Po wyroku historii wciąż brak finału. Sprawa ks. Blachnickiego testem państwa

Śmierć ks. Franciszka Blachnickiego od dawna nie była już tylko przedmiotem historycznych domysłów. Przełom nastąpił 14 marca 2023 roku, gdy Instytut Pamięci Narodowej ogłosił, że duchowny zmarł 27 lutego 1987 roku w Carlsbergu „na skutek zabójstwa poprzez podanie ofierze śmiertelnych substancji toksycznych”. IPN podkreślił przy tym, że ustalenia oparto na czynnościach procesowych przeprowadzonych nie tylko w Polsce, ale też na terenie Niemiec, Austrii i Węgier.

Tamten komunikat zamknął jeden etap, ale otworzył następny — znacznie trudniejszy. Bo od chwili, gdy państwo oficjalnie stwierdza zabójstwo polityczne, nie może zatrzymać się na samym nazwaniu zbrodni. Musi odpowiedzieć na pytania o sprawców, zaplecze operacyjne, osłonę agenturalną i ewentualne późniejsze zacieranie śladów. To właśnie dlatego sprawa ks. Blachnickiego znowu wraca do debaty publicznej, już nie tylko jako symbol męczeństwa kapłana, lecz także jako sprawdzian skuteczności współczesnych instytucji państwa.

Na konferencji IPN w 2023 roku ówczesny prezes Instytutu, Karol Nawrocki, mówił bez niedomówień: „dzisiaj wiemy, że ksiądz Franciszek Blachnicki został zamordowany 27 lutego 1987 roku”. Dodał również, że „w jego najbliższe otoczenie wysłano dwójkę zdeterminowanych, perfidnych i doświadczonych agentów komunistycznych służb – małżeństwo państwa Gontarczyków”, a następnie „nastąpiła śmierć i zabójstwo księdza Franciszka Blachnickiego. Wiemy już dzisiaj, że było to zabójstwo”. Z kolei prok. Andrzej Pozorski podkreślał: „ponad wszelką wątpliwość ustaliliśmy, że śmierć ks. Franciszka Blachnickiego (…) nastąpiła na skutek zabójstwa, poprzez podanie śmiertelnych substancji toksycznych”.

Te słowa miały ciężar historyczny, ale dzisiaj coraz wyraźniej widać, że prawda ustalona laboratoryjnie i procesowo nie przełożyła się jeszcze na domknięcie sprawy. Właśnie ten rozdźwięk stał się osią najnowszej interpelacji poselskiej Tomasza Rzymkowskiego, złożonej 8 kwietnia 2026 roku do ministra sprawiedliwości. Poseł przypomniał, że „przez kolejne trzy lata nie pojawiły się sygnały o postępach w wyjaśnieniu sprawy” i dodał: „Można ze sporą dozą przekonania stwierdzić, iż śledztwo stanęło w miejscu”. To już nie jest głos publicystyki ani komentarza z zewnątrz, lecz formalne pytanie skierowane do państwa w ramach oficjalnej procedury parlamentarnej.

Rzymkowski sformułował sprawę jeszcze ostrzej, pisząc, że śmierć ks. Blachnickiego jest „papierkiem lakmusowym miary wiarygodności polskich służb specjalnych”. W interpelacji znalazło się też zdanie szczególnie mocne: „Państwo i jego funkcjonariusze czekają, aż sprawcy zejdą z tego świata, a jedyny sąd, który ich ukarze, to sąd Boży. Nie chcę, żeby państwo zrzucało obowiązek ukarania na Pana Boga”. Tego rodzaju słowa pokazują skalę narastającej frustracji: po oficjalnym uznaniu zabójstwa nadal nie ma publicznie znanego przełomu na poziomie odpowiedzialności personalnej.

Kluczowe jest jednak to, że interpelacja nie stawia tez jako faktów, lecz formułuje pytania o możliwe przeszkody w śledztwie. Poseł pyta m.in., czy „Agencja Wywiadu blokuje lub utrudnia prowadzenie przedmiotowego śledztwa”, czy odnotowano działania lub zaniechania służb mogące wpływać na jego tempo, a także czy dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu prok. Andrzej Pozorski uniemożliwił sięgnięcie po tryb, który pozwalałby wystąpić o udostępnienie materiałów operacyjnych ABW lub Agencji Wywiadu niezbędnych do ustalenia sprawców i zleceniodawców mordu. Na obecnym etapie są to zarzuty i wątpliwości wyrażone w interpelacji, a nie publicznie rozstrzygnięte fakty.

Nie można jednak zrozumieć ciężaru tej debaty bez przypomnienia, kim był sam ks. Blachnicki i dlaczego komunistyczne państwo uznawało go za przeciwnika szczególnie niebezpiecznego. IPN przypomina, że był jednym z najwybitniejszych przedstawicieli polskiego duchowieństwa katolickiego w okresie PRL, twórcą Ruchu Światło-Życie, w którym w latach 1964–1989 uczestniczyło około 2 mln osób. Wcześniej przeżył Auschwitz, został przez niemiecki sąd skazany na karę śmierci, a po wojnie stał się kapłanem, który konsekwentnie łączył duszpasterstwo z wychowaniem do wolności. Dla władz PRL musiał być więc nie tylko duchownym, ale i organizatorem niezależnej wspólnoty społecznej poza kontrolą systemu.

Historyk i dziennikarz dr Andrzej Grajewski zwracał uwagę, że zainteresowanie bezpieki ks. Blachnickim zaczęło się bardzo wcześnie. W rozmowie z PAP mówił: „Bezpieka interesowała się ks. Franciszkiem Blachnickim od początku jego kapłaństwa”. Dodał też zdanie, które dla całej sprawy ma zasadnicze znaczenie: „Przed śmiercią ks. Blachnicki miał już pewność, że Gontarczykowie są agentami”. Jeżeli rzeczywiście ofiara zrozumiała naturę osaczenia tuż przed śmiercią, to dramat tej historii nabiera jeszcze bardziej przejmującego wymiaru.

Właśnie małżeństwo Gontarczyków pozostaje jednym z najważniejszych punktów całej układanki. IPN w 2023 roku wskazywał, że zostali oni wprowadzeni do najbliższego otoczenia kapłana w ramach operacyjnej gry Departamentu I MSW. Karol Nawrocki mówił o nich jako o agentach wysłanych do jego najbliższego otoczenia, „którzy mieli ostatecznie zniszczyć księdza”. W tym właśnie miejscu śledztwo historyczne styka się z pytaniem o mechanikę działania służb: nie chodziło wyłącznie o zbieranie informacji, ale o wejście w strefę zaufania, codzienności i bezbronności człowieka.

W debacie publicznej od lat obecny jest także Piotr Woyciechowski, który konsekwentnie wraca do tej sprawy. Już w 2020 roku mówił o „paśmie pomyłek i kompromitacji” w pionie śledczym IPN, a w Polskim Radiu 24 oceniał, że „w Instytucie Pamięci Narodowej jako takim i w pionie śledczym obowiązuje następująca zasada: najlepiej, żeby biologia rozwiązała nasze problemy”. To jedna z najsurowszych publicznych diagnoz dotyczących sposobu prowadzenia takich postępowań. Niezależnie od tego, czy ktoś ją podziela, pokazuje ona, jak mocno sprawa Blachnickiego stała się symbolem szerszego sporu o tempo rozliczeń z komunizmem.

W lutym 2026 roku Woyciechowski poszedł jeszcze dalej. W Radiu Wnet stwierdził: „Chodzi o morderstwo na tle politycznym. Jest to zakwalifikowane jako zbrodnia przeciwko ludzkości, czyli nie podlega przedawnieniu. Jest to oczywiście zbrodnia komunistyczna, czyli bardzo mocny przepis kodeksu karnego. W normalnym kraju powinien umożliwić prokuratorowi prucie szaf szefów służb specjalnych”. Wyjaśniał też, że w pewnych przypadkach ustawa daje możliwość skierowania sporu o materiały operacyjne do I Prezesa Sądu Najwyższego. To ważne, bo pokazuje, że pytanie o archiwa i dostęp do materiałów nie jest tylko publicystyczną metaforą, ale dotyczy bardzo konkretnych narzędzi prawnych.

