Po szesnastu latach od czasu tragedii smoleńskiej ciągle jeszcze wszyscy czujemy, że to, co się wydarzyło 10 kwietnia 2010 roku, jest niezabliźnioną raną. A spojrzenie na Smoleńsk dokonuje się i musi się dokonywać przez pryzmat celu owej państwowej delegacji, której przewodziła prezydencka para Lech i Maria Kaczyńscy, a także prezydent Ryszard Kaczorowski. Katyń 1940 trwa więc i trwać będzie nad Smoleńskiem 2010, jakby coś potwornie smutnego, przewrotnego w złośliwym losie, połączyło obie tragiczne historie:
oto ci, co lecieli, by złożyć hołd pomordowanym, sami zginęli okrutną śmiercią. Za śmiercią pierwszych stała Moskwa i NKWD, za śmiercią drugich także widnieje cień sprawczej, złowieszczej Moskwy.
Pamiętam, jak kiedyś, w osobistych rozmowach z Ewą Błasik, odkrywałem przebieg ostatnich dni jej męża, generała Andrzeja Błasika. Pamiętam, jak wyglądał jego mundur – poszarpany, porozrywany i ubrudzony smoleńskim błotem. Gdy się na niego patrzyło, natychmiast oczyma wyobraźni widziało się mundury żołnierzy wyciąganych z masowych mogił w roku 1943, po ujawnieniu światu przez Niemców zbrodni katyńskiej. To było to samo smoleńsko-katyńskie błoto.
Ale są też w obu historiach – tej z 1940 i tej z 2010 – inne elementy, które je spajają. To przede wszystkim kłamstwo: kłamstwo, które staje się immanentną cechą samej zbrodni. W obu wypadkach było i jest to kłamstwo w zaparte, na „rympał”, wbrew logice i oczywistym faktom.
W obu też przypadkach mamy do czynienia z „milczeniem Zachodu”. W czasie II wojny światowej sprawa katyńska stała się niewygodna dla obu wielkich alianckich, zachodnich mocarstw, gdyż potrzebowały one Stalina jako sojusznika, dzięki któremu uda się pokonać Niemcy. Próby Polaków walki o prawdę i sprawiedliwość po 13 kwietnia 1943 roku były więc skazane na porażkę, Sowieci zerwali stosunki z naszym londyńskim rządem i w Teheranie, i Jałcie, doszło do oddania Polski w łapy Stalina.
W wypadku Smoleńska Zachód także milczał i milczy – gdyż w 2010 roku budowano przecież (także za sprawą polskiego premiera Donalda Tuska) dobre relacje z Władimirem Putinem, stawiano na „reset” dobrych stosunków z Moskwą. Lepiej więc było milczeć i pozwolić kłamstwom moskiewskim zawładnąć narracją dotyczącą przyczyn.
Wreszcie elementem łączącym Katyń i Smoleńsk jest pogarda wobec ludzkiego życia oraz godności człowieka: z taką samą barbarzyńską nieczułością i okrucieństwem podchodzono do oficerów polskich i ich ciał po śmierci w roku 1940, jak do ciał polityków, oficerów i wybitnych postaci polskiej elity intelektualnej w roku 2010. Koszmar, jakiego doświadczyły Rodziny Smoleńskie, jest ważną częścią tego horroru, jaki wówczas się rozegrał.
W smoleńsko-katyńskim błocie tyle widać, niestety, podobieństw, pomimo siedemdziesięciu lat, które dzielą te dwie, porażające tragedie…
Tomasz Łysiak
za:niezalezna.pl