Próba zepchnięcia na margines, uderzenie w finanse i manipulacje statystykami — Telewizja wPolsce24 mierzy się z kolejną falą nacisków. Jak ujawnili na antenie porannego pasma „Budzimy się” Marta Kielczyk i Mariusz Pietrasik, nowa metodologia badań telemetrycznych instytutu Nielsen nagle „wymazała” z wykresów co trzeciego widza stacji! Cel jest czytelny:
ograniczyć wpływy z reklam i uderzyć w niezależny przekaz. Redakcja odpowiada zdecydowanie: „Nie damy się okraść!”
W porannym programie wPolsce24 prowadzący nie kryli oburzenia. Z przedstawionych danych wynika, że po 27 sierpnia nagle doszło do drastycznego tąpnięcia w oficjalnych statystykach Nielsena.
Nie damy sobie Państwa nikomu wydrzeć. (...) Nielsen sprawił, że część z Państwa, naszych widzów, nie istnieje – i to w porywach nawet co trzeci widz Telewizji wPolsce24! Mamy dowody na to, że Państwo są, że jest Was coraz więcej” — podkreślał na antenie Mariusz Pietrasik.
Konsultacje z gigantami rynku i „znikanie” widzów
Jak wskazano na antenie, zmiany w sposobie pomiaru oglądalności miały zostać wprowadzone po konsultacjach prowadzonych wyłącznie z największymi podmiotami na rynku telewizyjnym. Skutek? Z dnia na dzień statystyki oglądalności stacji stopniały w pasmach całodobowych, dziennych i wieczornych nawet o 10–20 tysięcy widzów, uderzając w około 30% widowni.
Mechanizm jest prosty: zaniżone słupki oglądalności oznaczają spadek zainteresowania reklamodawców, a co za tym idzie – drenaż finansowy stacji, która od początku stawia na pluralizm i konserwatywne wartości. Prowadzący zwrócili uwagę, że zabiegi te nasilają się w kluczowych momentach politycznych, na rok przed istotnymi rozstrzygnięciami wyborczymi.
Do tego dochodzą zgłoszenia od odbiorców z całej Polski, którzy informują m.in. o trudnościach z dostępem do kanału w hotelach czy sieciach kablowych w różnych regionach kraju.
Apel o wsparcie: „Wy jesteście naszą siłą!”
W odpowiedzi na próbę zdławienia niezależnego głosu, stacja zainicjowała akcję „Nie damy się okraść!”. Redaktorzy wprost apelują do Polaków o solidarność i bezpośrednie wsparcie finansowe dla wydawcy kanału.
Telewizja wPolsce24 ma wrogów. Manipulują wynikami oglądalności, żeby pozbawić nas funduszy. Ale my nie znikniemy. Walczymy, bo jesteście Wy – nasi widzowie. Wasze wsparcie ma teraz większe znaczenie niż kiedykolwiek. Pomóżcie nam, byśmy mogli dalej istnieć i nadawać” - wybrzmiewa w oficjalnym komunikacie stacji.
Skandal pod Warszawą! Policja nasłana na ekipę telewizji wPolsce24. Czego boi się Monika Piątkowska?
Tak próbuje się uciszać wolne media! Przed zamkniętym osiedlem w Starej Wsi pod Nadarzynem doszło do bulwersującego incydentu. Na pracującą w terenie ekipę stacji wPolsce24 – reportera Rafała Jarząbka oraz operatora kamery – wezwano patrol policji. Powód? Dziennikarze ośmielili się sprawdzić, gdzie tak naprawdę mieszka Monika Piątkowska, kandydatka ubiegająca się o fotel... prezydenta Krakowa!
Krakowski desant z podwarszawskiego osiedla
Monika Piątkowska, kojarzona z obecnym układem rządzącym, próbuje przekonać mieszkańców dawnej stolicy Polski, że to właśnie ona najlepiej zadba o ich sprawy i rozumie problemy podwawelskiego grodu. Tymczasem rzeczywistość trzeszczy, jak realizacja obietnic przez Donalda Tuska – zamiast krakowskiego Kazimierza, Krowodrzy czy Bronowic, centrum życia kandydatki jest spokojny segment na strzeżonym, podwarszawskim osiedlu w gminie Nadarzyn.
Ekipa telewizji wPolsce24 postanowiła pokazać widzom ten zaskakujący kontrast. Dziennikarze udali się na miejsce z kamerą, by zrealizować materiał reporterski oraz – z zachowaniem symbolicznego humoru – poczęstować sąsiadów kandydatki tradycyjnymi krakowskimi obwarzankami.
Policja na zlecenie? „Ktoś ma wycelowaną kamerę”
Obecność wolnych mediów w przestrzeni publicznej najwyraźniej mocno zaniepokoiła kogoś z otoczenia kandydatki lub samą zainteresowaną. Przed bramą osiedla błyskawicznie zjawił się umundurowany patrol policji. Jak relacjonował na żywo na antenie Rafał Jarząbek, funkcjonariusze tłumaczyli swoją interwencję zgłoszeniem o rzekomym „celowaniu kamerą w konkretny dom”, a nawet próbą doszukiwania się naruszenia dóbr osobistych.
Przecież jesteśmy w miejscu publicznym, nie wchodzimy na teren osiedla, wykonujemy pracę dziennikarską. Wolno nam nagrywać – argumentował reporter w rozmowie z mundurowymi.
Funkcjonariusze ostatecznie spisali dane dziennikarzy, potwierdzili, że zespół nie podszywa się pod nikogo i wylegitymował się legitymacjami prasowymi, po czym odstąpili od dalszych czynności. Niesmak jednak pozostał. Wzywanie organów ścigania do dziennikarzy relacjonujących fakty z drogi publicznej to standardy, które kojarzą się z najgorszymi praktykami tłumienia krytyki prasowej.
Pytania, które parzą
Dlaczego politycy forsujący swoją kandydaturę na kluczowe urzędy w państwie tak panicznie reagują na widok kamer poza zaprzyjaźnionymi, mainstreamowymi redakcjami? Czy mieszkańcy Krakowa nie mają prawa wiedzieć, skąd pochodzi i gdzie na co dzień żyje osoba, która rości sobie prawo do rządzenia ich miastem?
Jedno jest pewne: próby zastraszania policyjnymi patrolami nie zamkną ust reporterom stacji wPolsce24. Polacy mają prawo do prawdy – nawet tej najbardziej niewygodnej dla politycznych salonów.
za:wpolsce24.tv