Ożywione dyskusje na temat stosunku młodzieży do religii przypomniały mi powieść Jana Parandowskiego „Niebo w płomieniach”.
Jej akcja oparta na osobistych przeżyciach autora rozgrywa się w środowisku inteligencji lwowskiej tuż przed wybuchem I wojny światowej.
Teofil, uczeń gimnazjum, przeżywa kryzys wiary.
Wiąże się to z okresem dojrzewania, buntem wobec autorytetów oraz modnymi w owym czasie lekturami.
Teofil natrafia na Żywot Jezusa E. Renana.
Lektura wywołuje w Teofilu szok – niebo jego ufnej, dziecięcej wiary staje w płomieniach.
Wszystko stało się nagle niezwykle zawiłe i nieprzekonujące.
Teofil zaczyna traktować chrześcijaństwo jako zjawisko historyczne i kontrowersyjne.
W takim przekonaniu utwierdzają go kolejne lektury książek z kręgu myśli laickiej i fascynacje pozytywistycznym scjentyzmem.
Przedstawione w powieści dysputy religijne, filozoficzne, światopoglądowe rozstrzygnięte zostają krzykiem umierającego kolegi Teofila:
„Gdyby nasze życie trwało bez końca i nie znało cierpienia, czy ktoś by się zapytał, po co świat istnieje?”.
Teofil zaś dopowiada: „Oto najgłębsze źródło wiary – lęk przed nicością, pragnienie indywidualnego trwania”.
Autor wyraża żal wobec rodziców, katechety, którzy nie zawsze potrafili młodym pomóc w ich wewnętrznych rozterkach.
Jednak okres burzy i naporu przeminął i w ogniu intelektualnych, emocjonalnych i życiowych burz
w Teofilu ukształtowała się stabilna, dojrzała postawa
„I ani się spostrzegł, jak pewnego dnia usnął w drodze, z sercem spokojnym i ufnym, przekonany, że cień, który go osłania,
pada od potężnego gmachu, a nie od stosu kamieni zgromadzonych do budowy fundamentów”.
Choć przedstawicielom każdego pokolenia czasem wydaje się, że ich niebo płonie,
jednak w rzeczywistości pozostaje ono niewzruszone.
Ks.dr Waldemar Kulbat