Z drugiej strony trzeba zachować ostrożność. Fakt, że w przestrzeni publicznej padają podejrzenia o blokowanie śledztwa, nie oznacza jeszcze, że zostały one potwierdzone. Potwierdzone są natomiast inne elementy: samo zabójstwo, szeroki zakres międzynarodowych czynności procesowych oraz udział małżeństwa Gontarczyków w inwigilacji kapłana. IPN informował, że śledztwo obejmowało działania w Niemczech, Austrii i na Węgrzech, przesłuchania świadków za granicą, zabezpieczanie śladów kryminalistycznych i szerokie kwerendy archiwalne. Właśnie dlatego pytanie „co dalej?” brzmi dziś tak dotkliwie.

Międzynarodowy wymiar tej sprawy także nie jest detalem. Ks. Blachnicki zginął na terytorium RFN, a część materiału dowodowego była i jest związana z niemieckim obszarem operacyjnym. Niemiecki kontekst przywoływały też media i komentatorzy zajmujący się sprawą po komunikacie IPN. Sam IPN wyraźnie wskazał, że czynności procesowe prowadzono „na terenie Niemiec, Austrii i Węgier”, co pokazuje, że nie jest to wyłącznie polska historia pamięci, lecz także problem rozliczenia operacji agenturalnej przeprowadzonej w realiach zimnowojennej Europy.

W marcu 2026 roku temat nadal był na tyle żywy, że IPN zorganizował spotkanie z cyklu „Tajemnice bezpieki”, podczas którego — jak informował Instytut — przedstawiono „nowe ustalenia i wątki śledztwa dotyczącego okoliczności śmierci księdza Franciszka Blachnickiego”. Sam fakt takiego spotkania pokazuje, że sprawa nie została zamknięta ani symbolicznie, ani badawczo. Nadal pozostaje otwartym polem dociekań, sporów i pytań, na które państwo musi odpowiedzieć nie tylko pamięcią, lecz także skutecznym działaniem.

W centrum tych pytań znajduje się dziś już nie tyle sama przeszłość PRL, ile kondycja III RP. Czy współczesne państwo jest gotowe wejść w konflikt z własnym instytucjonalnym cieniem, jeśli okaże się, że pełna prawda wymaga sięgnięcia do materiałów służb, do zaniedbań przełożonych albo do niewygodnej ciągłości personalnej po 1989 roku? Tego dziś jeszcze nie wiemy. Wiemy natomiast, że oficjalnie potwierdzone zabójstwo bez wskazania pełnego mechanizmu działania i bez publicznie znanych rozstrzygnięć personalnych pozostawia w społeczeństwie poczucie niedomknięcia.

I właśnie dlatego sprawa ks. Franciszka Blachnickiego przestała być tylko opowieścią o zamordowanym kapłanie. Stała się opowieścią o państwie, które po latach potrafiło nazwać zbrodnię, ale wciąż musi udowodnić, że umie doprowadzić tę prawdę do końca. Pamięć historyczna bez sprawiedliwości daje moralne świadectwo, lecz nie daje pełnej odpowiedzi. A w tej sprawie odpowiedź wciąż czeka nie tylko w archiwach, ale także w decyzjach żywych instytucji.

Sprawa ks. Franciszka Blachnickiego weszła w nową fazę po komunikacie IPN z 14 marca 2023 roku, który jednoznacznie stwierdził zabójstwo przez otrucie. Dziś osią sporu nie jest już to, czy doszło do zbrodni, lecz dlaczego — mimo tak mocnego ustalenia — śledztwo nie doprowadziło jeszcze do publicznie znanego finału. Interpelacja Tomasza Rzymkowskiego, wypowiedzi Piotra Woyciechowskiego i wcześniejsze komentarze dr. Andrzeja Grajewskiego pokazują, że pytania dotyczą już nie tylko dawnych sprawców z PRL, ale także współczesnej zdolności państwa do rozliczenia własnego dziedzictwa instytucjonalnego. To właśnie dlatego śmierć ks. Blachnickiego staje się dziś nie tylko sprawą historyczną, lecz także testem wiarygodności III RP.

 Kto pilnuje ciszy po ks. Blachnickim? Mord, archiwa i strach państwa

Po latach państwo polskie dowiodło wreszcie, że ks. Franciszek Blachnicki został zamordowany. Nie potrafi jednak doprowadzić tej prawdy do końca. Im dłużej trwa śledztwo, tym wyraźniej widać, że stawką nie jest już tylko wyjaśnienie jednej zbrodni z PRL, ale odpowiedź na pytanie, czy III RP naprawdę umie rozliczyć własne służby, własne archiwa i własną niedokończoną transformację. 

Prawda, która nie wystarcza 

Są sprawy, w których samo wypowiedzenie prawdy nie jest jeszcze sprawiedliwością. Przeciwnie — bywa dopiero początkiem najtrudniejszego etapu. Tak właśnie stało się w przypadku śmierci księdza Franciszka Blachnickiego. Gdy w marcu 2023 roku Instytut Pamięci Narodowej ogłosił, że przyczyną jego śmierci było podanie śmiertelnych substancji toksycznych, państwo polskie wypowiedziało wreszcie to, co przez lata istniało w sferze podejrzeń, analiz i moralnej pewności: założyciel Ruchu Światło-Życie nie zmarł naturalnie, lecz został zamordowany 27 lutego 1987 roku w Carlsbergu. 

Tamten komunikat miał znaczenie historyczne. Kończył długi okres półcieni, niedomówień i ostrożnych hipotez. Ale był też czymś jeszcze: początkiem nowego, znacznie trudniejszego testu. Bo od chwili, gdy państwo przyznaje, że doszło do zabójstwa politycznego, nie może już zadowolić się samym nazwaniem zbrodni. Musi ustalić sprawców, zleceniodawców, mechanizm operacji i wszystkie ogniwa późniejszej osłony. O ile to możliwe. 

Właśnie tutaj zaczyna się najpoważniejszy problem III RP. Mijają kolejne lata od chwili oficjalnego potwierdzenia otrucia, a sprawa nie została doprowadzona do punktu, którego można by oczekiwać po państwie poważnie traktującym własną pamięć i własne zobowiązania wobec ofiar komunizmu. Nie chodzi już o brak historycznej wiedzy. Chodzi o pytanie, dlaczego ta wiedza nie przekłada się na ostateczne rozstrzygnięcia, i jak złamać omertę funkcjonariuszy służb specjalnych. 

Po 2023 roku wygodne tłumaczenie, że nadal poruszamy się po gruncie przypuszczeń, przestało wystarczać. Skoro państwowa instytucja - Instytut Pamięci Narodowej publicznie ogłasza, że doszło do otrucia, zarazem przyznaje, iż dysponuje materiałem pozwalającym przekroczyć dawny próg niewiedzy. Wtedy pytanie nie brzmi już: czy wydarzyła się zbrodnia. Pytanie brzmi: dlaczego po oficjalnym potwierdzeniu zbrodni wciąż nie następuje adekwatne przyspieszenie działań państwa. Nie jest wina prowadzącego śledztwo prokuratora, ale upływu czasu, biologii, która bezlitośnie rozlicza sprawców i zleceniodawców mordu oraz niszczenia archiwów. 

I właśnie dlatego sprawa ks. Blachnickiego nie jest już wyłącznie sprawą historyczną. Coraz wyraźniej staje się sprawą współczesnego państwa. Pytaniem o to, czy III RP naprawdę przecięła ciągłość z komunizmem, czy też w decydujących momentach nadal okazuje się zakładnikiem archiwów, instytucjonalnych odruchów i korporacyjnych lojalności odziedziczonych po tamtym systemie. 

