Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Masz się zgadzać z Bodnarem, albo milczeć.

Prawnicy, którzy krytykują działania i plany Ministerstwa Sprawiedliwości, padają ofiarą szykan. Adam Bodnar choć wprawdzie dużo i często mówi o "wolności słowa", to krytyka najwyraźniej mocno go uwiera. Właśnie wszczęto postępowanie wyjaśniające wobec sędzi Kamili Borszowskiej-Moszowskiej.

Grożą jej zarzuty dyscyplinarne za wygłaszanie... "wypowiedzi polemicznych połączonych z krytyczną dyskusją nad bieżącymi problemami sądownictwa oraz kontrowersyjnych uwag i poglądów". - Jeśli ktoś używa argumentów merytorycznych, nie można go zwalczać na gruncie merytorycznym i próbuje się inaczej - mówi mec. Michał Skwarzyński, pełnomocnik sędzi.

Sędzia Kamila Borszowska-Moszowska to doświadczona prawniczka, pełniąca służbę od 2005 roku. Zaczynała jako asesor, zaś od 2009 roku orzeka jako sędzia, dziś w Sądzie Okręgowym w Świdnicy. Nie pozostaje bierna wobec szerzącego się bezprawia. Często merytorycznie punktuje w mediach społecznościowych absurdy w wymiarze sprawiedliwości. A to może się władzy nie podobać.

Na pewno nie spodobało się prezesowi Sądu Okręgowego w Świdnicy Jackowi Szererowi, nominatowi Adama Bodnara i bezpośredniemu przełożonemu s. Borszowskiej-Moszowskiej. W lutym br. zawiadomił bowiem Zastępcę Rzecznika Dyscyplinarnego przy Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu Piotra Krawczuka o „delikcie dyscyplinarnym”, który rzekomo miała popełnić sędzia.

Rzecznik wszczął czynności wyjaśniające, co może stanowić preludium do postawienia zarzutów dyscyplinarnych. Czego dopuściła się s. Borszowska-Moszowska w bodnarowskiej optyce? Oto fragment pisma:

    „W związku z czynnościami prowadzonymi wskutek pisma Prezesa Sądu Okręgowego w Świdnicy z dnia 26 lutego 2025 r. w celu wyjaśnienia:

    okoliczności podjęcia przez Panią bez wiedzy i zgody prezesa sądu, w którym pełni Pani służbę, a następnie prowadzenia działalności publicystycznej polegającej na cyklicznym prezentowaniu za pośrednictwem serwisów internetowych i portali społecznościowych, również w formie audiowizualnych, wypowiedzi polemicznych połączonych z krytyczną dyskusją nad bieżącymi problemami sądownictwa oraz kontrowersyjnych uwag i poglądów, które w odbiorze reprezentatywnej części środowiska sędziów mogą mieć charakter prowokacyjny, a w wymiarze społecznym uchodzić za prezentowanie postaw o zabarwieniu politycznym,

    okoliczności udziału w dniu 29 listopada 2024 r. we Wrocławiu w konferencji naukowej zorganizowanej dla przedstawicieli środowiska naukowego, sędziów i pracowników sądów powszechnych oraz SN, przez Zakład Prawa Pracy Uniwersytetu Wrocławskiego i Sąd Apelacyjnych we Wrocławiu nt. „Stosunki służbowe w wymiarze sprawiedliwości w dobie przemian – stan obecny i perspektywy” bez wiedzy i zgody prezesa sądu, w którym pełni Pani służbę

    wzywam Panią na podstawie art. 114 par. 2 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. Prawo o ustroju sądów powszechnych do złożenia pisemnego oświadczenia dotyczącego wyjaśnianych okoliczności” – czytamy w piśmie Krawczuka.

Sędzi dano na odpowiedź 14 dni i pouczono, że „niezłożenie oświadczenia w terminie nie wstrzyma dalszego biegu postępowania”.

Informacja o wszczętych czynnościach zbiegła się z wystąpieniem ministra sprawiedliwości we włoskich Syrakuzach. Tam - podczas konferencji  Bodnar przekonywał, jak wielką wagę przywiązuje do „kwestii wolności słowa i swobody wypowiedzi sędziów”.

"Pan prezes postanowił wziąć udział w kampanii wyborczej"

Portal niezalezna.pl skontaktował się z pełnomocnikiem sędzi, mec. Michałem Skwarzyńskim.

- W tej sprawie dzieją się rzeczy bardzo niepokojące. Po pierwsze - forma cenzury i zablokowania pluralizmu wypowiedzi sędziów w Polsce, co nie może mieć miejsca, bo w orzecznictwie międzynarodowym jest jasne, że sędzia także może zabierać głos w dyskursie publicznym - stwierdził.

Podnosi też, że ignoruje się go jako adwokata w tej sprawie. - Już w grudniu byłem umocowany po pierwszych próbach interwencji prezesa sądu. Z tego co mi wiadomo, do rzecznika dyscyplinarnego nie przekazano mojego pełnomocnictwa. Formalnie nic o sprawie nie wiem. Dowiedziałem się o niej z prasy. W normalnym państwie takie rzeczy nie mogą się dziać, a mamy do czynienia z działalnością sędziów - alarmuje mec. Skwarzyński.

