np. Żydów i zostałaby spalona Tora, to wtedy podniósłby się szum na całym świecie. A w jednym z wywiadów zachowanie Nergala nazwał przestępstwem.
Po umorzeniu śledztwa przez oskarżyciela publicznego wystąpił z prywatnym powództwem o obrazę uczuć religijnych i zniesławienie Kościoła katolickiego. Jego zdaniem śledztwo prokuratury prowadzone było nieumiejętnie i w związku z tym zwrócił się do Ministerstwa Sprawiedliwości o odsunięcie prowadzącej go gdyńskiej prokurator. Niestety, i tym razem okazało się, że wymiar sprawiedliwości niezbyt chętnie zajmuje się tego typu sprawami: postępowanie z prywatnego oskarżenia Ryszarda Nowaka też zostało przez sąd umorzone…
Nergal kontratakuje
Wzmocniony przez sądy Darski przystąpił do kontrataku: uznał, że nazwanie go przez Nowaka „przestępcą” jest dla niego obraźliwe i podał przewodniczącego Komitetu do sądu. Tym razem Sąd Okręgowy w Gdańsku w pełni uznał argumentację muzyka i skazał Ryszarda Nowaka za zniesławienie na zapłacenie 3 tys. złotych na rzecz schroniska dla zwierząt oraz publikację przeprosin w prasie. Prowadzący sprawę sędzia Krzysztof Solecki stwierdził, że użycie określenia „przestępca” byłoby uzasadnione, gdyby wobec danej osoby zapadł prawomocny wyrok. W tym jednak przypadku określenie to zostało użyte wobec człowieka, który nie był karany. Co ciekawe, podczas procesu lider Behemotha potwierdził, że wulgarnie wyraził się o Biblii i podarł jej egzemplarz oraz nazwał Kościół katolicki „zbrodniczą sektą”! Sąd na to nie zareagował. Jestem historykiem z wykształcenia i zawsze interesowała mnie ciemna strona historii Kościoła. Historia Kościoła nie zawsze była piękna i różowa. Kościół – organizacja, a na początku swojego istnienia – sekta, ma wiele występków na swoim koncie – mówił Nergal. Walczymy o wolność wypowiedzi, wolność wypowiedzi artystycznej. I to jest ważne dla mnie. Zdziwiło mnie to, że to on się poczuł urażony, nie będąc w ogóle na tym koncercie, nie znając naszej twórczości, nie rozumiejąc jej – dodał, mając na myśli Nowaka. Zaznaczmy, że chrześcijaństwo do dziś jest nazywane sektą, ale przez… ortodoksyjnych Żydów.
Uznanie mnie za winnego w tej sprawie wywołało małą burzę. Powszechnie dziwiono się, jak to możliwe, że człowiek, który dopuścił się niegodziwego czynu, jest chroniony przez wymiar sprawiedliwości, a osoba, która walczy o jego ukaranie, ponosi konsekwencje. Wtedy w mojej obronie stanęło czworo pomorskich parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości – opowiada Ryszard Nowak. Jolanta Szczypińska, Andrzej Jaworski, Zbigniew Kozak i Hanna Foltyn-Kubicka wystąpili na konferencji prasowej, popierając stanowisko przewodniczącego Komitetu i wyrażając zdziwienie decyzjami sądów.
Gdy usłyszałem o decyzjach sądu wobec pana Nowaka, pomyślałem sobie, że to jakiś absurd. W katolickim kraju, w którym dziewięćdziesiąt parę procent społeczeństwa przyznaje się do religii chrześcijańskiej, nie znalazły się dwie oburzone osoby, a media liberalne mają z tego niezły ubaw. Nasze wystąpienie trochę pokrzyżowało szyki przeciwnikom Nowaka – opowiada poseł Andrzej Jaworski. Za słowami poszły czyny: parlamentarzyści podpisali się pod doniesieniem do prokuratury w sprawie obrazy uczuć religijnych. Na tej podstawie w maju 2010 r. prokuratura wszczęła postępowanie przeciwko Nergalowi. Tym razem pokrzywdzonych było więcej niż jeden i sprawa musiała trafić do sądu. Bój toczył się dalej.