Gdy ślad prowadzi do teraźniejszości 

Z tej diagnozy wyrastał mój wcześniejszy cykl publikacji poświęconych sprawie ks. Blachnickiego. Punktem wyjścia nie było już samo pytanie o to, czy został zamordowany. Na to pytanie odpowiedź stawała się coraz wyraźniejsza. Znacznie istotniejsze było inne: kto dziś blokuje dojście do pełnej prawdy i gdzie znajduje się realna przeszkoda, której śledztwo nie potrafi przełamać. 

W tekście „Śledztwo w impasie politycznym?” wskazywałem, że klucz do sprawy może tkwić w materiałach dotyczących agentury i rezydentury działającej w Niemczech, przejętych po dawnych strukturach SB i pozostających poza realnym zasięgiem śledczych. W kolejnych publikacjach pytałem już bez osłon: czy służby chronią morderców księdza Franciszka Blachnickiego i czy III RP kryje morderców z PRL. 

Nie były to pytania pisane dla efektu. Wynikały z prostej logiki nasuwających się pytań obserwatora tej sprawy. Jeżeli państwo po latach uznaje zabójstwo, a mimo to nie dochodzi do przełomu, trzeba przestać patrzeć wyłącznie wstecz. Trzeba zacząć patrzeć na współczesne instytucje: służby, archiwa, pion śledczy, decyzje przełożonych, zakres wykorzystywanych przepisów i granice, których — być może — komuś nie wolno przekroczyć. 

To właśnie ten moment okazał się najtrudniejszy. O przeszłości można mówić odważnie, bo nie odpowiada. Teraźniejszość jest inna. Tu pojawiają się konkretne nazwiska, konkretne instytucje, konkretne zaniechania i konkretne procedury. A wraz z nimi pojawia się pytanie znacznie poważniejsze od historycznego sporu: czy polskie państwo po 1989 roku naprawdę panuje nad własnym dziedzictwem służb? 

Interpelacja nr 16437 złożona przez posła Tomasza Rzymkowskiego 8 kwietnia 2026 roku pokazuje, że te pytania wyszły już poza publicystykę i weszły do oficjalnego obiegu państwowego. W dokumencie wskazano moje artykuły jako przykład publikacji wymagających wyjaśnienia, a sam poseł pyta ministra sprawiedliwości o możliwą rolę Agencji Wywiadu, o blokowanie lub utrudnianie śledztwa, o działania lub zaniechania służb wpływające na przebieg postępowania oraz o to, czy szef pionu śledczego IPN prok. Andrzej Pozorski uniemożliwił sięgnięcie po materiały operacyjne niezbędne do ustalenia sprawców i zleceniodawców mordu. 

To trzeba napisać wprost: interpelacja Tomasza Rzymkowskiego, który był onegdaj inicjatorem drugiego śledztwa w sprawie śmierci księdza Blachnickiego, jest skutkiem moich publikacji oraz wieloletniej aktywności Piotra Woyciechowskiego. W moim przypadku przesądza o tym sama treść interpelacji. W przypadku Woyciechowskiego — lata presji, pamięci i eksperckiego nacisku, bez których sprawa mogłaby nie odzyskać wagi koniecznej do wywołania reakcji politycznej. 

Woyciechowski i pamięć nieodwołana 

Piotr Woyciechowski od dawna odgrywał w tej historii rolę wykraczającą poza funkcję komentatora. Był jednym z tych ludzi, którzy nie pozwolili, by sprawa śmierci ks. Blachnickiego została zamknięta w archiwum pamięci. Już w 2020 roku publicznie mówił o „paśmie pomyłek” pionu śledczego IPN. Była to diagnoza niewygodna nie dlatego, że ostra, lecz dlatego, że uderzała w samo jądro problemu: w możliwość, że państwo nie tylko nie rozliczyło zbrodni, ale może również nie robić wszystkiego, aby ją rozliczyć. 

Jeszcze mocniej wybrzmiały jego wypowiedzi z 2021 roku, kiedy ujawnił razem z Janem Pospieszalskim informacje o wynikach poufnej kościelnej ekshumacji z 2006 roku. Tego rodzaju dane zmieniają perspektywę. Jeśli sygnały wzmacniające hipotezę otrucia istniały już wcześniej, spór przestaje dotyczyć wyłącznie tego, czego nie wiedzieliśmy. Zaczyna dotyczyć także tego, dlaczego przez lata nie wyciągnięto z tej wiedzy wszystkich konsekwencji. 

Po komunikacie IPN z 2023 roku Woyciechowski nadal nagłaśniał wagę i znaczenie sprawy, tłumacząc ją w kategoriach operacji, a nie tylko dramatycznego epizodu historycznego. Wskazywał na znaczenie udziału w inwigilacji duchownego agentów komunistycznego wywiadu PRL - Andrzeja Gontarczyka TW „Yon” i jego żony Jolanty Gontarczyk TW „Panna”, na logikę działań służb i na konieczność myślenia o tej zbrodni w szerszym kontekście wywiadowczym. Prowadził też debaty i spotkania, w tym wydarzenie IPN w marcu 2026 roku, w którym uczestniczyłem. 

To istotne, bo pokazuje, że sprawa nie była podtrzymywana jedynie przez pojedyncze impulsy medialne. Istniała konsekwentna linia nacisku: ekspercka, publiczna i historyczna. Można wręcz powiedzieć, że bez tej cierpliwej pracy pamięci moje późniejsze publikacje nie miałyby takiego politycznego rezonansu. 

Woyciechowski robił coś jeszcze ważniejszego. Odbierał państwu alibi niewiedzy. Pokazywał, że problem nie leży już tylko w dawnej historii, ale w obecnej tajemniczości instytucji. To różnica zasadnicza. Dawne tajemnice są skutkiem historii. Obecna - jest skutkiem decyzji. 

Gontarczykowie i anatomia operacji 

W centrum tej historii pozostają Jolanta Gontarczyk-Lange.  i Andrzej Gontarczyk. Nie jako postacie poboczne, lecz jako agenturalny rdzeń operacji wymierzonej w ks. Franciszka Blachnickiego i jego środowisko. Z dostępnych materiałów wynika, że zostali skierowani do RFN do inwigilowania kapłana i jego współpracowników, a następnie zdołali wejść do jego najbliższego otoczenia. 

To właśnie ten moment jest najważniejszy. W tajnych operacjach kluczowe nie jest tylko zbieranie informacji, ale zdobycie zaufania. Najcenniejszy agent to nie ten, który patrzy z daleka, lecz ten, który staje się częścią sfery życia ofiary. Ktoś, kto bywa obecny przy codziennych czynnościach, przy relacjach, przy słabościach, przy tym, co publiczne i prywatne zarazem. 

Na początku 1984 roku Gontarczykowie nawiązali kontakt z ks. Blachnickim, a potem zdobyli jego zaufanie i zostali dopuszczeni do współpracy. W końcu 1984 roku przenieśli się do Carlsbergu i szybko znaleźli się w ścisłym otoczeniu księdza. Oznaczało to dostęp do jego działalności publicznej, ale również do codzienności, w której człowiek ujawnia najwięcej, bo najmniej myśli o tym, że jest obserwowany. 

Niepokój tej sytuacji rośnie jeszcze bardziej, gdy uwzględnić relacje przywoływane przez Piotra Woyciechowskiego, według których Jolanta Gontarczyk znała stan zdrowia księdza, jego leki i codzienne potrzeby. Jeśli tę relację potraktować serio, a są ku temu powody, agenturalna obecność przestaje być zwykłą inwigilacją środowiska politycznego czy religijnego. Oznacza dostęp do samej bezbronności ofiary. 

Według ustaleń, tuż przed śmiercią ks. Blachnicki miał już wiedzieć, że Gontarczykowie są agentami Departamentu I MSW, czyli komunistycznego wywiadu PRL. Jeżeli tak było, dramat całej sprawy staje się jeszcze głębszy. Oto ofiara zaczyna rozumieć naturę osaczenia być może dokładnie wtedy, gdy mechanizm operacji eliminacji jest już domknięty. W takim układzie nie mamy do czynienia z luźną siecią podejrzeń, lecz z logiką perfidnej, zabójczej operacji. 

