Jeszcze do niedawna sytuacja wewnątrz NATO przypominała tę w typowej rodzinie. Bywały spory, kłótnie – raz większe (jak m.in. słowa prezydenta Francji w 2019 r. o śmierci mózgowej Sojuszu), raz mniejsze. Niektóre rzeczy odkładano do realizacji w czasie niczym naprawa cieknącego od dawna kranu w kuchni. Jednak wszystko szło do przodu i pewne rzeczy pozostały niezachwiane.
Teraz jednak mówi się o początku kryzysu w najpotężniejszej organizacji świata.
I wcale nie chodzi o groźby prezydenta USA Donalda Trumpa o wyjściu z paktu Stanów Zjednoczonych, które należy traktować raczej jako zmobilizowanie sojuszników do ogarnięcia się i wypełniania zobowiązań.
Trudno to samo powiedzieć jednak o postawie Słowenii.
Nowy przewodniczący izby niższej tamtejszego parlamentu Zoran Stevanović właśnie zapowiedział, że w kraju odbędzie się referendum ws. opuszczenia NATO.
Trafił na podatny grunt, bowiem w sondażach liczba zwolenników i przeciwników takiego rozwiązania rozkłada się niemal po połowie.
Polityk ujawnił również, że niedługo uda się z wizytą do Moskwy.
Zapewne na Kremlu nie kryją zadowolenia – zarówno z jednej, jak i z drugiej decyzji.
Na pomoc agresorowi
Białoruś od początku była zaangażowana po stronie Rosji w inwazję na Ukrainę. Transport uzbrojenia, przerzut rosyjskich żołnierzy czy wreszcie regularne ostrzały prowadzone z terytorium naszego wschodniego sąsiada są tego najlepszymi dowodami.
A na tym nie koniec, bowiem reżim Łukaszenki zaangażował się też w proceder porywania i wywożenia ukraińskich dzieci oraz poddawania ich silnej indoktrynacji na ruską modłę.
Z tego powodu Białoruś należy traktować jako pełnoprawnego uczestnika tej wojny, choć w Mińsku robią, co mogą, by Zachód tak tego nie postrzegał. Tymczasem z nowymi informacjami na temat zaangażowania Białorusi wyszedł prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Podał, że w przygranicznych obszarach Białorusi trwają prace nad budową dróg w kierunku terytorium Ukrainy oraz rozwijaniem pozycji artyleryjskich.
Dochodzi też do prób przegrupowania sił rosyjskich. To gdyby ktoś jeszcze łudził się, że na Kremlu myślą o rozmowach pokojowych i doprowadzenia do zakończenia konfliktu. Zwłaszcza że dane wywiadowcze wskazują, że jeszcze wiosną Rosja planuje kolejną ofensywę na Ukrainie.
Zapewne przy wydatnym udziale satelickiej Białorusi.
Konrad Wysocki
za:niezalezna.pl