Ryszard Nowak odwołał się także od skazującej go decyzji gdańskiego sądu. W grudniu 2009 r. sąd drugiej instancji uchylił ten wyrok i skierował go do ponownego rozpatrzenia przez Sąd Okręgowy. Sąd Apelacyjny uznał zaś, że zniszczenie przez Darskiego egzemplarza Pisma Świętego mogło naruszyć normy współżycia społecznego oraz uczucia Nowaka. Odbywały się kolejne rozprawy sądowe w Gdańsku, przesłuchiwano świadków, powoływano biegłych, przytaczano opinie. Ryszard Nowak zaczął bliżej przyglądać się osobie i „twórczości” Darskiego. Okazało się, że w dorobku tego muzyka jest utwór, w którym szydzi on z zabójstwa św. Wojciecha („Chwała Mordercom Wojciecha (997-1997 Dziesięć Wieków Hańby)” z płyty „Pandemonic Incantations”), w innym z kolei kpił z papieża Jana Pawła II. W międzyczasie Darski za sprawą swojego związku z inną sceniczną skandalistką – Dorotą Rabczewską Dodą, stał się rozpoznawalnym celebrytą zapraszanym do telewizji i radia, opisywanym i pokazywanym w kolorowej prasie. W wydanej wówczas przez niego książce pod znamiennym tytułem „Spowiedź heretyka” Ryszard Nowak przeczytał porażające wyznanie: muzyk opowiedział, jak podczas jednej z tras koncertowych jego koledzy z zespołu zgwałcili totalnie zamroczoną alkoholem fankę, a on, zamiast zareagować, tylko się śmiał.
Złożyłem w tej sprawie doniesienie do prokuratury. Niedawno natomiast dowiedziałem się, że podczas koncertu na lotnisku Bemowo w Warszawie Darski ustawił na scenie dwa krzyże i je spalił… O tym też napisałem do prokuratury – mówi Nowak.
Jednym z obrońców oskarżanego o satanizm Darskiego stał się były redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” ks. Adam Boniecki, który wyrażał się o Nergalu z sympatią, a nawet chętnie się z nim fotografował. Jest parę dziedzin, w których ludzie reagują w sposób bardzo wrażliwy: seks, religia, rodzina… Prowokacje artystyczne – czy raczej „artystyczne” – w tych dziedzinach budzą zawsze silne reakcje. I tak było w tym przypadku. Uważam jednak, że angażowanie się w to Kościoła było strasznym błędem. Nadawanie ogromnej rangi czemuś, co na to nie zasługiwało, było błędem. Darski poczuł się znienawidzony przez Kościół i osaczony. On mi dziękował, że ja go bronię, choć ja go w ogóle nie broniłem. Niemniej, on mi dziękował, że ja po ludzku do niego mówiłem. Przecież to jest człowiek – tłumaczy „WPiS-owi” ks. Boniecki.
28 czerwca 2010 r. na wniosek obrońcy Nergala Jacka Potulskiego została umorzona przez gdyński Sąd Rejonowy sprawa o obrazę uczuć religijnych z wniosku parlamentarzystów PiS. Z kolei we wrześniu po złożonym przez prokuraturę zażaleniu Sąd Okręgowy (a więc wyższej instancji) w Gdańsku zadecydował o ponownym jej rozpatrzeniu. Po przeprowadzonym w 2011 r. postępowaniu Darski został jednak uniewinniony, sąd uznał bowiem, że to, co mówił o Kościele, i to, co zrobił z Biblią, było swoistą formą sztuki wpisaną w stylistykę grupy Behemoth. Od tej decyzji odwołała się i prokuratura, i Nowak. W kolejnym postępowaniu Sąd Okręgowy w Gdańsku uznał, że sprawa o obrazę uczuć religijnych jest tak skomplikowana, że zwrócił się ze szczegółowym zapytaniem prawnym do Sądu Najwyższego. Ten stwierdził, że przestępstwo obrazy uczuć religijnych może zostać popełnione nie tylko przez tego, kto chciał się go dopuścić, ale także przez tego, kto był świadomy, że wykonywane przez niego czynności mogą obrazić uczucia religijne. Odnosiło się to do zachowania Darskiego w Uchu w 2007 r. i obalało stosowaną przez niego argumentację, że nie mógł obrazić uczuć Nowaka, bo przecież nie było go na koncercie. Na tej podstawie gdański sąd uchylił wyrok uniewinniający i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia.
