Prawnicy, którzy krytykują działania i plany Ministerstwa Sprawiedliwości, padają ofiarą szykan. Adam Bodnar choć wprawdzie dużo i często mówi o "wolności słowa", to krytyka najwyraźniej mocno go uwiera. Właśnie wszczęto postępowanie wyjaśniające wobec sędzi Kamili Borszowskiej-Moszowskiej.
Grożą jej zarzuty dyscyplinarne za wygłaszanie... "wypowiedzi polemicznych połączonych z krytyczną dyskusją nad bieżącymi problemami sądownictwa oraz kontrowersyjnych uwag i poglądów". - Jeśli ktoś używa argumentów merytorycznych, nie można go zwalczać na gruncie merytorycznym i próbuje się inaczej - mówi mec. Michał Skwarzyński, pełnomocnik sędzi.
Sędzia Kamila Borszowska-Moszowska to doświadczona prawniczka, pełniąca służbę od 2005 roku. Zaczynała jako asesor, zaś od 2009 roku orzeka jako sędzia, dziś w Sądzie Okręgowym w Świdnicy. Nie pozostaje bierna wobec szerzącego się bezprawia. Często merytorycznie punktuje w mediach społecznościowych absurdy w wymiarze sprawiedliwości. A to może się władzy nie podobać.
Na pewno nie spodobało się prezesowi Sądu Okręgowego w Świdnicy Jackowi Szererowi, nominatowi Adama Bodnara i bezpośredniemu przełożonemu s. Borszowskiej-Moszowskiej. W lutym br. zawiadomił bowiem Zastępcę Rzecznika Dyscyplinarnego przy Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu Piotra Krawczuka o „delikcie dyscyplinarnym”, który rzekomo miała popełnić sędzia.
Rzecznik wszczął czynności wyjaśniające, co może stanowić preludium do postawienia zarzutów dyscyplinarnych. Czego dopuściła się s. Borszowska-Moszowska w bodnarowskiej optyce? Oto fragment pisma:
„W związku z czynnościami prowadzonymi wskutek pisma Prezesa Sądu Okręgowego w Świdnicy z dnia 26 lutego 2025 r. w celu wyjaśnienia:
okoliczności podjęcia przez Panią bez wiedzy i zgody prezesa sądu, w którym pełni Pani służbę, a następnie prowadzenia działalności publicystycznej polegającej na cyklicznym prezentowaniu za pośrednictwem serwisów internetowych i portali społecznościowych, również w formie audiowizualnych, wypowiedzi polemicznych połączonych z krytyczną dyskusją nad bieżącymi problemami sądownictwa oraz kontrowersyjnych uwag i poglądów, które w odbiorze reprezentatywnej części środowiska sędziów mogą mieć charakter prowokacyjny, a w wymiarze społecznym uchodzić za prezentowanie postaw o zabarwieniu politycznym,
okoliczności udziału w dniu 29 listopada 2024 r. we Wrocławiu w konferencji naukowej zorganizowanej dla przedstawicieli środowiska naukowego, sędziów i pracowników sądów powszechnych oraz SN, przez Zakład Prawa Pracy Uniwersytetu Wrocławskiego i Sąd Apelacyjnych we Wrocławiu nt. „Stosunki służbowe w wymiarze sprawiedliwości w dobie przemian – stan obecny i perspektywy” bez wiedzy i zgody prezesa sądu, w którym pełni Pani służbę
wzywam Panią na podstawie art. 114 par. 2 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. Prawo o ustroju sądów powszechnych do złożenia pisemnego oświadczenia dotyczącego wyjaśnianych okoliczności” – czytamy w piśmie Krawczuka.
Sędzi dano na odpowiedź 14 dni i pouczono, że „niezłożenie oświadczenia w terminie nie wstrzyma dalszego biegu postępowania”.
Informacja o wszczętych czynnościach zbiegła się z wystąpieniem ministra sprawiedliwości we włoskich Syrakuzach. Tam - podczas konferencji Bodnar przekonywał, jak wielką wagę przywiązuje do „kwestii wolności słowa i swobody wypowiedzi sędziów”.
"Pan prezes postanowił wziąć udział w kampanii wyborczej"
Portal niezalezna.pl skontaktował się z pełnomocnikiem sędzi, mec. Michałem Skwarzyńskim.
- W tej sprawie dzieją się rzeczy bardzo niepokojące. Po pierwsze - forma cenzury i zablokowania pluralizmu wypowiedzi sędziów w Polsce, co nie może mieć miejsca, bo w orzecznictwie międzynarodowym jest jasne, że sędzia także może zabierać głos w dyskursie publicznym - stwierdził.
Podnosi też, że ignoruje się go jako adwokata w tej sprawie. - Już w grudniu byłem umocowany po pierwszych próbach interwencji prezesa sądu. Z tego co mi wiadomo, do rzecznika dyscyplinarnego nie przekazano mojego pełnomocnictwa. Formalnie nic o sprawie nie wiem. Dowiedziałem się o niej z prasy. W normalnym państwie takie rzeczy nie mogą się dziać, a mamy do czynienia z działalnością sędziów - alarmuje mec. Skwarzyński.
