Specjalista od kampanii marketingowych i publicysta Miłosz Lodowski opowiada o agresywnych kampaniach promujących idee lewicowe, których ofiarą padało, niczego nieświadome, polskie społeczeństwo.
W Stanach Zjednoczonych funkcjonowała do niedawna rządowa agencja USAID, która zajmowała się m.in. promocją idei lewicowych w różnych krajach, w tym w Polsce. Wspierający Donalda Trumpa miliarder Elon Musk, który stanął na czele Departamentu Wydajności Państwa (DOGE) zlikwidował USAID, co spowodowało natychmiastowe ucięcie finansowania różnym przedsięwzięciom, takim jak choćby funkcjonujący w Polsce tzw. Tour de konstytucja, promujący koncepcje tzw. obrony praworządności.
Kosmiczna kasa dla lewaków
O masowej promocji wartości lewicowych na świecie mówi w rozmowie z Łukaszem Jankowskim dyrektor kreatywny i publicysta Miłosz Lodowski, w przeszłości współtwórca kampanii prezydenckiej Pawła Kukiza.
W Polsce wydano 1,5 miliarda złotych, to prawie 400 milionów dolarów w ostatnich latach, tylko i wyłącznie na lewicowy „idea placement” [czyli lokowanie lewicowych idei]. Pieniądze szły do organizacji trzeciego sektora, do dziennikarzy, do influencerów. Wszystko po to, żeby Polacy się zmienili i odbierali rzeczywistość inną, niż ona jest – mówi Lodowski.
Publicysta podkreśla, że środki te to pieniądze tylko z jednego źródła, podczas gdy w sumie było ich znacznie więcej.
Były jeszcze fundusze norweskie, fundusze szwajcarskie, na pewno idą też pieniądze niemieckie, rosyjskie, a może i chińskie – kreśli obraz szokującej masowej manipulacji gość Łukasza Jankowskiego.
Miłosz Lodowski ocenia, że środki te niewątpliwie przyczyniły się do odejścia PiS od władzy, jednak nie wystarczyły, by któraś z partii wówczas opozycyjnych wygrała z partią Jarosława Kaczyńskiego.
Oni nie wygrali tych wyborów. Przeważyła Trzecia Droga, która została odblokowana zasięgami w social mediach. Zacznijmy więc zauważać, jak mocna jest prawa strona. Z jak wielką dysproporcją kapitałową walczono w Polsce – podkreśla.
Idea placement – dlaczego niejawne?
Lodowski zwraca uwagę, że w Polsce jeżeli gdzieś stosuje się tzw. product placement, czyli promowanie produktów w sposób inny, niż typowa reklama, to istnieje obowiązek informowania o tym.
Nie wiadomo dlaczego nie ma tego samego obowiązku, związanego z „idea placement”. Ktoś lokuje jakieś idee, które bardzo często mają zmieniać przyzwyczajenia obywateli. Środki szły na dziennikarzy, na generowanie pewnego rodzaju przekazu, na przykład o stanie polskiego Kościoła. Zmieniano przyzwyczajenia ludzi, po prostu zmieniano ludzi – tłumaczy.
Jak ocenia Lodowski, Polacy mimo to dawali radę zachować swoją tożsamość.
Być może do Donalda Tuska dociera teraz, jaka jest prawdziwa siła prawicy, kiedy nie ma dysproporcji środków, które zostały w środku „roku inwestycyjnego” przycięte, gdy ktoś planował sobie, że będzie nimi dysponował – zastanawia się publicysta.
za:wnet.fm