Między nim a mną toczy się taka oto sądowa wojna. Gdy on jest uniewinniany, ja idę do Sądu Apelacyjnego, który przyznaje mi rację i sprawa znów wraca na wokandę. Gdy zostanie umorzona, do akcji wkracza prokuratura i się odwołuje od umorzenia. I tak się to toczy już od kilku lat – wzdycha ciężko Nowak. Przewodniczący Komitetu Obrony przed Sektami i Przemocą podkreśla, że Nergal ma dobrych prawników, którzy stoją za nim murem. Ten dr Potulski, gdy pytają go w mediach o mnie, to atakuje mnie bardzo mocno, szydzi, obraża. Czy adwokaci powinni się tak zachowywać? Moi pełnomocnicy podkreślają, że to niewłaściwe postępowanie. Co ciekawe, dr Potulski jest wykładowcą uniwersyteckim i uczy studentów – podkreśla przewodniczący. Czy trzeba tu coś więcej komentować?
Wspólna walka
Dramatyczne w całej tej bulwersującej sprawie jest to, że w swojej walce z Adamem Darskim Ryszard Nowak wspierany jest przez niewiele osób. Rozgłos medialny, jaki od pewnego czasu towarzyszy jego walce z Nergalem, sprawił, że nieśmiało zaczęli się zgłaszać ludzie, chcący udzielić przewodniczącemu wsparcia. Od trzech lat Civitas Christiana w Gdańsku zapewnia Nowakowi noclegi podczas rozpraw i zwraca koszty podróży. Życzliwej pomocy panu Ryszardowi udziela szef tamtejszej organizacji Waldemar Jaroszewicz. W pierwszych latach zdarzało się natomiast, że przewodniczący nocował… na dworcu, bo nie stać go było na nocleg w hotelu. Na kolacje i noclegi zaprasza go też ks. Grzegorz Daroszewski, kapłan zajmujący się sektami w Archidiecezji Gdańskiej.
Początkowo przewodniczący występował też na rozprawach bez adwokata, z czasem jednak sądowa materia stawała się coraz bardziej skomplikowana, więc pojawiła się konieczność posiadania prawnego reprezentanta. Przez pewien czas Nowaka reprezentował społecznie prawnik, który sam się do niego zgłosił, ale współpraca uległa zakończeniu. Teraz pełnomocnikiem przewodniczącego jest Janusz Masiak z Gdańska. Sprawa ciągnie się tak długo, bo rzeczywiście jest dość trudna. Wystarczy wspomnieć, że wypowiedział się w niej Sąd Najwyższy. Niemniej, nawet biorąc pod uwagę jej skomplikowanie i oczekiwanie na stanowisko SN, trudno wytłumaczyć, dlaczego trwa to tak długo – mówi mec. Masiak. Darski jest zaprzyjaźniony z wieloma wpływowymi osobami, z tym środowiskiem, które uważa, że tworzy współczesny salon. I ten salon po prostu nie pozwala mu zrobić krzywdy – stwierdza krótko poseł PiS Andrzej Jaworski. – Dla mnie natomiast nie jest żadnym artystą czy celebrytą, tylko człowiekiem, który propaguje nienawiść i zachowania satanistyczne. Dokonał czynu, który ja uważam za przestępczy i powinien za to ponieść konsekwencje – dodaje.