Po śmierci kapłana Gontarczykowie nie pozostali w Carlsbergu. Z dostępnych źródeł wynika, że w 1988 roku uciekli do Polski w obawie przed zatrzymaniem przez kontrwywiad RFN, a ich wycofanie miało odbyć się przy pomocy wywiadu PRL. W języku operacyjnym wygląda to jak klasyczna szpiegowska sekwencja: pełna penetracja środowiska, śmierć celu, zagrożenie dekonspiracją, ewakuacja agentury. 

Jest też wątek, który powinien budzić szczególne zainteresowanie śledczych i opinii publicznej: dokumenty ukryte w Carlsbergu przez dwoje agentów wywiadu PRL — Jolantę i Andrzeja Gontarczyków — które do dziś nie zostały odnalezione. Jeżeli ten trop jest trafny, oznaczałoby to, że ich rola nie ograniczała się do obecności przy ofierze, lecz obejmowała również aktywne zarządzanie śladami po operacji. 

To właśnie dlatego Gontarczykowie pozostają nie tylko historycznym tropem, ale centralnym punktem tej sprawy. Bez pełnego wyjaśnienia ich roli, relacji, osłony i późniejszych losów trudno wyobrazić sobie rzeczywiste domknięcie śledztwa. „Yon” od kilku lat nie żyje, zmarł w dosyć niewyjaśnionych okolicznościach. „Panna” uciekła tuż przed przesłuchaniem do Hiszpanii i unika prokuratora IPN. 

Sprawa międzynarodowa, nie lokalna 

W Polsce nadal zbyt słabo dostrzega się międzynarodowy ciężar tej sprawy. Ks. Blachnicki zginął na terytorium RFN, a śledztwo prowadzone przez prokuratora IPN obejmowało współpracę z m.in. Niemcami, Austrią i Węgrami. Nie jest to zatem wyłącznie polska historia pamięci o komunizmie. To również sprawa dotycząca wiarygodności polskiego państwa wobec partnerów zagranicznych i jego zdolności do rozliczenia zbrodni popełnionej przez agenturę bloku wschodniego na obszarze zachodniego państwa. 

Nieprzypadkowo temat ten podjęły media zagraniczne. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisał w 2023 roku, że „Warszawa jest pewna, iż agenci SB otruli ks. Blachnickiego, a niemieckie służby od dawna interesowały się Gontarczykami z powodu podejrzeń o działalność szpiegowską”. To nie są informacje marginalne. Pokazują, że sprawa żyje nie tylko w polskim obiegu pamięci, lecz także w szerszym obiegu europejskim. 

Właśnie dlatego niewyjaśniona do końca śmierć ks. Blachnickiego przestaje być jedynie polskim dramatem historycznym. Staje się również sprawą międzynarodowej reputacji państwa. Jeśli Berlin, dzięki własnym archiwom i własnej „pamięci kontrwywiadowczej”, może wiedzieć o tej operacji więcej, niż gotowa jest ujawnić Warszawa, mamy do czynienia nie tylko z historycznym skandalem, ale również z problemem suwerenności instytucjonalnej. 

To jest szczególnie bolesne, bo dotyczy fundamentów wiarygodności państwa. Kraj, który nie potrafi uporządkować wiedzy o działaniach komunistycznej agentury na terytorium zachodniego państwa, nie może z pełnym przekonaniem opowiadać o zakończonej transformacji i pełnym rozliczeniu przeszłości. W takim momencie historia przestaje być tylko historią. Staje się lustrem teraźniejszości. 

Pozorski i pytanie o blokadę od środka 

Nie da się uczciwie pisać o tej sprawie bez nazwiska Andrzeja Pozorskiego. Interpelacja Rzymkowskiego pyta wprost, czy dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu uniemożliwił prokuratorowi prowadzącemu śledztwo skorzystanie z procedury, która mogła doprowadzić do udostępnienia materiałów operacyjnych ABW lub Agencji Wywiadu, niezbędnych do ustalenia sprawców i zleceniodawców mordu. 

Jeśli ten zarzut jest prawdziwy, jego ciężar jest ogromny. Oznaczałby bowiem, że blokada nie znajduje się wyłącznie poza śledztwem — po stronie służb, tajemnicy państwowej czy niechęci do otwierania archiwów — ale również wewnątrz instytucji, która została powołana właśnie po to, by ścigać zbrodnie komunistyczne.  

Taki obraz byłby dla państwa szczególnie kompromitujący. Oznaczałby, że prawda nie przegrywa jedynie z dawną tajemnicą archiwów, ale także z ostrożnością jej własnych strażników. Innymi słowy: że nawet w IPN, który zajmuje się rozliczaniem zbrodni komunistycznych, może działać odruch hamowania, odwlekania i niewchodzenia zbyt głęboko w obszary chronione przez inne instytucje państwa. 

Samotność śledczego 

Zbyt rzadko mówi się o tym, że śledztwo w sprawie zabójstwa księdza Blachnickiego prowadzi tylko jeden prokurator, a nie rozbudowana struktura task force, jak z amerykańskich filmów sensacyjnych. Jeżeli rzeczywiście próbuje on sięgać do obszarów szczególnie wrażliwych dla współczesnych służb i ludzi związanych z ich dziedzictwem, musi liczyć się nie tylko z przeszkodami formalnymi, ale także z ryzykiem nacisku, izolowania, zniechęcania i podważania podejmowanych decyzji. 

W polskim życiu publicznym pojawiały się już w ostatnich latach opisy ingerowania przełożonych w czynności procesowe i wywierania nacisków na prokuratorów. Nie trzeba więc budować sensacyjnych scenariuszy, aby uznać, że w sprawie takiej rangi ryzyko odwetu instytucjonalnego jest realne. Wystarczy świadomość, jak funkcjonują hierarchiczne instytucje państwa, gdy stawką staje się ich własny interes albo interes środowisk z nimi powiązanych. 

Taki nacisk nie musi przyjmować formy widowiskowej. Częściej wygląda jak obojętność przełożonych, brak wsparcia, rozmywanie odpowiedzialności, odwlekanie decyzji, blokowanie inicjatyw albo sygnał, że ktoś dotknął tematu, który lepiej zostawić. Właśnie dlatego pytanie o ochronę prokuratora prowadzącego śledztwo nie jest pobocznym detalem, lecz jednym z kluczowych testów powagi państwa. 

Jeżeli państwo nie potrafi ochronić i wspomóc własnego śledczego wtedy, gdy ten dociera do obszaru archiwów, służb i tajnych operacji, to tak naprawdę samo przyznaje, że instytucjonalnie boi się prawdy. A państwo, które boi się prawdy o morderstwie politycznym, przestaje być tylko nieudolne. Zaczyna być współodpowiedzialne za trwanie ciszy. 

III RP i nieodcięty rodowód 

Właśnie tutaj dochodzimy do sedna. Służby III RP nie powstały od zera. W debacie organizowanej przez IPN przypominano, że ponad połowa weryfikowanych w 1990 roku funkcjonariuszy SB trafiła do policji lub UOP, a Agencja Wywiadu została później utworzona przez wyodrębnienie wywiadu cywilnego ze struktur UOP. Nie stawiam zarzutu prostego utożsamienia współczesnych służb z aparatem PRL. Przypominam tylko fakt, że transformacja miała wymiar ciągłości personalnej i instytucjonalnej. 

To zaś oznacza, że wraz z ludźmi, którzy miękko przeszli weryfikację, i z SB trafili do UOP mogły przetrwać również określone nawyki środowiskowe. Odruch ochrony własnej korporacji. Niechęć do pełnej jawności. Przekonanie, że pewnych spraw nie należy otwierać do końca, bo mogłyby naruszyć spójność środowiska, uruchomić lawinę kompromitujących pytań lub osłabić mit „czystego początku” służb po 1989 roku. 

