Kiedy pojawiła się informacja, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznało Jasiowi Kapeli roczne stypendium na pisanie piosenek do musicalu o historii zakazania aborcji w Polsce, wielu komentatorów zareagowało z niedowierzaniem. Sprawdzano, czy to żart. To nie był żart.
Jaś Kapela to lewicowy aktywista, celebryta-skandalista. Internet obficie dostarcza informacji o różnych jego „wyczynach”.
Pożar katedry Notre-Dame w Paryżu skomentował wezwaniem: „Nie gaście g…a, cud, że się pali”.
Zrobił sobie tatuaż JP2GMD i sam wyjaśnił, że ów skrót oznacza: „Jan Paweł II gwałcił małe dzieci”.
W filmiku „Mazurek Kapeli – Polacy witają uchodźców!” wyśpiewał przerobiony hymn Polski: „Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy, nasza bieda już minęła, migrantów przyjmiemy. Marsz, marsz, uchodźcy, z ziemi włoskiej do Polski, za naszym przewodem łączcie się z narodem”. Itp., itd.
Czy ktoś taki zasługuje na wsparcie ze strony obecnej władzy?
Okazało się, że zasługuje!
Jaś Kapela otrzymał od Ministerstwa Kultury 5 tys. zł brutto miesięcznie. Przez rok. Łącznie 60 tys. zł z publicznych pieniędzy.
Stypendium oceniono wysoko – na 90 punktów w skali stuprocentowej. Doceniony przez władzę „twórca” napisał ponad 30 piosenek.
Oto próbka tegoż „dzieła”: „Jako matka boska jestem radosna / Lecz gdy się wkurzę, to bójcie się chu… / Spadacie do zsypu, nie przyjdzie wiosna, / Najpierw was opluje, potem abortuje”.
Jak to coś nazwać?
Żenada, głupota, bluźnierstwo, chamstwo?
W każdym razie to coś zostało sfinansowane przez Ministerstwo Kultury.
Pytany o całą sprawę resort nie widział żadnego problemu.
Stwierdzono, że to „kwestia gustu”. Jedni słuchają muzyki Beethovena, a innych bawią piosenki Jasia Kapeli.
Wydaje się jednak, że Ministerstwo Kultury powinno mieć bardziej ambitne kryteria wydawania publicznych pieniędzy niż hasło: „To rzecz gustu”.
Wszak w tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z kimś, kto publicznie kpi z Jasnogórskich Ślubów Narodu, profanuje wizerunek Matki Bożej Bolesnej, a swoje „poetyckie” produkty – bo trudno je nazwać poezją – upycha między wulgaryzmami i bluźnierstwami.
To jest po prostu słabe i prymitywne.
Niestety, miliony Polaków zagłosowały, jak zagłosowały, i mamy u władzy ludzi, którzy w dotowaniu tego rodzaju działalności nie widzą nic niewłaściwego. Wobec tego rodzaju sytuacji nasuwa mi się ironiczny komentarz: pogratulować pobożnym paniom i postępowym księżom, którzy wsparli koalicję 13 grudnia.
Mechanizm jest prosty, choć odrażający. Ministerstwo dysponuje budżetem na stypendia twórcze, przyznawane w konkursach. Procedura formalna zostaje zachowana. Można więc wzruszyć ramionami i powiedzieć: „Wygrał konkurs, dostał środki, sprawa zamknięta”. Ale za tym wzruszeniem ramion kryje się coś głębszego, a mianowicie pewna filozofia kultury, a właściwie jej negacja. To w gruncie rzeczy filozofia antykultury.
Krzysztof Karoń w swej książce „Historia antykultury” zauważa, że w historii sztuki nie brakowało przełomów, ale zawsze sztuka była „wyrazem kultu żmudnej, planowej i twórczej pracy, dążenia do doskonałości”. Natomiast sztuka współczesna jest „wyrazem chaosu, przypadku, bylejakości, destrukcji, brzydoty i w ostatecznej konsekwencji – patologii”.
Można by powiedzieć, że piękno sztuki inspirują Boży aniołowie.
Brzydotę antysztuki wspiera diabeł, który nie bez powodu nazywany jest małpą Pana Boga (simia Dei), czyli kimś, kto przedrzeźnia Stwórcę i wynaturza Jego dzieła.
Przykro, że temu przedrzeźnianiu sprzyja obecne Ministerstwo Kultury
Wygląda na to, że siedzą w nim ludzie o specyficznych gustach.
Tym bardziej trzeba nam dbać, poczynając od rodzin i parafii, o polską, chrześcijańską kulturę.
Tak jak dbaliśmy w czasach zaborów i komuny.
Dariusz Kowalczyk SJ
za:idziemy.pl