Ostatnio stacje telewizyjne znów emitują serial sci-fi Transformers, którego treścią jest walka dwóch skłóconych grup robotów o naszą planetę: Dobre Autoboty zapewniają ludziom wolność i chronią Ziemię, złe Deceptikony dążą do jej podboju i ustanowienia tyranii. W trzeciej części cyklu („Ciemna strona Księżyca” z 2011 r.) Deceptikony ostatecznie zwyciężają, a jeden ze światowych przywódców tak oto ocenia sytuację: „Jeżeli ktoś nas kiedyś zapyta, co robiliśmy, gdy wrogowie przejmowali nasz świat, odpowiemy: Staliśmy i patrzyliśmy...”
Serial jest dość schematyczną metaforą „odwiecznej walki dobra i zła” w sytuacji skrajnego zagrożenia. Niestety, w realu wypadamy gorzej niż w uniwersum Transformersów. Nasi ziemscy liderzy (obsadzeni w rolach Deceptikonów) „nie stoją i nie patrzą”, tylko aktywnie kreują upiorną rzeczywistość a rebours. A publiczność ogląda to na ekranach laptopów, dając wiarę fejkom i zabobonom, i potem chodzi skołowana jak pijane dzieci w labiryncie.
Ileż razy – powiedzmy to sobie szczerze – narody pozwalały, żeby kierowali nimi wynalazcy „idealnych” (a w rzeczywistości oszukańczych) koncepcji ustrojowych? Ile razy dawały wiarę pseudo-autorytetom, które we wtorek mówiły to, a w piątek coś całkiem przeciwnego. Mało kto miał wtedy odwagę zapytać: „Czy do tej wolty skłoniła was nowa sytuacja polityczna, czy może… sugestie szefów jakiegoś demonicznego laboratorium? To, że siły liberalno-lewicowe odrzucają istnienie czynnika nadprzyrodzonego w dziejach świata, jest oczywiste. Ale czemu w swoich rachubach nie bierze go pod uwagę prawica? Kiedy świat pogrąża się w mroku i chaosie, nie wolno nam – zwłaszcza w czas Wielkiej Nocy – nie uwzględniać istnienia realnej Opatrzności „nierychliwej ale sprawiedliwej” i szukania Jej wpływu na los Ziemian.
W przejmującym wierszu Włosy Słowackiego z 1924 r. Jan Lechoń opisuje ekshumację zwłok Poety z paryskiego cmentarza i późniejszą ceremonię ich złożenia w Katedrze Wawelskiej. Ostatnie słowa dosłownie elektryzują… „Padły państwa olbrzymie, żeby tak się stało.” A zatem musiały upaść: Niemcy, Austro-Węgry, Rosja i Turcja, żeby stało się to, co „Kiedyś sobie ubogi suchotnik zamarzył”: Wieszcz spoczął po latach w wolnej Ojczyźnie! Ziarna jego słów obumarły, ale wydadzą plon, który będzie zbierał naród. Fakt, że krótko, bo tylko do września 1939 r., ale nie narzekajmy… W powikłanych dziejach polskiej państwowości nadprzyrodzony dar Nieba („dar powrotu”) zdarzał się też później: W 1945 r. musiały zostać zmiażdżone hitlerowskie Niemcy, żeby Polska wróciła na mapy (wprawdzie okaleczona i zniewolona, ale jednak w konkretnych granicach). W 1991 r. upadł Związek Sowiecki i komuna, żebyśmy mogli odzyskać poczucie wolności. Czyżby więc teraz – co za horrendum! – miała upaść Unia Europejska (czytaj: solidnie się przeobrazić), „żeby Polska była Polską”, a Europa Europą?
Ostatnio znajomi żalą się, że coraz mniej spraw od nich zależy. Że coraz trudniej jest coś normalnie załatwić. Ludzie czują się jak iluzjonista w cyrku, który rzucił do góry pięć piłeczek i zastanawia się, ile uda mu się złapać. Stajemy wobec drastycznych wyborów, które nas przerastają. Nas, katolików – w tej liczbie także kapłanów – okoliczności zmuszają do wyboru… w której nawie parafialnego kościoła przystanąć: W lewej czy prawej? Z kolei wielu świeckich już teraz lęka się, czy będą musieli wybierać: Kupić benzynę czy Bebiko? Jest trochę tak, jak w kiepskim dowcipie… Alkoholik mówi do dzieci: „Mam dla was dwie wiadomości, obie złe. Pierwsza: zdrożała wódka. Druga: będziecie mniej jeść.”
Tymczasem Internet – od dawna – huczy od hipotez na temat nadprzyrodzonej Zmiany i Oczyszczenia, które nas (podobno) czekają. Kiedy? O tym wie „tylko Ojciec”. Ci, którzy już nie mogą się doczekać, sugerują „z pewną nieśmiałością”, że Bóg nie będzie „siedział i patrzył”, gdy Ziemia się stacza. Nasz Zbawiciel za wszystkich cierpiał i za wszystkich zginął. Za Nawrockiego, Trumpa, Zdanowską i Netanjachu... Wszystkim przetarł szlak do Nieśmiertelności.
Jezus Chrystus znany z Imienia i Nazwiska... Mielibyśmy teraz to zmarnować, „siedząc i patrząc”?
za:lodz.niedziela.pl