Duchowieństwo katolickie na celowniku służb. Kościół na Białorusi nadal w opresji

W Mińsku na Białorusi, przy drzwiach zamkniętych, rozpoczął się proces 66-letniego ks. Anatola Parachniewicza proboszcza z Olkowicz. Od 7 miesięcy jest on więziony w areszcie śledczym KGB. Prokuratura oskarżyła go o „zdradę państwa”. Parafianie twierdzą, że oskarżenie to „bajki wyssane z palca”. Ich zdaniem uwięzienie księdza jest zemstą władz za jego działalność dotyczącą upamiętniania miejsc kaźni żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego.   

Kapłan uciśniony

Anatol Parachniewicz urodził się na Białorusi w rodzinie prawosławnej. Po śmierci matki wychowywała go babcia, a po jej śmierci trafił do domu dziecka. Studiował reżyserie teatralną. Kiedy jednak, po poznaniu kilku głęboko wierzących katolików, postanowił przyjąć ich wiarę, porzucił studia, a po jakimś wyjechał do Polski i wstąpił do Seminarium Duchownego w Białymstoku, które ukończył.  Pracował duszpastersko w kilku parafiach na Białorusi m.in. w Rakowie i Zasławiu.

Od 2007 roku jest proboszczem parafii Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny w Olkowiczach, położonych około 80 km na północ od Mińska. Znany jest tam nie tylko jako duszpasterz, ale też jako miłośnik historii i lokalnego dziedzictwa – stworzył przy kościele małe muzeum.

Białoruska służba bezpieczeństwa zaczęła obserwować księdza Anatola w roku 2025, po tym jak na zaproszenie ambasady RP w Mińsku, brał udział w zorganizowanych tam uroczystościach 3 maja. W końcu nastąpiło to, co zwykle w takich przypadkach następuje na Białorusi. KGB zatrzymało księdza Parachniewicza w marcu 2026 roku. Według informacji przekazywanych przez jego zatroskanych parafian, duchowny przebywa w areszcie śledczym KGB w Mińsku, pod zarzutem „zdrady państwa”. Parafianie nie otrzymują informacji o jego stanie zdrowia ani przebiegu rozpoczętego właśnie procesu. Ksiądz Anatol Parachniewicz jest sierotą, nie ma bliskiej rodziny, co dodatkowo utrudnia uzyskanie informacji o jego losie.

Po zatrzymaniu księdza Anatola białoruskie służby przeszukały plebanię oraz zabytkowy kościół w Olkowiczach, który następnie został opieczętowany. Przez jakiś czas uniemożliwiło to miejscowym katolikom uczestnictwo w nabożeństwach. Obecnie świątynia jest otwarta dla wiernych, ale problemem jest brak proboszcza, który był jedynym kapłanem w tej parafii. Dlatego Msze święte i nabożeństwa mogą odbywać się tam jedynie okazjonalnie, jeśli do parafii dotrze z posługą kapłan z sąsiednich miejscowości.

Duchowieństwo katolickie na celowniku KGB

Działania białoruskiego reżimu skierowane przeciw Kościołowi katolickiemu są coraz bardziej agresywne. Ich początkiem było zmuszanie osób duchownych, głównie Polaków, których reżim uznał za sobie wrogich, do opuszczenia parafian i Białorusi. Prześladowania Kościoła zaostrzyły się szczególnie podczas społecznych protestów w roku 2020, kiedy to Białorusini wyszli na ulice w proteście przeciwko sfałszowanym wyborom prezydenckim. Do tej pory aresztowanych było już 10 księży.

W tym samym czasie, kiedy zatrzymano ks. Anatola Parachniewicza (marzec 2026) białoruski sąd w Mińsku skazał młodego alumna oraz katechetę mińskiej katedry Władysława Bieładzieda na 3 lata kolonii karnej. Sąd uznał, że obraził on Aleksandra Łukaszenkę i szerzył nienawiść do władzy. Ze względu na zły stan zdrowia, zwolniono go w lutym br. po dobyciu 2,5 roku wyroku. Ze względów bezpieczeństwa dokładne obecne miejsce pobytu alumna nie są podawane przez media do wiadomości publicznej.

Władysław Bieładzied jest absolwentem Instytutu Teologii Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego. Po ukończeniu uczelni ten młody człowiek odkrył w sobie powołanie kapłańskie i wstąpił do rzymskokatolickiego seminarium duchownego. Jako alumn odbywał praktyki w Archikatedrze Najświętszej Maryi Panny w Mińsku, gdzie prowadził zajęcia z katechezy.

Sprawa ks. Anatola Parachniewicza i alumna Władysława Bieładzieda wpisuje się w szerszy kontekst represji wobec duchowieństwa na Białorusi. W listopadzie 2025 roku, po protestach płynących do Mińska z całego świata, z kolonii karnej zwolniono księży Henryka Okołotowicza (więziono go 2 lata) i o. Andrzeja Juchniewicza OMI (przesiedział rok). Obecnie przebywają oni w Rzymie nie mogą wrócić na Białoruś.

Eksmisja księży

Księżom obcokrajowcom posługującym na Białorusi, którymi w większości są Polacy, pozwolenie na pobyt co roku przyznaje, lub nie przyznaje, Pełnomocnik Rządu ds. Religii i Wyznań. Listę z nazwiskami księży, którym przedłużono pobyt o kolejny rok przesłano jakiś czas temu do Kurii w Mińsku. Na liście przesłanej w tym roku zabrakło aż sześciu księży. Nie ma na niej o. Pawła Lalita, proboszcza parafii w Naroczu. Pobytu nie przedłużono również o. Lechowi Bachankowi - proboszczowi w Iwieńcu, ks. kan. Marianowi Szerszeniowi - proboszczowi w Nalibokach, ks. kan. Bogusławowi Madziejewskiemu proboszczowi parafii w Świrze, a także o. Sobiesławowi Tomali (Soligorsk) i br. Wojciechowi Wróblewskiemu (Mołodeczno). Większość z nich została w ten sposób zmuszona do opuszczenia Białorusi. Wierni z ich parafii zostali bez kapłanów.  

Tajemnicze manewrowanie remontem Czerwonego Kościoła

Od czterech lat kościół świętych Szymona i Heleny w Mińsku tzw. „Czerwony Kościół” pozostaje zamknięty. Jak twierdzą władze Białorusi stał się niedostępny dla parafian z powodu konieczności przeprowadzenia jego remontu. Zdaniem komentatorów życia politycznego na Białorusi - powodem zamykania katolickich kościołów jest raczej antykatolicka polityka reżimowego rządu Białorusi. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że plac przed kościołem św. Szymona i św. Heleny był miejscem, gdzie zbierali się protestujący przeciwko sfałszowaniu wyników wyborów prezydenckich w roku 2020. W roku 2023 władze Białorusi zerwały, obowiązujące umowy bezpłatnej dzierżawy kościoła, bowiem od czasów ZSSR, które świątynię zagarnęło, do dziś nadal jest on własnością państwa.

Kościół świętych Szymona i Heleny w Mińsku miał być oddana dla wiernych 31 stycznia 2027. Teraz przesunięto ten termin na 15 marca. Jak podano "z powodu konieczności renowacji witraży i zniszczonych wilgocią malowideł ściennych". Oby to była prawda.

Adam Białous  

za:pch24.pl