Mercosur: 60 ton mięsa z zakazanymi hormonami w UE. „Połowa trafiła do żołądków”

Zaledwie pięć miesięcy obowiązywania umowy handlowej z krajami Mercosur wywołało wstrząs na europejskim rynku mięsa. Polscy hodowcy mówią „sprawdzam” ministrowi Andrzejowi Domańskiemu i żądają pilnej interwencji w Brukseli. W tle walki o miliardowy eksport pojawia się skandal z brazylijską wołowiną naszpikowaną zakazanymi hormonami wzrostu.

Zaledwie pięć miesięcy obowiązywania umowy handlowej między Unią Europejską a krajami Mercosur wystarczyło, by zachwiać jednym z najbardziej stabilnych filarów polskiego rolnictwa. Rynek zalał tani surowiec z Ameryki Południowej, a stawki płacone rolnikom gwałtownie spadły.

Polscy hodowcy bydła przechodzą do ofensywy prawnej. Do Ministerstwa Finansów i Gospodarki, nadzorowanego przez ministra finansów Andrzeja Domańskiego, trafił oficjalny wniosek o uruchomienie unijnych procedur ratunkowych.

Dramatyczny spadek cen wołowiny

Liczby bezlitośnie obnażają skutki otwarcia unijnych granic. Od maja do końca czerwca import wołowiny z krajów bloku Mercosur wzrósł o ponad 13 procent, przy czym z samej Brazylii skoczył aż o ponad 27 procent. Jeszcze bardziej drastyczne tąpnięcie widać w portfelach rolników.

– Spadek cen na poziomie rok do roku wynosi ponad 20 procent. Mówimy o spadku rzędu ponad 3 złotych na każdym kilogramie – wylicza Jacek Zarzecki, prezes Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny.

Problem nie polega na bezpośrednim zalaniu polskich sklepów towarem, lecz na utracie rynków zbytu w Europie Zachodniej. Polska jest piątym producentem i drugim największym eksporterem wołowiny w całej Unii Europejskiej, zaraz po Irlandii. Za granicę trafia aż 80 procent krajowej produkcji, z czego lwią część pochłaniają unijni partnerzy.

– Unia Europejska to nasz największy odbiorca, sprzedajemy tam blisko 80 procent całego eksportu. Cały eksport polskiej wołowiny generuje ponad 3,7 miliarda euro, z czego ponad 2,5 miliarda euro przypada na samą Unię – podkreśla Zarzecki.

Bruksela ma 21 dni

Hodowcy nie zamierzają bezczynnie czekać na bankructwa. Złożony w resorcie wniosek ma zmusić rząd w Warszawie do formalnego wystąpienia do Komisji Europejskiej o uruchomienie tzw. klauzul ochronnych.

Dzięki wcześniejszym zabiegom polskich eurodeputowanych w umowie zapisano twarde bezpieczniki: postępowanie wyjaśniające można wszcząć, gdy import wzrośnie o co najmniej 5 procent, a ceny spadną o 5 procent. Obecne wskaźniki rynkowe wielokrotnie przekroczyły te progi.

– Wskaźniki są w pełni adekwatne do tego, żeby uruchomić te mechanizmy. Nie mam jednak wątpliwości, że Komisja Europejska będzie robiła wszystkie możliwe wygibasy – przewiduje ekspert.

Po formalnym zgłoszeniu przez polski rząd Bruksela będzie miała dokładnie 21 dni na rozpatrzenie wniosku i przeprowadzenie procedury wyjaśniającej. Jeśli unijni urzędnicy uznają racje rolników, nastąpi zawieszenie preferencji celnych i przywrócenie ceł na dotychczasowych zasadach. Dodatkowo rynek destabilizuje zniesienie ceł w ramach tzw. kwoty Hilton, obejmującej 46 tysięcy ton wołowiny premium.

