Publikacje polecane

Resortowe rezonują

Dziwi mnie oburzenie resortowych dzieci na książkę Doroty Kani, Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza. Jest to pozycja w zdecydowanej większości faktograficzna, prawie pozbawiona nerwu publicystycznego, o cechach encyklopedycznych.

Pod kątem złośliwości i jadu nie może się nijak równać choćby z legendarną książką Waldemara Łysiaka „Rzeczpospolita Kłamców. Salon.”. Dlaczego zatem podanie suchych faktów tak bardzo bulwersuje tę różowo-czerwoną kamarylę? Widocznie podskórnie wiedzą, że to nie honor, kiedy swoją pozycję zawdzięcza się umocowaniu rodziców będących na usługach komunizmu. Dialog z resortowymi przebiega mniej więcej tak: – Ojciec Iksa był w SB – mówi Kania. – Sama jesteś szmatą – krzyczy do niej Iks. No cóż, jeśliby szukać jakiegoś klucza interpretacyjnego do tej debaty, wydaje się, że najlepszych narzędzi dostarcza psychoanaliza.

Jakub Pilarek

za:niezalezna.pl/50886-resortowe-rezonuja


***

Resortowe feministki. Od Marksa do gender


Prof. Magdalena Środa to córka prof. Edwarda Ciupaka, zarejestrowanego jako kontakt informacyjny „Gabriel”. Feministka Agnieszka Graff to rodzina zastępcy stalinowskiego naczelnego prokuratora wojskowego Kazimierza Graffa. Katarzyna Bratkowska, która chciała zabić swoje dziecko w Wigilię, jest córką Stefana Bratkowskiego, członka egzekutywy PZPR w Związku Literatów Polskich. Feministka Katarzyna Władyka to córka Wiesława Władyki z „Polityki”, a wcześniej komunistycznego pisma „Tu i teraz” - pisze „Gazeta Polska”.

Inkubatorami propagandy gender w Polsce stały się ośrodki Gender Studies przy Instytucie Badań Literackich PAN w Warszawie oraz przy Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim.

Córka tego Bratkowskiego

Katarzyna Bratkowska zajmuje się edukacją młodzieży w jednym z warszawskich liceów. Do 2009 r. prowadziła wykłady w ramach podyplomowych Gender Studies IBL PAN.

Przed świętami Bożego Narodzenia Bratkowska w jednej z telewizji ogłosiła, że chce dokonać aborcji i zamierza to zrobić w Wigilię. Później dodała, że właśnie wtedy, by „było weselej”. „Jestem komunistką, bo wierzę, że to najbardziej proludzki, humanitarny ustrój na świecie” – mówiła na łamach „Rz” Bratkowska.

Jej rodzicami jest para znanych dziennikarzy – Stefan Bratkowski i Roma Przybyłowska-Bratkowska. Przypomnijmy, że Stefan Bratkowski był członkiem egzekutywy PZPR w Związku Literatów Polskich. W PZPR działał od 1954 r. do 1981 r., gdy usunięto go z partii. W 1980 r. został szefem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, zdelegalizowanego w stanie wojennym, a w 1989 r. uczestniczył w Okrągłym Stole. Należał do współtwórców „Gazety Wyborczej”. W 2011 r. opublikował artykuł porównujący działalność Jarosława Kaczyńskiego i Adolfa Hitlera.

Płużański: Graff jest winny zbrodni sądowych na żołnierzach AK


Agnieszka Graff, feministka publikująca w „GW”, w niedawnym tekście zamieszczonym w „Krytyce Politycznej” stwierdziła, że nagonka na gender jest przejawem porozumienia między nową prawicą nacjonalistyczną a hierarchią Kościoła katolickiego.

Feministka ta w 2011 r. obwieściła światu, że Jolanta Kwaśniewska to „ikona kobiet”. Graff zasłynęła również jako admiratorka Janusza Palikota i jego ruchu. W 2011 r. w TOK FM narzekała, że Kościół ma „totalną władzę w kwestiach reprodukcyjnych”, a Palikot to pierwszy polityk, który ma szansę się temu przeciwstawiać. Graff uwypukla marksistowskie korzenie feminizmu.

W tej sytuacji "Gazeta Polska" postanowiła sprawdzić informacje z publikacji internetowych o związkach rodzinnych feministki z płk. Kazimierzem Graffem, zastępcą naczelnego prokuratora wojskowego w czasach stalinowskich. „Winny wielu zbrodni sądowych na żołnierzach AK i działaczach niepodległościowych, bezkarny w III RP” – pisał o nim Tadeusz Płużański w książce „Bestie”.

