Można byłoby z tego pożartować, gdyby w tle nie było ludzkich dramatów. Tymczasem tuskowcy-żurkowcy, fundując nam groźny absurd, za chwilę doprowadzą do sytuacji, w której przestępcami zostaną niewinni ludzie, którzy nie zrobili niczego złego, a może nawet już są przestępcami.
Jak to?
Znalazł się bowiem sędzia, który odmówił zajęcia się sprawą podziału majątku prawomocnie rozwiedzionych małżonków.
Ów śmiałek w todze rzekł sobie buntowniczo, że według niego, mimo że rozwód się uprawomocnił, to żadnego rozwodu nie było, bo sędzia orzekający jest „neosędzią”.
Nadmienię, że nie ma czegoś takiego w polskim prawie jak „neosędzia”, a ów chory wymysł był i jest kultywowany przez środowiska Waldemara Żurka, Iustitii i im podobne.
Gdyby chore inicjatywy sędziów kwestionujących status innych rozważać konsekwentnie, to jeśli jakiś zgodnie z prawem rozwiedziony małżonek weźmie lub zawarł po rozwodzie kolejny ślub, to w koncepcji żurkowców staje się bigamistą, a za to grożą według Kodeksu karnego dwa lata więzienia.
Powtórzę: dwa lata! Oczywiście najważniejsze pytanie brzmi: jak uporządkować ten bałagan?
Odpowiedź jest prosta: każdy sędzia, który podważa status innego sędziego, musi zostać wyrzucony z zawodu na zbity pysk.
I tyle.
Sławomir Jastrzębowski
za:niezalezna.pl