Prowadzący rozprawy sędziowie wielokrotnie zarzucali Ryszardowi Nowakowi, że w swoich wystąpieniach jest zbyt emocjonalny, a to nie przystoi w urzędzie. Przewodniczący odpowiada na to, że trudno nie być emocjonalnym, gdy występuje się w obronie Boga i Jego godności i jest się z tego tytułu pogardzanym. Ryszard Nowak podkreśla, że dużej pomocy w krytycznym dla niego momencie udzielili mu wspomniani parlamentarzyści PiS, dzięki którym skończona – wydawałoby się – i bliska przegrania sprawa znów mogła stanąć na wokandzie. Bardzo pozytywnie wypowiada się też o prokuraturze, która razem z nim, ramię w ramię, od kilku lat twardo walczy o ukaranie Darskiego. A prokuratury sąd zlekceważyć nie może…
Założony przez Nowaka Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami i Przemocą powstał w 1997 r. Nasilająca się w Polsce działalność najróżniejszych grup parareligijnych, coraz bardziej destrukcyjnie oddziałujących na społeczeństwo, sprawiła, że grupa zaniepokojonych tym osób postanowiła działać. Powołały stowarzyszenie i starały się przeciwdziałać niebezpiecznemu trendowi np. organizując przez kilkanaście lat akcję „Lato bez sekt”. Z czasem, wraz z pojawiającymi się nowymi zagrożeniami, ich aktywność poszerzała się. Takim zagrożeniem była np. rosnąca agresja wobec Kościoła. Coraz więcej polityków, „artystów” i celebrytów atakowało Boga, krzyż, kapłanów, a nawet papieża Jana Pawła II. Komitet zaczął więc występować prawnie przeciwko nim. To właśnie za sprawą Ryszarda Nowaka sąd zajął się głośną wypowiedzią piosenkarki Dody, która skandalicznie wyraziła się o autorach Biblii. Co ważniejsze, sędzia uznał racje Nowaka i skazał Rabczewską – Dodę.
Niektórzy zarzucali mu, że „zafiksował” się na temacie religii i Kościoła. Tymczasem przewodniczący podaje przykład znanego w kręgach młodzieżowych rapera o pseudonimie Peja, który w swoich tekstach nie odnosi się w żaden sposób do religii, ale za to nawołuje do przemocy i zabijania dzieci. I dlatego właśnie Komitet wiele razy występował przeciwko jego koncertom i składał zawiadomienia do prokuratury. Dziś w stowarzyszeniu działa około 30 osób, głównie ze Szklarskiej Poręby (tam mieści się siedziba Komitetu i tam mieszka Ryszard Nowak), ale też z Warszawy, Poznania czy Częstochowy. Wspomaga ich szersze grono sympatyków.
Ktoś może powie, że złożenie zawiadomienia do prokuratury, a potem chodzenie po sądach, to najprostsze możliwe działanie. Po pierwsze, proste to na pewno nie jest. Po drugie, Ryszard Nowak odpowiada, że bez wątpienia to najlepsza droga w państwie demokratycznym. Poza tym procesy sądowe to nie cała działalność Komitetu. Jego członkowie starają się pomagać potrzebującym na różne sposoby. Parę lat temu np. poręczyli za młodego chłopaka, który za włamanie do bankomatu miał trafić do więzienia. Zamiast tego skazano go na prace społeczne. Dziś ma już rodzinę i wyszedł na ludzi. Strach pomyśleć, co by się z nim stało, gdyby w młodości musiał odsiedzieć dwa lata w zakładzie karnym…
26 stron w 10 minut
W nadal toczącej się sądowej walce z Nergalem Ryszarda Nowaka zbulwersowało niedawno kolejne wydarzenie. Podczas rozprawy w procesie o obrazę uczuć religijnych, jaka odbyła się 3 czerwca tego roku przed Sądem Okręgowym w Gdyni, sędzia Monika Jobska uniewinniła Adama Darskiego. Nie to jednak wzburzyło przewodniczącego Komitetu (choć argumentacja orzekającej zasługuje na głębszą uwagę: oskarżony działał w zamiarze ewentualnym znieważenia uczuć religijnych osób, ale tylko tych obecnych na koncercie, nie zaś pokrzywdzonych występujących w sprawie – sic!). Otóż po kilkugodzinnej rozprawie, podczas której sąd przesłuchał świadków, wysłuchał wniosków (np. o powołanie biegłego muzykologa, który oceniłby „muzykę” tworzoną przez Darskiego; niestety wniosek nie został uwzględniony) oraz wysłuchał mów końcowych, prowadząca zarządziła dziesięciominutową przerwę. Po wznowieniu posiedzenia ogłosiła wyrok, a następnie przez blisko godzinę czytała jego pisemne uzasadnienie liczące aż 26 stron! Nie da się w ciągu 10 minut przygotować i napisać takiego uzasadnienia. Z tego wniosek, że pani Jobska przyszła na tę końcową rozprawę z przygotowanym wyrokiem i jego uzasadnieniem – oburza się Ryszard Nowak. Pewien prawnik, z którym rozmawialiśmy podczas przerwy, twierdził, że wyrok zapadnie za tydzień, bo to trudna i skomplikowana sprawa, no, w najlepszym wypadku za dwa dni. Potwierdzali to obecni tam adwokaci. Tymczasem wyrok zapadł od razu i to z gotowym uzasadnieniem. Trzeba było zobaczyć miny wszystkich obecnych na sali, gdy sędzia minuta po minucie odczytywała uzasadnienie – dodaje.