Po trzecie - dodaje - „wszystko dzieje się w kampanii wyborczej i mam wrażenie, że pan prezes postanowił być bardzo nadgorliwy i w taki sposób wziąć udział w kampanii”.

Pytany, dlaczego czynności wszczęto akurat wobec s. Borszowskiej-Moszowskiej, odpowiada bez wątpliwości:

    „ (sędzia) ma bardzo duże zasięgi w internecie, posługuje się merytorycznymi argumentami, co nie zawsze ma miejsce, bo wielu sędziów wprost obraża swoich adwersarzy. Tu mamy do czynienia z wysoką kulturą i wysoką jakością przekazu. Oczywiście chodzi o to, że nie jest to przekaz chwalący obecną władzę. To dlatego jest to przedmiot postępowania”.

Zaznacza, że „jeśli ktoś używa argumentów merytorycznych, nie można go zwalczać na gruncie merytorycznym i próbuje się inaczej”.

Dopytywany na koniec, jaki będzie finał postępowania, wskazuje na dwa scenariusze: „jeśli zlecenie ma charakter polityczny i przyszło z samej góry, będzie to dalej realizowane. Jeśli to eksces prezesa, który chciał się przypodobać obecnej władzy, może się to bardzo szybko skończyć”.

Lawina poparcia wobec sędzi

W sieci przybywa słów wsparcia; powstała szeroko podawana dalej inicjatywa „solidarni z sędzią Kamilą Borszowską-Moszowską”. Prawnicy jednocześnie solidaryzują się, ale też wytykają absurd stawianych wobec sędzi oskarżeń. Głos zabierają wybitni prawnicy, sędziowie i adwokaci.

Odrodzony duch „procesów kiblowych”

Rodzi to skojarzenia z innym postępowaniem w procedurze dyscyplinarnej, mianowicie sprawą prokuratora Jakuba Romelczyka. Tam sąd dyscyplinarny nie zawiadomił obwinionego o terminie posiedzenia strony i obrońców. Sędzia Sądu Najwyższego Wiesław Kozielewicz, który badał tę sprawę, uchylił decyzję o zawieszeniu Romelczyka właśnie z powodu niezawiadomienia stron i porównał działanie prokuratorskiego sądu dyscyplinarnego do tzw. procesów kiblowych z czasów głębokiej komuny.

To był proces. Tylko cóż to był za proces, skoro strony nie mogły się odezwać. Bo było to w celi i strona miała zamknięte usta. I w ciągu 20 minut zapadało orzeczenie karze śmierci. Do tego młodzi prawnicy dopuścić nie mogą. Ale młodzi prawicy tworzą takie przepisy, ku mojemu zaskoczeniu – mówił w Sądzie Najwyższym Kozielewicz.

Z uwagi na etap sprawy sędzi Kamili Borszowskiej-Moszowskiej niedopełnienie obowiązku poinformowania o fakcie ustanowienia pełnomocnika przez prezesa SO w Świdnicy uznać należy za czyn mniejszego kalibru, tym niemniej idący w tym samym duchu, co w przypadku sędziów-prokuratorów. Po co strona ma wiedzieć o terminie, by móc realizować prawo do obrony, po co rzecznik dyscyplinarny ma wiedzieć o tym, pełnomocnikiem jest znany specjalista m.in. od orzecznictwa ETPCz, które jest miażdżące dla koncepcji dociekania winy sędzi za jej wystąpienia w mediach, dotyczących bezprawia Adama Bodnara? A nuż drgnęłaby mu ręka, podejmując sprawę, której nie ma?

Masz się zgadzać z Bodnarem, albo milczeć

Sędzia Borszowska-Moszowska wielokrotnie dzieliła się swoją wiedzą i komentarzem w publikacjach portalu niezalezna.pl czy Gazety Polskiej.

W marcu br. tak mówiła o propozycji skasowania prawomocnych orzeczeń Izby Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego:

„Jaki jest ukryty cel? Nad tym przede wszystkim się zastanawiam. Konsekwencje są bowiem oczywiste – postępowania dyscyplinarne wobec sędziów zostaną storpedowane. To korporacyjne podejście wskazujące, że środowisko nie chce oczyszczenia. W myśl zasady: „ma być po naszemu”.

„Wprawdzie sędzia też człowiek, który może popełniać błędy, ale poprzeczka musi być zawieszona znacznie wyżej. Skoro, jako sędziowie, w jakimś sensie oceniamy moralność innych, to musimy być nieskazitelnego charakteru” - tak z kolei punktowała zachowanie sędziego, który po pijanemu wywołał burdy podczas szkolenia organizowanego m.in. przez Iustitię.

Po drugiej stronie mamy zaś szereg sędziów, którzy nie powściągają języka w komentarzach wydarzeń o charakterze politycznym.  Kilka dni temu opisaliśmy przypadek świeżo upieczonego rzecznika prasowego Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. Sędzia Michał Bober w mediach społecznościowych nie waha się szydzić nawet z prezydenta.

za:niezalezna.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.