– W Unii Europejskiej można być pewnym tylko śmierci i podatków. Będzie trzeba twardo dowieść korelacji między spadkiem cen a umową Mercosur, choć dane jasno pokazują, że Brazylia odciągnęła hamulec ręczny i pojechała na maksa – dodaje Zarzecki.

Znikają tysiące polskich gospodarstw

Zalew taniego surowca zza oceanu przyspiesza niebezpieczny proces likwidacji tradycyjnego rolnictwa. Choć ogólne pogłowie bydła w kraju pozostaje stabilne, z mapy Polski w błyskawicznym tempie znikają małe i średnie fermy.

– W 2017 roku gospodarstw utrzymujących bydło było w Polsce 350 tysięcy. W 2024 roku zostało ich już tylko 260–270 tysięcy. To pokazuje zatrważającą skalę upadku. Następuje brutalna koncentracja produkcji – alarmuje prezes PPZW.

Nierówna walka wynika z gigantycznej przepaści kosztowej. Podczas gdy przeciętne polskie gospodarstwo liczy około 20 sztuk bydła i musi spełniać rygorystyczne normy środowiskowe oraz klimatyczne, w Ameryce Południowej produkcja opiera się na ogromnych latyfundiach liczących tysiące zwierząt.

Koszty produkcji wołowiny w Brazylii są ponaddwukrotnie niższe niż w Europie. Tamtejszych farmerów nie obowiązują limity emisji CO2, system ETS ani unijne zakazy dotyczące dobrostanu zwierząt.

Zakazane hormony na unijnych stołach

Najbardziej bulwersujący wątek dotyczy jednak bezpieczeństwa konsumentów i standardów sanitarnych. Od 3 września Unia Europejska wstrzymała import wołowiny, drobiu i miodu z Brazylii, ponieważ tamtejszy rząd przez dwa lata nie wdrożył systemu gwarantującego brak hormonów wzrostu i antybiotyków.

Jak zauważa Zarzecki, unijne deklaracje o szczelnych granicach i drobiazgowych kontrolach weterynaryjnych okazują się fikcją.

– Na rynek europejski trafiło 60 ton wołowiny z zakazanym hormonem wzrostu. Kiedy wszczęto procedurę wycofywania partii, okazało się, że ponad połowa trafiła już do żołądków Europejczyków – ujawnia Zarzecki.

Mięso przypływające do portów w Rotterdamie czy Hamburgu jest badane zaledwie wyrywkowo. Służby graniczne nie mają fizycznych możliwości przetestowania każdego kontenera, opierając się niemal wyłącznie na papierowych deklaracjach strony brazylijskiej.

– Ten zakaz nie potrwa wiecznie. Wiemy, że w perspektywie kilku lub kilkunastu miesięcy zostanie zniesiony. Wtedy Brazylia uderzy ze zdwojoną siłą, dlatego musimy uruchomić klauzule ochronne właśnie teraz, bazując na danych z ostatnich miesięcy – tłumaczy strategię branży.

„Stoimy na minie”

Przedstawiciele sektora wołowiny podkreślają, że nie walczą o partykularne przywileje, ale o bezpieczeństwo strategicznej gałęzi krajowej gospodarki. Sektor rolno-spożywczy odpowiada za 16 procent polskiego PKB i generuje kluczową nadwyżkę w bilansie handlowym państwa.

– Stoimy dzisiaj na minie: albo zdejmiemy z niej nogę i nam ją urwie, albo spróbujemy ją rozbroić. Klauzule ochronne mają zapobiegać, a nie leczyć, bo urwanej nogi nie da się wyleczyć – podsumowuje Jacek Zarzecki.

Decydujący ruch należy teraz do rządu w Warszawie. Branża czeka na podpisanie wniosku do Brukseli przez ministra Andrzeja Domańskiego.

– To nie jest zabawa w UNO czy inne gry karciane. To jest śmiertelnie poważna sprawa, walczymy o miliardy euro dla polskiej gospodarki. Oczekujemy od pana ministra konkretnych czynów. Zawalczcie o polskie rolnictwo – apeluje Zarzecki.

za:wnet.fm