– Agnieszka to moja bliska rodzina – powiedziała "Gazecie Polskiej prawnik Krystyna Izdebska-Graff, córka Kazimierza Graffa. To wnuczka brata mego ojca – dodała.

Jak pisze "Gazeta Polska" - nic dziwnego, że na facebookowym profilu Agnieszki Graff pojawiło się takie stwierdzenie: „Ósmy marca to na Ukrainie dzień wolny od pracy (…), ale mimo wciąż żywego skojarzenia z Klarą Zetkin i Różą Luksemburg nie jest to święto walki o prawa kobiet”. Bardziej zrozumiałe stają się w jej ustach cytaty: „Kołtuństwo jest potencjałem drzemiącym w polskim społeczeństwie” czy „Antysemityzm to nie jest gafa – to symptom choroby tego społeczeństwa”.

Pojawianie się w mediach tematu wyjaśniania katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. Graff nazywa zaś „paraliżem smoleńskim”. Twierdzi, że czuje się obco wobec „histerii smoleńskiej”.

Maciej Marosz

za:niezalezna.pl/50638-resortowe-feministki-od-marksa-do-gender


***


"GW" przewidywalna do bólu. Autorów "Resortowych dzieci" oskarża o... antysemicki jad

Aż sama sobie współczuję, że musiałam przez to przebrnąć - pisze Dominika Wielowieyska, dziennikarka "Gazety Wyborczej" recenzująca książkę "Resortowe dzieci". W ślad za użalaniami się nad własnym losem Wielowieyska oskarża autorów książki o... antysemicki jad. Tymczasem Wydawnictwo Fronda po raz drugi zamówiło dodruk "Resortowych dzieci". W sumie wydrukowano już 90 tys. egzemplarzy.

Wielowieyska sama przyznaje, że to, co autorzy opisali w książce, jest zgodne z prawdą. Dodatkowo, jak podkreśla, "niemal wszystko, co jest w tej książce, od dawna było wiadome". To jednak nie przeszkadza jej atakować autorów w stylu organu z ul. Czerskiej.

Sprzeczności w "recenzji" dziennikarki "GW" jest więcej. Potrafi napisać, że jest to "śmiertelnie nudna cegła", by za chwilę z niepowtarzalną gracją oskarżyć o wylewanie "antysemickiego jadu".

- W jednej sprawie autorom nie można odmówić sprytu. Najpierw wyciągają jakieś zdanie Adama Michnika o liberalnej żydokomunie, a potem z dużą satysfakcją demaskują żydowskie pochodzenie wielu dziennikarzy, którzy zresztą swych korzeni nie kryją. Za rękę za antysemityzm złapać ich nie można, ale jest oczywiste, że sączą antysemicki jad - pisze Wielowieyska.

Dlaczego antysemityzmem jest pisanie o żydowskim pochodzeniu, skoro sami bohaterowie - jak zauważa recenzentka - tego nie kryją? Jak można pisać że "niemal wszystko, co jest w tej książce, od dawna było wiadome", jednocześnie pisząc o "demaskacji"? Czy Wielowieyska wie, co to jest logika? Gdzie - poza swoją recenzją - widzi "dużą satysfakcję" w demaskowaniu? Na to pytanie nie dostajemy odpowiedzi, w końcu chodzi o to, żeby błotem obrzucić, a nuż coś się przyklei.

Gdyby ktoś chciał na podstawie recenzji "Gazety Wyborczej" ocenić książkę, uznałby, że nieistotne spotkania są podstawą zarzutów o "resortowe dziedzictwo". I tak o Monice Olejnik Wielowieyska pisze z kpiną: A już Monika Olejnik to prawdziwie grzeszna istota: bywała na urodzinach Lecha Wałęsy i sfotografowała się z Hanną Gronkiewicz-Waltz! A w PRL pojechała na Maltę!

Pani Dominiko, pani nieuważnie przeczytała książkę. Jest w nim opis dużo ciekawszych spotkań Moniki Olejnik.

za:niezalezna.pl/50373-gw-przewidywalna-do-bolu-autorow-resortowych-dzieci-oskarza-o-antysemicki-jad

***

Sympatyk Platformy w roli komentatora Rzeczpospolitej. Co napisał o Resortowych dzieciach?

W "Plus Minus", dodatku "Rzeczpospolitej", ukazały się dwa komentarze, które redakcja zapowiedziała jako "Spór o resortowe dzieci". Rzeczywiście, jedna opinia przyznaje słuszność autorom książki, a druga odsądza ich od czci i wiary. Problem w tym, że wśród dwójki komentatorów znalazł się Jarosław Makowski, dyrektor Instytutu Obywatelskiego, czyli think tanku Platformy. Nasi czytelnicy chyba już domyślają się, której opinii był on autorem.