Właśnie dlatego pytanie o Agencję Wywiadu nie jest nadużyciem, lecz logiczną konsekwencją historii transformacji. Instytucja wyrastająca z porządku bezpieczeństwa budowanego po PRL ma szczególny obowiązek pokazać, że nie chroni dawnych ludzi, dawnych operacji i dawnych zasobów wiedzy bardziej niż współczesnego interesu państwa. A współczesny interes państwa w tej sprawie jest oczywisty: pełne wyjaśnienie morderstwa politycznego księdza. 

W służbach specjalnych najtrwalsza bywa nie struktura, lecz kultura instytucjonalna. Można zmienić nazwę, ustawę, podległość i organizacyjny szyld, a mimo to zachować ten sam odruch: chronić swoje środowisko przed pełnym odsłonięciem. Jeśli właśnie z takim zjawiskiem mamy do czynienia w sprawie ks. Blachnickiego, to przestaje ona być wyłącznie śledztwem. Staje się diagnozą ustrojową III RP. 

Bo wtedy problem nie polega już na tym, że przeszłość jest trudna. Problem polega na tym, że teraźniejszość postanowiła tej trudności nie rozwiązać. A to jest różnica fundamentalna. Historia nie wybiera. Instytucje wybierają. 

Nadzieja, która ma nazwisko 

Na tym tle szczególnego znaczenia nabiera osoba Prezydenta Karola Nawrockiego. To on jako prezes IPN publicznie poinformował w marcu 2023 roku, że zgromadzony materiał dowodowy pozwala stwierdzić, iż ks. Blachnicki został zamordowany przez funkcjonariuszy SB poprzez podanie trucizny. Interpelacja Rzymkowskiego przypomina ten fakt wprost, co nadaje jego osobie szczególny ciężar w dzisiejszej debacie o odpowiedzialności państwa. 

Dlatego właśnie z Nawrockim można dziś wiązać realną nadzieję. Nie dlatego, że prezydent może jednym ruchem otworzyć archiwa Agencji Wywiadu czy ABW, bo nie może. Materiały operacyjne podlegają rygorom ustawowym. Ale dlatego, że jako były prezes IPN nie ma prawa udawać, że nie rozumie ciężaru tej sprawy. Jeśli potraktuje śledztwo poważnie, może nadać jemu rangę realnego priorytetu państwowego, wymusić współpracę instytucji, odebrać komfort bezruchu tym, którzy zasłaniają się procedurami, i stworzyć polityczną ochronę dla tych, którzy chcą doprowadzić śledztwo do końca. 

To jest najważniejszy test wiarygodności Karola Nawrockiego. Jeśli chce być prezydentem pamięci Niepodległej, musi pokazać, że pamięć nie jest dla niego dekoracją. W sprawie ks. Blachnickiego nie chodzi o kolejne przemówienie, tablicę, rocznicę ani podniosłą formułę. Chodzi o to, czy państwo pod jego politycznym patronatem będzie gotowe wejść w konflikt z cieniami, nie tylko przeszłości. 

To właśnie dlatego nadzieja związana z jego osobą nie ma charakteru naiwnego ani mesjanistycznego. Nie chodzi o oczekiwanie cudu jednego człowieka. Chodzi o uzasadnione oczekiwanie, że człowiek wywodzący się z IPN zrozumie prostą zależność: pamięć bez sprawiedliwości jest tylko bardziej elegancką formą bezsilności. Jeśli Nawrocki tego nie zrozumie, zawiedzie nie jako polityk jednej kadencji, lecz jako symbol całego obozu politycznego, z którego wyrósł. 

Jeżeli zaś tego nie zrobi, rozczarowanie będzie miało ciężar szczególny. Wtedy okaże się, że nawet polityk wyrastający z IPN nie był gotów zderzyć państwa z nierozliczoną przeszłością służb. A to oznaczałoby coś bardzo gorzkiego: że III RP woli czcić ofiary komunizmu, niż naprawdę je rozliczać. 

Finał, którego państwo może się bać 

Dziś najważniejsze pytanie nie brzmi już tylko: kto zabił księdza Franciszka Blachnickiego. Pytanie brzmi: kto przez tyle lat pilnował ciszy wokół tej zbrodni i dlaczego państwo wolnej Polski nadal nie potrafi tej ciszy przełamać? 

Jeżeli prawdą okażą się zarzuty z interpelacji — jeśli Agencja Wywiadu lub inna służba blokuje lub utrudnia śledztwo, jeśli prowadzący śledztwo prokurator pozostaje bez realnej ochrony przed naciskami, a polityczne centrum państwa nadal będzie udawało, że sprawa wymaga jedynie cierpliwości — to śmierć ks. Blachnickiego przestanie być wyłącznie oskarżeniem wobec sprawców z PRL. Stanie się oskarżeniem wobec III RP. 

I wtedy trzeba będzie powiedzieć coś jeszcze mocniej. Nie, że państwo nie dało rady. Nie, że sprawa okazała się zbyt trudna. Ale że państwo wiedziało, co ma zrobić, i nie zrobiło tego, ponieważ bardziej niż prawdy przestraszyło się własnych archiwów, własnych służb i własnej biografii po 1989 roku. To byłaby już nie bezradność. To byłby wybór. 

A jeśli byłby to wybór, oznaczałoby to, że problem nie polega na niedokończonym śledztwie, lecz na niedokończonym państwie. Na państwie, które umie mówić o sprawiedliwości, ale nie umie zaryzykować konfliktu z własnym cieniem. Na państwie, które przez lata budowało swoją moralną opowieść na rozliczaniu komunizmu, a w chwili prawdziwej próby cofa się przed otwarciem tych drzwi, za którymi mogłyby znajdować się najbardziej kompromitujące ciągłości. 

Wtedy śmierć ks. Franciszka Blachnickiego stanie się czymś więcej niż jedną z najcięższych zbrodni politycznych końca PRL. Stanie się lustrem, w którym III RP zobaczy własną twarz bez retuszu. I być może właśnie tego lustra najbardziej się boi. 

Interpelacja Tomasza Rzymkowskiego w sprawie czynności podejmowanych przez pion śledczy Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach w postępowaniu przygotowawczym dotyczącym zabójstwa politycznego ks. Franciszka Blachnickiego

Szanowny Panie Ministrze,

w związku z niepokojącymi informacjami dotyczącymi stanu śledztwa prowadzonego od sześciu lat przez pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej, a w szczególności przez jego katowicki oddział Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu pod sygn. akt: S 35.2020.Zk, uprzejmie proszę o udzielenie wyczerpujących wyjaśnień w sprawie aktualnego stanu postępowania dotyczącego wyjaśnienia okoliczności i ustalenia sprawców zabójstwa ks. Franciszka Blachnickiego.

Pragnę przypomnieć, że ponad sześć lat temu został złożony przeze mnie wniosek o wznowienie postępowania w tej sprawie, który skutkował podjęciem przez IPN stosownych czynności procesowych. Następnie, w marcu 2023 roku, ówczesny prezes IPN pan dr Karol Nawrocki publicznie poinformował, iż zgromadzony materiał dowodowy pozwala stwierdzić, że ks. Franciszek Blachnicki został zamordowany przez funkcjonariuszy SB poprzez podanie mu trucizny. Przez kolejne trzy lata nie pojawiły się sygnały o postępach w wyjaśnieniu sprawy. Można ze sporą dozą przekonania stwierdzić, iż śledztwo stanęło w miejscu.

