Jedna z zasadniczych różnic między ideowymi, światopoglądowymi konserwatystami a zwolennikami opcji lewicowo-liberalnej jest odmienne rozumienie dobra. Wyraża się to m.in. w podejściu do rozwodów. Małżeństwo jest taką relacją – uważają lewicowcy – która powinna rodzić samo dobro, a w gruncie rzeczy przyjemność.
Jeżeli pojawiają się w nim problemy, trudności, jeżeli przechodzi ono kryzys – nie widać żadnego powodu, aby taki związek trwał nadal. Konserwatyści się z tym nie zgadzają. Dlaczego? Nie redukują bowiem dobra do przyjemności, lecz rozróżniają dobro subiektywne, to, co tylko mnie odpowiada, dobre samopoczucie, oraz obiektywne wartości, które domagają się realizacji, i obiektywne dobro dla osoby, które ją rozwija i uszczęśliwia. Jednak urzeczywistnianie tych wartości i zabieganie o to dobro, odpowiedzialność małżonków za siebie i za dzieci, wymaga trudu.
Konserwatyści nie przemilczają tego, jak wielką cenę płacą dzieci za rozwód rodziców. Dlatego są przeciwnikami ułatwiania tego aktu. Nie negują jednak, że istnieją arcytrudne sprawy małżeńskie. Warto o tym pamiętać.
Jan Galarowicz
za:niezalezna.pl