Z głębokim niepokojem i bólem przyjmujemy doniesienia o usuwaniu kluczowych symboli polskiej i chrześcijańskiej pamięci z terenu byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Pod pretekstem „prac konserwatorskich” z przestrzeni muzeum znikają znaki, które przez dekady świadczyły o męczeństwie narodu polskiego i świętych Kościoła katolickiego. Czy w imię źle pojętej nowoczesności próbuje się pisać historię tego miejsca na nowo, wymazując z niej polskie ofiary?
Cios w serce polskiej pamięci
Z bloku 15, miejsca szczególnego dla naszej tożsamości narodowej, zdemontowano dwie niezwykle ważne tablice. Pierwsza z nich upamiętniała bohaterów Armii Krajowej i dumnie prezentowała znak Polski Walczącej. Druga poświęcona była zamordowanym polskim harcerzom. To nie były zwykłe eksponaty – to wota ufundowane przez byłych więźniów, którzy z własnych, skromnych środków chcieli oddać hołd swoim kolegom.
Warto przypomnieć, że w 1995 roku przy odsłonięciu tablicy AK obecna była Zofia Pilecka-Optułowicz, córka legendarnego rotmistrza Witolda Pileckiego. Dziś te znaki pamięci, pobłogosławione łzami rodzin ofiar, trafiają do magazynów.
Św. Edyta Stein „nie pasuje” do ekspozycji?
To jednak nie koniec bolesnych zmian. Z terenu Birkenau zniknęła tabliczka upamiętniająca św. Edytę Stein (Teresę Benedyktę od Krzyża) – patronkę Europy i wielką świętą Kościoła, która w tym piekielnym miejscu oddała życie. Tabliczka, postawiona przez harcerzy w latach 90., była dla pielgrzymów drogowskazem modlitwy. Jej usunięcie budzi uzasadniony sprzeciw i pytanie: komu przeszkadza pamięć o chrześcijańskim świadectwie w Auschwitz?
Selektywna „konserwacja”
Sprawę nagłośnił Paweł Usiądek, polityk Konfederacji, który w ostrych słowach na platformie X punktuje działania dyrekcji Muzeum. Zauważa on niepokojącą dysproporcję: podczas gdy polskie i chrześcijańskie ślady są usuwane, inne upamiętnienia pozostają nienaruszone.
„Auschwitz był obozem zbudowanym przez Niemców dla Polaków. Później stał się miejscem zagłady Żydów. Obie prawdy są prawdziwe i obie powinny trwać w pamięci. Selektywne usuwanie polskich i chrześcijańskich śladów pamięci – przy jednoczesnym zachowaniu innych upamiętnień – nie jest konserwacją. Jest wyborem” – napisał polityk.
Zwrócił on również uwagę na fakt, że od 2016 roku podczas obchodów rocznicy pierwszego transportu do Auschwitz zaprzestano odprawiania Mszy Świętej, co wpisuje się w szerszy, niezwykle smutny trend rugowania pierwiastka duchowego z tego miejsca.
Wyjaśnienia, które nie uspokajają
Przedstawiciele Muzeum Auschwitz tłumaczą swoje decyzje „nadrzędną strategią ochrony historycznej substancji”. Twierdzą, że tablice ingerowały w strukturę murów. Zapewniają, że po konserwacji trafią one do „specjalnie dla nich dedykowanego miejsca”.
Niestety, na ten moment nie wskazano żadnej konkretnej daty ich powrotu, a sformułowanie o „dedykowanym miejscu” budzi obawy, że zostaną one zamknięte w muzealnych gablotach, z dala od autentycznych miejsc kaźni, w których powinny trwać jako żywe świadectwo.
Pytamy: czy autentyczność miejsca chroni się poprzez usuwanie znaków postawionych przez samych więźniów? Historia Auschwitz to nie tylko mury, to przede wszystkim ludzie i ich pamięć. Nie pozwolimy, by polskie ofiary i nasi święci zostali po raz kolejny skazani na zapomnienie.
Opracowano na podstawie materiałów informacyjnych dotyczących sporów wokół upamiętnień w Muzeum Auschwitz-Birkenau oraz wpisów Pawła Usiądka w mediach społecznościowych.
za:www.niedziela.pl