Temat pandemii wywołanej przez koronawirus jest i będzie długo tematem dominującym w naszym życiu. Istotne pytania będą się skupiać najpierw wokół genezy tego dramatu. A zarazem będą iść w kierunku prognoz po to, by wypracować już teraz istotne i konstruktywne działania. Problem się komplikuje, bo pandemia to nie tylko kwestia biologii, to w dużej mierze kwestia życia społecznego, ekonomicznego i politycznego, może nade wszystko kulturowego.
Zauważmy na przykład, że w kwestii genezy koronawirusa pojawiają się rozliczne teorie – od naturalnej (nie spowodowanej wprost przez człowieka) ewolucji patogenu po przemyślaną produkcję laboratoryjną. Z punktu widzenia religijnego może być ten wirus traktowany jako wyraz kary Bożej bądź jako wyraz gniewu Gai (zwanej też Matką Ziemią). Jeśli przyjmiemy ten drugi pogląd, na wskroś pogański i irracjonalny, właściwie zamykamy się w niszy ekoreligii, czyli niszy sekciarskiej. Ale jeśli staniemy na gruncie poważnej, udokumentowanej całym rozwojem teodycei, opiniami świętych koncepcji gniewu Bożego, nie oznacza to, że stajemy na jasnym i jednoznacznym gruncie. Bardzo łatwo przecież wejść tutaj w sferę domorosłej pseudo-teologii, wspartej prywatnymi objawieniami. Łatwo wówczas odgrywać rolę guru religijnego, eksperta, a przede wszystkim proroka.
W kwestii przyszłości świata po koronawirusie intryguje nas szereg kwestii. Nas wierzących dręczy pytanie, czy wyjdziemy z tej epidemii umocnieni, czy przeciwnie osłabieni? Zauważmy, że w wielu krajach, w wielu Kościołach lokalnych brakuje realnego dostępu do Chleba eucharystycznego. Możemy, w Polsce mieć niedosyt dostępu do Eucharystii, ale od wybuchu pandemii nie było dnia, żeby Msza święta nie była sprawowana w naszych kościołach. A na Zachodzie takich kościołów jest wiele. Jak będzie wyglądała nasza wiara i religijność? Z jednej strony wielu z nas, odczuwa dzisiaj głód Eucharystii i brak wspólnoty żywego Kościoła, wielu też sięga po zapoznane formy pobożności – odkrywamy walory skruchy doskonałej, komunii duchowej, modlitwy różańcowej, wspólnej modlitwy rodzinnej, kultu świętych. Z drugiej strony niewątpliwe pojawia się kategoria e-katolików, znajdujących się bardzo dobrze w e-kościele, czyli wirtualnych wiernych w wirtualnym świecie religii. Naszym, duszpasterzy zadaniem, będzie przeprowadzić ich z powrotem do świata realnego.
Osobnym problemem jest pytanie o przyszłość polityczną świata, a zwłaszcza Europy. Dla człowieka myślącego nie ma chyba lepszej ilustracji absurdu konstruktu politycznego Unii, jak obecna sytuacja. Jeden przykład, który krąży w internecie. Polski i katolicki siłą rzeczy Caritas zakupił 100 respiratorów dla polskich szpitali. Unia Europejska, może dlatego, że wciąż zajmuje się praworządnością w Polsce i łamaniem praw osób cis-gender (żeby nie być monotonnym, że tylko LGBT), zakupiła 150 urządzeń dla 27 krajów. Po co Unia? – pytają Włosi i inni Europejczycy. Ale te pytania niekończenie przełożą się na koniec Unii… Przecież nie żyjemy w świecie racjonalnym. Więc może ktoś zatroszczy się o mocniejszy rząd światowy. Tak na przekór…