Krzysztof Kłopotowski swój tekst zatytułował "Ubekistan III RP" i pisze m.in.:

Wydawca „Resortowych dzieci" zapragnął pokazać, gdzie tworzyły się charaktery i więzi towarzyskie środowiska, które zdominowało debatę publiczną w Polsce. Wcale nie obciąża potomków winami ich ubeckich i komunistycznych przodków. To uczciwy punkt wyjścia.

Publicysta z ogromnym doświadczeniem zwraca również uwagę, że "książka jest obowiązkowa da dziennikarzy i dociekliwych laików".

"Autorzy nie winią ich (resortowych dzieci - dop. red.) za przodków, gdyż nie ma prostej zależności postawy obecnych dziennikarzy od ich rodzin" - tłumaczy Kłopotowski i dodaje: "Krzywda moralna nikomu się nie stanie od ujawnienia przestępstw rodziców, a zwłaszcza występków własnych i wątpliwych przywilejów".

O drugi komentarz, mający w założeniu być potępieniem autorów "Resortowych dzieci", redakcja "Rzeczpospolitej" poprosiła Jarosława Makowskiego. Dyrektor ośrodka Platformy Obywatelskiej ma oceniać książkę, która zdemaskowała publicystów przychylnych Platformie. Dziwaczne... Makowski swój tekst zatytułował "Himalaje cynizmu". Co napisał zwolennik PO?

"To już nie dziennikarze, lecz dziennikarscy mściciele" - to o trójce autorów "Resortowych dzieci", których nakręca rzekomo "chęć zdyskredytowania i odebrania społecznej legitymizacji tym dziennikarzom, których uznają za swoich wrogów i wrogów swojej jedynej partii, jaką jest dla nich PiS".

Według Makowskiego książka ta "pokazuje, że prawicowi dziennikarze płoną z nienawiści".

I jeszcze jeden mało wyszukany cytat: Jeśli szamani prawicy, czyli Kania, Sakiewicz lub Targalski, powiedzą, że uważają, iż Jezus z Nazaretu jest „resortowym dzieckiem”, to z taką interpretacją się nie dyskutuje.

Stefan Niesiołowski ma już swoje lata i w końcu przejdzie na emeryturę, ale o następców nie musi się martwić.

za:niezalezna.pl/50826-sympatyk-platformy-w-roli-komentatora-rzeczpospolitej-co-napisal-o-resortowy

***

Forum Żydów Polskich: Podanie prawdziwego nazwiska nie jest antysemityzmem, ale obowiązkiem historyka

Wobec „Resortowych dzieci” już pojawił się zarzut antysemityzmu. A przed takimi zarzutem broni autorów książki Forum Żydów Polskich i Dawid Wildstein, który pokazuje, że ten zarzut jest absurdalny.

„Podanie czyjegoś prawdziwego nazwiska nie jest antysemityzmem, ale... powinnością historyka. Nawet jeśli to nazwisko jest żydowskie” - zaczyna swój tekst Wildstein i dodaje: „nikt się waszych rodzin za żydowskość nie czepia. Ale za to, że współpracowali i budowali totalitarny reżim mordujący ludzi już tak. Więc bez bełkotu i wrzasków - czepiają się mojego dziadka, bo jest żydem. Nie. Czepiają się - bo był kanalią. I za pomocą totalitarnych instytucji zbudował sobie swoją wysoką pozycję społeczną. Którą potem przekazał swoim dzieciom”.

A dalej wskazuje, że próba zwekslowania dyskusji nad odpowiedzialnością moralną za komunizm na problem antysemityzmu jest zwyczajnie nudny. „To jak wycieracie sobie twarze antysemityzmem, byle tylko usprawiedliwiać swoich "ludzi" i ich działalność z okresu komunizmu, jest po prostu już nudne. A fakt, że usiłujecie wmówić społeczeństwu, że atak na komunizm i ludzi biorących w nim udział, jest atakiem na Żydów - to propagowanie antysemityzmu. Bo to wy chcecie utożsamić Żydów i komunizm. Byle tylko chronić swoich, i przy każdym ataku na nich argumentować - to antysemityzm. Żydzi was interesują tylko wtedy, gdy za ich pomocą możecie ratować swoją skórę” - podkreśla. I konkluduje: „Trzeba wyjątkowo dużo złej woli by akurat Kanię, Marosza i Targalskiego nazwać antysemitami”.

za:www.fronda.pl/a/forum-zydow-polskich-podanie-prawdziwego-nazwiska-nie-jest-antysemityzmem-al