Polski „dyplomata”, pan Piotr Łukasiewicz, kierownik ambasady na Ukrainie, który w ostatnich dniach stał się wyjątkowo rozpoznawalną postacią, pomija w swoim oficjalnym życiorysie dość ciekawy (i znaczący) wątek. „Pan pułkownik przemilcza fakt wieloletniej służby w Wojskowych Służbach Informacyjnych” – poinformował w swoim programie Michał Rachoń,
a na dowód wzorowej służby zaprezentował dyplom ukończenia kursu WSI ze stopniem bardzo dobrym.
To, że w polskiej przestrzeni publicznej, że w polskich strukturach państwa, znajdują się ludzie z doświadczeniem w WSI, to dla widzów naszego programu nie jest nic nowego, ale to, że jesteśmy w roku 2026 i za każdym razem, kiedy pojawiają się w tej przestrzeni publicznej skandaliczne wypowiedzi albo jakieś skandaliczne działania, które stoją w sprzeczności z najbardziej oczywiście rozumianym interesem państwa polskiego, to się doszukujemy związku z tym komunistycznym deep state – mówił Michał Rachoń.
Sobotnia wypowiedź Łukasiewicza, w której w rocznicę ludobójstwa na Wołyniu przypomniał „o ukraińskich ofiarach przemocy polskiej na terenach dawnej II RP przed wojną i w jej trakcie”, wywołała falę oburzenia. Szef MSZ Radosław Sikorski przyrównuje to oburzenie do reakcji komunistów po liście biskupów polskich do niemieckich.
za:tvrepublika.pl