Jedno jest pewne – mamy do czynienia w Odrze z katastrofą ekologiczną. I na tym właściwie stan aktualnej wiedzy się kończy. Nie mamy żadnej jasności co do przyczyn tej katastrofy. Tym bardziej – co do jej sprawców.
Przez kilka dni byliśmy bombardowani przez niektóre media informacjami o skażeniu rtęcią i mniej lub bardziej świadomym ataku ekologicznym na Odrę.
Informacje o rtęci były miały być podawane w sposób niezwykle wyrazisty i zdecydowany przez stronę niemiecką. Te informacje stawały się wręcz oskarżeniami. Były namiętnie cytowane przez przedstawicieli polskiej opozycji.
Klasycznym przykładem pozostaną słowa pani marszałek województwa lubuskiego, która stwierdziła: „To jednak prawda. Axel Vogel minister rolnictwa i środowiska landu Brandenburgia w bezpośredniej rozmowie ze mną potwierdził, że stężenie rtęci w Odrze było tak wysokie, że nie można było określić skali”.
Minister Vogel został oproszony o ustosunkowanie się do tej wypowiedzi, jednak tłumacz nie przetłumaczył dosłownie pytania zawierającego kwestię rtęci.
Wypowiedź ministra została zatem zinterpretowana dwuznacznie. Jednak minister dopytany, doprecyzował swoją wypowiedź mówiąc: „obecnie możemy wykluczyć, że ryby zdechły od rtęci, ponieważ rtęć kumuluje się powoli”.
Hipoteza rtęci wydaje się, że upadła. Rozważana jest hipoteza zasolenia, które mogło powstać w wyniku wrzucenia do rzeki odpadów. Pojawiła się ostatnio nowa hipoteza związana ze zmianą samego ekosystemu i pojawieniem się w nim bruzdnic. Jednak żadna z hipotez nie jest wiarygodna.
Pewnego smaczku w wysoce niesmacznej historii, naznaczonej podobno porażającym fetorem, dodaje fakt znalezienia śniętych ryb w masowej ilości w Berlinie, który nie leży nad Odrą ani nie ma z nią żadnego rzecznego powiązania.
Dlaczego o tym piszę?
Raz jeszcze wracam do stwierdzenia faktu katastrofy ekologicznej, która wymaga wyjaśnienia, solidarnego działania różnych służb administracyjnych, samorządowych, jak i sił politycznych.
W sytuacjach społecznych, ale zwłaszcza w sytuacji kryzysu, powinna bezwzględnie obowiązywać zasada prymatu solidarności nad walką.
Piszę jednak o tym także dlatego, że pojawił się w tych dniach apel jednego z publicystów katolickich skierowany do biskupów, aby w dzień 15 sierpnia podjęli temat katastrofy ekologicznej w duchu papieża Franciszka, mówiącego niejednokrotnie o grzechu przeciw stworzeniu.
Otóż wydaje mi się, że niewątpliwie dramatyczna sytuacja pokazuje jednak, że najbardziej podstawowym odniesieniem dla analizy ludzkiego grzechu jest odniesienie do Boga i do człowieka.
Cała sytuacja wokół katastrofy wyzwoliła tak wiele nienawiści, tak wiele agresji, tak wiele kłamstwa, tak wiele insynuacji, że w moim przekonaniu są one bardziej cuchnące niż fizyczny fetor.
Obawiam się jednak, że wypowiedzi biskupów czy nawet zwykłych kapłanów w tym temacie apelujące o solidarność polityczną ponad walką polityczną zostałyby po raz kolejny odczytane jako wyraz upolitycznienia Kościoła.
Inaczej mówiąc, może nie dyktujmy biskupom kazań, słuchajmy tego, co mówi Kościół.