Komentarze i pytania

Władysław Trzaska - Korowajczyk: Smoleńsk 2010 po trzech latach

Mijają trzy lata od tamtych dramatycznych wydarzeń z 10 kwietnia 2010  na Lotnisku Siewierna pod Smoleńskiem. Kilkadziesiąt miesięcy nie zatarło z mojej pamięci tamtych dramatycznych  minut, kwadransów, godzin niepewności i oczekiwań na wiadomości. Wczesne popołudnie 9  kwietnia 2010 Dworzec Zachodni w Warszawie, żegna nas „Andrzej Przewoźni „Do widzenia, do jutra w Katyniu!”. Wsiadamy do luksusowych wagonów sypialnych pociągu specjalnego. Sadowimy się - my członkowie Rodziny Katyńskiej, Kompania Honorowa i Orkiestra Reprezentacyjna WP, harcerze, posłowie wyłącznie z PiS, dziennikarze, znani z TVP prawicowi celebryci. Jedziemy i jedziemy, by po kilkunastu godzinach, wczesnym rankiem wysiąść na stacji w Smoleńsku. Autokarami dowożą nas do Cmentarza Wojennego w Katyniu, po drodze zatrzymujemy się na krótko na stacji Gniazdowo Przedostatni Etap,  gdzie wiosną 1940  rozładowywano wagony z jeńcami.
Skrupulatna kontrola   „borowików „ przy wejściu na Cmentarz.

Jesteśmy w Lesie Katyńskim. Tu spoczywają nasi bliscy, wraz z  przeszło czterema tysiącami innych Ofiar komunistycznego reżymu. Tysiące plakietek oskarżają morderców  rosyjskiego systemu bolszewickiego. Nazwiska, stopnie oficerskie, daty….
Z  moim bratem Wojtkiem, odszukujemy tabliczki naszych Bliskich: Leonarda Korowajczyk naszego Ojca,  Mieczysława Kuczyńskiego brata mamy, Tadeusza Tyszki brata babci i jego zięcia Władysława Solanko, Witolda Ejsumta dalszego kuzyna. Wszędzie słychać przyciszone głosy kilkuset Polaków i chrapliwe  głosy rosyjskie. Na odległość wyczuwa się czekistów z KGB.

Jak zawsze,  kiedy jestem w tym tragicznym miejscu, moje myśli biegną ku Dołom Śmierci, oddalonym od obecnego Cmentarza o kilkadziesiąt metrów.  To tam, na skraju dołów, siedemdziesiąt lat temu "oporni"  oficerowie polscy,  popychani bagnetami, z  płaszczami okręcającymi głowy, z ustami pełnych trocin,  z zaciskającą i dławiącą pętlą na gardle. I  ten suchy strzał roztrzaskujący potylicę. 
Jakie myśli przelatywały w głowie Ojca? Czy bronił się odruchowo? Kiedy zrozumiał, że zbliża się kres? Pytania, pytania, pytania, na które , nigdy nie otrzymam odpowiedzi.

Oczekujemy  na przyjazd Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Minuty dłużą się w nieskończoność. Zrobiło się dosyć chłodno, ogrzewamy się gorącą kaszą gryczaną. Mija wyznaczona godzina przyjazdu Prezydenta, a jak Lecha Kaczyńskiego nie ma tak nie ma i nie ma żadnych informacji. Jesteśmy trochę zniecierpliwieni, ale przedłużające się minuty nie budzą jakiegoś niepokoju.

Nagle dramatyczny krzyk: „Samolot prezydencki uległ katastrofie na lotnisku smoleńskim!”
- Milcz prowokatorze!
- Jestem posłem i taką wiadomość otrzymałem z Biura Poselskiego.
Tutaj w Lesie Katyńskim głośniki milczą, tak jak milczą puste krzesełka przeznaczone dla VIP-ów. Rozdzwoniły się telefony do Warszawy, ze Stolicy otrzymujemy jakieś strzępki wiadomości o Tragedii.
Głośnik w Lesie Katyńskim zadudnił „ Samolot z Prezydentem i Panią Prezydentową oraz najważniejszymi osobami w Państwie, rozbił się na lotnisku pod Smoleńskiem . Prawdopodobnie wszystkie osoby zginęły!
Kto zginął? Najważniejsze osoby w Państwie! I to wszystko.

Odjazd powrotny naszego pociągu planowano późnym wieczorem. Popędzani, w nerwowym pośpiechu, odjechaliśmy do Kraju o godzinie 14 z minutami. Dopiero w Polsce, następnego dnia rano, dowiadujemy się więcej szczegółów  o tym dramacie.

Mijają trzy lata od tamtej tragedii narodowej, największej po 1945. Premier III RP Donald Tusk, w sposób upokarzający Polaków, oddał śledztwo Rosji. Jak można było przewidzieć rosyjskie dochodzenie to matactwo goniące kłamstwo, wykluczające się „prawdy , które rodzą kolejne pytania, a żadne jeszcze nie doczekało się satysfakcjonującej Polaków odpowiedzi.
Gdzie jest „pancerna brzoza „? Co jeszcze pozostało z wraku Tu 154 M 101? Gdzie znajdują się oryginalne „czarne skrzynki „? Gdzie zginęły nagrania z wieży kontrolnej?
Pytania i pytania i żadnej konkretnej odpowiedzi. Do rosyjskiego śledztwa znakomicie wkomponowała się min. Ewa Kopacz, która przekopała bagnisty grunt lotniska i bagno jeszcze przesiała przez sito, a w innej sytuacji nie odróżniła rosyjskiego czekisty od polskiego anatomopatologa! W nagrodę została Marszałkiem Sejmu, a szef BOR, za brak zabezpieczenia na lotnisku, został awansowany do wyższego stopnia generalskiego!

Biedni ci prokuratorzy, którym trudno jest odróżnić kiełbasę od trotylu.
Wniosek jest jeden i to dosyć prosty. W  matactwa rosyjskie, doskonale wkomponowały się łgarstwa „orkiestry „  pod batutą Tuska. Do tego jeszcze dochodzi propagandowa batalia różnych TVN, gdzie bezkrytyczny motłoch, często z cenzusem naukowym, z rozdziawionymi gębami, wsłuchuje się w brednie telewizyjne.

Trzy lata mijają, a „śledztwo„  drepcze w miejscu i będzie tak dreptać, aż czas zatrze pamięć Polaków. Tak jak zapomina się o Katyniu, Gibraltarze, zbrodniach moskiewskich pachołków Bieruta, Bermana i całej pozostałej komunistycznej zbieraniny.

Czy kiedyś Katastrofa Smoleńska zostanie ostatecznie wyjaśniona?

Dopóki Moskwa nie przekaże wszystkich dowodów tego dramatu polskiego, nie można liczyć na rozwiązanie tej tajemnicy. A  Kreml umie strzec swoich tajemnic przez wieki i umie zamknąć usta tym, którzy są mu niewygodni i za dużo wiedzą.

Władysław Trzaska - Korowajczyk