Co ciekawe, do niego i do prawników zaangażowanych w sprawę już wcześniej docierały pogłoski, że przegrają. Wynika z tego, że pani Jobska musiała wcześniej na lewo i prawo rozpowiadać, jaką decyzję już podjęła. Jeszcze dziś, gdy Ryszard Nowak opowiada o tym, nie może powstrzymać oburzenia. Ostrożniej wypowiada się jego pełnomocnik mec. Janusz Masiak: Gdyby rzeczywiście okazało się, że sędzia przyszła na rozprawę z gotowym uzasadnieniem, znaczyłoby to, że już wcześniej – przed ostatnią rozprawą, wysłuchaniem stron, mowami końcowymi itd. – wyrobiła sobie pogląd na całą sprawę. A coś takiego nie powinno mieć miejsca. To byłaby sytuacja wysoce nieprawidłowa.
Ryszard Nowak niezwłocznie napisał w tej sprawie pismo do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, domagając się od jego prezesa odpowiedniej reakcji. Rzecznik prasowy sądu Roman Kowalkowski zapowiedział wtedy, że pismo zostanie zbadane przez szefostwo, które następnie podejmie jakieś działania lub nie, bo nie musi tego robić. Co ciekawe, na zadane w listopadzie przez „WPiS” pytanie, jaka była reakcja na rzeczone pismo Nowaka, w gdańskim Sądzie Apelacyjnym odpowiedziano nam (rzecznik Kowalkowski przebywa na zwolnieniu), że w ogóle nie mogą znaleźć takiego pisma… Jakby przewidując taką kolej rzeczy, Ryszard Nowak złożył również zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Gdyni. Ta zwróciła się do szefa Prokuratury Apelacyjnej o przekazanie go do innej placówki, bo jej pracownicy znają się z sędzią Jobską z kontaktów zawodowych. Zawiadomienie trafiło więc do Gdańska, ale tamtejsza placówka – nie przesłuchując ani jednego świadka zdarzenia! – odmówiła wszczęcia postępowania. Ryszard Nowak odwołał się więc od tej decyzji. Sprawa jest w toku, prowadzi ją Prokuratura Gdańsk-Śródmieście – mówi Nowak.
Przyznaje, że docierały do niego sugestie, żeby odpuścił, darował, bo sędzia Jobska jest młoda i niedoświadczona, a całe to zamieszanie wpędziło ją w stan załamania. Przewodniczący odpowiada jednak, że nie powinna była oszukiwać. Sędzia zarabia dziś tak dużo i ma tak silną pozycję, że powinno być go stać na uczciwość – podkreśla.
Jak dziś Ryszard Nowak ocenia swoją – ciągle nie skończoną – walkę z Adamem Darskim? Uważam, że ta moja sądowa batalia wzmocniła uczucia religijne Polaków. Pokazała, że można i należy występować w obronie wiary, krzyża i Boga. To, że w sprawie Darskiego wypowiedział się Sąd Najwyższy, podkreślając, iż z obrażaniem uczuć religijnych należy być ostrożnym, jest bardzo istotne. Nikt już nie będzie mógł powiedzieć, że podarł Biblię, bo taka była jego wizja artystyczna – mówi z naciskiem Nowak.
Powyższa odyseja sądowa pokazuje, czyim spadkobiercą ideologicznym są w wolnej Polsce sądy. A druga sprawa, to kiedy Ryszard Nowak oraz inni mu podobni doczekają się takiego wsparcia instytucjonalnego, finansowego i medialnego ze strony prawicowego środowiska, jak Nergale i Dody mają nieustannie ze strony lewactwa… Prawdziwa lewica, gdyby była uczciwa, to pozostając nawet przy swoim ateizmie, pierwsza potępiłaby każde działanie godzące w polską tradycję i uczucia olbrzymiej większości rodaków.
Za zgodą miesięcznika WPiS - Wiara-Patriotyzm-Sztuka
http://e-wpis.pl/