Sprawa śmierci ks. Franciszka Blachnickiego ma nie tylko istotne znaczenie historyczne, ale również społeczne i moralne. Jest także papierkiem lakmusowym miary wiarygodności polskich służb specjalnych. Jeśli jako państwo nie jesteśmy w stanie ukarać sprawców zbrodni komunistycznych, to nie dajemy dobrego świadectwa sprawiedliwości i odpowiedzialności za działania w realiach praworządnego, demokratycznego i niepodległego państwa polskiego. Nie jesteśmy zatem w stanie uchronić w przyszłości obywateli od zbrodniarzy działających w interesie mafii lub grupy zindoktrynowanych szaleńców, gdyż pokazujemy nieprzerwanie słabość w ściganiu zbrodniarzy. Państwo i jego funkcjonariusze czekają, aż sprawcy zejdą z tego

świata, a jedyny sąd, który ich ukarze, to sąd Boży. Nie chcę, żeby państwo zrzucało obowiązek ukarania na Pana Boga. Opinia publiczna oczekuje pełnego wyjaśnienia okoliczności tego zdarzenia oraz pociągnięcia sprawców i zleceniodawców mordu do odpowiedzialności.

W związku z powyższym zwracam się z następującymi pytaniami:

1. Czy Pan Minister podjął zdecydowane działania, a jeżeli tak, to z jakim skutkiem, w sprawie wyjaśnienia wątpliwości i prawdziwości zarzutów stawianych w doniesieniach medialnych pod adresem Agencji Wywiadu, zawartych przykładowo w publikacjach prasowych pióra red. Tomasza Szymborskiego „Czy służby chronią morderców księdza Franciszka Blachnickiego?” z dnia 30.01.2026 r. oraz „Krew na rękach wywiadu. Czy III RP kryje morderców z PRL?” z dnia 1.04.2026 r. (pierwszy tekst opublikowany na portalu Tysol.pl, drugi na portalu Salon24.pl.)?

2. Czy w toku prowadzonego śledztwa o sygn. S 35.2020.Zk odnotowano jakiekolwiek działania lub zaniechania ze strony służb specjalnych, w tym w szczególności Agencji Wywiadu, które mogłyby mieć wpływ na przebieg lub tempo śledztwa?

3. Czy prawdą jest, że Agencja Wywiadu blokuje lub utrudnia prowadzenie przedmiotowego śledztwa? Jakie działania zostały podjęte w celu weryfikacji tego?

4. Czy prawdą jest, że dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu – prok. Andrzej Pozorski uniemożliwił prokuratorowi prowadzącemu śledztwo S 35.2020.Zk w sprawie zabójstwa politycznego ks. Franciszka Blachnickiego skorzystanie z przepisów art. 39 ust. 6 ustawy z dnia 24 maja 2002 r. o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu i skierowanie do prezesa Sądu Najwyższego wniosku z żądaniem udostępnienia materiałów operacyjnych Agencji Wywiadu lub Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego niezbędnych dla ustalenia sprawców i zleceniodawców mordu? Jeżeli tak, to jakie konsekwencje służbowe Pan Minister zamierza wyciągnąć wobec prok. Andrzeja Pozorskiego?

5. Jakie konkretne czynności procesowe i operacyjne zostały podjęte w ciągu ostatnich trzech lat przez katowicki oddział Głównej Komisji Ścigania Zbrodni

przeciwko Narodowi Polskiemu – od momentu ogłoszenia w marcu 2023 roku publicznie informacji potwierdzających ponad wszelką wątpliwość fakt zabójstwa politycznego ks. Franciszka Blachnickiego poprzez podanie mu trucizny – w kierunku ustalenia sprawców i zleceniodawców zabójstwa?

6. Na jakim etapie znajduje się obecnie postępowanie w tej sprawie? Czy ustalono osoby podejrzane, a jeśli tak, to czy postawiono im zarzuty karne?

7. Czy w toku śledztwa prowadzona jest współpraca międzynarodowa, w szczególności z organami ścigania Republiki Federalnej Niemiec lub innych państw?

8. Czy istnieją przeszkody prawne, organizacyjne lub międzynarodowe, które utrudniają zakończenie śledztwa? Jeśli tak, to jakie działania zostały podjęte w celu ich przezwyciężenia?

9. Jakie dalsze kroki są planowane w tej sprawie oraz jaki jest przewidywany termin zakończenia postępowania?

10. Czy Jolanta Lange (vel Gontarczyk) oraz Andrzej Gontarczyk zostali przesłuchani w toku prowadzonego śledztwa? Jeśli tak – w jakim charakterze i kiedy miały miejsce te czynności?

11. Czy wobec Jolanty Lange (vel Gontarczyk) podejmowane były jakiekolwiek działania procesowe, w tym próby postawienia zarzutów lub zastosowania środków zapobiegawczych?

12. Czy prawdą jest, że Jolanta Lange (vel Gontarczyk) pozostaje pod ochroną współczesnych służb specjalnych Rzeczypospolitej Polskiej? Jeśli tak – na jakiej podstawie prawnej oraz w jakim zakresie taka ochrona miałaby być realizowana?

Z poważaniem

dr Tomasz Rzymkowski

Bez wyczyszczenia służb nie można mówić o suwerenności

Po ponad 30 latach IPN potwierdził, że ks. Franciszek Blachnicki został zamordowany. Tomasz Szymborski mówi w Radiu Wnet o błędach śledztwa i oporze służb wobec ujawnienia akt.

W marcu 2023 roku, ponad 30 lat po śmierci ks. Franciszka Blachnickiego, Instytut Pamięci Narodowej ustalił, że założyciel Ruchu Światło-Życie został zamordowany.

    – W wyniku gry operacyjnej i działań operacyjnych wydziału 11 Departamentu I MSW – a więc komunistycznego wywiadu – w jego najbliższe otoczenie wysłano dwójkę zdeterminowanych, perfidnych i doświadczonych agentów komunistycznych służb – małżeństwo państwa Gontarczyków, którzy mieli ostatecznie zniszczyć księdza. Później nastąpiła śmierć i zabójstwo księdza Franciszka Blachnickiego. Wiemy już dzisiaj, że było to zabójstwo – mówił w 2023 roku ówczesny prezes Instytutu Pamięci Narodowej Karol Nawrocki

O sprawie mówił w Poranku Radia Wnet dziennikarz Tomasz Szymborski. Tłumaczył, dlaczego przełom nastąpił dopiero po latach i co sprawiło, że pierwsze postępowanie zakończyło się fiaskiem.

    „Kilka lat temu zostało wszczęte drugie śledztwo Instytutu Pamięci Narodowej, gdyż pierwsze zostało brutalnie przerwane. Prokurator Skwara wszczął to śledztwo, zbulwersowany niedoróbkami, które doprowadziły do umorzenia pierwszego postępowania.”

Zdaniem Szymborskiego kluczowym problemem pierwszego śledztwa były elementarne zaniedbania, których – jak podkreśla – nie powinien popełnić doświadczony prokurator.

    „Podczas pierwszego śledztwa doszło do kardynalnych, szkolnych błędów, które prokuratorowi z kilkudziesięcioletnim stażem nie powinny się zdarzyć.”

Najpoważniejszym z nich był brak ekshumacji.

    „Prokurator Ewa Koj nie zrobiła podstawowej rzeczy. To znaczy nie ekshumowała ciała księdza Blachnickiego, który został zamordowany w Niemczech, a pochowany jest w Polsce, w sanktuarium Ruchu Światło-Życie.”

Dopiero późniejsze ustalenia potwierdziły, że duchowny został otruty, choć – jak zaznacza rozmówca Radia Wnet – przedwczesne ujawnianie szczegółów toksykologicznych mogło utrudnić dalsze czynności.

    Historię życia i śmierci księdza Franciszka Blachnickiego dziś opowiada jego bliski znajomy

Szymborski przypomniał, że śmierć ks. Blachnickiego nastąpiła krótko po wizycie w jego ośrodku w Carlsbergu pary agentów PRL-owskiej Służby Bezpieczeństwa.

    „W jego pokoju pojawiła się para, która później okazała się agentami SB – Andrzej Gontarczyk pseudonim ‘Jon’ oraz Jolanta Gontarczyk-Lange, TW ‘Panna’. Wkrótce po tej wizycie ksiądz zmarł.”

