To był moment, w którym mogły się zmienić losy świata. Minęło od tamtej chwili 45 lat. Środa, 13 maja 1981 r., Plac św. Piotra w Rzymie. Zamach na życie Jana Pawła II.
Byłam wtedy nastolatką w szkole podstawowej, ale dobrze pamiętam tamten dzień i tamten strach, i tamten chłód w sercu: „Chcieli zabić naszego papieża, oni mogą wszystko”. Ale wolą Bożą nowoczesna broń tureckiego zabójcy w tamtej strasznej chwili zacięła się, a kula jakby nie znała praw fizyki, bo zmieniła trajektorię lotu i ominęła o milimetry główną tętnicę. Tamten tragiczny zamach na życie papieża przyczynił się do trwałego pogorszenia zdrowia Karola Wojtyły, ale Ojciec Święty ocalał. Od początku, bez śledztwa, bez żadnych ustaleń wiedzieliśmy, że naszego papieża chcieli zabić komuniści. Każdy, kto żył w tamtym zniewalającym ludzi systemie, wiedział, że tylko oni zdolni są do takiej podłości.
Jan Paweł II akcentował przede wszystkim metafizyczny aspekt tamtej historii. „Jedna ręka strzelała, a inna kierowała kulę” – powiedział później o tym wydarzeniu. W Polsce najwięcej wiemy o nim dzięki śledztwu Instytutu Pamięci Narodowej prowadzonemu w Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach. Trwało ono osiem lat i oficjalnie zostało umorzone w 2014 r. Na podstawie materiałów z tego śledztwa powstały później artykuły i książki, ale zebrana wiedza nie utrwaliła się specjalnie w opinii publicznej. Nadal nie znamy nazwisk prawdziwych autorów zamachu na Jana Pawła II ani nie wiemy personalnie, kim byli ci, którzy zlecili wynajęcie płatnego zabójcy. I najważniejsze – oficjalnie nie wiemy, dlaczego to zrobiono, bo przecież do tej pory nie ustalono przyczyn zamachu.
Wiemy, ile błędów popełnili włoscy śledczy w latach 80. Włosi ograniczyli się wyłącznie do wyjaśnienia roli bezpośrednich współpracowników Alego Agcy. Nie zadawali przy tym pytań, dlaczego Bułgarzy dali Agcy to zlecenie, ponieważ pytanie o mocodawców zamachu musiałoby doprowadzić do szukania śladów sowieckich, a Włosi tego nie chcieli. Dziś znane są dowody nacisków przedstawicieli włoskiego rządu na sędziów i na śledczych. Jednak nie ma bezpośrednich dowodów udziału Rosjan, bo władzom włoskim nie zależało na udowodnieniu powiązania Bułgarów i Rosjan z tą sprawą. Szeroko opisane są te wątki w polskich książkach redaktora Andrzeja Grajewskiego i prokuratora Michała Skwary z katowickiego IPN. Oni także opisali, jak próbowano zacierać ślady po zamachu na Jana Pawła II i jakie operacje dezinformacyjne na ten temat prowadziły służby specjalne bułgarskie, wschodnioniemieckie i sowieckie.
Odnalezione w czasie pracy naukowej i dziennikarskiej dokumenty świadczą o tym, że działania bezpieki bułgarskiej były inspirowane i kontrolowane przez Rosjan. Ale w setkach codziennych informacji rozmywa się to i umyka; ta wiedza pozostaje niszowa. Niedoszły zabójca Jana Pawła II wyszedł na wolność w 2010 r. Mieszka w Stambule i utrzymuje się ze sprzedaży swoich książek. Zdążył już opublikować kilka wersji wydarzeń sprzed 45 lat.
Jolanta Hajdasz
za:idziemy.pl