Chcą podpalić miasteczko przed TK? Szokujące groźby

Policja bada groźby kierowane pod adresem uczestników protestu przed Trybunałem Konstytucyjnym. Nieznany mężczyzna zapowiedział podłożenie ognia w miasteczku tworzonym przez demonstrantów.

Na infolinię Telewizji Republika zadzwonił nieznany mężczyzna, który zaczął grozić uczestnikom protestu przed TK i prezesowi Republiki Tomaszowi Sakiewiczowi.

– „A czy on jest osobą? On jest śmieciem! Jaką on jest osobą, Sakiewicz? Zero i śmieć!”– krzyczał.

W reakcji na te groźby, uczestnicy protestu zaczęli gromadzić środki gaśnicze. Do sprawy odniósł się red. Sakiewicz.

– „Ten człowiek nie wyglądał na takiego, co nie wie co mówi. On mówił bardzo świadomie, mówił w sposób składny. Dążył do tego, że trzeba nas spalić. On zadzwonił z otwartego numeru, ten numer mamy ustalony. To oznacza, że on się czuł bezkarny. Wiedział, że jeżeli wobec nas użyje takich gróźb, włos mu z głowy nie spadnie”– stwierdził.

Zwrócił uwagę, że dotychczas odpowiedzialności nie poniósł żaden z autorów gróźb pod adresem dziennikarzy TV Republika.

– „Grożono zabiciem moich dzieci i policja umorzyła tę sprawę. To było w momencie, gdy policja wpadała do tej pani, która już nie żyje, bo napisała do człowieku »giń człeku«, cytując literaturę” – dodał.

Niepokojącym telefonem na infolinię stacji zajęła się policja. 

Mówił, jakby miał rzeczywiście taki plan. Nie był pod wpływem silnych emocji - powiedział Tomasz Sakiewicz, prezes Telewizji Republiki, która stała się obiektem poważnych gróźb. Mężczyzna zadzwonił na infolinię stacji i groził podpaleniem benzyną.

Na infolinię Telewizji Republika zadzwonił mężczyzna, który groził zarówno obecnym pod Trybunałem Konstytucyjnym społecznym obrońcom, jak i Tomaszowi Sakiewiczowi.- To nie jest grożenie, tylko tak trzeba by zrobić - mówił dzwoniący. Nagranie rozmowy opublikowała stacja. Prezes Republiki udał się na komendę policji, by zgłosić groźby.

Mówił, jakby miał rzeczywiście taki plan. Czy to zamierza zrealizować, to już musi sprawdzić policja. - powiedział Tomasz Sakiewicz na antenie stacji.

Podkreślił, że dzwoniący mężczyzna nie był pod wpływem silnych emocji. Wspomniał przy tym, że nie wiadomo, czy grożący jest członkiem jakiejś zorganizowanej grupy, ani czy jego postawa może kogoś zainspirować.Przebywający przed Trybunałem Konstytucyjnym ludzie zaczęli gromadzić odpowiednie środki gaśnicze w obawie przed spełnieniem tych gróźb.

Sakiewicz oraz mecenas Lew-Mirskim spędzili na komendzie ponad 1,5 godziny. Prezes stacji przyznał, że czynności zostały przeprowadzone profesjonalnie i policjanci podeszli do sprawy poważnie. Prawnik przyznał, że jeszcze w środę naczelnik jednego z wydziałów policji zwrócił się do niego z pytaniami o tę sprawę.

 Telefon z groźbami do Telewizji Republika. "To oznacza, że on się czuł bezkarny"

Policja zajmie się sprawą telefonu z groźbami do Telewizji Republika - poinformował prezes stacji Tomasz Sakiewicz. Dostał już w tej sprawie telefon od funkcjonariuszy. 

Prezes TV Republika przyznał, że w sprawach grożenia dziennikarzom TV Republika żaden ze sprawców nie poniósł odpowiedzialności karnej. - Grożono zabiciem moich dzieci i policja umorzyła tę sprawę. To było w momencie, gdy policja wpadała do tej pani, która już nie żyje, bo napisała do człowieku "giń człeku", cytując literaturę - dodał.

W przypadku telefonu do TV Republika już wiadomo, że policja zajęła się sprawą. Do Tomasza Sakiewicza zadzwonił inspektor z komendy stołecznej. "Ta sprawa zaczęła mieć ogromne zasięgi w internecie" - przyznał prezes stacji, dodając, że policja chce uzyskać nagranie z rozmowy, jak również chce przesłuchać kobietę, która rozmawiała z mężczyzną.

Tomasz Sakiewicz docenił postawę pani Dominiki, która prowadziła rozmowę.

"My nie nagrywamy ludzi, którzy do nas dzwonią. Ona zaczęła nagranie, kiedy zorientowała się, że mamy do czynienia z przestępstwem. Zachowała zimną krew, dzięki temu jest to udokumentowane" - podkreślił.

za:www.fronda.pl