Początkowo niemiecki lekarz stwierdził zator płucny, jednak – jak wynika z późniejszych ustaleń – ta diagnoza była błędna. Wkrótce po śmierci duchownego agenci zostali ewakuowani do Polski, mimo że niemiecki kontrwywiad był już na ich tropie.

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych wątków pozostaje – według Szymborskiego – postawa współczesnych służb wobec śledztwa IPN.

    „Z moich informacji wynika, że Agencja Wywiadu nie chce współpracować z prokuratorami IPN. Myślę, że z bardzo prostego powodu – chroni swoją agenturę.”

Dziennikarz wskazuje, że część agentów mogła zostać przejęta przez służby III RP.

    „Wszystko na to wskazuje, że Jolanta Lange została przejęta z całym dobrodziejstwem inwentarza przez służby III Rzeczpospolitej. I że nie działali sami – była cała logistyka i obsługa agentury, także w otoczeniu duchownych.”

Rozmowa zeszła także na szerszy problem ciągłości aparatu bezpieczeństwa po 1989 roku i koncepcję tzw. „opcji zero”.

    „Ta sprawa pokazuje, że bez wyczyszczenia służb trudno mówić o suwerennym państwie.”

Jednocześnie Szymborski studził postulaty radykalnych rozwiązań w obecnej sytuacji geopolitycznej.

    „Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby dziś wprowadzono opcję zero, kiedy za wschodnią granicą trwa wojna. Być może najlepszym rozwiązaniem byłoby stworzenie instytucji równoległej, która stopniowo przejmowałaby zadania służb.”

Zdaniem dziennikarza próby paraliżowania śledztwa nadal trwają – m.in. poprzez podsuwanie fałszywych tropów, które mają odciągać prokuratorów od kluczowych ustaleń. Mimo upływu niemal czterech dekad odpowiedzialność karna za zabójstwo ks. Blachnickiego wciąż nie została rozliczona.

Agencja Wywiadu twierdzi, że w swoich archiwach nie ma dokumentów dotyczących ks. Franciszka Blachnickiego

Szef Agencji Wywiadu poinformował pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej, że kierowana przez niego instytucja w swoich zasobach nie ma żadnej wiedzy o ks. Franciszku Blachnickim, ani osobach, które znajdują się w zainteresowaniu śledztwa w sprawie zabójstwa kapłana. To informacja szokująca, bo zgodnie z oficjalnymi ustaleniami prokuratury w otoczeniu księdza Blachnickiego w latach 80. XX wieku w Niemczech działała cywilna agentura PRL.

Ustalenia śledztwa: otrucie kapłana

Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach prowadzi śledztwo w sprawie śmierci księdza Franciszka Blachnickiego, który zmarł 27 lutego 1987 roku w niemieckim Carlsbergu. Zgodnie z ustaleniami postępowania, kapłan został otruty za pomocą ksenobiotyku. Użycie tej substancji przez nieustalonych zabójców spowodowało ostrą lewokomorową niewydolność krążeniowo-oddechową.

Agentura wokół księdza

Śledztwo prowadzone jest w kierunku przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych i zabójstwa, a także zbrodni komunistycznej z ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Jakkolwiek w postępowaniu nikt jeszcze nie usłyszał zarzutów, to owymi funkcjonariuszami publicznymi, których określić trzeba mianem osób podejrzewanych, była agentura polskiego komunistycznego wywiadu, która oplotła księdza Franciszka Blachnickiego. Tak pisała o tym Prokuratura Krajowa w komunikacie z marca 2023 roku:

    W czasie, gdy ksiądz Blachnicki przebywał na emigracji w Niemczech, Departament I Ministerstwa Spraw Wewnętrznych PRL umieścił w jego najbliższym otoczeniu agentów. Ich działalność polegała na destrukcji podejmowanych przez księdza Blachnickiego przedsięwzięć i rozbijaniu polskiego środowiska emigracyjnego w Niemczech. Duchowny był inwigilowany ze względu na swoją aktywność duszpasterską i niepodległościową. Na emigracji w Carlsbergu, w istniejącym wcześniej Ośrodku ,,Marianum”, założył Międzynarodowe Centrum Ewangelizacji ,,Światło Życie”, Wydawnictwo ,Maximilianum” i ,,Chrześcijańska Służbę Wyzwolenia Narodów”. Prowadził działalność wydawniczą i rozwijał inicjatywy związane z działalnością Ruchu Światło-Życie – powołanego przez siebie jeszcze w latach 60-tych ruchu oazowego, który rozwinął się także w innych komunistycznych krajach.

Przełomowa konferencja prokuratury i IPN

Komunikat ten został wydany po konferencji ówczesnego Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro, Zastępcy Prokuratora Generalnego Andrzeja Pozorskiego oraz ówczesnego Prezesa IPN Karola Nawrockiego, podczas której poinformowano o ustaleniach śledztwa, zgodnie z którymi ksiądz został otruty.

Agentami PRL, którzy krążyli w tamtym czasie wokół ks. Franciszka Blachnickiego było m.in. małżeństwo Jolanty i Andrzeja Gontarczyków (ps. Panna i Yon). Mężczyzna już nie żyje, ale jego żona, nosząca obecnie nazwisko Lange, współpracuje z ratuszem Rafała Trzaskowskiego.

Zaskakująca informacja od prokuratora

Postanowiliśmy zweryfikować, czy ponad 3 lata po konferencji pion śledczy IPN zwrócił się do Agencji Wywiadu o informacje o agenturze PRL wokół ks. Blachnickiego. Ustawa o ABW i AW teoretycznie daje służbie możliwość odmowy podzielenia się wiedzą z prokuratorem. Wówczas spór w tym zakresie rozstrzyga Sąd Najwyższy.

Naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach prok. Michał Skwara, który jest równocześnie referentem śledztwa, przekazał Radiu Wnet, że 8 maja 2024 roku wystąpił do Szefa Agencji Wywiadu „z wnioskiem o przeprowadzenie w zasobach archiwalnych Agencji Wywiadu wnikliwej kwerendy i przekazanie wszelkich dokumentów – w rozumieniu art. 7 ust. 1 i 2 ustawy o IPN-KŚZpNP, wytworzonych w okresie do dnia 31 lipca 1990 roku, a odnoszących się do wytypowanych podmiotów i osób (w piśmie wymieniono łącznie 42 pozycje), które albo były bezpośrednio związane z ks. Franciszkiem Blachnickim albo z innych przyczyn przechodziły w materiałach postępowania, nawet jeżeli wskazane wyżej dokumenty dot. wymienionych podmiotów i osób pozostawały nadal częścią obecnie prowadzonych przez Agencję Wywiadu spraw wszystkich kategorii”.

Dalsza część maila od prokuratora musi budzić najwyższe zdumienie. 

Szef Agencji Wywiadu pismem z dnia 6 czerwca 2024 roku poinformował tut. Oddziałową Komisję, że w wyniku przeprowadzonej kwerendy w zasobach archiwalnych Agencji Wywiadu nie odnaleziono dokumentów dot. ks. Franciszka Blachnickiego i jego zabójstwa, ponadto w bazach archiwalnych Agencji Wywiadu nie przechodzą inne osoby i organizacje, które zostały wymienione w piśmie z dnia 8 maja 2024 roku

Co ukrywa Agencja Wywiadu?

Wydaje się być czymś nieprawdopodobnym, by wywiad PRL w żaden sposób nie dokumentował przynajmniej części pracy swojej agentury. Nasuwa się więc podejrzenie, że Agencja Wywiadu albo kłamie, albo ktoś zniszczył lub ukrył dokumentację dotyczącą ks. Franciszka Blachnickiego.

