Ostatnie wydarzenia polityczne w naszym kraju pokazują jednoznacznie negatywne konsekwencje braku realnej dekomunizacji, jakiej nie przeprowadzono po okresie transformacji ustrojowej po 1989 r. Wysoka funkcja działacza partii komunistycznej z PRL Włodzimierza Czarzastego i jego aktualna swoista „nietykalność” jest tego aż nazbyt wymownym symbolem. Powiązany
nie wiadomo z kim postkomunista ma dziś dostęp do wszystkich tajemnic naszego systemu bezpieczeństwa, w tym do tajemnic NATO. Arogancja, z jaką obecny marszałek sejmu ignoruje coraz poważniejsze zarzuty wobec własnej przeszłości, oraz buta i wręcz bezczelność, z jaką posłowie z jego ugrupowania atakują obecnie środowisko żołnierzy wyklętych, wypaczając prawdę historyczną i ignorując fakty z przeszłości – to wszystko jest kolejnym ciosem wymierzonym w naszą suwerenność.
Dlatego tak ważne jest dla nas teraz obserwowanie, czym zakończy się batalia o dostęp do informacji tajnych i ściśle tajnych obecnego marszałka sejmu. Tak, oczywiście, wszyscy pamiętamy, że ten dostęp obecnie należy się Włodzimierzowi Czarzastemu z urzędu, z racji sprawowanej przez niego funkcji. Ale najważniejszą kwestią jest to, czy gdyby w zwyczajny, obowiązujący wszystkich sposób wystąpił o ten dostęp, to czy by go otrzymał. Wszystkie spekulacje na ten temat pan marszałek mógłby rozwiać, gdyby wypełnił ankietę bezpieczeństwa, a jego prawdomówność sprawdziłaby Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Im dłużej on się przed tym broni, z tym większym prawdopodobieństwem można zakładać, że musi przed opinią publiczną ukryć swoją rzeczywistą ścieżkę kariery zawodowej i że stawiane mu obecnie przez dziennikarzy zarzuty mają solidne potwierdzenie w faktach.
Ostatnio Włodzimierz Czarzasty wprowadził pod obrady sejmu skandaliczny projekt ustawy autorstwa posłów lewicy, który ma przyznawać odszkodowania „ofiarom” żołnierzy wyklętych. Głównym celem tej ustawy jest jednorazowe świadczenie pieniężne w wysokości 50 tys. zł, jakie ma przysługiwać osobom, które doznały uszczerbku na zdrowiu, oraz członkom rodzin ofiar, które zginęły w wyniku przestępstw popełnionych na tle narodowościowym, religijnym lub rasowym w latach 1945–1946.
W projekcie nie ma mowy o zbrodniach komunistycznych ani o tysiącach ofiar komunistów, a uzasadnienie pomysłu gloryfikowania tych, którzy wspierali zbrodniczą władzę, brzmi jak echo rzekomo minionej epoki, w której obowiązywała marksistowska ideologia i sowiecki terror. Historycy już dawno rozstrzygnęli te kwestie, wyjaśniali nie raz i nie dwa złożone problemy walki podziemia niepodległościowego i dylematy, przed jakimi stanęli żołnierze Armii Krajowej czy Narodowych Sił Zbrojnych. Politykom nie wolno traktować tych tematów tak instrumentalnie i tendencyjnie, jak robi to Włodzimierz Czarzasty. Działacze partyjni, którzy jak obecny marszałek dorobili się na prywatyzowanym państwowym majątku, korzystali z układów i pieniędzy uwłaszczającej się partyjnej nomenklatury, nie mogą cofać nas do rzeczywistości państwa z epoki realnego socjalizmu. Nie pozwolimy, by wróciły tamte tragiczne czasy, choćby tego życzyła sobie nawet druga osoba w państwie.
Jolanta Hajdasz
za:idziemy.pl