Były premier Węgier ostrzega, że Peter Magyar podejmuje działania, które doprowadzą do końca demokracji w kraju. "To nic innego jak przestępcze postępowanie" – wskazuje Viktor Orban.
Orban zamieścił w sieci wpis, w którym odniósł się do ostatnich wydarzeń w kraju. Rząd Petera Magyara doprowadził do ustąpienia prezydenta, odwołał prezesa Trybunału Konstytucyjnego oraz zmusił do odejścia Prokuratora Generalnego. Wszystko to przy aprobacie Unii Europejskiej. Zdaniem byłego premiera, takie działania niszczą praworządność oraz demokrację na Węgrzech.
"Dzisiaj na Węgrzech demontuje się demokrację i praworządność w pogoni za niepohamowaną władzą. To nic innego jak przestępcze postępowanie. Za pomocą wstecznie działającej, szytej na miarę ustawy rząd wykluczył z polityki połowę opozycji, w tym jej najsilniejszych przywódców. To oznacza koniec demokracji. Jeśli to nie ludzie decydują, na kogo głosują, lecz ci u władzy decydują, na kogo ludzie mogą głosować, to demokracja jest skończona" – napisał Orban.
"Poprzez wstecznie działającą, szytą na miarę nowelizację konstytucji usunęli Prezydenta Rzeczypospolitej, odwołali Prezesa Trybunału Konstytucyjnego i zmusili do ustąpienia Naczelnego Prokuratora. W ten sposób zdemontowali również praworządność" – dodał polityk.
Niemal tydzień temu, we wtorek 21 lipca prokuratorzy weszli do siedziby Fideszu i zajęli serwery ugrupowania. Śledczy wskazywali, że działania mają związek ze śledztwem dotyczącym nieprawidłowości, do których miało dochodzić w trakcie rządów Viktora Orbana. Rzecznik prokuratury Marianna Bodó powiedziała, że mowa jest o defraudacji oraz innych przestępstwach. Nieprawidłowości mają dotyczyć Narodowego Funduszu Kultury. Nie chciała jednak podać szczegółów sprawy.
Balzas Orban, były wiceminister, dyrektor polityczny w rządzie Viktora Orbana i poseł do Zgromadzenia Narodowego z listy Fideszu napisał, że śledczy weszli do siedziby partii bez wcześniejszego powiadomienia. Chodzi o miejsce, w którym znajduje się centrum danych hostującego serwery Fideszu. Jak przekazał, mieli zająć cały system komunikacyjny partii i bazy danych. "Nic podobnego nie wydarzyło się na Węgrzech od zakończenia komunizmu w 1990 roku" – napisał prawnik, załączając wymowne zdjęcie z okresu.
"Przechodzimy do polityki oporu". Orban bije na alarm: Reżim autorytarny
Viktor Orban ocenił, że "Tisza buduje reżim autorytarny". Były premier Węgier zapowiedział, że Fidesz "przechodzi do polityki oporu".
Były premier Węgier przemówił w Baile Tusnad w rumuńskim Siedmiogrodzie, gdzie co roku odbywają się zjazdy zwolenników partii Fidesz.
Viktor Orban zapowiedział przejście od "polityki opozycji do polityki oporu" wobec rządu premiera Węgier Petera Magyara, który określił "autorytarnym".
Były szef węgierskiego rządu podkreślił, że nie wierzy, by osoby głosujące w kwietniu za zmianą władzy na Węgrzech, głosowały – jak to określił – 'za nadużyciem zaufania".
– Większość z nich działała w dobrej wierze, oczekując mniej błędów rządu i większych sukcesów gospodarczych – powiedział, mówiąc o wyborcach Tiszy.
Lider Fideszu przyznał przy tym, że samokrytyka jest konieczna, ale teraz nie ma na nią zbyt wiele czasu, ponieważ – jak mówił – "stawką jest wolność na Węgrzech".
– Zamiast polityki opozycyjnej opartej na samokrytyce, musimy teraz przejść do polityki oporu. Zadaniem Fideszu jest dziś służenie narodowemu oporowi i wspieranie go w celu przywrócenia wolności – powiedział.
Viktor Orban ocenił, że na Węgrzech za rządów Tiszy, dochodzi do "demontażu demokracji i rządów prawa". Ma to – jego zdaniem – służyć konsolidacji władzy przez obóz Petera Magyara.
Zdaniem byłego szefa węgierskiego rządu, nowa władza przyjęła przepisy mające "wyeliminować połowę opozycji z życia politycznego".
W ocenie byłego premiera Węgier, Tisza chce ustanowić – i już zaczyna budować – "reżim autorytarny".
Dodał przy tym, że Węgrzy, którzy oddali głos na Tiszę, wciąż wierzą, iż arbitralne decyzje tej władzy będą wymierzone jedynie w zwolenników Fideszu. Ale – zdaniem Viktora Orbana – są w błędzie.
– Istotą arbitralności jest to, że władza przestaje uznawać własne ograniczenia. (…) Pewnego dnia wyborcy partii Tisza obudzą się i odkryją, że nie ma nikogo, kto mógłby ich ochronić przed nadużyciami władzy – ocenił Viktor Orban.
za:dorzeczy.pl