Zaskakuje też data zwrócenia się przez prokuratora Michała Skwarę o dane do Agencji Wywiadu. Pismo w tej sprawie zostało skierowane przecież ponad rok po wspomnianej konferencji, informującej o ustaleniach w zakresie zabójstwa. Dlaczego musiało minąć tak dużo czasu od wystąpienia Prokuratora Generalnego w marcu 2023 r.? I przede wszystkim, dlaczego czynności tych nie przeprowadzono lata temu, podczas pierwszej odsłony tego postępowania, prowadzonego wówczas przez prokurator Ewę Koj? 

Są to prawdopodobnie pytania bez odpowiedzi.

    Chodzi o morderstwo na tle politycznym. Jest to zakwalifikowane jako zbrodnia przeciwko ludzkości, czyli nie podlega przedawnieniu. Jest to oczywiście zbrodnia komunistyczna, czyli bardzo mocny przepis kodeksu karnego. W normalnym kraju powinien umożliwić prokuratorowi prucie szaf szefów służb specjalnych. Wydawałoby się, że ugrupowanie o tradycji niepodległościowej i antykomunistycznej umożliwi, by prowadzący śledztwo miał dostęp do materiałów operacyjnych Urzędu Ochrony Państwa, dotyczących małżeństwa Gontarczyków, czy innych agentów – komentował tę sprawę w „Prawodajni” ekspert ds. służb specjalnych Piotr Woyciechowski, krytykując indolencję prawicy, która nie potrafiła skutecznie przyspieszyć kompleksowego zbadania tej sprawy.

Petycja do prezydenta.

Petycja skierowana do głowy państwa dotyczy śledztwa w sprawie zabójstwa politycznego ks. Franciszka Blachnickiego. Poniżej przedstawiamy pełną treść pisma.  Tekst przygotował Jan Pospieszalski. 

 Petycja skierowana do głowy państwa dotyczy śledztwa w sprawie zabójstwa politycznego ks. Franciszka Blachnickiego. 

Wielce Szanowny Panie Prezydencie,

działając na podstawie art. 2 i 3 ustawy z dnia 11 lipca 2014 r. o petycjach, w odruchu troski o dobro wspólnoty, prawdy i sprawiedliwości oraz kierując się najlepiej pojętym interesem publicznym, zwracamy się do Pana Prezydenta w sprawie następującej:

Dzisiaj tj. 20 kwietnia mija 6 lat od wznowienia śledztwa w sprawie zabójstwa politycznego księdza Franciszka Blachnickiego w Carlsbergu (RFN). 

 Postępowanie zostało wszczęte przez pion śledczy IPN po interpelacji posła Tomasza Rzymkowskiego. Istotnym elementem, który miał wpływ na podjęcie kolejnego śledztwa, były nowe ustalenia mediów w/s okoliczności śmierci, a także docierająca szeroko do opinii publicznej wiedza, o licznych, poważnych błędach i zaniechaniach prokuratury podczas pierwszego śledztwa w tej sprawie, prowadzonego w latach 2005/2006.

Dzięki wznowieniu postępowania i profesjonalnym działaniom prokuratora Michała Skwary z Oddziałowej Komisji ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach, 18 marca 2023 roku, na wspólnej konferencji prasowej, Prezes IPN dr Karol Nawrocki, Prokurator Generalny, Zbigniew Ziobro i szef pionu śledczego IPN, Prokurator Andrzej Pozorski, zakomunikowali opinii publicznej, że ks. Franciszek Blachnicki został zamordowany wskutek podania substancji toksycznych. 

 Konferencja prasowa i ten komunikat miały fundamentalne znaczenie. To, co do tej pory funkcjonowało w sferze domysłów, spekulacji i podejrzeń, zostało potwierdzone autorytetem instytucji państwa. Od trzech lat mamy już świadomość, że ks. Franciszek Blachnicki, wybitny kapłan, o ogromnym dorobku duszpasterskim, znana postać antykomunistycznej opozycji, nie zmarł śmiercią naturalną.

Niestety postępowanie (należy podkreślić) prowadzone w kierunku zbrodni komunistycznej, utknęło w martwym punkcie. Z niewyjaśnionych przyczyn, po oficjalnym potwierdzeniu charakteru zgonu, wciąż nie następuje oczekiwane przyspieszenie działań organów państwa. 

 Wg ustaleń prokuratora i dziennikarzy badających historię księdza Blachnickiego, klucz do sprawy może tkwić w materiałach dotyczących agentury i rezydentury działającej w Niemczech, które znajdują się w archiwach przejętych przez ABW i AW po dawnych strukturach SB. Fakt, że kluczowe dokumenty, od trzech lat pozostają poza realnym zasięgiem śledczych w tak ważnym śledztwie, kompromituje polskie państwo i wystawia na szwank autorytet IPN, wiarygodność jego poprzedniego i obecnego kierownictwa.

Okazuje się bowiem, że nie można wyjaśnć jednej z najważniejszych zbrodni komunistycznych lat PRL, ponieważ ważniejsze są korporacyjne układy służb, interesy i ochrona dawnej agentury. 

 Pan Prezydent w czerwcu 2025 roku zyskał zaufanie społeczne oraz mandat udzielony przez miliony Polaków, również ze względu na swoją działalność jako prezes Instytutu Pamięci Narodowej.

Dziś zwracamy się z petycją, aby Prezydent RP jako głowa państwa i strażnik Konstytucji, ponownie zapoznał się z prowadzonym śledztwem, ale nie jako historyk badający epizod walki Polaków z systemem zniewolenia, lecz jako najwyższy urzędnik państwa, który strzeże autorytetu Rzeczypospolitej.

Zwracamy się do Pana Prezydenta z gorącym apelem o użycie politycznych instrumentów przynależnych Prezydentowi RP, aby przełamać impas śledztwa, dotrzeć do prawdy, wskazać winnych zbrodni i postawić ich przed wymiarem sprawiedliwości , pozostajemy z wyrazami najwyższego szacunku. 

Artur Adamski – Solidarność Walcząca (Wrocław) 

Paweł Badzio – dziennikarz Radia Wnet

Michał Chodurski – dziennikarz, były emiter podziemnego Radia „S”

Andrzej Herman – adwokat

płk. Artur Hejne – były wysoki funkcjonariusz SKW

płk. Jacek Gawryszewski vel Winek – były zastępca Szefa ABW

Dariusz Figura – radny m. st. Warszawy

Dawid Jackiewicz – były minister Skarbu Państwa

Paweł Lisicki – redaktor naczelny tyg. „Do Rzeczy”

gen. Marek Łapiński – były Szef SWW

Paweł Nowacki – dziennikarz, producent filmowy

Jacek Łęski – dziennikarz

Michał Karnowski – dziennikarz, podcast „TAK”

Jan Józef Kasprzyk – historyk, radny Dzielnicy Warszawa-Ochota, doradca Prezydenta

Wojciech Konikiewicz – muzyk, kompozytor

płk. Mariusz Kozłowski – były wysoki funkcjonariusz SKW

gen. Maciej Materka – były Szef SKW

płk. Grzegorz Małecki – były Szef AW

Józef Orzeł – działacz opozycji antykomunistycznej, Kub Ronina

Jacek Pawłowicz – z-ca dyr. Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL

Jakub Pilarek – dziennikarz Radia Wnet

Jan Pospieszalski – dziennikarz, publicysta, youtuber

dr Tomasz Rzymkowski – Poseł na Sejm RP

Arkadiusz Siwko – manager, przedsiębiorca, publicysta

dr hab. Dominik Smyrgała – specjalista ds. bezpieczeństwa, publicysta, historyk

Jacek Sobala – dziennikarz Telewizji Republika

dr Barbara Stanisławczyk – publicystka i pisarka, doktor nauk o polityce

Marek Surmacz – były poseł na Sejm RP i były radny m. Bydgoszcz

Tomasz Szymborski – dziennikarz śledczy tysol.pl

Magdalena Uchaniuk – dziennikarka Radia Wnet

płk. Marek Utracki – były zastępca Szefa SKW

Piotr Woyciechowski – ekspert ds. służb specjalnych

Br. Tomasz Żak – Kapucyn Prowincji Krakowskiej 

za:wnet.fm