Po trzecie - dodaje - „wszystko dzieje się w kampanii wyborczej i mam wrażenie, że pan prezes postanowił być bardzo nadgorliwy i w taki sposób wziąć udział w kampanii”.
Pytany, dlaczego czynności wszczęto akurat wobec s. Borszowskiej-Moszowskiej, odpowiada bez wątpliwości:
„ (sędzia) ma bardzo duże zasięgi w internecie, posługuje się merytorycznymi argumentami, co nie zawsze ma miejsce, bo wielu sędziów wprost obraża swoich adwersarzy. Tu mamy do czynienia z wysoką kulturą i wysoką jakością przekazu. Oczywiście chodzi o to, że nie jest to przekaz chwalący obecną władzę. To dlatego jest to przedmiot postępowania”.
Zaznacza, że „jeśli ktoś używa argumentów merytorycznych, nie można go zwalczać na gruncie merytorycznym i próbuje się inaczej”.
Dopytywany na koniec, jaki będzie finał postępowania, wskazuje na dwa scenariusze: „jeśli zlecenie ma charakter polityczny i przyszło z samej góry, będzie to dalej realizowane. Jeśli to eksces prezesa, który chciał się przypodobać obecnej władzy, może się to bardzo szybko skończyć”.
Lawina poparcia wobec sędzi
W sieci przybywa słów wsparcia; powstała szeroko podawana dalej inicjatywa „solidarni z sędzią Kamilą Borszowską-Moszowską”. Prawnicy jednocześnie solidaryzują się, ale też wytykają absurd stawianych wobec sędzi oskarżeń. Głos zabierają wybitni prawnicy, sędziowie i adwokaci.
Odrodzony duch „procesów kiblowych”
Rodzi to skojarzenia z innym postępowaniem w procedurze dyscyplinarnej, mianowicie sprawą prokuratora Jakuba Romelczyka. Tam sąd dyscyplinarny nie zawiadomił obwinionego o terminie posiedzenia strony i obrońców. Sędzia Sądu Najwyższego Wiesław Kozielewicz, który badał tę sprawę, uchylił decyzję o zawieszeniu Romelczyka właśnie z powodu niezawiadomienia stron i porównał działanie prokuratorskiego sądu dyscyplinarnego do tzw. procesów kiblowych z czasów głębokiej komuny.
To był proces. Tylko cóż to był za proces, skoro strony nie mogły się odezwać. Bo było to w celi i strona miała zamknięte usta. I w ciągu 20 minut zapadało orzeczenie karze śmierci. Do tego młodzi prawnicy dopuścić nie mogą. Ale młodzi prawicy tworzą takie przepisy, ku mojemu zaskoczeniu – mówił w Sądzie Najwyższym Kozielewicz.
Z uwagi na etap sprawy sędzi Kamili Borszowskiej-Moszowskiej niedopełnienie obowiązku poinformowania o fakcie ustanowienia pełnomocnika przez prezesa SO w Świdnicy uznać należy za czyn mniejszego kalibru, tym niemniej idący w tym samym duchu, co w przypadku sędziów-prokuratorów. Po co strona ma wiedzieć o terminie, by móc realizować prawo do obrony, po co rzecznik dyscyplinarny ma wiedzieć o tym, pełnomocnikiem jest znany specjalista m.in. od orzecznictwa ETPCz, które jest miażdżące dla koncepcji dociekania winy sędzi za jej wystąpienia w mediach, dotyczących bezprawia Adama Bodnara? A nuż drgnęłaby mu ręka, podejmując sprawę, której nie ma?
Masz się zgadzać z Bodnarem, albo milczeć
Sędzia Borszowska-Moszowska wielokrotnie dzieliła się swoją wiedzą i komentarzem w publikacjach portalu niezalezna.pl czy Gazety Polskiej.
W marcu br. tak mówiła o propozycji skasowania prawomocnych orzeczeń Izby Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego:
„Jaki jest ukryty cel? Nad tym przede wszystkim się zastanawiam. Konsekwencje są bowiem oczywiste – postępowania dyscyplinarne wobec sędziów zostaną storpedowane. To korporacyjne podejście wskazujące, że środowisko nie chce oczyszczenia. W myśl zasady: „ma być po naszemu”.
„Wprawdzie sędzia też człowiek, który może popełniać błędy, ale poprzeczka musi być zawieszona znacznie wyżej. Skoro, jako sędziowie, w jakimś sensie oceniamy moralność innych, to musimy być nieskazitelnego charakteru” - tak z kolei punktowała zachowanie sędziego, który po pijanemu wywołał burdy podczas szkolenia organizowanego m.in. przez Iustitię.
Po drugiej stronie mamy zaś szereg sędziów, którzy nie powściągają języka w komentarzach wydarzeń o charakterze politycznym. Kilka dni temu opisaliśmy przypadek świeżo upieczonego rzecznika prasowego Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. Sędzia Michał Bober w mediach społecznościowych nie waha się szydzić nawet z prezydenta.
za:niezalezna.pl