Zamach na kresowe media. Potomek Adama Mickiewicza alarmuje: to akt depolonizacji Kresów

Praprawnuk Adama Mickiewicza, Roman Gorecki-Mickiewicz, w liście otwartym do senatora Bogdana Borusewicza powiadomił opinię publiczną o zamiarze pozwania Senatu RP za drastyczne ograniczenie środków przeznaczonych na utrzymanie polskich instytucji patriotycznych i kulturalnych oraz mediów polonijnych na Litwie, Białorusi i Ukrainie. Takie działania Senatu nazwał „aktem depolonizacji Kresów”.

List otwarty w obronie kresowych mediów

W swoim liście potomek wieszcza, przewodniczącemu senackiej Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą, zadał trudne pytanie: „Czy Senat jest głównym narzędziem niszczenia polskich mediów za granicą?”  

Następne zdania listu również musiały senatora zaboleć: „W przeciwieństwie do Pana, który próbuje się bronić opiniami ekspertów, biorę pełną odpowiedzialność za swoje działania i nie potrzebuję ekspertów, aby wyrobić sobie precyzyjną opinię na temat jakości pracy Pańskiej komisji. Z przykrością muszę stwierdzić, że Pana komisja nie działa na rzecz dobra Polonii” – tak Roman Gorecki-Mickiewicz ocenił pracę senackiej Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą.

Praprawnuk Adama Mickiewicza wskazuje, że wiele organizacji i redakcji mediów polonijnych, które miały otrzymać dofinansowanie na rok 2026, do tej pory nie dostały żadnych środków. W wielu przypadkach nawet umowy z nimi nie zostały jeszcze podpisane, a mamy już koniec maja.

W związku z tym, że rządzący w Polsce postawili polonijne media, funkcjonujące na dawnych Kresach RP, na krawędzi bankructwa, Roman Gorecki-Mickiewicz zapowiada możliwość wejścia na drogę sądową. „Ostrzegam Pana Senatora, że gdyby choć jedno polskie medium na Litwie zbankrutowało (Bmtv albo Wilnoteka), rozważę nawet pozwanie Senatu do sądu za niszczenie kultury polskiej na utraconych terenach II Rzeczypospolitej i Wielkiego Księstwa Litewskiego”.

W liście otwartym, jego autor, wyraża też osobisty żal do Bogdana Borusewicza przewodniczącego senackiej Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą. Żal ten jest tym większy, bo senator Borusewicz ma kresowe korzenie, jego rodzice i dalsi przodkowie wywodzą z Wilna. Powinien więc rozumieć Polaków mieszkających na Kresach. W jego decyzjach nie sposób się jednak dopatrzeć jakiejkolwiek empatii skierowanej w stronę kresowiaków.    

„Mam nadzieję, że użyje Pan wyobraźni, aby wyjaśnić, dlaczego, pomimo otrzymywania wniosków o dofinansowanie od jesieni, Senat celowo czekał do końca marca z ogłoszeniem decyzji o niefinansowaniu niektórych mediów, szkodząc, w ten sposób, głównemu narzędziu polskiego soft power na świecie” – pisze Roman Gorecki-Mickiewicz.

Autor listu otwartego jest przedsiębiorcą urodzonym i wychowanym w Paryżu, do którego jego prapradziadek był zmuszony, przez władze carskie, wyemigrować. Kilkanaście lat temu
Roman Gorecki-Mickiewicz zamieszkał w Wilnie. Decyzję o przeprowadzce ze stolicy Francji do stolicy Litwy podjął z powodów sentymentalnych – czuł się spadkobiercą miłości do Wilna swego słynnego przodka, a naszego wieszcza narodowego. Po latach życia w „Mieście Świątyń”, Wilno stało się również jego miłością. Pan Roman znany jest z obrony wszystkiego co polskie.

Fatalna decyzja Senatu

Decyzja Senatu RP o obcięciu finansowania polskich mediów na Wschodzie prowadzi do nieodwracalnych szkód. Po pierwsze Polacy żyjący na dawnych Kresach RP nie będą mieli bieżących informacji o tym co dla nich ważnego, dzieje się w ich małych ojczyznach. Zostanie więc zniszczony przepływ wiadomości, które podtrzymują świadomość narodową i budują polskość na tych ziemiach. Po drugie, Polacy w Macierzy nie otrzymają informacji jakie istotne problemy dotykają ich rodaków żyjących na Litwie, Białorusi czy Ukrainie.  A Polacy mają tam ciężko – prześladowania Polaków, szczególnie księży polskich i działaczy organizacji polonijnych przez białoruski reżim, bieda materialna, wojna na Ukrainie, rosyjska inwigilacja.

Senat RP co roku przeznacza środki na finansowanie instytucji i mediów polonijnych na całym świecie. W tym roku wyasygnowano na ten cel 70 mln zł. Dla porównania w ubiegłym roku było to 71,5 mln zł.  Protesty po tej decyzji, których wiele dotarło już do Senatu, nie dotyczą jednak samej ogólnej sumy dotacji, którą uszczuplono przecież nieznacznie, ale ogromnemu obcięciu środków przeznaczonych, w ramach tej sumy, na funkcjonowanie polonijnych mediów na dawnych Kresach RP czyli Litwie, Białorusi i Ukrainie.    

Media Związku Polaków na Białorusi (ZPB), w tym „Magazyn Polski” (miesięcznik z 30-letnią tradycją) i portal ZPB, mają otrzymać niemal czterokrotnie mniej środków niż w poprzednim roku. Na wszystkie polonijne media za granicą przeznaczono zaledwie 8,8 mln zł (wcześniej 11–12 mln zł). Przykładowo „Kurier Galicyjski” dostał tylko 20 tys. zł zamiast wnioskowanych 440 tys. Podobne redukcje dotknęły m.in. Wilnotekę na Litwie, której obcięto aż 70 procent.

Adam Białous

za:pch24.pl